Bardziej elastyczne podejście do unijnego Paktu Stabilności i Wzrostu, zawierającego reguły dyscypliny budżetowej, to odpowiedź na apele grupy państw na czele z Włochami i Francją, które uważają, że polityka zaciskania pasa utrudnia ożywienie gospodarcze.

Komisja nie proponuje jednak żadnych zmian, które łagodziłyby Pakt Stabilności i Wzrostu, a jedynie chce lepiej wykorzystać pole manewru, jakie już w tej chwili daje jej pakt. "Naszym celem jest ułatwienie reform i inwestycji tak potrzebnych, by pobudzić wzrost oraz stworzyć więcej miejsc pracy w Europie. Jednocześnie zapewniamy, że wspólnie uzgodnione reguły są przestrzegane" - powiedział wiceprzewodniczący KE ds. euro i dialogu społecznego Valdis Dombrovskis.

Z kolei komisarz UE ds. gospodarczych i finansowych Pierre Moscovici podkreślił, że odpowiedzialna polityka budżetowa jest "koniecznym, ale niewystarczającym warunkiem dla wzrostu i tworzenia miejsc pracy". "Musimy także kontynuować reformy strukturalne i zwiększać inwestycje. Mądrzejsze stosowanie Paktu Stabilności i Wzrostu pomoże nam osiągnąć postęp na wszystkich trzech frontach" - oświadczył Moscovici.

Na łagodniejsze traktowanie przez KE będą mogły liczyć te kraje UE, które wdrażają reformy strukturalne, mające pozytywny wpływ na wzrost gospodarczy oraz sytuację budżetową. Jak wyjaśnił Dombrovskis na spotkaniu z grupą dziennikarzy, dotychczas Komisja pozwalała na większą elastyczność przy ograniczaniu deficytu finansów do wymaganego poziomu 3 proc. PKB tym państwom, które przeprowadziły reformę systemu emerytalnego (z takiego ułatwienia korzystała w minionych latach m.in. Polska).

"Teraz Komisja chce również rozszerzyć to na inne reformy" - powiedział Dombrovskis. Oznacza to, że kraje wdrażające trudne reformy będą mogły tymczasowo przekroczyć wyznaczony cel deficytu o maksymalnie 0,5 punktu procentowego. Nadal deficyt nie powinien jednak przekraczać 3 proc. PKB., dopuszczonych w Pakcie Stabilności i Wzrostu.

To, czy wdrażane albo planowane reformy faktycznie będą mieć pozytywny wpływ na wzrost gospodarczy i sytuację budżetową państwa, będzie oceniać za każdym razem Komisja Europejska. Jako przykład takich reform Dombrovskis podał uelastycznienie rynku pracy.

Komisja wychodzi też naprzeciw krajom, które zechcą dołożyć się do planowanego nowego Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych (EFIS). Fundusz ten, o kapitale początkowym w wysokości 21 mld euro ma pobudzić inwestycje w unijną gospodarkę o wartości 315 mld euro. Jego stworzenie zaproponował szef KE Jean-Claude Juncker, a projekty aktów prawych KE przyjęła także we wtorek.

Jeśli jakieś państwo postanowi dołożyć się do funduszu, to wpłaty te nie będą uwzględniane przez KE przy ocenie dyscypliny finansowej tego kraju. Oznacza to też, że jeżeli deficyt takiego kraj nieznacznie przekroczy 3-procentowy poziom, to KE nie rozpocznie wobec niego procedury nadmiernego deficytu. Z tego rozwiązania wyjątkowo skorzystają także państwa już objęte tą procedurą (czyli z deficytem powyżej 3 proc. PKB), jak np. Francja czy Polska. "Państwa UE nie będą zatem karane za wkład do EFIS" - powiedział Dombrovskis.

Oceniając sytuację budżetową państw unijnych Komisja będzie brać pod uwagę również te wydatki państw na inwestycje, które dotyczą współfinansowania projektów realizowanych ze środków unijnych funduszy spójności i strukturalnych, a także w ramach programu Łącząc Europę czy też transeuropejskich sieci transportowych. Na łagodniejsze traktowanie wydatków na inwestycje mogą liczyć kraje, przeżywające trudną sytuację gospodarczą, ale trzymające w ryzach swój deficyt (poniżej 3 proc. PKB).

"To bardziej elastyczne podejście nie będzie dotyczyć państw, które są w procedurze nadmiernego deficytu, czyli których deficyt jest wyższy niż 3 proc. PKB. Kraje z rozważną polityką budżetową będą traktowane w sposób bardziej elastyczny" - powiedział Dombrovskis.

Oznacza to, że skorzystać na tym będą mogły np. Włochy, które nie są objęte tzw. procedurą nadmiernego deficytu przez KE.

Ze Strasburga Anna Widzyk (PAP)