Leki medycyny alternatywnej mogą być przewozową pułapką
Warto uważać, jakie specyfiki medycyny wschodniej chcemy przywieźć do Polski, gdyż w ich składzie mogą być ekstrakty z gatunków fauny i flory, którymi obrót jest zakazany Konwencją Waszyngtońską CITES. Nawet w postaci składników innych produktów są one zakazane, choćby były legalnie kupione za granicą – orzekł Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, co może pomóc Krajowej Administracji Skarbowej w karaniu przemytu głównie z krajów postradzieckich i Azji.

Tak wynika z wyroku TSUE w jednej z polskich spraw z ukraińskimi i azjatyckimi wątkami w tle. Z kilkoma pytaniami prejudycjalnymi wystąpił Sąd Rejonowy w Jarosławiu (woj. podkarpackie), co ciekawe w sprawie karnej, co nawet w zalewie polskich pytań kierowanych do TSUE, zdarza się bardzo rzadko. Sąd chciał zastosować art. 128 ustawy z 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody (Dz.U. z 2026 r. poz. 13), z którego wynika, że karze pozbawienia wolności (od 3 miesięcy do 5 lat) podlega ten, kto bez wymaganego dokumentu lub wbrew jego warunkom przewozi przez unijną granicę okaz gatunku podlegającego ochronie.
Zależy, na którym brzegu Sanu mieszkasz
Oskarżonym w sprawie karnej jest Ukrainiec Vitalij B., który przywiózł do Polski (czyli na obszar Unii Europejskiej) opakowania tabletek tradycyjnej medycyny chińskiej zawierających ekstrakt z charakterystycznej, rzadkiej ryby - pławikonika japońskiego, jednej z odmian konika morskiego. Ryba ta jest gatunkiem chronionym na mocy unijnych przepisów powielających w tym zakresie Konwencję Waszyngtońską z 1973 r. o międzynarodowym handlu dzikimi zwierzętami i roślinami gatunków zagrożonych wyginięciem (tzw. CITES). Na przywóz okazów tej ryby na obszar UE trzeba mieć specjalne pozwolenie. Oskarżony - bez żadnej urzędowej dokumentacji – przewoził cztery opakowania (po 100 tabletek każde), preparatu zawierającego ekstrakt z pławikonika japońskiego. Jak tłumaczył, zakupił ten preparat w celach leczniczych „na własny użytek”.
Takich zatrzymań preparatów medycyny alternatywnej z pławikonikiem japońskim w składzie – podobno wspomagających potencję – jest bowiem na granicy polsko-ukraińskiej więcej. Funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) regularnie udaremniają przemyt tego typu specyfików. Teraz wyrok TSUE może przyczynić się do jednoznacznego rozstrzygnięcia tej kwestii na korzyść polskich służb celnych.
Sędzia Damian Bar chciał bowiem poznać zapatrywanie TSUE, czy prawo unijne sprzeciwia się uregulowaniom krajowym, na mocy których możliwe jest pociągnięcie do odpowiedzialności karnej konsumenta wprowadzającego na obszar UE bez zezwolenia na przywóz - na potrzeby lecznicze własne lub osoby bliskiej - preparatu zakupionego zgodnie z prawem w państwie trzecim, jeżeli nic nie wskazuje na jego komercyjne przeznaczenie. Jak się okazało, TSUE nie dostrzegł tutaj paradoksu.
W tej konkretnej sprawie preparat został nabyty – jak tłumaczył oskarżony - w ukraińskiej aptece. Istniałoby więc domniemanie, że sprzedawany był tam zgodnie z lokalnymi przepisami (to istotne, gdyż Ukraina jest też stroną Konwencji CITES od 2000 r.). Po drugie zaś, preparat taki mógłby być zakwalifikowany jako przedmiot osobisty albo domowy. Przez przedmioty osobiste lub domowe Konwencja CITES rozumie okazy, które są własnością prywatną lub znajdują się w posiadaniu do użytku osobistego w celach niekomercyjnych i zostały nabyte zgodnie z prawem. Ponadto w momencie przywozu, wywozu lub powrotnego wywozu muszą one stanowić część bagażu osobistego bądź stanowić część gospodarstwa domowego będącego przedmiotem przeprowadzki. Wtedy w niektórych przypadkach zezwolenie przywozowe nie jest potrzebne.
Trybunał podsuwa specyficzną checklistę
W czwartkowym wyroku TSUE sprecyzował, jak należy interpretować unijne przepisy. Przede wszystkim, zgodnie z rozporządzeniem 338/97/WE w sprawie ochrony gatunków dzikiej fauny i flory w drodze regulacji handlu nimi, „okaz” należy rozumieć bardzo szeroko, w tym także jako preparat, w którego skład wchodzi ekstrakt zrobiony z zabronionego gatunku. W dodatku dotyczy to również, a może nawet przede wszystkim, produktów leczniczych (w tym medycyny tradycyjnej bądź alternatywnej). Chodzi bowiem o wszelkie towary, jeżeli zgodnie z opakowaniem, oznakowaniem, etykietą lub innym dołączonym dokumentem (albo nawet gdy jedynie wynika to z okoliczności) mają one zawierać części lub produkty pochodne zwierząt lub roślin należących do tych gatunków.
Kluczowa była jednak odpowiedź na drugie i trzecie pytanie polskiego sądu – czy wwóz takich preparatów jest legalny. Preparat, którego złożony skład zawiera ekstrakt z takiego zakazanego gatunku, zakupiony zgodnie z prawem w państwie trzecim i wprowadzony na obszar UE „na własne potrzeby” lecznicze osoby prywatnej lub osoby jej bliskiej, a nie w celach handlowych, można uznać za objęty zakresem pojęcia „dóbr osobistych lub stanowiących część gospodarstwa domowego”, których wprowadzenie do UE jest niekiedy wyłączone z obowiązku przedstawienia zezwolenia na przywóz lub, w stosownych przypadkach, dokumentu (powrotnego) wywozu. Nie oznacza to jednak otwarcia szerokiej furtki do wwozu takich produktów do Polski i UE.
Kluczowy jest cel i osoba wwożąca produkt
Kryterium niekomercyjne jest ważne, ale nie jest jedyne. Muszą też być spełnione warunki przewidziane w art. 57 ust. 1 i 3 unijnego rozporządzenia 865/2006/WE. Po pierwsze - odstępstwo dotyczące dóbr osobistych oraz majątku gospodarstwa domowego, nie ma zastosowania do okazów wykorzystywanych w celu uzyskania korzyści handlowych, sprzedawanych, wystawianych do celów handlowych, posiadanych w celu sprzedaży, oferowanych na sprzedaż lub transportowanych w celu sprzedaży.
Po drugie - odstępstwo to ma zastosowanie wyłącznie do okazów (włączając w to trofea myśliwskie), jeśli spełniają one jeden z następujących warunków:
- stanowią część bagażu osobistego podróżnych przybywających z państwa trzeciego;
- stanowią własność prywatną osoby fizycznej zmieniającej swoje miejsce zamieszkania z państwa trzeciego na UE;
- stanowią trofea myśliwskie pozyskane przez podróżnego i przywożone w późniejszym terminie.
Po trzecie – mniejsze wymagania dotyczą jedynie pierwszego wprowadzenia na terytorium UE dóbr osobistych lub majątku gospodarstwa domowego (włączając w to trofea myśliwskie) i tylko przez osobę „zwykle zamieszkującą na terytorium Wspólnoty”. W tej konkretnej sprawie oskarżonym jest Ukrainiec. Należy więc zbadać, czy jest to „osoba zwykle zamieszkująca na terytorium Wspólnoty”, czyli mieszkająca na terytorium UE przez co najmniej 185 dni w każdym roku kalendarzowym ze względu na powiązania zawodowe (w przypadku osób bez powiązań zawodowych liczą się powiązania osobiste, które wskazują na silne więzi pomiędzy tą osobą a miejscem jej zamieszkania). Ukrainiec powinien mieć jednak zasadniczo jakiś dokument przewozowy.
Jeśli – po tak dokonanej weryfikacji - uznaje się nadal taki preparat za wwieziony legalnie, to oczywiście trudno karać za taki wwóz dokonującą to osobę. I odwrotnie – skoro taki import zostanie uznany za nielegalny, to osoba taka może odpowiadać karnie (ewentualnie można jedynie dyskutować o surowości takiej sankcji). O tym ma rozstrzygnąć Sąd Rejonowy w Jarosławiu. TSUE jednak niedwuznacznie zaznaczył w motywie 59 wyroku, że – zdaniem unijnych sędziów - nie wydaje się, aby preparat ze sproszkowanego pławikonika japońskiego mógł być objęty jakiś ulgowym potraktowaniem.
Wyrok TSUE z 11 czerwca 2026 r., C-601/24









