Patrycja Rojek-Socha: Ministerstwo Sprawiedliwości zarekomendowało prezesom sądów, by w związku z zagrożeniem koronawirusem ograniczyli w sądach liczbę osób postronnych, w tym publiczności na sali rozpraw. Wcześniej taką rekomendację proponowało zresztą Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia. I ma to odzwierciedlenie w zarządzeniach prezesów.

Arkadiusz Krupa: To, że mamy epidemię i jest zagrożenie COVID-19 jest faktem oczywistym. Ale przyjmując wierność konstytucji, wykładnię literalną, trzeba by uznać, że dopóty dopóki nie ma gwarancji jawności, nie można prowadzić procesów. Po prostu. Żadne przepisy rangi podustawowej, w tym zarządzenia prezesa sądu nie mogą uchylać, ograniczać tego prawa.

Czytaj: Sądy testują rozprawy online, w Łodzi pierwsza z udziałem publiczności>>
 

Jest to sytuacja podobna do zakazu zgromadzeń, także wprowadzonego z powodu COVID-19, ale rozporządzeniem.

I to środowiska sędziowskie piętnują. Znalazło to też wyraz w wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który stanął na stanowisku, że prymat konstytucji w tym przypadku nie został uchylony i wolność zgromadzeń nie może być ograniczona na mocy rozporządzenia Rady Ministrów. Raz jeszcze podkreślę – jeśli broni się wartości konstytucyjnych, to nie można ograniczać się do zasad wybranych, eliminując np. zasadę jawności procesu sądowego.

Epidemia nie jest wystarczającym argumentem?

Oczywiście jest pewna kolizja wartości. Ale jeśli nie będzie jawności, to nie będzie realizowane prawo stron do sprawiedliwego rozstrzygnięcia, w rozsądnym terminie. Z drugiej strony nieograniczony dostęp publiczności może powodować ryzyko zakażenia koronawirusem. Powstaje pytanie, czy zapewnienie sądom takich warunków technicznych, które zagwarantują jawność rozpraw, nie jest obowiązkiem władzy wykonawczej. I to nie chodzi tylko o możliwość transmisji online, ale też o przepisy regulujące jak prowadzić rozprawy w takiej sytuacji, przy ograniczonym dostępie publiczności.

Może rozwiązaniem byłby live streaming? Taka propozycja transmisji online rozpraw w sprawach karnych, znalazła się w jednej z wersji projektu zmian w Kpk.

Z jednej strony to rozwiązanie mogłoby pomóc. Z drugiej znowu powstaje szereg pytań. Np. co z ewentualną konfrontacją świadków? Co do zasady chodzi o to, by świadek przed swoim zeznaniem nie mógł się zapoznać z relacją poprzednika. Dlatego kolejni świadkowie oczekują na przesłuchanie poza salą. Transmisja online może oznaczać, że obejrzy sobie co poprzedni świadek zeznaje na telefonie komórkowym. Z drugiej strony i tak nie jesteśmy w stanie skutecznie kontrolować, czy inny świadek, oskarżony, obrońca, pełnomocnik nie transmitują komuś dźwięku z rozprawy. Oczywiście jest to zakazane, ale... Choć w mojej ocenie, jest obszar w sprawach karnych, w którym rejestrowanie dźwięku, ale i obrazu, mogłoby mieć duże znaczenie.

Czytaj: Kina się otwierają, sądy zamykają dla publiczności - konstytucyjne prawo zagrożone>>

Czyli?

Postępowanie przygotowawcze, w którym mamy do czynienia z relacjami świadków. I bardzo często świadek odpowiada na pytania, które są sugerujące. Warto też pamiętać o tym, że przesłuchujący czasem nawet podświadomie pytają w określony sposób. Bo mają pewną wizję, chcą uzyskać określoną odpowiedź. Kolejna kwestia to zapis z protokołu. W procesie karnym relacje z postępowania przygotowawczego są często kluczowe i bardzo często sędziowie odczytując je dają im wiarę, zapominając o tym, że kontekst wypowiedzi mógł być różny.

 


Efekt wpływania na świadka?

Nie zawsze, choć nie można tego wykluczyć. Tak samo jak mniej lub bardziej zamierzonej sugestii odpowiedzi. Częstokroć wystarczy zwykła rozbieżność w zapisie. Przykład z jednej z moich spraw. Jak wynikało z protokołu, 15-letni chłopiec, relacjonując przebieg wypadku komunikacyjnego miał powiedzieć: „wtedy zauważyłem, że jadący z boku samochód nie dostosował prędkości do panujących warunków drogowych, w efekcie czego przekroczył linię krawędziową pionową”. W tej samej sprawie świadkowie opisywali w postępowaniu przygotowawczym przebieg ucieczki z miejsca wypadku, a to – po ich dopytaniu na rozprawie – okazało się być zwykłym zignorowaniem „mrugania” światłami przez kierującego innym pojazdem.  Możliwe, że skoro przesłuchujący policjant prowadził czynności w sprawie ucieczki z miejsca wypadku, to jego interpretacja wydarzeń przełożyła się na zapis w protokole.

Nagranie dałoby możliwość odtworzenia przebiegu pytań i odpowiedzi.

Dokładnie. Gdybyśmy dysponowali takim zapisem, nie byłoby wątpliwości co do tego jakie pytanie padło i jaka była na nie odpowiedź.  I umożliwiłoby stronom zapoznanie się z relacją, która nie została zniekształcona. A - dodatkowo - taka możliwość mogłaby zmniejszyć potrzebę przesłuchiwania świadka przed sądem. Bo te relacje przesłuchujący - świadek, mogłyby być odtworzone, ujawnione. I nie trzeba byłoby bazować na pamięci świadka, która po pewnym czasie może być zawodna.

Czytaj: Wietrzenie, maski, ograniczona liczba osób - są zalecenia dla "odmrażanych" sądów>>

Z drugiej strony bywa też i tak, że świadek przypomina sobie pewne rzeczy, szczegóły.

Tak, ale możliwość odtworzenia przesłuchania jest szansą na zapoznanie się sądu i stron z dowodami w sposób bezpośredni, i również dbaniem o transparentność i przejrzystość postępowania przygotowawczego. Osobiście nie sądzę by spotkało się to z aprobatą ustawodawcy, bo postępowanie przygotowawcze jest coraz bardziej inkwizycyjne, a pozycja prokuratury i policji coraz silniejsze.  Od  wielu lat słychać głośny przekaz, że to sędziowie „fałszują” protokoły rozpraw i trzeba ich nagrywać. Nie wspomina się jednak o tym, jak wiele  dzieje się w postępowaniu przygotowawczym.

Popełniony błąd, przejęzyczenie, sugestia mogą rzutować na całej sprawie?

Na losie człowieka. A sytuacje bywają przeróżne. Zdarzyło mi się spotkać z przesłuchaniem osoby niedosłyszącej, która nie mówiła. Dla przesłuchującego nie było to jednak problemem: zadawał pytanie, kiwanie głowy uznawał za odpowiedź, którą następnie protokołował. Nie wspomnę tu o sprawach takich, jak ta Tomasza Komendy i jemu podobne. Być może gdyby czynności procesowe były nagrywane, a przez to transparentne, nie byłoby wątpliwości co do ich przebiegu, a ich jakość mogłaby zostać zweryfikowana.  Reasumując. Musimy dążyć do tego tego, by gwarancje procesowe i konstytucyjne były poszanowane. Jeśli mamy je szanować, to musimy zadbać o szeroko rozumianą jawność, w tym też jawność rozumianą jako transparentność postępowania. 

Wróćmy do transmisji online. Adwokaci obawiają się choćby tego, czy i jak skutecznie będzie można w takim przypadku wyłączać jawność.

 


Ja zwróciłbym uwagę na jeszcze inne wady. Przykładowo niektóre fragmenty mogą zostać wyrwane z kontekstu i - kolokwialnie mówiąc - żyć własnym życiem. Wycięta odpowiedź na jedno pytanie może zmienić cały obraz sprawy. Oskarżony pytany, czy widział pokrzywdzoną nagą, może odpowiedzieć „tak”. Ale to jeszcze nie oznacza gwałtu. W tym zakresie słuszne są regulacje, które ograniczają możliwość powiedzmy nieskrępowanego nagrywania wszystkich rozpraw. Jawność trzeba rozumieć inaczej. Jest to możliwość zapoznania się z tym, jak sąd procedował.

Rozwiązanie?

Protezą może być nagrywanie na wniosek zainteresowanej osoby rozprawy np. na dyktafon, tak by w odpowiednim terminie, uwzględniającym zagrożenia i obostrzenia, mogła ją odsłuchać. W takiej sytuacji sąd będzie miał też możliwość wstrzymania nagrania w takim zakresie, w jakim wyłącza jawność, albo w związku z wrażliwymi danymi, podawanymi przez uczestników czynności. To proste rozwiązanie, nie wymagające specjalnych narzędzi.

Właśnie znoszone są kolejne obostrzenia.

I z drugiej strony można się zastanowić, czy jeśli jest znoszony limit osób w sklepach i miejscach kultu religijnego nie czas na potraktowanie sądu jak takiego samego miejsca pracy, jak inne. Osobiście jestem przekonany, że ryzyko zakażenia mnie lub innych pracowników w budynku sądu jest dalece mniejsze niż urzędników obsługujących interesantów.

Sędzia Arkadiusz Krupa jest sędzią Sądu Rejonowego w Łobzie i też autorem rysunków satyrycznych publikowanych m.in. na stronie „Ślepym Okiem Temidy”.