Sam sekretarz ds. energii Edward Davey przyznał podczas prezentacji projektu w Izbie Gmin, że jest to pokoleniowa zmiana i największa transformacja brytyjskiej energetyki od czasu prywatyzacji sektora.

„Projekt ten jest kulminacją dwuletniej pracy przy projektowaniu rozwiązań opartych na rozwiązaniach rynkowych, które zapewnią inwestorom stabilność dla ich projektów a konsumentom sprawiedliwe ceny energii” – powiedział.

Zarówno rząd jak i inwestorzy, doskonale zdają sobie ze skali wyzwania. Według szacunków konieczne inwestycje w infrastrukturę energetyczną w ciągu najbliższej dekady stanowić będą połowę wszystkich inwestycji infrastrukturalnych w Wielkiej Brytanii.

Zdaniem rządzącej koalicji projekt zapewni jednak zdywersyfikowany miks energetyczny, w którym obok źródeł odnawialnych, znajdzie się miejsce także dla energii atomowej oraz gazu a także źródeł węglowych wspartych technologią CCS. Ma on jednocześnie zagwarantować wywiązanie się brytyjskiej gospodarki z założonych celów klimatycznych.

Reforma nie ogranicza się tylko do wytwórców i dostawców energii. Rząd chce aby korzyści z nowych rozwiązań czerpali także jej odbiorcy. Stąd ścisły związek reformy z wdrażanymi zmianami w zasadach tworzenia taryf dla klientów. Zdaniem rządu obecnie odbiory gubią się w gąszczu dostępnych taryf i tym samym nie są w stanie wybrać najbardziej korzystnej dla siebie. Ograniczenie liczby taryf na operatora ma również przyczynić się do wzrostu konkurencji. „Obecnie 85 proc. odbiorców nie zastanawia się nawet nad zmianą dostawcy energii. Wierzymy, że uproszczenie systemu taryfowania pozwoli graczom spoza wielkiej szóstki łatwiej zdobywać klientów” – podkreślił Edward Davey.

Innym mechanizmem skierowanym do odbiorców ma być wsparcie efektywności energetycznej. Rząd planuje wprowadzenie szeregu zachęt finansowych dla gospodarstw domowych i przedsiębiorców, którzy zainwestują w technologie i urządzenia zmniejszające zużycie energii. Według analiz Departamentu ds. Energii i Zmian Klimatycznych (DECC) do 2030 roku z tego tytułu można będzie zmniejszyć zużycie energii aż o 92 TWh, czyli około 26 proc. krajowego zapotrzebowania na energię.

Według rządowych wyliczeń wszystkie te rozwiązania mają nie tylko nie spowodować wzrostu rachunków za prąd, ale wręcz je zmniejszyć. W 2020 roku w skali roku Brytyjczycy mają płacić za prąd o 94 funty mniej niż płaciliby, gdyby reforma nie została przeprowadzona.

Wiadomo jednak, że diabeł tkwi w szczegółach, a tych kluczowych dla branży detali wciąż nie znamy. Jeden z kluczowych mechanizmów wprowadzanych poprzez ustawę, czyli tzw. kontrakty na różnicach cenowych, może okazać się sukcesem lub porażką w zależności od ceny referencyjnej ustalonej przez rząd. Dla branży niewielkim pocieszeniem jest fakt, że będzie ona ustalana indywidualnie dla każdego kontraktu. Pierwsze kontrakty pomiędzy wytwórcami a rządową spółką mają być zawierane w 2014 roku, gdy ustawa wejdzie w życie. Zdaniem niektórych to zbyt późno by w perspektywie roku 2020 osiągnąć założone cele redukcji emisji, gdyż większość inwestycji dotyczyć będzie mocy wytwórczych opartych na gazie. Z zadowoleniem przyjęto jednak fakt, że kontrakty zawierane będą na wstępnym etapie inwestycji, co zdaniem branży, ułatwi pozyskanie finansowania.

Zwolennicy energetyki odnawialnej zwracają również uwagę na brak wyznaczenia celu dekarbonizacyjnego na 2030 rok, na co bardzo liczono wśród „zielonych inwestorów”. DECC przyznało co prawda, że wyznaczenie takiego celu jest konieczne, ale odsunął go w czasie do 2016 roku, kiedy to znany będzie budżet na wsparcie takich projektów w horyzoncie 2030 roku. Zdaniem zwolenników OZE odsunie to rozpoczęcie większości inwestycji właśnie do 2016 roku.

Wątpliwości budzi także deklaracja DECC, że z ponoszenia kosztów związanych z zawieraniem kontraktów na różnicach cenowych wyłączone zostaną wysokoenergetyczne sektory gospodarki. „Nie chcemy doprowadzić do sytuacji, kiedy firmy przeniosą się do krajów, gdzie koszty działalności będą niższe. Z jednej strony spowodowałoby to bowiem straty dla brytyjskiej gospodarki, a z drugiej nie przyniosłoby oczekiwanego efektu w postaci zmniejszenia emisji” – stwierdza Davey.

Wraz z towarzyszącymi regulacjami dotyczącymi efektywności energetycznej oraz zapowiadaną strategią dla sektora gazowego, nowa ustawa energetyczna stworzy podstawy do funkcjonowania brytyjskiego rynku energii elektrycznej na wiele lat.

Stara się ona godzić interesy poszczególnych sektorów rynku – OZE, energetyki atomowej oraz opartej na gazie. Zadeklarowana przez rząd kwota 7,6 mld funtów na wsparcie projektów niskowęglowych na pewno nie rozczarowała inwestorów. Wiadomo jednak, że to tylko niewielka część kosztów modernizacji brytyjskiej energetyki do 2020 roku, których gros będą musieli ponieść inwestorzy, a w ostatecznym rozrachunku odbiorcy energii.

z Londynu Marcin Szczepański 

mas/ drag/