Webinar Kontrola Klauzul WIBOR 17 III 2026
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Skrajne emocje podczas czytania obywatelskiego projektu ws. parków narodowych

We wtorek w Sali Kolumnowej Sejmu podczas publicznego wysłuchania projektu starli się przeciwnicy zmian i zwolennicy odebrania samorządom prawa weta do tworzenia nowych parków narodowych. Oklaskami lub buczeniem reagowali na popierane przez siebie lub przeciwne rozwiązania.

We wtorek w Sali Kolumnowej Sejmu podczas publicznego wysłuchania projektu starli się przeciwnicy zmian i zwolennicy odebrania samorządom prawa weta do tworzenia nowych parków narodowych. Oklaskami lub buczeniem reagowali na popierane przez siebie lub przeciwne rozwiązania.

Według obowiązującej ustawy o ochronie przyrody utworzenie parku lub zmiana jego granic wymaga uzgodnień z samorządami, na których terenie leży lub ma powstać park. W obywatelskim projekcie mowa jest tylko o zaopiniowaniu projektu rozporządzenia o utworzeniu lub zmianie granic parku przez samorząd, Państwową Radę Ochrony Przyrody oraz zainteresowane organizacje pozarządowe.

Do podkomisji trafią wygłoszone podczas czterogodzinnego wysłuchania wystąpienia, jak i te, których ze względu na ograniczony czas nie dało się ich autorom wygłosić.

Jeden z twórców reformy administracyjnej kraju prof. Michał Kulesza ocenił podczas wysłuchania, że cel, który przyświeca ustawie jest dobry, ale wybrana droga - poprzez zamianę słowa uzgodnienie na opinia nie jest właściwy. W jego ocenie samorządy powinny wiedzieć przed powstaniem, lub rozszerzeniem parku narodowego, o kosztach infrastruktury i uczciwym szacunku kosztów całego przedsięwzięcia, powinny znać procedury, na podstawie których zostanie powołany park, i korzyści, które jego powołanie przyniesie.

"Plany zagospodarowania przestrzennego to wielorakie studia i analizy, a tu ma pozostać jedynie opinia, bez żadnych analiz, bilansu zysków i strat. To niepoważne" - mówił.

Przedstawiciele samorządów z woj. warmińsko-mazurskiego, podlaskiego, podkarpackiego, gmin obejmujących Puszczę Białowieską, ale też związków samorządowych opowiadali się za odrzuceniem rozwiązań proponowanych w obywatelskim projekcie. Postulowali, by samorządy, na których terenie istnieją, lub byłyby tworzone nowe parki narodowe, uzyskiwały rekompensatę z tego tytułu w formie "subwencji ekologicznej".

Z jednolitego głosu samorządowców wyłamał się burmistrz Mogielnicy (Wielkopolskie) Sławomir Chmielewski. Przekonywał on, że tak jak żadna rada gminy nie jest w stanie ocenić wartości obrazów van Gogha i uznać je za dzieła, które trzeba zachować jako dobro ludzkości, tak nie jest w stanie ocenić walorów unikalnego w skali kraju, czy kontynentu, obszaru chronionej przyrody.

Były minister środowiska Maciej Nowicki podkreślał, że najwyższą formą ochrony - parkiem narodowym - w Polsce objęty jest zaledwie 1 proc. powierzchni kraju. W jego ocenie z negocjacji z samorządami wynika, że wystarczyłaby im właściwa rekompensata za utworzenie parku narodowego - zwrot utraconych dochodów z podatku leśnego, czy zrównanie pensji leśników w parkach narodowych z pensjami leśników pracujących w Lasach Państwowych.

Powstanie parku powinno być traktowane jako normalna inwestycja, z przypisanym do niej rozwojem infrastruktury, która ma służyć rozwojowi gospodarczemu lokalnej społeczności - przekonywał Nowicki.

Jego następca na stanowisku szefa resortu środowiska Andrzej Kraszewski przekonywał, że fiasko rozmów w sprawie rozszerzenia granic Białowieskiego Parku Narodowego, pomimo oferowanych przez państwo nakładów na rozwój gmin, które zgodziłyby się na to, świadczy o tym, że obecne rozwiązanie nie sprawdza się. "Mamy jedyny kawałek pierwotnego lasu w Europie od Kremla do Paryża. Mamy obowiązek go chronić, a gminy mają przywilej goszczenia u siebie takiego bogactwa" - mówił.

Jeśli na jednej szali położymy 120 miejsc pracy pilarzy, które stracimy przez rozszerzenie Puszczy, to na drugiej szali mamy kilkaset miejsc pracy, które mogą powstać po rozszerzeniu parku, w obsłudze turystycznej - podkreślał Kraszewski.

Szef Greenpeace Robert Cyglicki zwracał uwagę na paradoksy w polskim prawie - z jednej strony ustawa pozwala bez uzyskania zgody gmin wywłaszczyć tysiące ludzi na obszarze planowanego wydobycia surowców naturalnych, a z drugiej od zgody gminy uzależnia utworzenie parku narodowego na obszarze należącym do skarbu państwa i mającym wartość dobra narodowego.

Inicjatorzy zmian w ustawie zebrali 250 tys. podpisów, przy wymaganych 100 tys. Podpisy zaczęto zbierać po tym, jak samorządy nie zgodziły się na powiększenie Białowieskiego Parku Narodowego. Projekt został złożony w Sejmie w listopadzie 2010 r. W poprzedniej kadencji nie został wprowadzony pod obrady, ale projekty obywatelskie nie podlegają zasadzie dyskontynuacji. Dlatego prace nad tym samym wnioskiem podjął parlament obecnej kadencji. (PAP)

ago/ mki/ jra/

Polecamy książki biznesowe