LEX Ochrona Srodowiska z czatem AI
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Sprawdź, czy nie masz na działce kłopotliwych przybyszów

Właściciele nieruchomości mogą się zetknąć z prawie 2200 gatunkami obcych roślin i zwierząt obcego pochodzenia. To oni opowiadają za ich obecność na swojej posesji, mimo że rzadko kto wie, co z nimi robić. A może dochodzić do powstawania szkód, zagrożenia zdrowia i życia oraz do sąsiedzkich sporów. Część inwazyjnych gatunków obcych trzeba też obowiązkowo zwalczać.

szopy pracze
Źródło: iStock

W całej Polsce klasyfikuje się już ponad 2200 gatunków obcych roślin, zwierząt i grzybów. Internetową ich listę prowadzi krakowski Instytut Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk (PAN).

Są gatunki zwiększające zasięg na skutek zmian klimatycznych i zmian w środowisku (tzw. fragmentacji). Ale jest też ekspansja naturalna, gdy nie ma żadnej bardziej jednoznacznej interwencji człowieka – podkreślał dr hab. Wojciech Solarz z PAN w poniedziałek 28 września br. w Sejmie, gdzie odbyła się specjalna konferencja ekspercka poświęcona usprawnieniu walki z dewastującymi rodzimą faunę i florę IGO. Efektem konferencji mają być postulaty zmiany przepisów.

Póki co jednak, ustalanie, czy na nieruchomości znajdują się takie szkodliwe rośliny bądź siedliska zwierząt, są rzadko zauważane przez właścicieli i inwestorów. W procesie due diligence, jak również w klauzulach zabezpieczających zapewnienia o braku występowania IGO oraz klauzul odszkodowawczych (Reps & Warranties) tematyka ta pojawia się nadal bardzo rzadko. Problematyka ta pojawia się tylko u najbardziej świadomych inwestorów, doświadczonych w obrocie nieruchomościami i przepisach ochrony środowiska.

Kilka list szkodliwych gatunków

Inwazyjne gatunki obce (IGO) najbardziej zagrażające środowisku - zarówno w Polsce, jak i w Unii Europejskiej - trafiają na specjalne urzędowe listy. To o tyle istotne, że zgodnie z art. 15 ust. 1 ustawy z 11 sierpnia 2021 r. o gatunkach obcych (Dz. U. z 2023 r. poz. 1589) każdy, kto stwierdzi obecność w środowisku takich okazów, powinien ten fakt zgłosić do odpowiedniej gminy. Dotyczy to nie tylko właścicieli nieruchomości, ale także innych osób. Obejmuje zarówno tereny prywatne, jak i publiczne. Trzeba je eliminować, a także zapobiegać ich rozprzestrzenianiu się. Listy tych najbardziej groźnych gatunków określa za każdym razem ministerialne rozporządzenie (obecna jego wersja pochodzi z 2022 r.). Europejska część listy liczy aż 88 pozycji, a jej polski odpowiednik – 18 (oprócz najbardziej chyba znanego przykładu, czyli barszczu Sosnowskiego, także popularne w ogrodach niektóre gatunki rdestów).

Listy IGO stwarzających zagrożenie dla Polski i UE nie obejmują wszystkich inwazyjnych gatunków obcych, a jedynie te, które objęto dodatkowymi restrykcjami prawnymi. Jeśli jakiegoś gatunku nie ma na tych listach to niekoniecznie oznacza to, że inwazyjnym gatunkiem obcym nie jest – podkreślał dr inż. Rafał Maciaszek ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, który zajmuje się wykrywaniem, usuwaniem bądź zbieraniem IGO podając przykład siejącej od kilku lat spustoszenie w polskich parkach i ogrodach ćmy bukszpanowej, której na alarmowych listach nie ma.

Na liście najbardziej szkodliwych roślin znajdziemy oczywiście barszcz Sosnowskiego, ale też np. rdest wielokłosowy. Wśród zwierząt na liście jest szop pracz – który silnie roznosi wściekliznę i przenika spod granicy niemieckiej do coraz dalszych zakątków kraju - ale też piżmak, jenot, kilka gatunków żółwi. Co ciekawe, niektóre groźne gatunki są na tyle egzotyczne, że nawet nie mają swoich oficjalnych polskich nazw, a w dokumentach oficjalnych figurują jedynie ich łacińskie. Tak jest np. z zawleczonym do Polski z Azji prawdopodobnie drogą morską małżem Corbicula fluminea, który może stanowić zagrożenie dla pracy urządzeń wodociągowych, utrudniać pracę elektrowni wodnych oraz stacji uzdatniania wody.

W stosunku do najgroźniejszych roślin przepisy sugerują takie fizyczne środki walki z nimi jak wykopywanie, wyrywanie, koszenie, ścinanie, uszkadzanie, zbieranie, zaorywanie lub zacienianie tych roślin, ścinanie, uszkadzanie lub zbieranie części, z których te rośliny mogą się rozmnożyć, wypas zwierząt, zmianę stosunków wodnych, okrywanie, ściółkowanie, usuwanie wierzchniej warstwy gleby lub osadów dennych, odgradzanie, tworzenie stref buforowych dla tych roślin lub przetrzymywanie ich w obiektach izolowanych. Z niektórymi gatunkami na pewno nie uda się walczyć samemu, a wręcz nie można, gdyż albo zakończy się to porażką, albo wysokimi kosztami. Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska (GDOŚ) przygotowała specjalne kompendia wiedzy, jak zwalczać niektóre IGO, w tym barszcze. Jest kilka metod fizycznych i chemicznych ich usuwania, ale większość jest czaso- i pracochłonna, niektóre należy prowadzić np. jedynie poza okresem lęgowym ptaków (albo o ściśle określonej porze roku bądź doby), na część środków chemicznych trzeba mieć odpowiednie zezwolenia albo mogą je stosować jedynie przeszkolone osoby. Tak wynika z rozporządzenia z 6 lutego 2026 r. w sprawie wykazu substancji czynnych środków ochrony roślin przeznaczonych do fumigacji, które mogą stwarzać szczególne zagrożenie dla zdrowia ludzi, zwierząt lub dla środowiska (Dz. U. z 2026 r. poz. 147). Nowe, restrykcyjne przepisy opisaliśmy w tekście środki ochrony roślin w internecie). 

Unijne straty z powodu inwazyjnych gatunków obcych (koszty gospodarcze, alergie, oparzenia itp.) są szacowane przez Komisję Europejską na 12 miliardów euro rocznie. Polska walczy z IGO z niewielkim skutkiem, co było przedmiotem badania Najwyższej Izby Kontroli (NIK). Izba wytknęła głównie brak przepływu informacji, jak również opóźnienia w realizacji działań zaradczych tam, gdzie już wykryto IGO. NIK zarzuciła też, że lista najbardziej szkodliwych gatunków jest błędna i zbyt krótka.

Nie zostały uwzględnione wszystkie gatunki uznane za bardzo i średnio inwazyjne, jak również gatunki uznane za priorytetowe do objęcia działaniami zaradczymi. Skutecznej eliminacji IGO nie zapewniał, wprowadzony ustawa z 2021 r., system ich zwalczania, w którym nie wskazano podmiotów odpowiedzialnych za rozpoznanie stanowisk tych gatunków – zaznaczał Łukasz Pieńkowski z kieleckiej delegatury NIK, autor raportu pokontrolnego.

Dwie morgi utrapienia

Co inwazja szkodliwych roślin oznacza dla posiadających nieruchomości albo mających zamiar ją kupić? Nie wystarczy jedynie dokładnie zweryfikować dokumentację właścicielską oraz planowania przestrzennego, ale warto również dokładnie obejrzeć ją w naturze. Stare ogrody, tereny od lat zaniedbane, położone blisko lasów bądź pól, posesje ze zbiornikami wodnymi, mogą nas bowiem negatywnie zaskoczyć. Działka zarośnięta którąś z odmian barszczy kaukaskich, to jedna z większych pułapek, w którą można wpaść, gdyż np. skuteczne wyplenienie powodującego oparzenia u ludzi i zwierząt barszczu Sosnowskiego to kilkuletnia operacja. Idzie to jak po grudzie.

A może zostawić teren działki bez żadnych zmian? To zły pomysł. Podmioty, które naruszają przepisy ustawy o gatunkach obcych, narażają się ponadto na administracyjną karę pieniężną w wysokości do jednego miliona złotych. Tak wynika z art. 33 ust. 1 ustawy z 2021 r.

W skrajnych przypadkach urzędnicy mogą przymusić osoby mające grunty rolne bądź leśne do zajęcia się problemem. Pozwala na to art. 15 ust. 5 ustawy z 3 lutego 1995 r. o ochronie gruntów rolnych i leśnych (Dz. U. z 2024 r. poz. 82). Przepis ten przewiduje, że w razie wystąpienia z winy właściciela degradacji gruntów, mogą interweniować gminni urzędnicy. Wójt, w drodze decyzji, nakazuje właścicielowi gruntów wykonanie w określonym terminie odpowiednich zabiegów. W razie niewykonania decyzji wójt zleca wykonanie zastępcze tych zabiegów na koszt właściciela gruntów. Gmina działa z urzędu, a więc może również zareagować na doniesienia „życzliwych” sąsiadów bądź ekologów. Nie jest to tylko teoria, gdyż urzędnicy potrafią wydać nakazy odchwaszczenia nieruchomości, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się niechcianych szkodliwych roślin na inne posesje (wyrok NSA z 21 kwietnia 2020 r., II OSK 630/19).

Inna podstawa prawna to art. 21 ust. 9 ustawy z 2021 r. Zgodnie z tym przepisem wójt, burmistrz albo prezydent miasta może (na koszt podmiotu władającego, czyli najczęściej właściciela posesji) przeprowadzić działania zaradcze, w przypadku gdy podmiot władający nie wystąpił z wnioskiem o zwolnienie z przeprowadzenia działań zaradczych ani nie przeprowadził działań zaradczych we własnym zakresie w terminie roku od dnia otrzymania od urzędników odpowiedniej informacji.

Raport NIK wytyka jednak, że istnieje luka prawna, która w praktyce uniemożliwia nałożenie tych obowiązków i ich wyegzekwowania od zarządzających nieruchomościami Skarbu Państwa (a są to często np. drogi publiczne bądź linie kolejowe, na których poboczach rozrasta się barszcz Sosnowskiego i inne szkodliwe rośliny). Zablokowało to np. usunięcie IGO w miejscowości Łężyce blisko Trójmiasta. NIK chciał, aby została poprawiona ustawa z 2021 r. oraz rozporządzenie z 2022 r., ale mimo upływu dwóch lat od kontroli, niewiele się jednak zmieniło.

Plaga porzucanych milusińskich

Chwilą wytchnienia po wyplenieniu roślinnych IGO wcale nie musi być siedzenie nad znajdującym się na działce oczkiem wodnym, jeziorkiem albo stawem. Coraz częściej w takich małych akwenach można bowiem znaleźć inwazyjne gatunki obcej fauny – od żółwi poczynając, na rybkach akwariowych kończąc.

Obecnie mamy plagę takich zachowań, a przecież nie chodzi tylko o np. ryby, ale również przenoszone przez nie pasożyty i choroby oddziałujące negatywnie na gatunki rodzime. W niektórych przypadkach ludzi i gminy koncentrują się na dokarmianiu np. nutrii (będących tez na liście IGO). Gdyby komukolwiek zależało na dobru tych zwierząt, toby je odłowił, zgłosił jako bezdomne – podkreślał Maciaszek.

Popularnymi miejscami „uwalniania” zwierząt z hodowli stały się miejsca publiczne. Akwariowe rybki trafiają na warszawskie Pola Mokotowskie albo do Parku Skaryszewskiego, a jeziorka w Konstancinie-Jeziornej opanowane są przez mające kilka dekad, podstarzałe żółwie nabywane masowo przez Polaków jeszcze pod koniec lat 90-tych. Co ciekawe, zgodnie z art. 11 ustawy z 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt (Dz. U. z 2023 r. poz. 1580) większość porzucanych okazów spełnia definicję „zwierząt bezdomnych”, więc powinny być wyłapywane, co jest ustawowym zadaniem własnym gmin. Powinny też trafić do schronisk. Nierzadko są zaś traktowane jako folklor (np. papugi na Dolnym Śląsku) niż rzeczywiste zagrożenie.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.

Polecamy książki biznesowe