TSUE: Będzie furtka, aby odzyskać przegraną u bukmachera
Gry gracz zawierał zakłady u bukmachera, który nie miał zgody na działalność na obszarze danego państwa, to umowa jest nieważna i można się domagać zwrotu przegranych pieniędzy - to opinia rzecznika generalnego Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Gdyby jednak sędziowie ją podzielili, to europejski rynek zakładów bukmacherskich czeka rewolucja. W praktyce jednak tylko nieliczni Polacy mogą liczyć na zwrot przegranych stawek.

Opinię rzecznika generalnego w sprawie C-530/24 ogłoszono w czwartek, 19 marca. Nicholas Emiliou podkreśla w niej, że na operatorze zakładów sportowych, który oferuje usługi na rynku krajowym bez wymaganej koncesji, może spoczywać obowiązek zwrotu stawek pobranych od graczy. Inaczej powinno być jedynie w przypadku, gdy operator nie był w stanie uzyskać koncesji z powodu uchybień w procedurze administracyjnej, a organy krajowe zapewniły go, że wymóg uzyskania koncesji nie będzie egzekwowany do czasu wprowadzenia procedury zgodnej z prawem Unii Europejskiej. Nieważność umów o gry hazardowe – która może pociągać za sobą obowiązek zwrotu stawek otrzymanych od graczy – ma przyczyniać się do zniechęcania operatorów gier hazardowych do obchodzenia systemu koncesjonowania.
Niemiecki precedens, europejskie tsunami
Sprawa dotyczy co prawda Niemiec, ale może mieć przełożenie na rynek zakładów bukmacherskich w całej UE, jak również na działanie bukmacherów z takich rajów podatkowo-hazardowych, jak np. Malta. Jeden z obstawiających mecze wytoczył przed niemieckimi sądami cywilnymi powództwo przeciwko maltańskiemu operatorowi zakładów sportowych Tipico. Nie szło mu zbytnio obstawianie, więc domagał się zwrotu stawek, które przegrał zawierając zakłady na niemieckiej stronie internetowej Tipico w latach 2013-2020. Maltańczycy w tym czasie posiadali jedynie koncesję krajową, ale nie mieli zgody na działalność w Niemczech, co jest wymagane przez tamtejsze prawo.
Trochę inna sytuacja jest nad Wisłą. Zagraniczni bukmacherzy muszą – aby oferować swoje usługi grającym z Polski – uzyskać odpowiednie zezwolenie Ministra Finansów i Gospodarki na podstawie ustawy z 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych (Dz. U. z 2025 r. poz. 595). Obecnie zezwolenia takie ma 18 bukmacherów polskich i zagranicznych, w tym maltańska spółka BEM Operations Limited, która prowadzi serwis betclic.pl. Jednak część zagranicznych bukmacherów oferuje też zakłady na polskojęzycznych stronach internetowych, ale zastrzega, że zawiera się je za granicą i gracze czynią to na własne ryzyko. Co więcej, gra u zagranicznych, niekoncesjonowanych bukmacherów jest w Polsce ścigana karnie (art. 107 par. 2 kodeksu karnego skarbowego). Polska stara się też - z różnym skutkiem - blokować dla krajowych internautów, strony internetowe odsyłające do zagranicznego hazardu.
Sprawa tocząca się przed TSUE nie dotyczy jednak obstawiania zakładów z jednego kraju u internetowego bukmachera w innym państwie, gdzie działa on legalnie. Przegrywający w ten sposób duże kwoty Polacy nie powinni więc liczyć na zwroty. Tajemnicą poliszynela jest jednak, że obstawiają mecze też oczywiście nasi rodacy mieszkający poza krajem - w tym w Niemczech - jak również w krajach, gdzie przepisy są bardziej liberalne niż nad Wisłą, albo gorzej egzekwowane. I tych przypadków potencjalnie może dotyczyć opinia rzecznika generalnego i przyszły wyrok TSUE.
Niemieckie sądy – analizując sprawę Tipico – doszły do wniosku, że na gruncie tamtejszego prawa oferowanie zakładów sportowych bez posiadania koncesji pociąga za sobą nieważność umów zawartych z klientami i stanowi czyn niedozwolony, z czego wynikają roszczenia poszkodowanych konsumentów o zwrot lub odszkodowanie. W związku z tym - z punktu widzenia prawa niemieckiego - roszczenia, z jakimi gracz wystąpił przeciwko Tipico, wydają się w gruncie rzeczy zasadne.
Maltańczycy twierdzili jednak, że nie byli w stanie uzyskać niemieckiej koncesji z powodu uchybień w odpowiedniej procedurze. Dlatego Bundesgerichtshof (Federalny Trybunał Sprawiedliwości w Karlsruhe – odpowiednik polskiego Sądu Najwyższego) wystąpił z pytaniem prejudycjalnym, czy w takich okolicznościach sądy cywilne, przed którymi toczy się postępowanie, są na mocy zasady pierwszeństwa prawa UE, a dokładniej na mocy swobody świadczenia usług, obowiązane odstąpić od stosowania całego krajowego systemu koncesjonowania, a w konsekwencji oddalić roszczeń konsumenta.
Jest wiele niuansów
Zdaniem rzecznika generalnego Nicholasa Emiliou na pytania te należy udzielić zniuansowanych odpowiedzi. Państwo członkowskie może wymagać koncesji na świadczenie niektórych usług (w tym też hazardowych) na swoim terytorium. Ten wymóg jest - sam w sobie - zgodny ze swobodą świadczenia usług gwarantowaną przez prawo UE. Organy krajowe (w tym sądy) są uprawnione egzekwować ten wymóg wobec operatora, który świadczył usługi bez wymaganej koncesji. Sądy te mogą np. wyciągnąć konsekwencje przewidziane w tym względzie przez obowiązujące prawo cywilne. Jest tak nawet w przypadku, w którym dany operator twierdzi, że nie był w stanie uzyskać takiej koncesji z powodu uchybień mających wpływ na procedurę koncesyjną. W tym względzie ochronę prawa, które operator wywodzi ze swobody świadczenia usług, w wystarczającym stopniu zapewnia możliwość zaskarżenia procedury koncesyjnej lub jej braku przed sądem.
Tylko wyjątkowo konsekwencji cywilnoprawnych nie należy wyciągać w związku z naruszeniem wymogu uzyskania koncesji, w przypadku gdy byłoby to nieproporcjonalne. Jest tak wtedy, gdy dany operator uzyskał z uprawnionych i wiarygodnych źródeł w ramach organów krajowych dokładne, bezwarunkowe i spójne zapewnienia, że ten wymóg uzyskania koncesji nie będzie egzekwowany i że w związku z tym będzie on mógł oferować swoje usługi konsumentom na rynku krajowym bez koncesji.
Czy tak było w rzeczywistości? To rozstrzygną już niemieckie sądy, po wyroku TSUE, który poznamy zapewne dopiero za kilka miesięcy.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.





