Szkoły, spółki komunalne i kultura – tam pracują radni w swoich gminach
Szkoły, spółki komunalne, przedszkola oraz jednostki odpowiedzialne za sport i kultur - w tych podmiotach najczęściej pracują radni w gminach, z których uzyskali mandat. W ciągu miesiąca od uruchomienia serwisu kazdymusigdziespracowac.pl do Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska wpłynęło ponad 2300 zgłoszeń, z czego 880 zostało już potwierdzonych. Choć prawo dopuszcza łączenie mandatu radnego z pracą w jednostkach podległych samorządowi, pojawiają się pytania o ryzyko konfliktów interesów na poziomie lokalnym.

Serwis kazdymusigdziespracowac.pl został uruchomiony 16 marca 2026 r. Jego celem jest dokumentowanie przypadków zatrudniania radnych gminnych w podmiotach zależnych od tych samych samorządów – takich jak szkoły, przedszkola, spółki komunalne, instytucje kultury czy jednostki sportu i rekreacji.
Chcieliśmy sprawdzić rzeczywistą skalę zjawiska. Pojedyncze sygnały od aktywistów nie oddawały jego zakresu. Dopiero zgłoszenia z całej Polski pokazały, z jak szerokim problemem mamy do czynienia. Liczby robią wrażenie - przyznaje Szymon Osowski, prawnik, prezes Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.
Dodaje, że zgłoszenia przyjmowane będą jeszcze do 30 kwietnia 2026 r. wyłącznie poprzez formularz dostępny na stronie.
Gdzie pracuje radny?
W ciągu miesiąca od uruchomienia serwisu obywatele przysłali blisko 3000 zgłoszeń (po usunięciu wpisów dotyczących tych samych osób zakwalifikowano 2344). Jak wyliczają organizatorzy akcji, do 15 kwietnia:
- 880 zgłoszeń zostało potwierdzonych (poprzez informację zwrotną od konkretnego podmiotu, do którego wysłano zapytanie),
- 449 oczekuje na rozpoczęcie weryfikacji,
- 894 jest w trakcie sprawdzania,
- 114 zgłoszeń nie potwierdziło się (instytucje zaprzeczyły zatrudnianiu wskazanych radnych),
- 19 spraw pozostaje nierozstrzygniętych z powodu odmowy odpowiedzi lub braku danych.
Szymon Osowski wyjaśnia, że po otrzymaniu zgłoszenia najpierw sprawdzana jest struktura organizacyjna wskazanego podmiotu – tak, by potwierdzić jego faktyczną zależność od danej gminy. Następnie do instytucji kierowany jest wniosek o udostępnienie informacji publicznej z pytaniem o zatrudnienie konkretnego radnego.
Wstępna analiza potwierdzonych przypadków pokazuje, że radni najczęściej są zatrudniani w:
- szkołach – ok. 40 proc.,
- spółkach komunalnych – 18 proc.,
- przedszkolach – 15 proc.,
- jednostkach sportu i rekreacji – 8 proc.,
- instytucjach kultury – 6 proc.,
- administracji – 5 proc.,
- pomocy społecznej i ochronie zdrowia – 4 proc.,
- żłobkach – 2 proc.
Zdecydowana większość radnych pracuje na podstawie umowy o pracę, choć odnotowywane są również umowy cywilnoprawne.
Z przysłanych do tej pory zgłoszeń wynika, że najwięcej przypadków zatrudnienia radnych w podmiotach zależnych od gmin odnotowano w: • Grudziądzu – 10 osób, • Ciechocinku i Suwałkach – po 9 osób, • Chełmie – 8 osób.
Kto nie może pracować w gminie?
Polskie prawo dopuszcza łączenie mandatu radnego z pracą w jednostkach podległych samorządowi. Osoba wybrana na radnego nie może jednak świadczyć pracy w urzędzie gminy, w której uzyskała mandat oraz pełnić funkcji kierownika lub jego zastępcy w jednostce organizacyjnej tej gminy (art. 24a ust. 1 ustawy o samorządzie gminnym).
Ponadto, zgodnie z art. 24d u.s.g., wójt nie może powierzyć radnemu gminy, w której radny uzyskał mandat, wykonywania pracy na podstawie umowy cywilnoprawnej. Zakaz dotyczy wyłącznie sytuacji, gdy powierzenie pracy ma dopiero nastąpić; osobą świadczącą pracę ma być radny tej gminy na rzecz której praca ma być wykonywana, a organem powierzającym jest wójt (burmistrz, prezydent miasta). Określenie „umowa cywilnoprawna” odnosi się do wszystkich umów prawa cywilnego, na podstawie których może być świadczona praca, np. umowy zlecenia, umowy o dzieło, umowy agencyjnej, ale także umowy o roboty budowlane.
Radny na garnuszku gminy, to ryzyko autocenzury
Przedstawiciele Watchdog Polska wskazują, że praktyka zatrudniania radnych w jednostkach gminnych, choć legalna, niesie jednak poważne konsekwencje dla jakości lokalnej demokracji. Najbardziej jaskrawym zagrożeniem jest bezpośrednia presja wywierana na radnych podczas kluczowych głosowań.
Radny, którego byt materialny zależy od decyzji wójta, burmistrza czy prezydenta – będących de facto jego najwyższymi przełożonymi – staje przed dylematem, którego nie powinna doświadczać żadna osoba uchwalająca prawo. Wybór między merytoryczną oceną uchwały a lojalnością wobec pracodawcy jest w istocie wyborem między interesem mieszkańców a bezpieczeństwem własnej rodziny. W takim układzie mandat radnego przestaje być wolny – uzasadniają przedstawiciele Watchdog Polska.
Wskazują, że zależność zawodowa prowadzi również do autocenzury. Radni zatrudnieni w gminnych jednostkach rzadziej składają interpelacje, unikają tematów niewygodnych dla władzy wykonawczej i rezygnują z roli kontrolnej, która jest fundamentem samorządowego systemu równowagi władzy.
Dodatkowym zagrożeniem jest naruszenie zasad uczciwej rywalizacji wyborczej. Radny zatrudniony np. w ośrodku kultury lub gminnej spółce zyskuje przewagę nad innymi kandydatami, dysponując stałym dostępem do zasobów publicznych oraz szerokim kontaktem z mieszkańcami, pod pozorem wykonywania obowiązków zawodowych.
Problem nie jest zero-jedynkowy
Filip Pazderski, prawnik i socjolog z Fundacji Batorego, przyznaje, że zatrudnianie radnych w instytucjach podległych gminie rodzi pytania o potencjalny konflikt interesów oraz o realną możliwość sprawowania mandatu w sposób w pełni niezależny.
Mamy do czynienia z sytuacją, w której osoby wybrane do kontroli działań władzy wykonawczej – pośrednio lub bezpośrednio – jednocześnie czerpią z tych samych struktur swoje źródło utrzymania. Trudno nie zadać pytania, czy w takiej konfiguracji zawsze istnieje gotowość do krytyki, zwłaszcza wtedy, gdy mogłaby ona dotyczyć instytucji będącej miejscem pracy radnego lub jego bliskich. Na poziomie lokalnym znane są przecież przypadki, w których osoba otwarcie krytykująca działania samorządu po kilku miesiącach dowiadywała się, że jej małżonek lub małżonka traci zatrudnienie w szkole czy innej jednostce samorządowej - wskazuje Filip Pazderski.
Zwraca on jednocześnie uwagę, że problem nie jest zero-jedynkowy. W wielu gminach – szczególnie mniejszych – liczba osób chętnych do kandydowania do rad jest ograniczona. Często są to właśnie osoby aktywne zawodowo w lokalnych instytucjach publicznych. Wprowadzenie całkowitego zakazu łączenia mandatu radnego z pracą w podmiotach zależnych od gminy mogłoby stworzyć realny problem z obsadzeniem rad gmin. Mogłoby pojawić się pytanie, skąd wziąć ludzi, którzy będą chcieli i mogli sprawować tę funkcję. Nie bez znaczenia jest również fakt, że w małych samorządach gmina bywa pośrednio lub bezpośrednio największym pracodawcą.
Idealnym rozwiązaniem byłaby pełna rozdzielność tych ról oraz eliminacja konfliktu interesów. W praktyce jednak wymagałoby to rozwiązań systemowych na różnych polach, a nie prostych zakazów. Prawo samo w sobie nie rozwiąże wszystkich problemów, jeśli nie będzie szło w parze z budową standardów życia publicznego, kultury politycznej oraz realnej przejrzystości. Ogromną rolę odgrywa tu także społeczna kontrola oraz świadomość, że działania radnych są obserwowane przez wyborców i niezależne media lokalne, nie powiązane z lokalną władzą - podkreśla Filip Pazderski.







