Rolnicy chcą zmian w szacowaniu szkód łowieckich
Choć właścicielem dzikiej zwierzyny jest Skarb Państwa, za szkody w uprawach płacą koła łowieckie. Zdaniem rolników rodzi to konflikt interesów, bo podmioty odpowiedzialne za wypłatę odszkodowań jednocześnie uczestniczą w szacowaniu strat. Krajowa Rada Izb Rolniczych postuluje powołanie niezależnych rzeczoznawców i utworzenie państwowego funduszu odszkodowawczego.

Zgodnie z art. 2 Prawa łowieckiego zwierzęta łowne żyjące na wolności są własnością Skarbu Państwa. Państwo prowadzi gospodarkę łowiecką za pośrednictwem Polskiego Związku Łowieckiego, a obwody łowieckie wydzierżawia kołom łowieckim. W zamian za możliwość prowadzenia gospodarki łowieckiej i pozyskiwania zwierzyny, koła łowieckie odpowiadają za wypłatę odszkodowań za szkody wyrządzone w uprawach rolnych m.in. przez dziki, jelenie, daniele i sarny. Myśliwi podkreślają, że znaczącym źródłem finansowania tych odszkodowań są polowania komercyjne, z których korzystają głównie zagraniczni myśliwi.
Faktycznie myśliwi „ze swojej kieszeni” pokrywają koszty szkód w uprawach rolnych wyrządzonych przez dzikie zwierzęta, ale nie są to polscy myśliwi, tylko duńscy i niemieccy. Polscy myśliwi zajmują się natomiast hodowlą tych zwierząt, żeby turyści mogli do nich strzelać za pieniądze – uważa Radosław Ślusarczyk ze stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot.
Rolnicy narzekają na niskie odszkodowania
Jak podaje Krajowa Rada Izb Rolniczych, w trakcie wyceny strat rolnicy napotykają spore problemy. Często wycena jest nieadekwatna do poniesionych przez rolnika strat, ponieważ koła łowieckie nie są w stanie wypłacić ich pełnej wysokości, dlatego często wysokość odszkodowań jest dostosowywana do możliwości finansowych kół łowieckich.
Rolnik często nie ma nawet jak zgłosić strat, bo koła uchylają się od przyjmowania zgłoszeń, a później niewłaściwie je szacują, zaniżając ich wartość – mówi Agnieszka Ciastoń z Biura Krajowej Rady Izb Rolniczych.
Rolnik ma trzy dni od wykrycia szkody na jej zgłoszenie w formie pisemnej papierowej lub elektronicznie.
Już na tym etapie rolnik może napotkać problem, ponieważ w pierwszej kolejności należy ustalić podmiot odpowiedzialny za dany obwód łowiecki. W zależności od lokalizacji pola, jest to odpowiednie koło łowieckie lub nadleśnictwo – wskazuje Agnieszka Ciastoń.
Czytaj: WSA: Spory o odszkodowania za szkody łowieckie to sprawy cywilne>>
Rolnik musi dbać o swój interes
Dzierżawca lub zarządca obwodu łowieckiego musi zawiadomić rolnika oraz wojewódzki ośrodek doradztwa rolniczego (WODR) o terminie oględzin w ciągu trzech dni od otrzymania wniosku. Oględzin dokonuje się niezwłocznie, nie później niż w ciągu siedmiu dni od złożenia wniosku. Podczas oględzin ustala się m.in. gatunek zwierzyny, powierzchnię i szacunkowy procent zniszczeń.
Szacowania dokonuje zespół składający się z przedstawiciela koła łowieckiego lub nadleśnictwa, przedstawiciela WODR oraz poszkodowanego rolnika lub jego pełnomocnika, przy czym nieobecność rolnika lub przedstawiciela WODR nie wstrzymuje procedury oględzin. Niezbędna jest jedynie obecność przedstawiciela dzierżawcy albo zarządcy obwodu łowieckiego.
Na tym nie koniec. O planowanym terminie zbioru uszkodzonej uprawy rolnik musi pisemnie powiadomić koło łowieckie co najmniej siedem dni przed planowanym zbiorem. Przed samym zbiorem uprawy przeprowadza się szacowanie ostateczne, podczas którego ustala się gatunek zwierzyny, rodzaj i jakość uprawy, obszar całej uprawy oraz obszar uszkodzony, procent zniszczenia oraz wysokość odszkodowania.
Ustalanie stanu i jakości uprawy odbywa się bez szczegółowego kryterium oceny – wskazuje Agnieszka Ciastoń.
Dzierżawca lub zarządca obwodu łowieckiego ma 30 dni na wypłatę odszkodowania, licząc od dnia sporządzenia protokołu z szacowania ostatecznego. Jeżeli rolnik lub koło łowieckie nie zgadza się z ustaleniami z protokołu, można złożyć odwołanie do właściwego nadleśniczego Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe w terminie siedmiu dni od sporządzenia protokołu.
Zgodnie z art. 46d ust. 5–6 ustawy – Prawo łowieckie, przedstawiciel izby rolniczej może brać udział w oględzinach lub szacowaniu ostatecznym wyłącznie w postępowaniu odwoławczym tylko na pisemny wniosek członka zespołu szacującego (właściciela gruntów, dzierżawcy lub przedstawiciela WODR).
Krajowa Rada Izb Rolniczych uważa, że taka sekwencja powoduje, że na rolniku spoczywa odpowiedzialność za staranne gromadzenie materiału dowodowego z postępowania o odszkodowanie i pilnowanie prawidłowego przebiegu procedury. Rolnik od początku powinien postępować tak, jakby sprawa miała trafić ostatecznie do sądu.
Przeczytaj także: SN: Szkody łowieckie - do sądu, nawet bez protokołu szacowania
PZŁ nie wie, ile spraw trafia do sądów
Wacław Matysek p.o. rzecznika prasowego PZŁ podaje, że zdecydowana większość spraw kończy się na etapie postępowania prowadzonego przez zespół szacujący, a ustalone odszkodowanie zostaje wypłacone bez konieczności kierowania sporu do sądu. W ubiegłym sezonie było to ponad 37 tys. ugód.
Nie wiadomo jednak, ile spraw kończy się przed obliczem Temidy i jaki jest ich finał.
Polski Związek Łowiecki nie prowadzi centralnego rejestru postępowań sądowych dotyczących szkód łowieckich. Spory są prowadzone pomiędzy właścicielami lub posiadaczami gruntów rolnych a konkretnymi dzierżawcami lub zarządcami obwodów łowieckich przed właściwymi sądami powszechnymi. W związku z tym PZŁ nie dysponuje pełnymi, ogólnopolskimi statystykami dotyczącymi liczby takich postępowań – mówi Wacław Matysek.
Rolnicy chcą zmiany systemu
Obecnie funkcjonujący system szacowania szkód jest niekorzystny dla rolników.
Krajowa Rada Izb Rolniczych wnioskowała i nadal podtrzymuje stanowisko, że szkody powinien szacować niezależny od koła łowieckiego specjalista w tym zakresie. Wnioskowaliśmy też, żeby za szkody płacono z budżetu państwa, ze specjalnego funduszu, ponieważ właścicielem zwierzyny dzikiej jest Skarb Państwa i to on powinien za wyrządzone przez nie szkody odpowiadać – podkreśla Agnieszka Ciastoń.
KRIR uważa też, że potrzebna jest nowelizacja ustawy o ochronie przyrody, aby za gatunki prawnie chronione, takie jak żurawie, rolnik również mógł otrzymać odszkodowanie. Wskazuje, że brak kompleksowych reform w tym zakresie sprawia, że koszty utrzymania dzikiej przyrody w Polsce wciąż w zbyt dużym stopniu przerzucane są bezpośrednio na barki gospodarstw rolnych.
Myśliwi bronią obecnych zasad szacowania szkód.
Obowiązujący model, funkcjonujący od nowelizacji Prawa łowieckiego, stanowi kompromis pomiędzy interesami rolników i dzierżawców obwodów łowieckich. Jego istotnym elementem jest udział przedstawiciela wojewódzkiego ośrodka doradztwa rolniczego, który wzmacnia transparentność procesu szacowania – mówi Wacław Matysek.
PZŁ przyznaje jednak, że system wymaga dalszego doskonalenia. Chodzi przede wszystkim o ujednolicenie praktyki szacowania szkód, ograniczenie rozbieżności interpretacyjnych oraz usprawnienie procedur, tak aby zarówno rolnicy, jak i dzierżawcy obwodów łowieckich, mogli sprawnie dochodzić swoich praw.
Z punktu widzenia Polskiego Związku Łowieckiego kluczowe jest, aby system zapewniał rzetelne i oparte na jednolitych kryteriach ustalanie wysokości szkód oraz możliwie szybkie wypłacanie należnych odszkodowań. Jednocześnie należy pamiętać, że odszkodowania wypłacane są ze środków dzierżawców i zarządców obwodów łowieckich, dlatego niezwykle istotne jest zachowanie równowagi pomiędzy ochroną interesów producentów rolnych a zasadą rzetelnego i obiektywnego ustalania rzeczywistej wysokości szkody – podkreśla Wacław Matysek.
W ostatnich latach podejmowano próby zmiany systemu szacowania szkód łowieckich, jednak nie w kierunku postulowanym przez Krajową Radę Izb Rolniczych. Rozważano przeniesienie odpowiedzialności za szacowanie szkód na pracowników gmin, ale pomysłu nie wdrożono. Wśród argumentów przeciwko zmianom wskazywano brak odpowiednio przygotowanych kadr oraz wzrost kosztów funkcjonowania systemu.
Przedstawiciele dzierżawców i zarządców obwodów łowieckich uczestniczący w szacowaniu szkód wykonują te czynności w ramach prowadzenia gospodarki łowieckiej, nie pobierając z tego tytułu dodatkowego wynagrodzenia. Oznacza to, że obecny model nie generuje kosztów osobowych dla Skarbu Państwa ani jednostek samorządu terytorialnego związanych z zatrudnianiem osób wyłącznie do realizacji tych zadań – mówi Wacław Matysek.






