Rachunek za prąd płacony z zaświatów - prawo wyznaniowe do zmiany
Umowa o roboty budowlane na setki tysięcy złotych, sprzedaż lub zakup nieruchomości bez możliwości weryfikacji, czy czynności prawnej dokonywane przez nieuprawniony podmiot - to tylko niektóre problemy, jakie powodują wieloletnie zaniedbania w przepisach dotyczących rejestracji kościołów i związków wyznaniowych. W efekcie nadal zarejestrowany jest "kościół gangsterów", a wyznaniowe osoby prawne prowadzą działalności gospodarcze, które nie są nigdzie zarejestrowane.

W ostatnich latach dyskusja związana z religią i działalnością kościołów sprowadza się przede wszystkim do sporów o wartości - m.in. modelu rodziny czy obecności symboli religijnych w przestrzeni publicznej, czy też prawa do wychowania dzieci zgodnie z przekonaniami rodziców. Rzadko, poza deklaracjami kolejnych partii o likwidacji funduszu kościelnego, pojawia się bardziej przyziemna dyskusja na temat regulacji związanych z funkcjonowaniem kościołów i związków wyznaniowych.
Krzyż czy gadżet - dla stwierdzenia odpowiedzialności ważny jest kontekst>>
Co człowiek założy, tylko Bóg może wykreślić?
- Prawo wyznaniowe to w mojej opinii jeden z najbardziej zaniedbanych obszarów prawa, tymczasem kościoły i inne związki wyznaniowe nie funkcjonują w próżni - mówi prof. Dariusz Walencik, kierownik zespołu badawczego Law&Religion Instytutu Nauk Prawnych Uniwersytetu Opolskiego. - Brak regulacji to wyłom w bezpieczeństwie obrotu prawnego i to już na bardzo podstawowym poziomie, bo przecież kościoły i inne związki wyznaniowe prowadzą, oprócz działalności religijnej, działalność gospodarczą, obracają nieruchomościami, korzystają ze zwolnień podatkowych oraz z różnego rodzaju form finansowania ze środków publicznych. Zaś osoby duchowne - z systemu ochrony zdrowia oraz zabezpieczenia społecznego. Nie dbając o odpowiednie przepisy, państwo samo pozbawia się narzędzi kontroli nad tymi procesami - podkreśla.
Problemem - jak wskazuje - są przede wszystkim rejestry, do których wpisywane są kościoły i inne związki wyznaniowe oraz ich osoby prawne. Organ rejestrowy (MSWiA) przy rejestracji związków wyznaniowych nie dysponuje praktycznie żadnymi narzędziami kontroli. Może jedynie zwracać się do odpowiednich organów państwowych o sprawdzanie prawdziwości zawartych we wniosku danych – np. sprawdzić w bazie PESEL, czy wnioskodawcy to polscy obywatele pełnoletni z pełną zdolnością do czynności prawnych, oraz przeanalizować statut pod kątem zasad techniki prawodawczej i zgodności z przepisami ustaw chroniącymi bezpieczeństwo, porządek publiczny, zdrowie, moralność publiczną, władzę rodzicielską albo podstawowe prawa i wolności innych osób. Brakuje natomiast mechanizmów weryfikacji faktycznej działalności na terenie Rzeczpospolitej. - W praktyce można założyć związek wyznaniowy z dnia na dzień, bez jakiegokolwiek okresu karencji, bez infrastruktury, dysponując jedynie co najmniej pięcioosobowym komitetem założycielskim i zbierając notarialnie poświadczone podpisy co najmniej stu osób spełniających wspomniane wymogi. Absurdalne są też terminy aktualizacji danych zawartych w rejestrze - organ rejestrowy może wprawdzie zażądać aktualizacji danych warunkujących wpis do rejestru, ale związek wyznaniowy ma na to... trzy lata - mówi prof. Walencik.
"Kościół gangsterów" wciąż na liście
De facto więc, wiele wpisanych do rejestru na początku lat 90. XX w. kościołów i innych związków wyznaniowych od dawna nie działa. Co więcej - jak podkreśla ekspert - pojawia się zjawisko „wrogiego przejęcia”, na wzór reaktywacji przedwojennych spółek. I choć istnieje przesłanka wykreślenia z rejestru w razie stwierdzenia prawomocnym wyrokiem sądu, że działalność kościoła lub innego związku wyznaniowego rażąco narusza prawo lub postanowienia statutu, to nie jest ona szczególnie skutecznym narzędziem wykreślenia wątpliwych podmiotów, bo... w praktyce nie została ona do tej pory zastosowana
Wprawdzie MSWiA dwukrotnie, tj. w 2009 roku i 2010 roku, wystąpiło do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota z zapytaniem czy rozważa ona możliwość wystąpienia do sądu o stwierdzenie niezgodności działania, w pierwszym przypadku kościoła oraz w drugim związku wyznaniowego, z przepisami prawa. Jednak prokuratura w obu przypadkach poinformowała ministerstwo, że brak jest podstaw do podjęcia takich działań. - W efekcie mamy takie kazusy, jak słynny „kościół gangsterów” - jak szeroko informowały media, mimo że spora część kierownictwa związku wyznaniowego otrzymała długoletnie wyroki więzienia, związek wciąż figuruje w rejestrze - mówi prof. Walencik.
Bezpieczna umowa? Najpierw przerzuć papiery
Na potrzeby tego tekstu załóżmy, że ktoś chce kupić nieruchomość od kościelnej osoby prawnej lub podpisać intratny kontrakt na remont należącego do niej budynku. W obecnym stanie prawnym będzie to interes dla ludzi wielkiej wiary (lub o ogromnej cierpliwości). Nie ma bowiem żadnego publicznego, elektronicznego rejestru wyznaniowych osób prawnych.
- Ministerstwo i 16 urzędów wojewódzkich otrzymują (a przynajmniej powinny) powiadomienia o utworzeniu, połączeniu, podziale i zniesieniu wyznaniowej osoby prawnej, o zmianach dotyczących nazwy i siedziby wyznaniowej osoby prawnej, o zmianie jej granic oraz o osobach sprawujących funkcję organów tych osób prawnych, ale przechowują te dane wyłącznie w formie papierowej. Co najwyżej na podstawie przyjętych powiadomień prowadzono w niektórych, np. w Mazowieckim i Dolnośląskim UW, pomocnicze wykazy lub rejestry osób prawnych kościołów i innych związków wyznaniowych. Owszem, aktualnie obowiązujące przepisy nakładają na właściwe władze zwierzchnie kościołów i innych związków wyznaniowych obowiązek niezwłocznego powiadamiania, ale nie jest on zabezpieczony żadną sankcją. W praktyce zetknąłem się z przypadkiem, że zgłoszenia dokonano po upływie kilkunastu lat - mówi prof. Walencik.
Wskazuje, że brak obowiązku prowadzenia rejestru, utrudnia sprawne wydawanie zaświadczeń o posiadaniu osobowości prawnej przez jednostki organizacyjne kościołów i innych związków wyznaniowych oraz piastunach ich organów. Po drugie - takie zaświadczenie stanowi jedynie informację, iż w posiadaniu organu znajdują się konkretne dokumenty świadczące o określonym stanie prawnym lub faktach. Nie daje gwarancji, że posiadane przez organ dane są zgodne z rzeczywistością, co mocno akcentują w ostatnich latach sądy, wymagając przedstawienia dokumentu źródłowego (dekretu władz zwierzchnich kościoła lub związku wyznaniowego).
Falsus prokurator i rachunek płacony z zaświatów
Innym problemem jest dojście do tego, kto ma prawo reprezentować dany podmiot - bo zależy to od wewnętrznych regulacji danego kościoła lub związku wyznaniowego. A to wpływa na zawieranie codziennych umów - choćby o dostarczanie mediów do kościoła, czy plebanii. Zdarzały się absurdalne sytuacje, w których latami nie dokonywano aktualizacji informacji, a usługi świadczono na podstawie umowy, którą podpisywała osoba zmarła lata temu.
- W zakonach (ale także innych jednostkach organizacyjnych), co do zasady, obowiązuje kadencyjność pełnionej funkcji. Zdarzało się, że zakonna osoba prawna posługiwała się zaświadczeniem – które nie ma daty ważności – przez kilka, kilkanaście lat. W efekcie także po zakończeniu kadencji danego przełożonego lub przełożonej - wskazuje prof. Walencik.
To sprawia, że czynności dokonane przez taką osobę są czynnościami zawieszonymi i wymagają potwierdzenia przez obecnego piastuna organu. Brak tego potwierdzenia powoduje ich nieważność. Problem braku rejestru wyznaniowych osób prawnych ujawnił się wyraźnie podczas pandemii, gdy uruchamiano tarcze antykryzysowe. Okazało się, że wyznaniowe osoby prawne prowadzą działalność gospodarczą, która nigdzie nie jest rejestrowana – ani w rejestrze przedsiębiorców (bo to nie są spółki prawa handlowego), ani w CEIDG (bo to nie są osoby fizyczne), ani w żadnym innym publicznym rejestrze. Nikt nie wie, ile takich podmiotów faktycznie działa.
- I o ile w ramach Tarczy Finansowej PFR 1.0 wyznaniowe osoby prawne aplikujące o środki finansowe, otrzymały je, o tyle później miały problem ze złożeniem oświadczenia beneficjenta; w związku z tym, w kolejnych tarczach osłonowych wyznaniowe osoby prawne zostały całkowicie wykluczone ze wsparcia. Aplikować mogły jedynie fundacje wyznaniowe (fundatorem jest wyznaniowa osoba prawna) i stowarzyszenia wyznaniowe wpisane do KRS - wskazuje prof. Walencik i podkreśla, że potrzebny jest publiczny, elektroniczny rejestr na wzór KRS – Choć nie obciążałbym nim sądów rejestrowych. Dane już istnieją, tylko w formie papierowej. Taki rejestr powinien być wprowadzony poprzez nowelizację ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania, winien być jawny, dostępny dla każdego - mówi. Dodaje, że każdy powinien mieć prawo otrzymać, również drogą elektroniczną, poświadczone odpisy, wyciągi, zaświadczenia i informacje z tego rejestru. Dane wpisane do rejestru powinny cieszyć się domniemaniem prawdziwości i zgodności z rzeczywistością. - Wyznaniowa osoba prawna wpisana do rejestru winna ponosić odpowiedzialność za aktualność danych i w razie błędów musiałaby niezwłocznie je sprostować. Tym zasadom winno towarzyszyć domniemanie znajomości wpisów i rękojmia wiary publicznej rejestru. Wtedy moglibyśmy sprawdzać każdy podmiot kościelny, biorący udział w obrocie prawnym, tak samo, jak dziś sprawdzamy stowarzyszenia, fundacje czy spółki prawa handlowego. Takie działanie zapewni bezpieczeństwo i pewność obrotu prawnego także wyznaniowym osobom prawnym - podkreśla prof. Walencik.
Wyznaniowe prawo i bezprawie
- Podpisuję się pod postulatem stworzenia jednolitego i publicznego rejestru - mówi prof. Paweł Borecki z Zakładu Prawa Wyznaniowego Uniwersytetu Warszawskiego. - Ustawa o gwarancji wolności sumienia i wyznania, zwłaszcza w swoich pierwszych rozdziałach, to deklaracja ideowo-programowa, która ma bardzo mało wspólnego z rzeczywistością, zwłaszcza jeśli chodzi o model relacji między państwem a związkami wyznaniowymi. Jest to demoralizujące dla obywatela i frustrujące dla prawnika. Jako nauczyciel akademicki, wykładający tę materię, uważam wręcz, że w obecnych realiach mój przedmiot powinien mój przedmiot powinien się nazywać nie "prawo wyznaniowe", tylko "polskie prawo i bezprawie wyznaniowe". Dlatego w pełni zgadam się z tezą, że należy te kwestie uregulować - mówi prof. Borecki. Zgadza się, że bez tego problem z pełnomocnictwami czy zatwierdzaniem czynności prawnych będzie się pogłębiać.
- Uważam, że stworzenie nowych regulacji jest zarówno w interesie obywateli, jak i kościołów oraz związków wyznaniowych, żeby były one wiarygodne i nie dochodziło do nadużyć. Obecny stan rzeczy tworzy warunki do rozrastania się szaraj strefy, w tym do prania brudnych pieniędzy - mówi prof. Borecki.
Dyskusja o Funduszu Kościelnym jak kulą w płot?
Prawnicy odnoszą się też do kwestii związanej z Funduszem Kościelnym. Prof. Walencik wskazuje, że choć sprawa wraca jak bumerang przy okazji każdych wyborów, to wciąż nie rozwiązano najbardziej palących problemów w tej materii.
- W ciągu ostatnich 25 lat naliczyłem 11 projektów znoszących fundusz kościelny. Ale po co wylewać dziecko z kąpielą? Samą pozycję budżetową należy zlikwidować, a wraz z nią uchylić ostatnią stalinowską ustawę obowiązującą w Polsce. Ale nie można pozostawić duchownych bez ubezpieczenia i świadczeń, bo nie są to obywatele drugiej kategorii czy też, jak to pogardliwie okreśalno w okresie PRL - "zasoby nieproduktywne” - mówi. Natomiast - jak wskazuje - nie może być tak, że ZUS nie ma żadnych narzędzi do weryfikacji, kto posiada status osoby duchownej. Obecnie takiej możliwości nie ma właśnie przez brak odpowiednich przepisów. Ekspert proponuje, by zwierzchnie instytucje kościołów i innych związków wyznaniowych (np. diecezjalne czy zakonne) były zobowiązane do zgłaszania duchownych im podległych, z sankcjami karnymi i finansowymi za podanie nieprawdziwych danych oraz z możliwością kontroli przez ZUS. - To nie ograniczy wolności religijnej – wręcz przeciwnie, ochroni ją, eliminując podmioty, które na niej żerują, i zapewniając bezpieczeństwo prawne tym, dla których religia jest autentyczną wartością i którzy rzeczywiście są osobami duchownymi - podkreśla prof. Dariusz Walencik.
Dr Tomasz Lasocki z Wydziału Administracji i Nauk Społecznych Politechniki Warszawskiej, specjalizujący się w prawie ubezpieczeń społecznych, uważa, że jest to rozwiązanie godne rozważaenia. - Jeśli uda się ograniczyć pewne nieprawidłowości, to należy to ocenić pozytywnie, ale problem jest znacznie szerszy. To klasyczny przykład sytuacji, w której wolność sumienia i wolność wyznania stykają się z benefitami finansowanymi ze środków publicznych - podkreśla. - Takich punktów styku powinno być jak najmniej. Uważam, że należy na nowo przemyśleć samą zasadność istnienia Funduszu Kościelnego i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy w obecnym kształcie jest on w ogóle potrzebny - komentuje.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.




