Zysk nie wyklucza działania w interesie społecznym
Sąd drugiej instancji podtrzymał wyrok skazujący youtubera Sylwestra Wardęgę za pomówienie kolegi po fachu Marcina Dubiela. Uzasadnienie wyroku nie jest znane - ale komentując podtrzymany wyrok pierwszej instancji, Wardęga wskazywał, że sąd podważył fakt, że stawiając Dubielowi zarzuty, działał w uzasadnionym interesie społecznym. Artykuł 212 kodeksu karnego wymaga spełnienia tej przesłanki niezależnie od prawdziwości stawianych komuś publicznie zarzutów.

Cała sprawa to kolejna odsłona tzw. Pandora Gate, czyli afery, w której pojawiły się zarzuty, że dorosłe gwiazdy polskiego Youtube'a nawiązywały niestosowne kontakty z nastolatkami (również poniżej piętnastego roku życia) lub wiedziały o tym, że ich znajomi takie kontakty nawiązują. W 2023 r. Sylwester Wardęga oskarżył innego influencera - Stuu o nagabywanie dziewczynek. Twierdził, że Stuu korespondował z czternastolatką i namówił ją na spotkanie, podczas którego poszli razem do hotelu. Dużą część materiałów Wardęga poświęcił także Marcinowi Dubielowi - zarzucał mu przede wszystkim, że wiedział o niestosownych zachowaniach Stuu, z którym się wówczas przyjaźnił.
#Metoo na polskim Youtube - niedoniesienie o przestępstwie też bywa karalne>>
Prawomocny wyrok, rekordowa stawka
- Sąd Okręgowy wydał dziś prawomocny wyrok. Ponad dwa lata mierzyłem się z publicznym oskarżeniem o jedne z najcięższych rzeczy, o jakie można zostać oskarżonym. Rok temu sąd pierwszej instancji ustalił bez cienia wątpliwości, że zostałem pomówiony. Przesłuchał wielu świadków i zapoznał się z dowodami. Ustalił fakty. Potwierdził, że nie miałem wiedzy, nie kryłem i nie byłem niczyim "pomocnikiem". Wyrok ten został poddany kontroli i dziś potwierdził to Sąd Okręgowy. Sylwester Wardęga został prawomocnie skazany. Jest przestępcą - wskazał Marcin Dubiel w poście w mediach społecznościowych. Podkreślił też, że wyrok ma "odstraszyć wszystkich samozwańczych szeryfów działających pod pretekstem interesu społecznego, a w rzeczywistości karmiących swoje ego i działających z chęci zysku".
Kara faktycznie jest surowa, choć nie aż tak surowa, jak domagał się tego Dubiel w apelacji - żądał, by Wardęga został skazany na rok pozbawienia wolności. Ostatecznie sąd podtrzymał karę orzeczoną w pierwszej instancji - 400 stawek dziennych po 700 zł oraz 70 000 zł na Fundację Warszawskie Hospicjum dla Dzieci, czyli łącznie 350 tys. zł. Wardęga, komentując orzeczenie sądu drugiej instancji, wskazał, że nie mógł być na ogłoszeniu wyroku i nie zna jego uzasadnienia. Wyrok pierwszej instancji komentował następująco: - Przegrałem w sądzie z Dubielem. Mimo że Dubiel wiedział o relacjach Stuu, w tym o związku z 14-15 latką w Polsce, o pisaniu z 13-latką i o spotkaniach z 14-latką w Anglii, to zdaniem sądu w swoim filmie Dubiela bezsprzecznie pomówiłem. Według sądu nie zrobiłem filmu dla uzasadnionego celu społecznego. To lekcja dla mnie by czasem po prostu milczeć. Uzasadnienie sądu uznaję za absurdalne. Będę składał apelację - mówił.
Także prawda bywa pomówieniem
Bez zapoznania się z uzasadnieniem, trudno stwierdzić, dlaczego Wardęga został skazany i które z jego zarzutów wobec Dubiela zakwestionował sąd. Ciekawym wątkiem natomiast w tym kontekście poruszany w wypowiedziach obu stron "uzasadniony interes społeczny". Przestępstwo zniesławienia ma bowiem ciekawą konstrukcję - w myśl art. 212 k.k. kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną, jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie albo właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej bądź narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu, rodzaju działalności, podlega grzywnie lub karze ograniczenia wolności. Upraszczając, jest to forma poniżenia danej osoby lub przypisania jej cechy, która utrudniłaby jej wykonywanie danego zawodu czy działalności. Nie ma wątpliwości, że jakiekolwiek, choćby mgliste powiązanie z aferą pedofilską spełnia te przesłanki i to w odniesieniu do każdego zawodu.
Samo w sobie nie przesądza jednak o karalności - w następnej kolejności bierze się pod uwagę to, czy zarzut był prawdziwy i czy podniesiono go publicznie, art. 213 par. 1 k.k. wyłącza bowiem odpowiedzialność karną za zniesławienie, gdy sprawca działał niepublicznie, a zarzut był prawdziwy. Natomiast za publiczne zniesławienie można ponieść karę niezależnie od tego, czy powiedziało się prawdę, czy się skłamało. Żeby nie zostać ukaranym, oprócz tego, że komentarz jest prawdziwy, należy wykazać, że:
- dotyczy postępowania osoby pełniącej funkcję publiczną lub
- służy obronie społecznie uzasadnionego interesu.
Dodatkowo kodeks karny ogranicza możliwość dowodzenia prawdziwości zarzutu, jeżeli dotyczy on życia prywatnego lub rodzinnego – można to zrobić tylko wtedy, gdy zarzut ma zapobiec niebezpieczeństwu dla życia lub zdrowia człowieka bądź demoralizacji małoletniego (art. 213 par. 2 k.k.).
Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek - czy korzystne nie może być pożyteczne?
Jak wskazuje dr hab. Igor Zgoliński, współautor komentarza do kodeksu karnego, uzasadnionym interesem społecznym będzie np. dążenie do zaprzestania niewłaściwych praktyk, poprawa funkcjonowania danego odcinka życia społecznego, napiętnowanie niewłaściwych zachowań. - Interes społeczny musi być dostrzegalny w konkretnej sytuacji, stanowiąc uzasadnienie i motywację działania sprawcy. Innymi słowy, działanie sprawcy musi przedmiotowo przysłużyć się temu interesowi, podmiotowo zaś uwzględniać pragnienie jego obrony - wskazuje.
Rodzi się pytanie, czy działanie dla zysku, sławy, "klików" lub zaspokojenia swojego ego, uniemożliwia działanie w uzasadnionym interesie społecznym.
- Moim zdaniem tak nie jest - mówi adwokat Andrzej Zorski z Kancelarii PZ. - Pobudki kierujące osobą ujawniającą jakąś aferę, mogą być różne, wśród nich może być także chęć osiągnięcia zysku, natomiast nadal może być to działanie w celu społecznym - podkreśla. Dodaje, że przyjęcie skrajnie wąskiej wykładni, że osoba ujawniająca np. przestępstwa musi kierować się wyłącznie troską o wspólne dobro, wywoływałoby efekt mrożący.
Podobnego zdania jest adwokat Agnieszka Prętczyńska. - W mojej opinii ujawnienie przestępstwa będzie realizować uzasadniony cel społeczny, nawet jeżeli osoba podająca to do wiadomości publicznej przy okazji na tym zarabia - mówi.
W orzecznictwie na tę kwestię patrzy się różnie - w judykaturze wyrażony został pogląd, że musi to być cel wyłączny. - Nie ma jednak powodów ku temu, aby wymagać, by sprawca działał wyłącznie z tak wysokich pobudek. Niezależnie od złożoności przyczyn działania sprawcy będzie przecież materializowała się także korzyść społeczna. Jest to zresztą najczęstszy przypadek w praktyce. Warunkiem jest jednak, by współistniał, a nie kształtował się już po dokonaniu zniesławienia. Należy zatem podzielić pogląd, że sprawca nie musi być motywowany wyłącznie dążeniem do obrony społecznie uzasadnionego interesu, a wystarczy do przyjęcia zaistnienia kontratypu, że postawienie zarzutu rzeczywiście służyło temu interesowi, sprawca zaś, stawiając zarzut, był o tym przekonany - wskazuje dr hab. Zgoliński.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.




