Według raportu opublikowanego przez portal Pressinfo.pl w okresie od stycznia do maja 2010 r. zgłoszono w Polsce ponad 2,5 tys. projektów inwestycji budowlanych, głównie obiektów i dróg. W świetle obowiązującej od listopada 2008 r. ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie (Dz. U. Nr 199, poz. 1227 z późn. zm.) realizacja większości z nich dojdzie do skutku jedynie po uzyskaniu przychylnych decyzji środowiskowych.

Ustawa ma dostosować polskie prawo budowlane do norm powszechnie obowiązujących w Unii Europejskiej. Komisja Europejska zarzuciła Polsce, że dotychczas obowiązujące prawo nie spełniało wymogów Wspólnoty, a co za tym idzie, nad polskimi inwestycjami zawisła groźba utraty dotacji ze środków unijnych.  - Celem tych regulacji jest bez wątpienia ochrona środowiska naturalnego, czy też wprowadzenie zasad zrownoważonego rozwoju – zbalansowanie interesu rozwoju cywilizacyjnego i ochrony dziedzictwa naturalnego krajów członkowskich UE, w tym Polski  – uzasadnia mec. Jędrzej Kondek z Kancelarii Barylski, Olszewski, Brzozowski.

Ustawa wprowadza szereg zmian, które wydłużają proces realizacji inwestycji. Przede wszystkim, uciążliwa może okazać się konieczność uzyskania decyzji środowiskowej. Jej otrzymanie wymaga od inwestora podjęcia szeregu dodatkowych działań, takich jak przygotowanie karty przedsięwzięcia, a niekiedy nawet opracowanie całego raportu oceniającego wpływ inwestycji na środowisko. Bez spełnienia tych wymogów, rozpoczęcie prac budowlanych nie będzie możliwe.

Według ekspertów, nadmierne rozbudowanie postępowania administracyjnego oraz dopuszczenie do procesu decyzyjnego społeczności lokalnychmoże opóźniać inwestycje nawet o rok, co pociągnie za sobą ogromne konsekwencje finansowe i wpłynie negatywnie na stan wykonywania inwestycji. - Z drugiej strony, konieczność uzyskania decyzji środowiskowej pozwala kontrolować inwestycję, która może mieć wpływ na środowisko, zanim do niej dojdzie, tak aby ten negatywny wpływ był jak najmniejszy. Żeby uniknąć patologii nie wystarczą regulacje – problemem jest zmiana mentalności inwestorów, kultury prawnej. Należy wyłapywać i piętnować wszystkie elementy nadużycia o charakterze szantażu ekologicznego - podkreśla mec. Kondek.