GUS podał także, że produkcja przemysłowa w styczniu wzrosła o 10,3 proc. licząc rok do roku, po wzroście o 11,5 proc. w grudniu, a w porównaniu z poprzednim miesiącem spadła o 6,4 proc. Ekonomiści prognozowali, że produkcja przemysłowa w styczniu wzrosła o 10 proc. rdr, natomiast w porównaniu z grudniem 2010 roku spadła o 5,6 proc.
Zdaniem ekonomistów dane o styczniowym wzroście cen produkcji przemysłowej (PPI) w połączeniu ze styczniowym wzrostem cen konsumpcyjnych (CPI) są silnym argumentem dla Rady Polityki Pieniężnej za podwyżką stóp procentowych. RPP decyzję taką może podjąć już 2 marca na najbliższym posiedzeniu.
Główny ekonomista BCC prof. Stanisław Gomułka zauważył, że już od połowy ubiegłego roku obserwujemy dość wysoki wzrost cen produkcji przemysłowej w relacji rok do roku. Takie wzrosty występują też w innych krajach. "Ma to związek ze znacznym wzrostem cen surowców - przede wszystkim energii, metali oraz cen surowców żywności, w tym na przykład zbóż, m.in. w związku z suszą w Chinach" - poinformował.
Zaznaczył, że wzrost cen produkcji przemysłowej obserwują banki centralne. Zdaniem Gomułki wzrost ten w jakimś momencie może mieć wpływ na indeks cen konsumpcyjnych. "Mamy już dość wysoką inflację w Wielkiej Brytanii oraz w Polsce - znacznie wyższą niż średnia inflacja w ubiegłym roku. Należy dalej oczekiwać powolnego, ale jednak kroczącego wpływu inflacji PPI (indeks cen produkcji przemysłowej - PAP) na wskaźnik CPI (indeks cen konsumpcyjnych - PAP)" - powiedział.
Natomiast wzrost produkcji przemysłowej w styczniu o 10,3 proc. nie jest, zdaniem Gomułki, specjalną niespodzianką dla ekonomistów. "Jeżeli dalej taki wzrost będzie kontynuowany, to przełoży się to na tempo wzrostu PKB w granicach 4-4,5 proc." uważa ekonomista.
Z kolei Ireneusz Jabłoński z Centrum im. Adama Smitha zwrócił uwagę, że wzrost cen produkcji przemysłowej był znacznie wyższy niż styczniowa inflacja CPI. Według niego jest to prawdopodobnie wywołane wzrostem cen nośników energii i półproduktów czy surowców, które są do produkcji wykorzystywane.
Jabłoński jest przekonany, że wzrost kosztów produkcji pośrednio rzutuje na wartość cen artykułów konsumpcyjnych. "Korelacja będzie taka, że jeśli koszty produkcji są wyższe, to wzrosną również ceny końcowe artykułów finalnych tej produkcji. Pewnie nie w ten sam sposób, czyli nie o 6,2 proc., ale w jakimś tam zauważalnym stopniu" - ocenia Jabłoński.
Dla ekonomisty z banku ING BSK Rafała Beneckiego wysoki wskaźnik PPI wynika z wysokich cen surowców i podwyżki VAT. Jego zdaniem można się spodziewać dalszego wzrostu tego indeksu. "Oczekiwania inflacyjne firm są teraz praktycznie rekordowo wysokie. Co prawda one nie będą się przekładać na ceny detaliczne z uwagi na pewną barierę popytu, która wciąż istnieje, jednak będą wpływać na indeks CPI" - uważa Benecki.
Ekonomista podkreślił, że styczniowy wzrost inflacji CPI (o 3,8 proc. rdr) jest argumentem dla RPP za podwyżką stóp procentowych. Równie ważne są także oczekiwania rynków finansowych co do podwyżek. Benecki zwrócił uwagę, że brak podwyżki mógłby osłabić złotego. "W warunkach tak wysokich cen surowców na świecie, RPP wolałaby tego uniknąć - mocny złoty nieco kompensuje wysokie ceny surowców. Spodziewam się podwyżki w marcu o 25 pkt." - zaznaczył ekonomista.  Dodał, że pozytywne dane o produkcji świadczą o kontynuacji dobrej koniunktury. (PAP)