7 grudnia to ważny dzień dla frankowiczów i banków. Zapadł bowiem kolejny wyrok, który będzie miał ogromny wpływ na rozstrzyganie spraw frankowych. TSUE  uznał bowiem, że sankcja nieważności nieuczciwego zapisu umowy nie może być uzależniona od złożenia przez konsumenta dodatkowego oświadczenia (C-140/22). To sądy krajowe są zobowiązane do stwierdzenia z urzędu, że umowa zawiera nieuczciwy warunek i wyłączenia nieuczciwych warunków umowy z obrotu. Oznacza to, że umowa kredytu staje się nieważna z mocą wsteczną od chwili jej zawarcia, niezależnie od momentu złożenia stosownego oświadczenia przez frankowicza. 

TSUE uznał także, że raty kredytu zapłacone przez konsumenta w wykonaniu nieważnej umowy kredytu, podlegają zwrotowi bez pomniejszenia ich o wartość rzekomych korzyści uzyskanych przez niego przez wykonywaniu umowy.

TSUE naprawił błędy SN

Prawnicy frankowi nie mają wątpliwości, że wyrok jest korzystny dla frankowiczów. 

- Dzisiejszy wyrok TSUE (C-140/22) nie pozostawia złudzeń, że TSUE niezmiennie staje po stronie konsumentów i opowiada się za wysokim poziomem ich ochrony. Bardzo dobitnie wskazał, że już samo zwrócenie się o ochronę wynikającą z dyrektywy 93/13, jest skorzystaniem z niej. Prawo zrzeczenia się jej następcza, nie może stanowić argumentacji dla ograniczenia praw konsumenta - twierdzi dr Anna Dombska, adwokat z Kancelarii Adwokackiej dr Anna Dombska.

Jej zdaniem Trybunał podkreślił, że nakładanie obowiązku złożenia sformalizowanego oświadczenia, znosi skutek odstraszający dyrektywy. Przedsiębiorca byłby bowiem zachęcany do odrzucania roszczeń konsumenta, skoro ten ochronę sądową otrzyma dopiero po złożeniu stosowanych oświadczeń. - Jest to kolejny wyrok, który podkreśla rolę funkcji odstraszającej dyrektywy, która wiąże się wszak z ponoszeniem konsekwencji swoich działań przez przedsiębiorców - twierdzi. 

W opinii prawników frankowych  TSUE naprawił błędy Sądu Najwyższego, popełnione w uchwale z dnia 7 maja 2021 r. (III CZP 7/21).  - Uchwała ta, mająca moc zasady prawnej, wprowadziła wiele zamieszania, jeśli chodzi o sposób ustalania wymagalności roszczeń banku i kredytobiorców o zwrot wzajemnie zapłaconych kwot - uważa Izabella Libera, radca prawny z Libera i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych

Zgodnie bowiem z zasadą dwóch kondykcji, w razie uznania umowy za nieważną, każda ze stron tej umowy może żądać od drugiej zwrotu tego, co świadczyła. Kredytobiorca może żądać od banku zwrotu wszystkich zapłaconych rat, prowizji czy składek ubezpieczeniowych, a bank może żądać od kredytobiorcy zwrotu udostępnionego kapitału. 

- Problem dotyczył tego, kiedy oba roszczenia stają się wymagalne, a więc w uproszczeniu – jakie są terminy płatności dla obu tych świadczeń. Data wymagalności ma bardzo istotny wpływ na kwestie rozliczeń pomiędzy stronami. Upływ terminu płatności powoduje bowiem, że każda ze stron może domagać się od swego dłużnika dodatkowo odsetek za opóźnienie. Co więcej, od daty wymagalności roszczenia rozpoczyna bieg również okres przedawnienia, a więc czas, po upływie którego nie będzie można skutecznie odzyskać swoich pieniędzy - tłumaczy mec. Izabella Libera. 

W polskim prawie przyjmuje się, że w przypadku świadczeń nienależnych (czyli np. wynikających z nieważnej umowy) wymagalność powstaje z chwilą wezwania do zapłaty. W sprawach frankowych SN przyjął jednak całkowicie odmienną koncepcję uznając, że kredytobiorcy mogą żądać odsetek dopiero od momentu, kiedy w toku postępowania złożą specjalne oświadczenie o tym, iż nie chcą, aby umowa dalej obowiązywała i żądają stwierdzenia jej nieważności. Zastosowanie tej koncepcji, zwanej fachowo bezskutecznością zawieszoną, prowadziło do tego, że wiele sądów „obcinało” odsetki za okres sprzed złożenia takiego oświadczenia, pozbawiając tym samym frankowiczów odsetek za kilka lat prowadzenia procesu sądowego. 

 

Jacek Czabański, Tomasz Konieczny, Mariusz Korpalski

Sprawdź  
POLECAMY

- Na szczęście TSUE uznał, że takie działanie jest sprzeczne z dyrektywą dotyczącą ochrony praw konsumentów. Tym samym kredytobiorcy znów mogą żądać odsetek od dochodzonych kwot od wezwania do zapłaty - puentuje mec. Libera. 

ZBP: Przedawnienie a co z nim?

Związek Banków Polskich krytykuje TSUE, że nie odpowiedziało na kluczowe pytanie dotyczące przedawnienia roszczeń banków. Nie wypowiedział się również od którego momentu należy liczyć przysługujące konsumentowi odsetki. Te kwestie pozostawione zostały polskiemu orzecznictwu, które dotychczas było dla banków pozytywne w zakresie braku przedawnienia ich roszczeń. Według Związku, dzisiejszy wyrok w żaden sposób nie zmienia sytuacji banków ani kredytobiorców, a banki nadal stoją na stanowisku, że najlepszym sposobem rozwiązywania sporów pozostaje zawarcie ugody.

ZBP uważa, że TSUE nie odpowiedziało na kluczowe pytanie dotyczące przedawnienia roszczeń banków. Nie wypowiedział się również od którego momentu należy liczyć przysługujące konsumentowi odsetki. Te kwestie pozostawione zostały polskiemu orzecznictwu, które dotychczas było dla banków pozytywne w zakresie braku przedawnienia ich roszczeń.

ZBP odniósł się również do rozstrzygnięć TSUE. - Trybunał wskazał, że nie można uzależniać możliwości wykonywania praw przez konsumenta od złożenia przez niego oświadczenia przed sądem, że nie wyraża zgody na utrzymanie w mocy nieuczciwego warunku, że jest świadomy konsekwencji nieważności umowy i wyraża zgodę na nieważność umowy. Oświadczenie konsumenta jest jednak konieczne, ale może być również złożone poza sądem. Jest to zgodne z dotychczasowym orzecznictwem Sądu Najwyższego (uchwała SN III CZP 6/21) - twierdzi ZBP w swoim komunikacie. 

ZBP nie uważa też, żeby rozstrzygnięcie TSUE, że banki rozliczając nieważność umowy, nie mogą zachować odsetek kapitałowych naliczonych w toku wykonywania umowy, było istotne. Przypomina, że jest zgodne ono z dotychczasowym orzecznictwem Trybunału i nie wnosi żadnej dodatkowej treści. 

Podobnie myślą prawnicy reprezentujący banki. - Dzisiejszy wyrok TSUE nie stanowi przełomu. Znamienne jest to, że TSUE nie wypowiedział się w kluczowych dla praktyki kwestiach poruszonych przez polski sąd we wniosku – takich, jak sposób liczenia okresu przedawnienia roszczeń banków czy okres, za jaki należy naliczać odsetki za opóźnienie od rat zwracanych kredytobiorcy w razie upadku umowy - twierdzi dr Piotr Bodył-Szymala, radca prawny, doradca prezesa zarządu Santander Bank Polska,

W jego zdaniem TSUE nie odniósł się w ogóle do kwestii rozliczenia wartości pieniądza w czasie, która nadal pozostaje otwarta. TSUE potwierdził jedynie, że bank nie może zachować odsetek kapitałowych od unieważnionej umowy, powtarzając w ślad za wyrokiem w sprawie 520/21, że stanowiłoby to wynagrodzenie za korzystanie z kapitału. - TSUE podkreślił natomiast, że abuzywność umowy nie jest pochodną oświadczeń konsumenta. To dość oczywiste – abuzywność i wynikające z niej skutki obiektywnie istnieją albo nie, a zadaniem sądu jest to ocenić z urzędu. Jednak wyrażona przez TSUE teza (skonkludowana w motywie 59), iż dochodzenie praw z dyrektywy 93/13 nie może być powiązane ze złożeniem przez konsumenta oświadczenia przed sądem, budzi już bardzo poważne wątpliwości – i to zarówno z punktu widzenia wcześniejszego orzecznictwa TSUE, jak i stanowiska Sądu Najwyższego i wypracowanej już na tym gruncie praktyki. Przecież to konsument świadomy skutków ewentualnego upadku umowy decyduje o tym, czy będzie dochodził swoich praw czy nie, a do tego czasu nie wiadomo, jaki będzie los umowy i czy kredytobiorca będzie realizował swoje uprawnienia - wyjaśnia Piotr Bodył-Szymala. 

Według niego dużym wyzwaniem będzie więc interpretacja tego wyroku przez polskie sądy. Tym bardziej, iż widać pewien rozdźwięk pomiędzy skrajnie prokonsumenckim nastawieniem TSUE a stanowiskiem SN, który wskazuje rozwiązania ukierunkowane na wyważone rozliczenia i przywracanie równowagi kontraktowej, tylekroć powtarzanej w orzecznictwie TSUE.

Przedawnienie? To nie problem

Prawnicy frankowiczów są całkowicie innego zdania. Ich zdaniem nie ma to większego znaczenia, że TSUE  nie odpowiedział na pytanie dotyczące tego jak liczyć bieg terminu przedawnienia.  

- Trybunał w uzasadnieniu wyroku wprost nie odnosi się do kwestii przedawnienia, jednak z uwagi na wątek dotyczy braku konieczności składania sformalizowanego oświadczenia możemy uznać, że liczenie przedawnienia okaże się bardzo korzystne dla konsumentów. Więcej o tym wątku zapewne, mogę tak przypuszczać, dowiemy się za tydzień, przy kolejnym naszej polskiej sprawie frankowej w TSUE - uważa Damian Nartowski, radca prawny w WN Legal Wątrobiński Nartowski.   

Podobnie uważa Wojciech Bochenek, radca prawny z Bochenek, Ciesielski i Wspólnicy Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych.

-  Rozpoczęcie biegu terminu przedawnienia roszczeń banku wynikających ze stwierdzenia nieuczciwych warunków umowy nie jest uzależnione od złożenia przez konsumenta oświadczenia o świadomości skutków nieważności. Ogólna zasada prawa cywilnego mówi, że bieg terminu przedawnienia roszczenia o zwrot świadczenia nienależnego rozpoczyna się z datą spełnienia tego świadczenia, również w wypadku, kiedy świadczenie zostało spełnione w wykonaniu nieważnej umowy. I to nawet kiedy spełniający świadczenie nie zdawał sobie sprawy z tego, że umowa jest nieważna i spełnia świadczenie nienależnie. Również w tym przypadku, nie można wymagać od konsumenta dodatkowego oświadczenia o braku zgody na dalsze obowiązywanie niedozwolonych postanowień umowy - podkreśla. 

Przypomina on też, że dalszą konsekwencją przyjętej przez TSUE tezy o braku obowiązku uzależnienia stwierdzenia nieważności i terminu przedawnienia roszczeń banku od oświadczenia konsumenta jest kwestia stanu opóźnienia banku w spłacie nienależnie pobranych od kredytobiorcy świadczeń. Bez względu na fakt złożenia oświadczenia konsumenta o zgodzie na skutki nieważności umowy kredytu, bank popada w opóźnienie zgodnie z ogólnymi zasadami kodeksu cywilnego, tj. po wezwaniu do zapłaty – komentuje radca prawny Wojciech Bochenek z Bochenek, Ciesielski i Wspólnicy Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych.