Podstawowe pytania w obu sprawach dotyczą prawidłowości powołania nowych sędziów SN, w tym istnienia rzeczywistej drogi odwoławczej, która umożliwiałaby zbadanie tak materialnych jak formalnych aspektów powołania na urząd sędziego. Zdaniem sądu pytającego ustalenie, że unijne wymogi nie zostały spełnione, rodzi z kolei pytania o prawne następstwa takiej sytuacji dla statusu powołanych osób i wydanych przez nich orzeczeń sądowych.

Czytaj także: W październiku rzecznik TSUE ogłosi opinię w sprawie powoływania sędziów do SN>>
 

Sędzia przeniesiony, odwołać się nie może

Pierwsza ze spraw (C-487/19) dotyczy sędziego, który decyzją prezesa sądu został przeniesiony do innego wydziału sądu. Odwołał się od tej decyzji do Krajowej Rady Sądownictwa, a gdy KRS odwołania nie uwzględniła, jej uchwałę o umorzeniu postępowania zaskarżył do Sądu Najwyższego.

Powstały wątpliwości co do tego, czy nowo powołana izba SN (Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych), na której właściwość wskazywały przepisy ustawowe, spełniają definicję sądu w rozumieniu prawa Unii, a także czy osoby, którymi ta izba została obsadzona, zostały powołane prawidłowo. Rozpatrujący owe zagadnienia skład Izby Cywilnej Sądu Najwyższego zdecydował się wystąpić z pytaniem prejudycjalnym do Trybunału Sprawiedliwości dotyczącym uznania za sąd w rozumieniu prawa Unii organu, w którego jednoosobowym składzie zasiada osoba powołana na urząd sędziego z rażącym naruszeniem prawa krajowego.

 


Czy ci sędziowie mogą rozpatrywać dyscyplinarki

Druga ze spraw (C-508/19) została wszczęta przed Sądem Najwyższym przez sędzię, której postawiono zarzuty dyscyplinarne. Sędzia wniosła powództwo o ustalenie braku stosunku służbowego sędziego SN, który pełniąc obowiązki Prezesa Izby Dyscyplinarnej SN wyznaczył w jej sprawie sąd dyscyplinarny pierwszej instancji. Ustalenie braku takiego stosunku służbowego prowadziłoby do podważenia samego aktu wyznaczenia sądu dyscyplinarnego. Rozpoznający powództwo skład Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych postanowił wystąpić do Trybunału Sprawiedliwości UE z pięcioma pytaniami prejudycjalnymi dotyczącymi dopuszczalności, przesłanek, i mechanizmów badania statusu sędziego powołanego z rażącym naruszeniem prawa, a także skutków wadliwego powołania sędziego dla mocy wiążącej wydanych przez niego orzeczeń.

Pytania od podstawy zmian w sądach

Zdaniem sędziów, których dotyczą sprawy, jeżeli Trybunał Sprawiedliwości UE podzieli wątpliwości przedstawione mu do rozpoznania, będzie to oznaczało fiasko politycznych „reform” w sądownictwie.
- W mojej sprawie osoba powołana przez upolitycznioną Krajową Radę Sądownictwa do Izby Dyscyplinarnej podejmuje czynności w postępowaniu, które jest formą represji za to, że ośmieliłam się sprzeciwić politycznemu podporządkowaniu sądownictwa. Uważam, że taki polityczny desant do Sądu Najwyższego nie powinien mieć miejsca w europejskim kraju. Sędziowie są regularnie zastraszani postępowaniami dyscyplinarnymi, dlatego w tych sprawach muszą orzekać osoby, które nie są politycznymi nominatami. Jeżeli nie postawi się tamy takim praktykom, to za chwilę wyroki będą dyktowane w gabinetach partyjnych. W interesie całej Unii Europejskiej jest określenie wspólnych standardów niezależnego sądu – mówi sędzia Monika Frąckowiak.

- Zmiany dokonane w ostatnich kilku latach, pomimo naszych ostrzeżeń kierowanych do ministra Ziobry, nie przyniosły nic zwykłym ludziom.
Ich efekt jest taki, że postępowania trwają dwa razy dłużej, a jedynie wąska grupa osób, które zbratały się politycznie z ekipą rządzącą w Ministerstwie Sprawiedliwości, polepszyła swój byt finansowy. Z niesmakiem obserwuję jak te osoby kumulują różne funkcje, przepychają się z kolegami do awansów, co budzi powszechne oburzenie w środowisku. Nie dość, że spowolniono prace sądów, to jeszcze na kluczowe stanowiska awansuje się osoby bez kompetencji – komentuje prezes Iustitii prof. Krystian Markiewicz.