Pacjenci już zaczynają odczuwać skutki oszczędności wprowadzonych przez NFZ
Od 1 kwietnia NFZ za nadwykonania badań tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego NFZ zapłaci placówkom 50 proc. stawki, a w gastroskopii i kolonoskopii stawka ta wyniesie 60 proc. Jak wynika z najnowszych danych Onkofundacji Alivia, pacjenci już mają coraz większy problem z umówieniem się na badania diagnostyczne, w niektórych przychodniach całkowicie wstrzymano zapisy. Eksperci podkreślają, że w zarządzeniu prezesa NFZ brakuje przede wszystkim konkretnych analiz w zakresie skutków nowych przepisów.

Przypomnijmy, że do tej pory placówki medyczne, choć z opóźnieniem, otrzymywały pełne stawki za badania wykonane pod limit określony w umowie z NFZ. W wielu miejscach liczba zakontraktowanych badań jest niewystarczająca, stąd nadwykonania. Mimo sprzeciwu środowiska medycznego i organizacji pacjenckich, w ramach oszczędności, od drugiego kwartału 2026 r. stawki za nadwykonania kształtują się następująco: w endoskopii (gastroskopia i kolonoskopia) 60 proc; w diagnostyce obrazowej (tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny) 50 proc. Z ostatecznej wersji nowych przepisów wykreślono postanowienie o mocy wstecznej zarządzenia, pozostała jednak zasada płacenia dopiero na koniec roku, a nie w systemie kwartalnym.
Uzasadnienie ostatecznie opublikowanego zarządzenia prezesa NFZ jest dość lakoniczne. Jak wskazano, zmiana stanowi "element działań mających na celu zapewnienie długotrwałej stabilności finansowej systemu ochrony zdrowia oraz zwiększenie efektywności wykorzystania środków publicznych przeznaczonych na finansowanie świadczeń opieki zdrowotnej". - W toku konsultacji wpłynęły uwagi od ponad 240 podmiotów, którzy zgłosili po kilka uwag i opinii. Zastrzeżenia obejmowały przede wszystkim: wprowadzenie zmian do świadczeń udzielonych przed wejściem w życie zarządzenia, zbyt niski poziom finansowania nadwykonań, zbyt niski poziom umów zawieranych ze świadczeniodawcami. Ponadto większość podmiotów wskazywała na ryzyko ograniczenia dostępności doświadczeń, wydłużenie czasu oczekiwania na świadczenia, zagrożenie utratą płynności finansowej pracowni diagnostycznych szczególnie w przypadku małych, lokalnych podmiotów - wymieniono. NFZ zaznaczył, że ze względu na to zdecydowano się na podwyższenie stawek i rezygnację z mocy wstecznej aktu.
Pierwsze kłopoty już widać
Pierwsze sygnały z placówek pokazują, że nasze obawy były uzasadnione. Widzimy wydłużanie się terminów, brak nowych grafików, a w części miejsc całkowite wstrzymanie zapisów. To oznacza, że pacjenci już odczuwają skutki oszczędności wprowadzonych przez NFZ - mówi Aleksandra Ciompała, koordynatorka ds. programów pomocowych z Onkofundacji Alivia.
Onkofundacja Alivia, w ramach programu Alivia Onkoskaner, monitoruje dostępność badań w całej Polsce. Już 1 kwietnia odnotowała alarmujące informacje z placówek. Jak ustaliła Alivia, w jednej z placówek w Łodzi pacjenci słyszą, że terminy rezonansu i tomografii już się wydłużyły, mimo że jeszcze niedawno można było zapisać się szybciej. W innej placówce, również w Łodzi, wstrzymano zapisy na gastroskopię i kolonoskopię. Podobna sytuacja wystąpiła w jednym ze szpitali w województwie lubelskim, gdzie pacjentom wprost przekazano, że zapisy zostały wstrzymane z powodu obostrzeń w limitach, a najbliższe terminy mogą pojawić się dopiero w czerwcu.
- Takie przykłady tylko potwierdzają, że to są właśnie te mechanizmy, przed którymi ostrzegaliśmy: placówki zaczynają hamować przyjęcia, bo nie wiedzą, czy wykonane badania będą finansowane. Dla pacjenta oznacza to jedno: więcej niepewności i dłuższe czekanie na diagnozę - podkreśla Joanna Frątczak-Kazana, wicedyrektorka Onkofundacji Alivia.
Karta DiLO nie gwarantuje szybkiej diagnostyki
NFZ zapewnia, że nowe zasady nie obejmą pacjentów z kartą DiLO (Karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego), a także świadczeń dla dzieci i młodzieży poniżej 18. roku życia oraz pacjentów w programie profilaktyki raka jelita grubego. - W momencie, kiedy posługujemy się kartą DiLO, to wchodzimy również w rygor określonych terminów, jeśli chodzi o konieczność przeprowadzenia diagnostyki i rozpoczęcia leczenia - zaznaczał Jakub Szulc, wiceprezes NFZ.
Alivia wskazuje, że problem tkwi jednak w tym, że wielu chorych nie trafia na szybką ścieżkę onkologiczną na początku diagnostyki. Pierwsze objawy są najczęściej diagnozowane przez lekarza POZ (Podstawowej Opieki Zdrowotnej) lub specjalistę, który kieruje pacjenta właśnie na tomografię, rezonans czy badania endoskopowe. Dopiero wynik tych badań pozwala podejrzewać nowotwór i wystawić kartę DiLO.
- Oznacza to, że najbardziej zagrożeni są pacjenci przed postawieniem diagnozy oraz osoby po leczeniu onkologicznym, które potrzebują badań kontrolnych już poza ścieżką DiLO - zaznacza Fundacja.
Poza tym, jak pisaliśmy, karta DiLO, która miała być gwarantem szybkiej ścieżki onkologicznej, już od dawna nie spełnia swojej funkcji. W przypadku niektórych badań placówkom bardziej opłaca się wykonać je poza DiLO. A z drugiej strony szybka ścieżka jest „szybka” tylko z nazwy. Najnowsze dane Alivia Onkoskaner pokazują, że obecnie średni czas oczekiwania na badanie rezonansem magnetycznym w Polsce to 85 dni w trybie normalnym i 64 w trybie pilnym. Na badanie tomografią komputerową czeka się średnio 50 dni w trybie normalnym i 36 w trybie pilnym.
- Pacjenci nie mogą być zakładnikami decyzji administracyjnych i problemów finansowych NFZ. Każdy dzień opóźnienia diagnostyki to realne zagrożenie dla życia, zwłaszcza dla pacjentów onkologicznych. Przez limity cofniemy się o lata, a wielu chorych straci szansę na skuteczne leczenie - dodaje Aleksandra Ciompała.
W związku z wejściem zmian w życie i potrzebą pilnej reakcji Onkofundacja Alivia skierowała pisma do minister zdrowia, ministra finansów, oraz przewodniczącej sejmowej Komisji Zdrowia. W swoich ostatnich apelach Fundacja domaga się ujawnienia planowanych dalszych oszczędności NFZ, przedstawienia ich wpływu na dostęp pacjentów do świadczeń, publicznego monitorowania skutków decyzji płatnika oraz zwołania nadzwyczajnego posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia.
Kontrakty różne, a stawka jedna
Bernadeta Skóbel, radca prawny, kierownik Działu Monitoringu Prawnego i Ekspertyz Związku Powiatów Polskich, zaznacza, że zasady przyjęte przez NFZ w zarządzeniu, które zakładają, że rozliczenie nadwykonań będzie następowało dopiero po upływie roku, w praktyce oznaczają kredytowanie Funduszu kosztem placówek leczniczych.
Dzisiaj szpitale działające jako podmioty publiczne muszą płacić swoim kontrahentom najpóźniej w ciągu 60 dni. Nie mogą umową zrobić tego, co robi NFZ, a więc, przykładowo, określić terminu wystawienia faktury. Jeśli zadziałałyby w ten sposób, byłoby to naruszenie krajowych i unijnych przepisów dotyczących terminów zapłaty w transakcjach handlowych. Trudno więc powiedzieć, jaka będzie taktyka podmiotów leczniczych, bo jeśli dzisiaj ktoś ma problem z płynnością, będzie musiał się zastanowić, czy bardziej opłaca mu się zapłacić wykonawcy, a więc lekarzowi, który w tym układzie jest przedsiębiorcą, czy w ogóle stwierdzi, że nie ma możliwości realizacji tych świadczeń. Inaczej może to wyglądać w przypadku sektora publicznego, a inaczej prywatnego - wyjaśnia ekspertka.
Jak podkreśla mec. Skóbel, samo zarządzenie nie jest zaskoczeniem, bo można było zakładać, że NFZ będzie szukał oszczędności. Problemem jest jednak to, że samo uzasadnienie nowych przepisów nie zostało poparte konkretnymi danymi i wyliczeniami w zakresie skutków dla konkretnych podmiotów leczniczych. I zamiast zastanowienia, czy sama wycena świadczenia nie jest zawyżona, od razu zadecydowano o obcięciu płatności, niezależnie od tego, jaki dany podmiot ma kontrakt. - Wszystko zależy od limitu określonego w kontrakcie, wysokość zobowiązania każdego podmiotu jest inna. Przyjęcie założenia, że każdej placówce dalej będzie się opłacało finansować badania po przekroczeniu limitu za jedynie część stawki wydaje się nie być oparta o żadne wyliczenia ekonomiczne. To miałoby sens w sytuacji, gdyby wszyscy świadczeniodawcy mieli taką samą wysokość kontraktu i rzeczywiście dokonano by analizy ekonomicznej kontraktu, z której wynikałoby, że przekroczenie tego limitu powoduje, że faktycznie ponosi się niższe koszty udzielania świadczeń opieki zdrowotnej - podkreśla prawniczka.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.




