Rzecznik dyscyplinarny zarzucił notariusz Annie L., że od października 2014 r. do marca 2017 r. prowadziła kancelarię notarialną bez zawarcia umowy najmu i nie zatrudniając w niej pracowników. Miała tym samym naruszyć Prawo o notariacie (art. 50 ustawy).

Zarzut: brak umowy

Sąd Dyscyplinarny Izby Notarialnej w wyroku z listopada 2017 r. uznał winę Anny L. i stwierdził, że uchybiła ona godności zawodu przez to, że nie pokazała na żądanie wizytatorów tytułu do zajmowanego lokalu.

Gdy sprawa trafiła do Wyższego Sądu Dyscyplinarnego, ten nie dopatrzył się winy rejentki, gdyż jak twierdził - ustawa Prawo o notariacie ani regulamin wizytacji nie narzuca obowiązku zawarcia pisemnej umowy najmu lokalu. A co więcej wizytatorzy powoływali się na zwyczaj. W rezultacie sąd drugiej instancji uniewinnił Annę L.

 


Kancelaria na zlecenie banku?

To orzeczenie nie spodobało się rzecznikowi dyscyplinarnemu samorządu. W skardze kasacyjnej rzecznik wniósł o uchylenie wyroku sądu II instancji i przekazanie sprawy do ponownego rozpatrzenia. Jak zaznaczył Roman Czernikiewicz, rzecznik dyscyplinarny Krajowej Izby Notarialnej, samorząd chciał się zmierzyć z patologicznym zjawiskiem tworzenia kancelarii prawnych w celu obsługi dużych podmiotów, takich jak banki czy firmy deweloperskie.

Czytaj: Niższy podatek dla kancelarii, która zapłaci za aplikację pracownika>>

- Chcieliśmy ustalić granice nadzoru samorządu i niezależności notariuszy w wykonywaniu zawodu - wyjaśnił sądowi rzecznik Czernikiewicz. - Duże podmioty, wykonujące wiele czynności prawnych, wymagających aktów notarialnych często "pomagają" notariuszom w zatrudnianiu personelu i zdobyciu lokalu na kancelarię - dodał.

Sprawdź w LEX: Odpowiedzialność notariusza za oczywistą i rażącą obrazę przepisów prawnych >

Argumenty obrony - niezrozumiała gra

Obrońca obwinionej, adwokat prof. Jacek Giezek stwierdził, że kasacja jest oczywiście bezzasadna. - Nie mogę dostrzec związku przyczynowego między powstaniem patologii w kancelariach notarialnych a zarzutami rzecznika dyscyplinarnego, stawianymi obwinionej - powiedział prof. Giezek. - Nie ma żadnych dowodów na istnienie patologii w jej kancelarii - dodał. Jego zdaniem odmowa okazania umowy najmu lokalu nie jest deliktem dyscyplinarnym, gdyż posiadanie takiego dokumentu nie jest obowiązkiem notariusza.

 


 

Drugi obrońca, radca prawny Kamil Kruszewski zaznaczył, że pierwszy raz przed Sądem Najwyższym rzecznik dyscyplinarny samorządu notarialnego przyznaje, że obwiniona jest przedmiotem niejasnej gry samorządu. Podkreślił przy tym, że notariusz jest przedsiębiorcą i ma prawo pozyskiwać klientów z rynku. Obroty w kancelarii obwinionej są duże, co nie znaczy, że uczestniczy ona w procederze nielegalnym. Obrońca wyraził zdziwienie, że Izba Notarialna, pobierająca 2 proc. podatku czerpie korzyści z popularności notariuszy wśród deweloperów i jeszcze stawia zarzuty z tego tytułu.

Sprawdź w LEX: Odpowiedzialność dyscyplinarna notariuszy >

SN oddala kasację

Sąd Najwyższy uznał kasację za oczywiście bezzasadną. Jak zaznaczył sędzia Ryszard Witkowski sąd dyscyplinarny drugiej instancji nie popełnił błędów uniewinniając Annę L. - Zakres zaskarżenia jest niekompatybilny z uzasadnieniem orzeczenia WSD - powiedział sędzia sprawozdawca. - Warunki lokalowe kancelarii zostały zapewnione, minister sprawiedliwości wyznaczając siedzibę nie domagał się okazania tytułu prawnego, a ustawa Prawo o notariacie nie uzależnia prowadzenia działalności przez notariusza od posiadania takiego tytułu - dodał sędzia Witkowski.

- Forma pisemna umowy też nie jest koniczna - stwierdził SN. I dodał, że okazanie aktu własności czy najmu lokalu podczas wizytacji też nie jest obowiązkowe. Z akt sprawy wynika, że notariusz Anna L. zawarła umowę najmu z właścicielem, potwierdził to wydruk z komputera i zeznania świadków. Kasacja nie miała więc podstaw normatywnych.

Sygnatura akt II DSI 48/18, postanowienie z 5 marca 2019 r.