Już w pierwszych dniach wojny w Ukrainie widać było wzrost zapotrzebowania na leki. – W pierwszej połowie marca 2022 r. wartość sprzedaży w aptekach w Polsce zwiększyła się miesiąc do miesiąca o 7,7 proc. W ujęciu rok do roku dynamika jest ponad trzy razy wyższa, przekracza 24 proc. – informowała firma analityczna PEX PharmaSequence. Maciej Miłkowski, wiceminister zdrowia uspokaja jednak, że sytuacja lekowa w Polsce jest monitorowana i na razie nie grożą nam braki.

Czytaj też: Leki z procedury centralnej - wprowadzenie do problematyki >

Jego ocenę sytuacji potwierdził Sebastian Szymanek, prezes Polpharmy. Jednak, aby firmy farmaceutyczne skupiły się na produkcji leków, by przygotować się do wzrostu zapotrzebowania, nie będą szybko kontynuowane prace nad nowelizacją ustawy refundacyjnej. Nie będzie też uruchamiana procedura pay-back. Resort jednak chce nadal pracować nad program Bezpieczeństwo Lekowe Polski.

 

Polsce nie grozi brak leków

- Bezpieczeństwo lekowe jest bardzo istotne, a sytuację monitorujemy na bieżąco - zapewnił Maciej Miłkowski podczas posiedzenia sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych. Wskazał na trzy aspekty. Po pierwsze po rozpoczęciu wojny zostały zablokowane trzy rynki:, rosyjski, białoruski i ukraiński. Okazuje się, że one jednak miały istotnego udziału produkcji leków i łańcuchu dostaw do Polski. Po drugie, resort nie widzi żadnych problemów z dostawami z pozostałych krajów. Po trzecie,  rynek produkcji leków w Polsce, zwłaszcza szpitalnych, nie ma problemów.

 

 

- Produkcja idzie w pełnym zakresie, a w trakcie jest wiele inwestycji, które zwiększą jeszcze nasz rynek - mówił Miłkowski. I zapewnił, że bezpieczeństwo lekowe jest zabezpieczone. Resort zdrowia posiada  zintegrowany system monitorowania obrotu produktami leczniczymi, gdzie są informacje o wszystkich lekach na każdym etapie dostaw, począwszy od producenta, przez obrót hurtowy, po dostawy do odbiorców ostatecznych: aptek i szpitali.

Czytaj też: Zakaz promocji, rabatów i bonusów na leki refundowane >

Niegroźny wzrost sprzedaży w aptekach

Miłkowski przyznał, że w pierwszym okresie, 25 lutego, gdzie był minimalny pik sprzedaży leków w aptekach, później jednak nie odnotowano znaczących zmian. - Jest podobnie jak w porównywalnym okresie w poprzednim roku - zapewniał wiceminister.  Tak wynika z monitoringu systemu realizacji recept, wszystkich, także nierefundowanych. Ta sytuacja jednak może się zmienić.  - Wiedząc, że mamy istotną liczbę obywateli z Ukrainy, możemy się spodziewać istotnego wzrostu, ale na razie go nie widać. Spodziewamy sie wzrostu sprzedaży leków pediatrycznych, i jesteśmy na to gotowi - mówił Maciej Miłkowski  Przyznał jednak, że sytuacja wymaga ciągłego monitoringu. 

 

Magdalena Krekora, Marek Świerczyński, Elżbieta Traple

Sprawdź  
POLECAMY

Potrzebna jest mapa potrzeb lekowych

Sebastian Szymanek, prezes Polpharmy, podobnie ocenia sytuację lekową. - Widzimy wzrost popytu na poziomie 11 procent dla leków na receptę i 17 procent dla leków bez recepty oraz na poziomie ok 20 procentów dla leków szpitalnych. To nie jest ilość, nad którą nie jesteśmy w stanie zapanować - mówił Szymanek. Jego zdaniem przyczyny wzrostów są dwie. Pierwsza to pandemia Covid-19, bo o 100 proc. wzrosła sprzedać produktów przeziębieniowych. Druga to wybuch wojny, który spowodował, że dużo osób indywidualnie kupowało leki, zwłaszcza przeciwbólowe. Zdaniem Szymanka obecnie obywatele Ukrainy jeszcze nie korzystają szeroko z naszej opieki zdrowotnej,czekają często na nadanie numeru PSESL, by skorzystać z leków, które będą refundowane. - Dlatego teraz jest czas na przygotowanie się na zwiększony popyt - mówił Szymanek. Obecnie obywatelowi Ukrainy bez numeru PESEL nie ma jak wystawić recepty refundowanej. Nawet po uzyskaniu go może być trudność z lekami na choroby przewlekłe, o czym pisaliśmy w Prawo.pl.

Prezes Polpharmy przypomniał, że w czasie pandemii firmy farmaceutyczne zapytały lekarzy, jak będą leczyć powikłania pocovidowe, co pozwoliło przygotować się na wzrost produkcji odpowiednich produktów. I według niego, teraz Ministerstwo Zdrowia powinno przygotować podobną ankietę po to, aby lepiej się zabezpieczyć. Wspomniał też, że dla firm farmaceutycznych wyzwaniem jest słaba złotówka.  - Był moment, gdy rentowność produkcji leków refundowanych stała pod znakiem zapytania. Substancje czynne kosztują nas więcej, a rosną też koszty transportu w czasie wojny. Ponadto w Chinach jest znowu problem z Covid-19 i jest ryzyko opóźnień w dostawie substancji czynnych - tłumaczył Szymanek.

Przedstawiciele branży pytali też, czy będzie zwiększany budżet na refundację. Zdaniem wiceministra Miłkowskiego na razie nie ma takiej potrzeby, nie widać problemu przekroczenia. - Udział refundacji w środkach na świadczenie powinien być podobny jak do tej pory - mówił Miłkowski. Nie będzie też uruchamiana instytucja pay-back.  System pay-back polega na zwrocie przez firmę przekroczonej kwoty refundacji w danej grupie limitowej.