Prawo do obrońcy na poziomie Unii Europejskiej reguluje Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2013/48/UE z 22 października 2013 r. Jej główny celem jest zapewnienie minimalnych standardów w zakresie dostępu do adwokata w każdym państwie członkowskim UE. Polska jej zapisów nie implementowała, bo jak wyjaśniał resort sprawiedliwości, obowiązujące przepisy zapewniają odpowiedni standard. Innego zdania są obrońcy praw człowieka i prawnicy. W ich ocenie najbardziej newralgicznym momentem jest ten tuż po zatrzymaniu. Jak podnoszą, służby nie tylko nie pomagają w kontakcie z adwokatem, ale nawet do niego zniechęcają.

Zatrzymany bez adwokata - brak kontroli

Sprawą dostępu do adwokata od lat interesuje się Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Problem wielokrotnie podnosił też w swoich wystąpieniach Rzecznik Praw Obywatelskich. 

 


- W HFPC prowadziliśmy badania na temat stanu implementacji dyrektywy, która powinna nastąpić do 27 listopada 2016 r. W ich toku otrzymaliśmy pismo z Ministerstwa Sprawiedliwości, że obecnie obowiązujące prawo polskie w pełni odzwierciedla postulaty dyrektywy, w związku z czym brak jest potrzeby podejmowania działań dostosowawczych. To nieprawda, kodeks postępowania karnego nie odzwierciedla standardu wymaganego przez dyrektywę – mówi w rozmowie z Prawo.pl Piotr Kubaszewski, prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. 

 

Czytaj: HFPC: Tortury powinny być spenalizowane>>

Przypomina, że dyrektywa określa momenty, w których należy zapewnić dostęp do obrońcy - w tym, że jest to konieczne przed pierwszym przesłuchaniem przez policję lub niezwłocznie po pozbawieniu wolności. 

- Oczywiście są przewidziane wyjątki, np. konieczność podjęcia przez organy ścigania natychmiastowego działania w celu niedopuszczenia do narażenia postępowania karnego na znaczący uszczerbek, czy oddalenie geograficzne zatrzymanego od wybranego adwokata. Wiadomo, że organy ścigania są ograniczone czasem – na przeprowadzenie wszystkich czynności z zatrzymanym mają 48 godzin, potem muszą go zwolnić albo wnioskować o tymczasowe aresztowanie. Dlatego dyrektywa przewiduje możliwość prowadzenia czynności bez obecności adwokata. Ale - i to jest bardzo ważne - wynika z niej, że każdy tego typu przypadek powinien podlegać kontroli sądowej. Tego polskie przepisy nie gwarantują - mówi prawnik. 

W ocenie Fundacji nie ma też modelu, który skutecznie naprawiałby tego typu naruszenia prawa. - Dyrektywa pozostawia tutaj dowolność państwom członkowskim. Polski ustawodawca takiego środka nie stworzył, a dotychczasowa praktyka orzecznicza sądów z całą pewnością nie wykształciła standardów, które za taki środek mogłyby być uznane - dodaje Kubaszewski.

Służby zniechęcają  

W ocenie prawnika problemem jest też sposób pouczenia o przysługujących prawach. Jak zaznacza, funkcjonariusze wykorzystują do tego wprost fragmenty ustaw, głównie kodeksu postępowania karnego. - Wobraźmy sobie, że jesteśmy zatrzymani, przed przesłuchaniem - ogromny stres. Taka osoba nie jest w stanie zrozumieć takich zapisów. Z drugiej strony policjanci - w myśl dyrektywy - powinni zachęcać do korzystania z pomocy adwokata, a często jest wręcz przeciwnie. Zniechęcają, przekonują, że to tylko komplikowanie sprawy - dodaje Kubaszewski.

Adwokat Urszula Podhalańska dodaje, że w polskie rzeczywistości z dostępu do adwokata może skorzystać jedynie ten zatrzymany, "który ma pełną świadomość swoich praw i ... numer telefonu do określonego prawnika". 

- To jest mały procent osób zatrzymywanych każdego dnia, w różnych sprawach. Większość Polaków jest nieświadoma tego, że może zażądać dostępu do adwokata, a nawet jeśli jest tego świadoma nie ma takiej możliwości, bo nie nosi ze sobą takich kontaktów. Na komendach, komisariatach nie ma choćby list z nazwiskami prawników, którzy w takiej sytuacji mogliby pomóc - dodaje.

Czytaj: Proces w sprawie śmierci Stachowiaka - istotne kto i za co odpowiada>>

Efekt? Adwokat po ogłoszeniu zarzutów

Prawnicy dodają, że to prowadzi do sytuacji kiedy pierwszy kontakt z adwokatem następuje dopiero po przedstawieniu zarzutów i przyznaniu się do winy.  - A przecież obecność obrońcy podczas pierwszego przesłuchania jest przeciwwagą dla presji, jakiej poddawana jest osoba przesłuchiwana ze strony organów ścigania. Prowadziliśmy wiele spraw, w których mogło dochodzić do wymuszenia przyznania się do winy. Na przykład? Osoba upośledzona w stopniu lekkim, posiadająca IQ 62, po – jak zeznał potem jeden z policjantów – "dwugodzinnej, męskiej rozmowie" przyznała się do podwójnego zabójstwa. To przyznanie się, potem odwołane przez oskarżonego w czasie procesu, stało się jedyną podstawą prawomocnego wyroku skazującego - mówi Kubaszewski. 

Mec. Podhalańska zaznacza, że obecność adwokata na wstępnym etapie może być też pomocna dla samych funkcjonariuszy.  - Oczywiście, że udział adwokatów czy radców prawnych musi wpłynąć na zmniejszenie liczby różnego rodzaju niezgodnych z prawem działań służb, które się przecież zdarzają, ale również wpłynie nie zmniejszenie liczby fałszywych oskarżeń wobec samych funkcjonariuszy, czy innych organów ścigania. Obrońca, pełnomocnik z jednej strony może interweniować w obronie klienta, a z drugiej - jeśli podczas takich czynności nie podniesie żadnych zarzutów - oznacza to, że odbyło się ono zgodnie z procedurami - mówi.

Dyrektywa nieimplementowana - przepis i tak obowiązuje

Prawnik HFPC zwraca uwagę też na to, że zgodnie z prawem UE i orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), nawet jeśli dyrektywa nie została implementowana, te jej przepisy, które są wystarczająco precyzyjne, obowiązują. W praktyce oznacza to, że obywatel danego kraju może powoływać się na dyrektywę i domagać się stosowania tych jej przepisów, które są jasne, bezwarunkowe i nadają się do bezpośredniego zastosowania pomiędzy nim a państwem.

W jego ocenie warunki te spełnia zapis dotyczący dostępu do adwokata jeszcze przed pierwszym przesłuchaniem. - Jeżeli przepis jest wystarczająco szczegółowy to dyrektywa jest stosowana bezpośrednio - staje się z automatu częścią naszego porządku prawnego. Oznacza to, że mamy przykładowo prawo do obrońcy obecnego podczas pierwszego przesłuchania, niezależnie od tego czy kpk to przewiduje, czy nie - mówi. 

Z kolei zgodnie z art. 10 Traktatu o Wspólnocie Europejskiej, obywatel może pozwać państwo o odszkodowanie jeśli ocenia, że z powodu niewdrożenia dyrektywy lub wadliwego jej wdrożenia poniósł szkodę.