Po wyborze nowego I prezesa SN niewiele się zmieni
We wtorek, 26 maja, skończyła się kadencja prof. Małgorzaty Manowskiej na stanowisku I prezesa Sądu Najwyższego i Zbigniewa Kapińskiego, prezesa Izby Karnej. I okazuje się, że sędzia Kapińśki zastąpi panią profesor na stanowisku. Bilans tych kadencji trudno ocenić, gdyż Sąd Najwyższy od lat nie przedstawia sprawozdań informacyjnych, bo nie odbywają się Zgromadzenia Ogólne Sędziów. Stanowiska sędziowskie nie są obsadzane. Trwa rozłam i ostry spór. Co więcej - nawet po wyborze nowych władz problemy pozostaną. Mamy konflikt systemowy - wadliwe powołania na stanowiska sędziowskie przez Krajową Radę Sądownictwa.

Ostatnia informacja o działalności Sądu Najwyższego pochodzi z 2019 roku. A przecież I prezes Sądu najwyższego ma obowiązek składać ją corocznie Prezydentowi RP i Krajowej Radzie Sądownictwa oraz parlamentowi. Tak wynika z par. 26 Regulaminu SN. Wcześniej taka informacja powinna być zatwierdzona przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów. Jaka jest przyczyna? Zgromadzenia Ogólne Sędziów SN nie odbywają się - oprócz zgromadzeń do wyboru kandydatów na I prezesa. Zwołane, ale odroczone 20 maja 2024 r. i 24 października 2024 r., zgromadzenia ogólne nie odbyły się z braku quorum. Miały wtedy zostać przedstawione informacje z działalności Sądu Najwyższego za lata 2020-2023.
Sama pierwsza prezes SN w wywiadach prasowych mówiła, że istnieje poczucie, iż mamy dwa Sądy Najwyższe i że starzy sędziowie, którzy kwestionowali od dawna status nowych izb i sędziów, przeszli od słów do czynów. Zwróciła uwagę, że od 2018 r. tzw. neo- i paleosędziowie SN pozostają na osobnych podwórkach, nie orzekając wspólnie.
Prof. Manowska twierdzi także, że polityka wkroczyła do Sądu Najwyższego. Zarzut ten raczej został skierowany do „starych” sędziów, a nie był auto-krytyką. Tymczasem sama prezes zablokowała uchylenie jej immunitetu z wniosku prokuratury. Prokuratura Krajowa postawiła I prezes trzy zarzuty przekroczenia uprawnień. Między innymi dotyczą one bezprawnego uznania za ważne głosowań Kolegium Sądu Najwyższego z 2024 roku, w wyniku których podjęto uchwały o powołaniu neo-sędziów. Sprawa została umorzona przez Trybunał Stanu, ale Trybunał nałożył później na prof. Manowską karę finansową za utrudnianie prac.
Ponadto I prezes zaangażowała się w spór o wygaśnięcie mandatów skazanych posłów Macieja Wąsika i Mariusza Kamińskiego. Prof. Manowska uznała wygaszenie mandatów i przekazanie odwołań posłów do Izby Pracy za niedopuszczalne.
Czytaj też w LEX: Granice wolności wypowiedzi sędziego w warunkach kryzysu praworządności >
Izba Karna pracuje najszybciej
Są też i jasne punkty w działalności najważniejszego sądu w Polsce. Izba Karna w terminie maksymalnie trzech miesięcy do pół roku od wpływu rozpoznaje kasacje. - Jest najszybsza ze wszystkich istniejących Izb Sądu Najwyższego. Obradami Izby kierował prezes Zbigniew Kapiński, a teraz będzie kierował całym Sądem Najwyższym jako pierwszy Prezes.. Modus operandi został zachowany i to się sprawdza. Został również utrzymany system przydzielania spraw sędziom i dobrze pracują sekretariaty. Sędziowie dbają o sprawność - ocenia dr Michał Laskowski, pełniący funkcję prezesa Izby Karnej w latach 2020–2023.
- Od paru lat nie mamy Zgromadzenia Ogólnego Sędziów, które by zatwierdzało sprawozdania roczne z działalności Sądu Najwyższego - przyznaje nasz rozmówca. I dodaje: - Powinno też być podsumowanie kadencji pani pierwszej prezes. Jednak bez względu na to, kto zostanie mianowany na to stanowisko przez pana prezydenta nie rozwiąże to problemów ustrojowych Sądu Najwyższego, związanego z powoływaniem sędziów do SN, z ustawą o Sądzie Najwyższym, z Izbą Kontroli Nadzwyczajnej, co do której zapadły orzeczenia trybunałów europejskich. Tego wszystkiego nowy prezes nie rozwiąże - twierdzi sędzia Laskowski.
Jego zdaniem może się zmienić sposób funkcjonowania SN, w zależności od nastawienia I prezesa. - W czasie zgromadzeń wyborczych część sędziów była bardziej radykalna. Z tego powodu nowy prezes może chcieć wyznaczać „mieszane” składy orzekające (składające się z sędziów wybranych po grudniu 2017 r. i przed tą datą). Może też zechcieć „dyscyplinować” starych sędziów. Jeśli zaczną być wyznaczane mieszane składy w poszczególnych izbach, to rozpoznawanie spraw bardzo zwolni. Albo w ogóle stanie - zaznacza dr Laskowski.
Czytaj też w LEX: Aktywność naukowa sędziego Naczelnego Sądu Administracyjnego a wymóg bezstronności >
Wolne stanowiska sędziowskie
Problemem Sądu Najwyższego są wakaty sędziowskie. W Izbie Cywilnej SN brakuje 14 sędziów. W Izbie Pracy jest obsadzonych 12 z 22 stanowisk. Podobnie jest w Izbie Pracy i Ubezpieczeń Społecznych.
- Rozpoznawanie spraw reorganizacja nie usprawniła. Nie widzę zależności między tą reorganizacją a zwiększeniem sądzenia spraw - komentuje dr hab. Piotr Prusinowski, sędzia Izby Pracy i Spraw Społecznych SN, były prezes Izby. Jego zdaniem prezes Małgorzata Manowska nie ponosi winy za te braki. To jest wynik podporządkowania w ustawie z 2017 roku decydowania o obsadzie etatów Prezydentowi RP. - Żadne działania I prezes nie wpłyną na ilość załatwianych spraw, to zależy od orzeczników - mówi sędzia Prusinowski.
I dodaje, że wcześniej o wolnych etatach informował I prezes SN. Gdyby istniał stan sprzed 2017 r., to odpowiedzialność można by przypisać I prezesowi. W nowej ustawie uprawnienie to zostało przeniesione na Prezydenta RP. - Prezydent Andrzej Duda nie ogłaszał nowych etatów, a prezydent Karol Nawrocki czyni dokładnie to samo. Taki stan panuje od wielu lat - wskazuje sędzia.
Sytuacja w Izbie Pracy
Funkcja ujednolicania orzecznictwa została całkowicie zaniedbana na skutek zmian, które nastąpiły w SN.
- Dzisiaj Izba Pracy nie spełnia funkcji porządkującej orzecznictwo, gdyż między nowymi a starymi sędziami nie ma żadnego przepływu informacji, ani dyskusji i uzgadniania. Nie ma żadnego dialogu, w związku z tym nie można mówić o ujednolicaniu. Nie zapowiada się, aby taki dialog nastąpił. Nowi sędziowie nie widzą problemu ani rozbieżności. Wydają wyroki i nawet nie wiedzą, że wchodzą w rozbieżność z poprzednim orzecznictwem - mówi sędzia Prusinowski.
Dyscyplinarki stoją w miejscu
Izba Odpowiedzialności Zawodowej SN również nie funkcjonuje sprawnie. Nie ma rozliczeń poprzedniego okresu 2015-2024. Co więcej, toczą się stare sprawy, które wpływały do Izby Dyscyplinarnej SN, czyli przeciwko sędziom, którzy o praworządność walczyli. Sprawy te nie zostały jeszcze zakończone i obecnie są zarejestrowane w Izbie Odpowiedzialności Zawodowej.
- Z 35 sędziów, których reprezentuję, sprawy tylko trojga z nich zakończyły się prawomocnie. Pozostałe są zarejestrowane i nic się nie dzieje – stwierdza sędzia Prusinowski. Dodaje również: - Ja mam trzy sprawy dyscyplinarne, najstarsza ma datę 2023 r., czyli taka osoba jak ja pozostaje pod groźbą odpowiedzialności dyscyplinarnej wymierzenia sprawiedliwości od ponad trzech lat. To chyba nie jest normalny świat.
Głos adwokata i obrońcy
- Sąd Najwyższy wydał wiele sprawiedliwych i dobrze umotywowanych orzeczeń - przyznają adwokaci i radcowie prawni występujący przed Sądem Najwyższym.
- Coraz częściej jednak zdarza się, że nie zgadzam się z merytorycznym rozstrzygnięciem SN i nie chodzi tu o to, że jestem zaangażowany po jednej stronie sporu między jednostką a państwem, najczęściej jako obrońca, co mogłoby determinować moje spojrzenie – mówi dr Michał Zacharski, adwokat i partner Kancelarii Zacharski Rudol. - Ogromnym rozczarowaniem ostatnich dwóch lat było np. rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego, zgodnie z którym nie ma znaczenia, czy pełny skład orzekający sądu pierwszej i drugiej instancji zapoznał się z całością akt niejawnych postępowania. Pozostaje mieć nadzieję, że jest to jedynie eksces orzeczniczy, na co wskazywałaby dotychczasowa linia orzecznicza SN. Nie można pozostawiać w obrocie prawomocnego wyroku, jeśli z konkretnych dokumentów znajdujących się w aktach sprawy wynika, że niektórzy sędziowie orzekający w sprawie nie zapoznali się z aktami niejawnymi – wskazał adwokat.
Zbieranie składów – trwa nawet rok
- Z tą konkretną sprawą związek mają dwa szersze problemy – tłumaczy adwokat. Po pierwsze, orzeczenie zapadło w składzie z udziałem sędziów powołanych do SN przy udziale neo-KRS. Jest to ustrojowy kłopot dotyczący w tej chwili wielu postępowań przed SN, którego rozwiązania wciąż na horyzoncie nie widać. W niektórych postępowaniach blisko rok trwa ukonstytuowanie się składu orzekającego po rozpoznaniu kilku wniosków o wyłączenie sędziego.
Bez uzasadnień
W sytuacji oddalenia kasacji jako oczywiście bezzasadnej po przeprowadzeniu rozprawy kasacyjnej pisemne uzasadnienie postanowienia nie jest przez SN sporządzane nawet na wniosek. Sąd Najwyższy ma prawo odstąpić od tej reguły i sporządzić uzasadnienie, ale zdarza się to niezwykle rzadko.
- Rzecz w tym, że w omawianym przypadku można by mówić raczej o oczywistej zasadności kasacji, ale na pewno nie o jej oczywistej bezzasadności. Ciekaw jestem pisemnego uzasadnienia orzeczenia, które stanowi de facto glejt dla sędziów, którzy orzekają bez pełnej znajomości akt. Czy w państwie prawa uzasadnienie takie jest w ogóle możliwe? – pyta dr Zacharski. - Skoro nie trzeba sporządzać uzasadnienia i można zająć się innymi sprawami, to lepiej uznać kasację za oczywiście bezzasadną, choć w wielu przypadkach sformułowanie takie odniesione do zarzutów i argumentacji kasacji brzmi absurdalnie. Cierpi na tym wymiar sprawiedliwości, bo dysponując pisemnym uzasadnieniem orzeczenia oddalającego kasację, można dać się przekonać albo wyrobić sobie opinię krytyczną – uważa mec. Zacharski.
Wiele mówi się o przewlekłości postępowań, także w SN. Wolałbym jednak dłużej poczekać, ale dokładnie wiedzieć dzięki pisemnemu uzasadnieniu, dlaczego zapadło takie, a nie inne orzeczenie, niż postawić na szybkość procesu, której towarzyszyłyby jedynie ustne motywy rozstrzygnięcia. Verba volant, scripta manent – stwierdza dr Michał Zacharski.






