Sprawozdanie z działalności radnego - pomysł, który dzieli
Czy radni „dietetycy”, którzy nie przykładają się nadmiernie do realizacji obowiązków, już powinni zacząć się bać? Wszystko zależy od Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, do którego Sejmowa Komisja do Spraw Petycji skierowała dezyderat w sprawie zmiany przepisów dotyczących zasad sprawowania mandatu radnego. Zmianom przeciwne są korporacje samorządowe. Sceptycznie podchodzą do nich eksperci.

Do sejmowej Komisji do spraw petycji trafiła petycja dotycząca wprowadzenia nowych obowiązków dla radnych JST. Autorzy petycji proponują:
- wprowadzenie obowiązku publikacji sprawozdania z działalności radnego po zakończeniu każdego roku;
- wprowadzenie obowiązku pełnienia dyżuru przez każdego radnego przynajmniej raz w miesiącu w godzinach dogodnych dla mieszkańców, wzmocnionego poprzez dodanie sankcji w postaci potrącenia części diety, podobnie jak ma to miejsce w przypadku nieobecności na sesji rady;
- wprowadzenie ograniczenia kadencyjności radnych, analogicznie jak w przypadku wójtów, burmistrzów, prezydentów;
- wprowadzenie obowiązku publikacji w Biuletynie Informacji Publicznej wykazu danych kontaktowych do radnych, w szczególności: adresów mailowych i/lub numerów telefonów radnego.
Propozycje zbyt daleko idące
Postulatom sprzeciwiają się przedstawiciele korporacji samorządowych.
- Wydaje się po prostu, że propozycje byłyby zbytnim sformalizowaniem działalności radnego – mówił na posiedzeniu komisji Adrian Pokrywczyński, ekspert Związku Powiatów Polskich. Jego zdaniem, petycja nie precyzuje na czym miałoby polegać coroczne sprawozdanie i kto miałby oceniać, co powinno się w nim znaleźć. Odnośnie dyżurów zwrócił uwagę, że każdy inaczej rozumie „dogodne godziny”, a decyzja co do udostępniania numerów telefonów powinna być decyzją samych radnych. Krytycznie odniósł się też do pomysłu ograniczenia kadencji radnego do dwóch, wskazując że ta propozycja uderza w założenia ustrojowe i konstytucyjne prawa wyborcze.
- Tak naprawdę uderzy to w demokrację lokalną. Takie ograniczenie może w końcu doprowadzić do tego, że zabraknie ludzi chętnych do pracy rady – podkreślał Pokrywczyński.
Zasadności wprowadzenia proponowanych zmian nie widzi też Adam Ostrowski ze Związku Miast Polskich. Ostatecznie sejmowa Komisja do Spraw Petycji skierowała do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji dezyderat w którym zwraca się o przedłożenie stanowiska w zakresie wymienionych w petycji punktów 1, 2 i 4.
Czytaj w LEX: Obowiązki radnych gminy, powiatu oraz województwa >
Przepis martwy w obszarze realizacji
Zgodnie z art. 23 par. 1 ustawy o samorządzie gminnym, radny obowiązany jest kierować się dobrem wspólnoty samorządowej gminy. Radny utrzymuje stałą więź z mieszkańcami oraz ich organizacjami, a w szczególności przyjmuje zgłaszane przez mieszkańców gminy postulaty i przedstawia je organom gminy do rozpatrzenia, nie jest jednak związany instrukcjami wyborców.
- Stwierdzamy, że o ile art. 23 par. 1 ustawy o samorządzie gminnym precyzyjnie określa obowiązki radnego wobec mieszkańca - każdego mieszkańca, o tyle pozostaje martwy w obszarze jego realizacji. Stąd konieczne jest zajęcie stanowiska przez ustawodawcę, w jaki sposób mieszkaniec gminy może skutecznie skontaktować się ze swoim przedstawicielem – podnoszą w uzasadnieniu petycji jej autorzy. Argumentują, że mieszkańcy mają często problem z kontaktem z radnym, a unikanie kontaktów z mieszkańcami w samorządzie lokalnym prowadzi, w ich przekonaniu, do pogłębiania się kryzysu demokracji.
- Mamy tu zatem trzy aspekty: pierwszy to element prawa, które nie jest respektowane w zakresie obowiązku utrzymywania więzi z mieszkańcami, drugi - element budowania społeczeństwa obywatelskiego i demokracji, co wynika z niewywiązywania się przez radnych z ciążącym na nich obowiązku, trzeci - brak możliwości realizacji funkcji kontrolnej. Mieszkańcy nie mają możliwości egzekwowania swoich praw. W tym także art. 11 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej – czytamy w uzasadnieniu petycji.
Sprawdź w LEX: Czy radny gminy może wysyłać pisma do instytucji innych aniżeli urząd gminy w imieniu mieszkańców? >
Potrzebne zmiany, ale systemowe
- W petycji podejmuje się próbę przymuszenia radnych, żeby się sprawozdawali. Kłopot w tym, że mieszkańcy i tak się tym niezbyt interesują. Po drugie, zmuszenie tysięcy radnych do składania sprawozdań, nie rozwiązuje problemu systemowego. Radni nie mają budżetów eksperckich, rada w zasadzie zależy od organu wykonawczego. To słuszny kierunek, żeby coś zrobić ze zdyscyplinowaniem radnych, żeby była wiedza o tym co radni robią, a czego nie robią, ale to powinien być jeden z komponentów do przemyśleń równowagi czy nierównowagi pomiędzy organem uchwałodawczym, a wykonawczym – uważa Szymon Osowski, prezes i dyrektor ds. strategicznych postępowań sądowych i edukacji prawnej sieci obywatelskiej Watchdog Polska.
Osowski wskazuje, że jeżeli chce się stworzyć mechanizm dyscyplinowania radnych, należy im zapewnić instrumenty do rzetelnego wykonywania mandatu.
- W tej chwili żyjemy w fikcji, w której przykładowo trzech radnych przygotuje projekt uchwały gospodarki odpadami. Nie przygotuje. Chyba że będą ekspertami. A gdyby nawet byli, to większość uchwał przygotowuje organ wykonawczy. Gdyby radni chcieli merytorycznie przygotować się do debaty, to jeśli nie poświęcą swego czasu i środków finansowych, żeby zasięgnąć jakichś opinii, ekspertyz to będzie im bardzo trudno to zrobić. Dajmy więc radnym pieniądze, obsługę administracyjno- prawną, a później od nich wymagajmy. Żeby przygotować projekt uchwały, trzeba mieć nie tylko wiedzę w zakresie merytorycznym, ale też trzeba być dobrym legislatorem. To jest systemowy problem – wskazuje Osowski. Jego zdaniem propozycje zawarte w petycji mogłyby być przyczynkiem do dyskusji.
O potrzebie zmian systemowych mówi Leszek Świętalski, dyrektor Biura Związku Gmin wiejskich RP. Jego zdaniem minister byłby w błędzie, gdyby zaakceptował propozycje zawarte w dezyderacie. Podkreśla, że w przyszłym roku minie 35 lat od restytucji polskiego samorządu. Od wielu lat samorządowcy domagają się rewizji prawa ustrojowego samorządów, powołania komisji kodyfikacyjnej i zdefiniowania na nowo niektórych spraw.
- Weźmy na przykład sprawę słynnych raportów o stanie gminy, które miały wzbudzić tak wielkie zainteresowanie tym, co się w gminie dzieje, a nie wzbudziły. Kwestia tzw. ustawy Kukizowej referendalnej może tylko całość pognębić, pogubić i zepsuć. Jeżeli popatrzymy na te elementy przez pryzmat ostatnich wyborów, to należałoby się zastanowić dlaczego w wielu samorządach nie było kontrkandydatów na stanowisko wójta, burmistrza prezydenta, dlaczego w wielu gminach odbywało się, prawie że polowanie na radnych, bo ludzie nie chcieli nimi być. Postulaty zawarte w tej petycji są kolejną wrzutką bez zastanowienia się nad istotą całości problemu. Polski samorząd czeka na zmiany ustrojowe – uważa Świętalski. Uważa więc, że wprowadzenie kolejnych elementów biurokracji i wypełniania obowiązków niczego dobrego nie przyniesie. Należałoby inaczej zorganizować kompetencje organów stanowiących, bo stanowiącymi są teraz tylko z nazwy.
Przeczytaj także: Trzeba wybrać: albo mandat radnego albo praca na rzecz gminy
Dobre praktyki i „dietetycy”
Propozycje zawarte w petycji ocenia też Małgorzata Łosiewicz ze Stowarzyszenia Rozwoju "Inspiracje" ze Słupska, ekspertka Fundacji Batorego.
- Rozwiązania, które są proponowane w petycji funkcjonują już w niektórych gminach, ale są traktowane, jako dobre praktyki. Uczynienie z tego obowiązku byłoby dobre, aczkolwiek warto by spotkać się nie tylko ze środowiskami samorządowymi, ale też wsłuchać się w głos mieszkańców. Wypracować i uszczegółowić zapisy, bo przy każdym z tych punktów rodzi się wiele pytań o kwestie praktycznego ich wykonania – mówi Małgorzata Łosiewicz.
Wylicza, że przydałoby się wprowadzenie obowiązku udostępniania danych osobowych, bo pozostawienie dobrowolności skutkuje tym, że są tacy radni, którzy wprost odmawiają kontaktu z mieszkańcami, bo uważają, że rola mieszkańców kończy się na dniu wyborów. Co do dyżurów, to nie ma przekonania czy powinny one być wyznaczane raz w miesiącu czy jednak może rzadziej. Jej zdaniem sprawozdania z działalności ułatwiłyby mieszkańcom wybór radnych na kolejną kadencję.
- Tak naprawdę, jako mieszkańcy mamy możliwość podsumowania pracy radnych i wyciągnięcia konsekwencji, jeśli chodzi o ich pracę na rzecz gminy dopiero w czasie wyborów, ale pamięć jest ulotna, a ocena raz na 5 lat niewystarczająca – ubolewa. Przyznaje jednak, że z przygotowaniem sprawozdań byłyby problemy.
- Jesteśmy partnerem Fundacji Batorego przy programie Masz Głos, gdzie pomagamy aktywistom we współpracy z władzami lokalnymi w lubuskim, pomorskim i zachodniopomorskim. Wiem, jak wygląda kontakt radnych z mieszkańcami małych i średnich gmin. Ten kontakt jest ograniczony, a mandaty są sprawowane różnie – wskazuje Małgorzata Łosiewicz. Przy okazji zwraca uwagę na problem „dietetyków” tj. radnych, dla których sprawowanie mandatu ogranicza się głównie do udziału w sesjach i pobierania diet.
- Prowadziliśmy lokalny monitoring pracy słupskich radnych przez kilka kadencji. W ostatniej zaobserwowaliśmy bardzo duży spadek, jeśli chodzi o frekwencję, udział w komisjach, stosowanie interpelacji, zapytań. Spadek powyżej 50 proc. w porównaniu do wcześniejszej kadencji. Przy tym część radnych „dietetyków” dostała się do rady ponownie, mimo aktywnej kampanii wyborczej innych kandydatów. Takie sytuacje, szczególnie w mniejszych gminach często się zdarzają – podsumowuje współpracowniczka akcji Masz Głos.
Czytaj w LEX: Zakazy łączenia stanowisk i podejmowania określonej aktywności przez radnych >
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.



