Powodem zamieszania jest obowiązujące od dziś, a wydane w nocy, rozporządzenie Rady Ministrów  z 1 kwietnia 2020 r. (Dz.U. poz. 577). Zmieniło ono wydane dzień wcześniej, bo 31 marca, rozporządzenie RM w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Rząd postanowił, że w okresie od 2 kwietnia do 11 kwietnia 2020 r. zakłady pracy są obowiązane zapewnić:

  • osobom zatrudnionym niezależnie od podstawy zatrudnienia rękawiczki jednorazowe lub środki do dezynfekcji rąk,
  • odległość pomiędzy stanowiskami pracy wynoszącą co najmniej 1,5 m.

Tak stanowi par. 9 ust. 7 pkt 3 lit. a) i b) ww. rozporządzenia RM w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Jednak w wydanym wczoraj rozporządzeniu zmodyfikowano brzmienie litery b ww. przepisu. O dziś odległość pomiędzy stanowiskami pracy ma wynosić co najmniej 1,5 m, chyba że jest to niemożliwe ze względu na charakter działalności wykonywanej w danym zakładzie pracy, a zakład ten zapewnia środki ochrony osobistej związane ze zwalczaniem epidemii COVID-19.

 


Co to są środki ochrony osobistej?

- Z pierwotnych zapowiedzi wynikało, że wymóg 1,5 metra odległości ma dotyczyć biurowców, a teraz okazuje się, że wszystkich pracodawców, których pracownicy muszą świadczyć pracę w miejscu pracy. Rozumiem, że sytuacja wymaga wprowadzania zmian bez uprzedzenia, ale ten przepis jest po prostu niejasny – mówi dr Dominika Dörre-Kolasa, radca prawny, partner w kancelarii Raczkowski. Jak podkreśla, rozporządzenie mówi o „środkach ochrony osobistej związanych ze zwalczaniem epidemii COVID-19”, w żaden sposób ich jednak nie definiując. Mało tego. Nie ma takiej definicji w żadnym innym przepisie, a regulacje dotyczące BHP mówią o ochronie indywidualnej.

Nie wiadomo więc, jakie środki tak naprawdę miał na myśli ustawodawca.

 


- Zakład pracy ma zapewnić pracownikowi rękawiczki jednorazowe lub środki do dezynfekcji rąk. Ten obowiązek został już jednak wcześniej wprowadzony. Co ma zatem zrobić ten pracodawca, który z jednej strony nie może zapewnić odległości 1,5 metra między stanowiskami w fabryce, a dodatkowo - z uwagi na konieczność stosowania przez pracowników podczas pracy środków ochrony indywidualnej przed występującymi w środowisku pracy zagrożeniami - nie ma możliwości jednoczesnego stosowania środków ochrony osobistej związanych ze zwalczaniem epidemii COVID-19, nawet gdyby były one dla pracodawców dostępne – zauważa dr Dörre-Kolasa. I dodaje: - Wydaje się, iż 1,5 metra czy nawet większa odległość między pracownikami na stanowiskach pracy nie stanowi skutecznej metody przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Pracownicy przebywając ze sobą w tym samym pomieszczeniu przez osiem godzin, a czasem i nawet dłużej, zmieniając odzież we wspólnej szatni, spożywając posiłki, mogą przecież się zarazić. 

Dlatego, jak twierdzi dr Dominika Dörre-Kolasa, tak ważne wydaje się stworzenie pracodawcom realnych możliwości weryfikacji stanu zdrowia pracowników, zwłaszcza tych powracających z kwarantanny, umożliwienie im przeprowadzania testów, jak również usprawnienie opieki medycznej nad pracownikami. 

 


Przede wszystkim zdrowy rozsądek

Radosław Płonka, adwokat, ekspert Business Centre Club w zakresie prawa gospodarczego nie ma wątpliwości, że w obecnej sytuacji pracodawcy powinni do nowych przepisów podchodzić racjonalnie. – Trzeba zachować zdrowy rozsądek. Nie ma wyjścia. Skoro ustawodawca nie jest racjonalny – mówi mec. Płonka. Według niego, w działaniach ustawodawcy widać desperację, która jest wywołana spóźnioną reakcją państwa. Tymczasem, jak mówi, w prawie nie da się przewidzieć wszystkich życiowych sytuacji. – Lepszym rozwiązaniem  byłoby wskazanie ogólnych wytycznych niż na siłę doprecyzowywanie wszystkiego – podkreśla Radosław Płonka.

 

Czytaj również: Firmy nie mają pewności, czy pracownik wraca bez koronawirusa