NSA: Nie zawsze zignorowanie znaku zakazu jest niebezpieczne
Poznański egzaminator wykorzystywał błędne ustawienie znaku drogowego podczas awaryjnych prac drogowych, aby testować i oblewać egzaminowanych kandydatów na kierowców. Sprawa wyszła na jaw w czasie kontroli, gdy okazało się, że w tym samym miejscu na lokalnej uliczce nie zdało wiele osób w ciągu kilku dni. Naczelny Sąd Administracyjny we wtorek prawomocnie potwierdził nieważność ośmiu egzaminów, gdyż – pomimo wjechania za znak B-1 - nie dochodziło do bezpośredniego zagrożenia zdrowia albo życia uczestników ruchu drogowego.

W stolicy Wielkopolski wąska ulica Ugory, wiodąca przez urokliwe osiedle domków położone tuż nad rzeką Wartą, to dwukierunkowa jezdnia, na której – ku utrapieniu okolicznych mieszkańców - królują samochody Suzuki z literką L na dachu. Z powodu bliskości Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego (WORD) uczą się tu jeździć kursanci, a egzaminy zdają kandydaci na prawo jazdy kategorii B. Gdy na kilka zimowych dni wprowadzono tu awaryjną organizację ruchu z powodu robót drogowych, to spowodowało to gwałtowny wzrost liczby osób oblewanych na egzaminie. Wszystko przez znak B-1 (białe koło z czerwoną obwódką, co oznacza zakaz ruchu w obu kierunkach), który został ustawiony przy okazji prac drogowych na kilku metrach kwadratowych jednego z pasów jezdni. Znak wisiał tymczasowo na białoczerwonej barierce postawionej na ukos i wyznaczającej roboty budowlane, a nie był na stałe umocowany na typowym słupie, znajdował się też po lewej stronie pasa ruchu. W dodatku po sąsiednim pasie też przejeżdżali kierowcy – już ci zwykli, a nie egzaminowani – ignorując powszechnie zakaz.
Drogowa pułapka na przyszłych kierowców
Na niezbyt szczęśliwie – a może nawet źle - dobrany do sytuacji znak drogowy i jego ustawienie zwrócił uwagę jeden z egzaminatorów. Postanowił wykorzystać to miejsce jako test dla zdających. Gdy egzaminowany wjechał w uliczkę, gdzie znajdował się znak B-1, to dostawał polecenie wykonania manewru zawrócenia na drodze z wykorzystaniem biegu wstecznego.
Egzaminowani w większości wjeżdżali za znak B-1. Gdy zaczynali robić taki manewr, egzamin był przerywany z usprawiedliwieniem, że stwarzali zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia innych uczestników ruchu drogowego. Egzaminator tłumaczył, że znak B-1 jest bezwzględnie obowiązujący i nie można za niego nigdy, pod żadnym pozorem wjeżdżać, gdyż droga jest zamknięta. Za naruszenie tego zakazu kierowcom grożą mandaty i punkty karne. W ten sposób – na tym jednym znaku przy robotach drogowych - w kilka dni negatywnie zweryfikowanych zostało kilkunastu kandydatów na przyszłych kierowców.
Podstawą przerwania egzaminów był art. 52 ust. 2 ustawy z 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami (Dz. U. z 2025 r. poz. 1226). Co wynikało z tego przepisu (w brzmieniu obowiązującym do 2 marca br.)? Część praktyczna egzaminu może zostać zakończona przed wykonaniem wszystkich określonych zakresem egzaminu zadań jedynie w przypadku, gdy zachowanie osoby zdającej zagraża bezpośrednio życiu i zdrowiu uczestników ruchu drogowego. Co ciekawe, w obecnym brzmieniu przepis ten zaostrzono – egzamin można zakończyć również, gdy zachowanie kierującego zagraża egzaminatorowi, albo bezpośrednio wpływa na bezpieczeństwo ruchu drogowego. To pokłosie głośnych wypadków z udziałem pojazdów egzaminacyjnych np. w Szaflarach (woj. małopolskie) w 2018 r., kiedy na przejeździe kolejowym zginęła osiemnastolatka, a egzaminator w ostatniej chwili zdążył wyskoczyć z auta.
Kilkanaście unieważnionych egzaminów
Kontrola doraźna w WORD wykryła dużą liczbę negatywnych wyników, ale także zlokalizowała newralgiczne miejsce przerwania egzaminu i wystawienia ocen negatywnych. Przez to kilkanaście egzaminów zostało unieważnionych.
W każdej z nich skarżący jako egzaminator tak kierował przebiegiem egzaminu, aby egzaminowana osoba znalazła się w tym samym miejscu co do którego istniała wątpliwość w zakresie prawidłowości oznakowania prowadzonych tam robót. Wątpliwość ta była na etapie egzaminu tym większa, że - jak wynika z załączonych do akt nagrań z przebiegu egzaminu - pomimo określonego oznakowania jednym (nie zajętym przez roboty pasem) samochody przejeżdżały - czytamy w uzasadnieniach decyzji o unieważnieniu egzaminu.
Na kilkanaście decyzji Marszałka Województwa Wielkopolskiego, a potem poznańskiego Samorządowego Kolegium Odwoławczego (SKO) poskarżył się do sądu egzaminator. W skargach podkreślał, że wprowadzona w trybie awaryjnym organizacja ruchu obowiązywała tj. została wprowadzona zgodnie z przepisami prawa, a ponadto była zgodna z intencjami podmiotu prowadzącego roboty w pasie drogowym (o taką organizację wnioskowała lokalna firma Aquanet). Zakaz ruchu jest znakiem bezwzględnie obowiązującym oraz że do obowiązków egzaminatora nie należy analiza oznakowania, lecz jego przestrzeganie. Ponadto manewr zawracania dało się wykonać prawidłowo, bez wjeżdżania za znak B-1. Zarówno jednak Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu, jak i teraz Naczelny Sąd Administracyjny oddaliły jego wszystkie skargi.
Organy administracji i WSA w Poznaniu wzięły pod uwagę stanowiska i oceny zarządcy drogi (Zarządu Dróg Miejskich w Poznaniu), podmiotu odpowiedzialnego za organizację ruchu w tym miejscu, czyli miejskiego inżyniera ruchu oraz egzaminatora nadzorującego. Wszyscy oni stwierdzili, że oznakowanie w miejscu przerwania egzaminu było nieprawidłowe, a zatem wystawienie przez egzaminatora oceny negatywnej było niezasadne. Zdaniem inżyniera ruchu, znaki B-1 (oba, gdyż z drugiej strony miejsca robót też stał taki znak) powinny być zdjęte, a prace od najazdu wygrodzone tablicą prowadzącą ze światłami żółtymi. Urzędnicy tłumaczyli, że nieprawidłowe oznakowanie, będące podstawą przerwania egzaminu, jest już samoczynną przesłanką do jego unieważnienia – gdyby bowiem oznakowanie było prawidłowe, egzamin nie zostałby przerwany. Pułapką było również nieprecyzyjne wskazanie miejsca do zawrócenia auta. Doprowadziło to również do wykonania manewru w miejscu źle oznakowanym i w konsekwencji natychmiastowego przerwaniu egzaminu.
Głównym przedmiotem oceny nie była jednak prawidłowość oznakowania drogi, a zasadność unieważnienia egzaminu z powodu zaistnienia w jego trakcie bezpośredniego zagrożenia dla życia lub zdrowia innych uczestników ruchu drogowego. W tych konkretnych stanach faktycznych do takich zagrożeń nie doszło (oprócz jednego przypadku, gdy egzaminator nagle wcisnął hamulec, czym spowodował gwałtowne hamowanie innego auta jadącego za egzaminacyjną „eLką”), a w rezultacie przerwanie egzaminów na tej podstawie było niezasadne.
Wątpliwości na korzyść kursanta
Państwowy egzamin na prawo jazdy jest postępowaniem administracyjnym, w którym egzaminator, decydując o pozytywnym lub negatywnym wyniku egzaminu, decyduje jednocześnie o nabyciu lub nie uprawnień do kierowania pojazdami. Z tych też względów w razie zaistnienia wątpliwości wpływających na końcowy wynik egzaminu, winny być one rozstrzygane na korzyść osoby egzaminowanej – zdecydowali urzędnicy, a potwierdzili poznańscy sędziowie.
Sąd miał też na względzie, iż skarżący, jako osoba z wieloletnią praktyką egzaminatora, powinien mieć świadomość, że takie ustawienie znaku może wywoływać wątpliwości co do jego obowiązywania i prawidłowości posadowienia. Za pomocą barierek został bowiem wydzielony wyłącznie fragment drogi, przy faktycznym zachowaniu ruchu na przedmiotowej ulicy.
Egzaminator wniósł jednak kilkanaście bliźniaczych skarg kasacyjnych do NSA, ten jednak uznał, że egzaminowani kandydaci na kierowców nie złamali art. 52 ust. 2 ustawy o kierujących pojazdami.
Zachowanie osoby zdającej musiałoby bezpośrednio zagrażać bezpieczeństwo uczestników ruchu drogowego. Takie sytuacje nie miały jednak miejsca – podkreślała w ustnym uzasadnieniu sędzia Joanna Kabat-Rembelska, dodając, że – oprócz jednego przypadku – w pobliżu nie było tez żadnych innych aut, w sąsiedztwie nie pracowali już robotnicy, nie kręcili się też żadni piesi.
Zdaniem sędziów, nie doszło też w tych sprawach do naruszenia art. 3 ust. 1 ustawy z 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym (Dz. U. z 2024 r. poz. 1251). Przepis ten statuuje ogólną zasadę, że uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze są obowiązani zachować ostrożność, unikać wszelkiego działania, które mogłoby spowodować zagrożenie bezpieczeństwa lub porządku ruchu drogowego, ruch ten utrudnić albo w związku z ruchem zakłócić spokój lub porządek publiczny oraz narazić kogokolwiek na szkodę. Przez działanie rozumie się również zaniechanie.
NSA podkreślił również, że znaki drogowe powinny być usytuowane w sposób czytelny, aby ich komunikaty były jasne i zrozumiałe dla kierowców. Te konkretne sytuacje wyjazdu za znak B-1 nie oznaczają też generalnego przyzwolenia na brak respektowania znaków drogowych. Orzeczenia są prawomocne.
Wyrok NSA z 24 marca br., II GSK 508/23




