Bezpłatny e-book Ochrona ludności i obrona cywilna w JST - wyzwania i obowiązki urzędników
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Jerzy Stępień: Uzasadnione obawy o przyszłość polskiego samorządu

Wydawało się do niedawna, że samorząd terytorialny ma w naszym kraju już tak ugruntowaną pozycję, że kolejne wybory do organów gmin to nudna normalka. Wprawdzie kolejne rządy po 1990 roku próbowały decentralizację utrwalać lub osłabiać, bądź to zrzucać na samorządy różne niewdzięczne zadania, ale do głowy nikomu nie przychodziło, że mogą być zagrożone fundamenty samorządności - pisze sędzia Jerzy Stępień.

jerzy stepien
Źródło: www.lazarski.pl

Co prawda po wyborach w 2014 r. próbowano dowodzić, że doszło w ich trakcie do licznych nieprawidłowości, a nawet fałszerstw, ale nikt o zdrowych zmysłach nie traktował tych zarzutów poważnie. W każdym razie nikt nie zdołał ani wówczas, ani później przekonująco wykazać – mimo olbrzymich wysiłków dawnej opozycji, a dziś obozu rządowego - że wyłonione w trakcie ostatnich wyborów władze są nienależycie legitymizowane. Opóźnienia w ogłoszeniu wyników wyborów, które wówczas wystąpiły, miały charakter techniczny, a ich źródłem były niedociągnięcia wyłącznie organizacyjne, związane przede wszystkim z niedomogami w działaniu systemu informatycznego. Z pewnością nie powinno się to zdarzyć, pod tym względem mamy gigantyczne zapóźnienia i nie wykluczone, że one znów dadzą o sobie znać – ale nikt dotychczas nie kwestionował samej idei samorządu terytorialnego.

Czytaj: Znamy datę wyborów samorządowych i kalendarz wyborczy>>


Będą zmiany w samorządzie?

Dziś takiej pewności już, niestety, nie ma. Trudno natomiast nie żywić poważnych obaw o przyszłość polskiego samorządu, kiedy słyszy się, że celem „dobrej zmiany” jest wymiana elit – szczególnie gdy jednocześnie głosi się, że celem reformy sądownictwa jest takie ukształtowanie go na nowo, by nie można było tych planowanych reform poprzez system sądowy blokować.

O jakie zatem reformy może tu chodzić? W zasadzie wszystko już zostało przecież „zreformowane”: media publiczne stały się już narodowe, służba cywilna do reszty rozmontowana, spółki Skarbu Państwa dawno przejęte, z wojskiem, policją, wszelkimi służbami też poszło gładko, o Trybunale Konstytucyjnym nie ma co nawet wspominać, niebawem uporamy się z Sądem Najwyższym, a więc co jeszcze? Oczywiście samorząd.

Województwo samorządowe niepotrzebne?

Ale w jaki sposób? Częściowo zdradził publicznie plany przewodniczący sejmowej komisji samorządu terytorialnego, poseł z Kukiz ’15 Andrzej Maciejewski - co prawda nie jest on przedstawicielem obozu rządzącego, ale z racji usytuowania w parlamencie musi wiedzieć, co w trawie piszczy. A piszczy o likwidacji samorządu wojewódzkiego (wojewoda przecież na tym szczeblu całkowicie rządzącym wystarczy), starosta powiatowy miałby być urzędnikiem ministra spraw wewnętrznych, tak jak przed wojną, z radą, z wyboru może przez rady gmin dla ozdoby, a jeśli chodzi o gminy, to zobaczy się, jak będzie po wyborach. Tam gdzie zwyciężą „nasi”, nie trzeba będzie nic robić, a tam gdzie nie wygrają, znajdzie się sposób na wprowadzenie rządowego komisarza; wystarczy tylko mocniej podporządkować sobie regionalne izby obrachunkowe. W ten sposób, mając w ręku wszystkie instrumenty konieczne do zmian personalnych na każdym stanowisku publicznym, można zapowiadaną wymianę elit doprowadzić do końca. Czy jest to możliwe? Całkowicie możliwe i dopiero z tej perspektywy staje się jasne, jak ważne są najbliższe wybory samorządowe.

Sprawdź: Ustawa o samorządzie województwa>>


Potrzebny przejrzysty dostęp do służby publicznej

W normalnym państwie typu zachodniego politycy mają oczywiste prawo do kształtowania własnych szeregów oraz ich reprezentantów w różnego rodzaju elekcjach i na tym koniec. Administracja, wojsko, przedsiębiorstwa publiczne, media publiczne, a przede wszystkim sądownictwo itd., muszą być wyjęte spod mechanizmu ręcznego sterowania. Służba publiczna musi być dostępna dla wszystkich na jednolitych, przejrzystych i przed wszystkim merytorycznych zasadach. Jeśli tak się nie dzieje, to sygnał o przełożeniu zwrotnicy na kierunek wschodni, a to oznacza, że zamiast równać do Zachodu, co dotychczas się jako tako nam udawało, będziemy przez następne dziesięciolecia oglądać czerwoną latarnię oddalającego się od nas cywilizacyjnego pociągu – ze skutkiem takim jak po II wojnie światowej. Będą „nowe elity”, które wtedy też się pojawiły.

Polecamy prawnicze książki samorządowe