Proponowane przez rząd zmiany w naliczaniu ulgi mieszkaniowej miałyby wejść w życie od stycznia 2013 roku. Projekt zakłada, że pieniądze odliczymy wyłącznie od wkładu własnego wniesionego do Społecznej Grupy Mieszkaniowej. W skład takiej grupy wejdzie inwestor oraz przyszli najemcy mieszkania. Biorąc pod uwagę coraz trudniejszą sytuację ekonomiczną znacznej części polskiego społeczeństwa, zaproponowane rozwiązania mogą budzić wątpliwości wśród potencjalnych nabywców.

Ulga tylko dla wybranych


- Propozycja nowej ulgi mieszkaniowej to mocno okrojona hybryda kilku wcześniejszych ulg - mówi Tomasz Sujak, dyrektor ds. handlowych w Grupie Archicom. - Z programu „Rodzina na Swoim” do nowej ulgi zostaną przeniesione jedynie ograniczenia, np. maksymalna wielkość mieszkania, czy wiek kredytobiorcy. W dodatku resort planuje udzielać dopłat tylko osobom niezamożnym, ale nie podał co to oznacza w praktyce - dodaje.

Każda dotacja, w której warunkiem jest maksymalny próg dochodowy to zachęta, aby zataić część dochodów. A to, z oczywistych względów, nie jest to korzystne dla budżetu państwa.

Skorzystanie z nowej ulgi będzie możliwe wyłącznie w sytuacji, kiedy nabywca mieszkania będzie w stanie wpłacić wkład własny, który będzie stanowił od 30 do 50 proc. wartości nowego mieszkania. - Ten wymóg znacząco zmniejszy dostępność ulgi. W projekcie ustawy rząd nie mówi skąd młoda i „niezamożna” osoba ma wziąć ok. 100 tys. złotych - przekonuje Tomasz Sujak.

Okresowy wynajem alternatywą dla kredytu


Drugim ważnym elementem zaproponowanych przez rząd rozwiązań jest opcja budowania mieszkań z okresowym wynajmem. Dla młodych osób może to być realna alternatywa dla wieloletniego kredytu hipotecznego.

Deweloperzy dobrze oceniają tą propozycję. Wskazują jednak na pewne zagrożenia, które należałoby uregulować już na poziomie ustawy. - W zapowiedzi nie ma słowa o tym, co stanie się w sytuacji, kiedy najemca nie będzie spłacał rat deweloperowi. Obecnie główną przyczyną, dla której inwestorzy nie budują mieszkań na wynajem jest właśnie brak realnych możliwości skutecznej egzekucji należności - tłumaczy Tomasz Sujak z Grupy Archicom.

Ważne jest również zapewnienie deweloperom dodatkowych możliwości sfinansowania budowy mieszkań na wynajem. W przeciwnym wypadku deweloperzy nie będą korzystać z tego rozwiązania, bo nie będą skłonni podejmować ryzyka finansowania inwestycji, która w przyszłości może przynieść im straty.

Potrzebna jest stabilizacja


Obawy deweloperów wzbudzają również motywy, dla których rząd wprowadza kolejne zmiany w ulgach mieszkaniowych. Biorąc pod uwagę przewidywane oszczędności dla budżetu - dziennikarze Polskiej Agencji Prasowej ustalili, że nowa ulga będzie prawie o połowę tańsza niż program "Rodzina na Swoim" - można przypuszczać, że nowe przepisy to po prostu kolejny sposób na łatanie dziurawych finansów państwa. Kiedy koniunktura się poprawi, rząd może więc wrócić do bardziej atrakcyjnych form wspierania zakupu mieszkania. A wtedy znowu zmienią się przepisy.

- Aby rynek mógł przygotować i zaoferować odpowiedni produkt, przedsiębiorcy muszą mieć pewność, że jest to projekt długofalowy. W przeciwnym wypadku podejmowanie takiego ryzyka nie będzie się opłacało inwestorom - dodaje Tomasz Sujak, dyrektor ds. handlowych w Grupie Archicom.


Nowa ulga mieszkaniowa - krok po kroku:


1) Najemca podpisuje umowę z inwestorem (gminą, deweloperem, etc) - powstaje Społeczna Grupa Mieszkaniowa.


2) W umowie znajduje się notarialna gwarancja prawa do własności mieszkania.


3) Nabywca wnosi do inwestycji wkład własny w wysokości od 30 do 50 proc. wartości mieszkania.


4) Pozostałą część pieniędzy za mieszkanie nabywca płaci w formie miesięcznej raty (ma być niższa od raty kredytu).


5) Do czasu spłacenia całej wartości mieszkania (minimum pięć lat) właściciel budynku może eksmitować lokatora, jeśli ten zalega z czynszem.

 
Archicom