LEX Ochrona Srodowiska z czatem AI
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Polski CISAF: projekt o wsparciu przedsiębiorców przynosi kilka niespodzianek

50 euro za MWh nie będzie gwarantowaną ceną energii dla przemysłu - to jedynie dolny limit ceny po zastosowaniu wsparcia. Projekt ustawy o wsparciu przedsiębiorców sektorów energochłonnych z tytułu ponoszenia kosztów energii elektrycznej przynosi jednak kilka znacznie ważniejszych rozstrzygnięć – pisze Krzysztof Wiński, wspólnik w Thedy and Partners.

Krzysztof Winski

W poprzednim tekście dotyczącym CISAF pisałem, że hasło „prąd po 50 euro” jest daleko idącym uproszczeniem. Wówczas nie było jeszcze polskiego projektu, można było więc opierać się przede wszystkim na sekcji 4.5 CISAF i programach uruchamianych w innych państwach członkowskich.

Od początku września sytuacja jest inna. Opublikowany został projekt ustawy o wsparciu przedsiębiorców sektorów energochłonnych z tytułu ponoszenia kosztów energii elektrycznej, oznaczony numerem UD459. Wiemy już nie tylko, jakie są europejskie granice pomocy, ale również jak rząd chce przełożyć je na polskie warunki.

Czytaj też w LEX: Historia i rozwój rynku energetycznego w kierunku nowego modelu w Polsce >

50 euro nadal nie jest ceną energii

Zacząć trzeba od potwierdzenia rzeczy podstawowej: projekt nie wprowadza taryfy przemysłowej na poziomie 50 euro za MWh.

Wsparciem będzie mogło zostać objęte maksymalnie 50 proc. energii zużytej przez przedsiębiorcę w okresie kwalifikowanym. Jednocześnie wysokość wsparcia przypadająca na jedną MWh nie będzie mogła przekroczyć 50 proc. średniej arytmetycznej rynkowej ceny energii elektrycznej – RCE – w tym okresie ani prowadzić do zejścia poniżej poziomu 50 euro za MWh.

To ważne także z innego powodu. Polski projekt przesądza, że punktem odniesienia ma być RCE. Nie będzie to więc mechanizm polegający po prostu na porównaniu ceny z faktury konkretnego przedsiębiorcy z poziomem 50 euro.

Czytaj też w LEX: Odnawialne źródła energii i mechanizmy prawne pozwalające na budowanie strategii zrównoważonego rozwoju >

W praktyce nadal mamy zatem do czynienia z dopłatą do części zużycia, ograniczoną dwoma limitami. 50 euro pozostaje „podłogą” mechanizmu, a nie obiecaną ceną energii.

Pierwszy okres kwalifikowany - 2026 r.

To jest moim zdaniem jedna z najważniejszych informacji wynikających z projektu: „okres kwalifikowany” został zdefiniowany jako rok kalendarzowy poprzedzający rok złożenia wniosku o udzielenie wsparcia albo wniosku o jego wypłatę. Projekt zakłada jednocześnie wejście ustawy w życie 1 stycznia 2027 r.

Jeżeli zatem pierwszy nabór zostanie przeprowadzony w 2027 r., podstawą do obliczenia pierwszej wypłaty będzie zużycie energii z 2026 r.

To istotnie zmienia perspektywę przedsiębiorców. Nie mówimy już wyłącznie o mechanizmie, do którego trzeba przygotowywać się na kolejne lata. Dane potrzebne do pierwszego wniosku są generowane właśnie teraz.

Z uzasadnienia wynika, że przy składaniu pierwszego wniosku przedsiębiorca ma przedstawiać informacje o rzeczywistym zużyciu energii w poprzednim roku oraz prognozy zużycia w kolejnych latach. Następne wypłaty również mają opierać się na rzeczywistym zużyciu z roku poprzedzającego wniosek. Pomoc będzie mogła być udzielana przez maksymalnie trzy lata.

To oznacza, że dla przedsiębiorstwa rozważającego wejście do programu rok 2026 nie jest już okresem przygotowawczym. Może być pierwszym rokiem, za który faktycznie zostanie policzone wsparcie.

Czytaj też w LEX: Energy sharing w świetle prawa Unii Europejskiej i sprawiedliwości energetycznej >

Największa bariera: status odbiorcy przemysłowego

Projekt zakłada, że przedsiębiorca będzie musiał uzyskiwać ponad 50 proc. przychodów z działalności objętej kodami PKD wymienionymi w załączniku do ustawy. Załącznik jest szeroki i obejmuje m.in. część przemysłu chemicznego, hutnictwo, produkcję szkła, ceramiki, cementu, papieru, tworzyw sztucznych, metali, kabli czy niektóre sektory przemysłu spożywczego.

Jednocześnie pojawia się dodatkowy, bardzo polski warunek: przedsiębiorca musi być odbiorcą przemysłowym wpisanym do wykazu prowadzonego na podstawie ustawy o odnawialnych źródłach energii. Właśnie ten warunek może zdecydować o dostępie do programu dla wielu firm.

Nie wszystkie przedsiębiorstwa prowadzące działalność objętą załącznikiem do CISAF korzystają dziś ze statusu odbiorcy przemysłowego. Część nigdy o niego nie występowała, bo dotychczasowe korzyści związane przede wszystkim z opłatą OZE i kogeneracyjną nie uzasadniały w ich przypadku dodatkowych obowiązków. Inne mogły spełniać warunki dopiero po zmianach w katalogu działalności.

Po wejściu UD459 kalkulacja staje się zupełnie inna. Status, który dotychczas dawał określone oszczędności w kilku składnikach rachunku za energię, może stać się warunkiem dostępu do wielomilionowej pomocy publicznej.

CISAF: 4,8 mld zł, ale nie dla każdego

OSR wskazuje budżet programu na poziomie 4,8 mld zł. Rząd przyjął przy tym orientacyjny rozkład wypłat: 800 mln zł w 2027 r., po 1,6 mld zł w latach 2028 i 2029 oraz 800 mln zł w 2030 r.

W OSR przyjęto szacunkowe zużycie energii przez potencjalnych beneficjentów na poziomie 18,36 TWh. Roczny koszt programu oszacowano początkowo na ok. 1,893 mld zł, a następnie obniżono założenie do ok. 1,609 mld zł, przyjmując, że z uwagi na dobrowolność programu i obowiązki inwestycyjne udział przedsiębiorców wyniesie około 85 proc.

Nie oznacza to jednak, że każdy przedsiębiorca spełniający warunki formalne otrzyma pieniądze.

Operatorem programu ma być BGK. Wnioski będą podlegały ocenie formalnej, finansowej i technicznej. Co więcej, jeżeli łączna wartość prawidłowych wniosków przekroczy dostępny budżet, przedsiębiorcy mają być punktowani m.in. za wpływ planowanej inwestycji na bezpieczeństwo energetyczne, obniżenie energochłonności, obniżenie jednostkowej ceny energii, efektywność ekonomiczną oraz zatrudnienie.

CISAF może więc przybrać formę faktycznego konkursu o ograniczony budżet, a nie prostego instrumentu, w którym spełnienie warunków automatycznie daje prawo do określonej dopłaty.

Połowę pomocy trzeba będzie zainwestować. To nie wszystko

Projekt potwierdza również obowiązek inwestycyjny. Co najmniej 50 proc. otrzymanej pomocy trzeba będzie przeznaczyć na nowe lub zmodernizowane aktywa służące m.in. elastyczności popytu, elektryfikacji, efektywności energetycznej czy wykorzystaniu OZE. Co do zasady inwestycja powinna zostać oddana do użytkowania w ciągu 48 miesięcy, a wyjątkowo termin może zostać wydłużony do 60 miesięcy.

Projekt dokłada jednak kolejne warunki. Przedsiębiorca będzie musiał zapewnić środki własne albo finansowanie zewnętrzne odpowiadające co najmniej 20 proc. kosztów kwalifikowanych inwestycji. Ponadto ma ustanowić zabezpieczenie zwrotu wsparcia w wysokości 120 proc. udzielonej pomocy.

Już na etapie wniosku wymagany ma być również raport zawierający pozytywną ocenę techniczną inwestycji.

To kolejny powód, dla którego program trudno traktować jako zwykłą rekompensatę kosztów energii. Przedsiębiorstwo musi równolegle przygotować projekt inwestycyjny, jego finansowanie i dokumentację techniczną.

Rekompensaty ograniczą wsparcie CISAF

Jeszcze jeden element projektu, który może mieć bardzo duże znaczenie właśnie dla największych przedsiębiorstw energochłonnych, to powiązanie nowej pomocy z rekompensatami wypłacanymi na podstawie ustawy z 19 lipca 2019 r. o systemie rekompensat dla sektorów i podsektorów energochłonnych.

Konstrukcja jest prosta, ale dla beneficjenta niekorzystna. Jeżeli rekompensata z systemu z 2019 r. jest równa albo wyższa od kwoty wsparcia obliczonej według nowej ustawy, przedsiębiorca nie otrzyma dodatkowego wsparcia CISAF. Jeżeli jest niższa, nowa pomoc zostanie ograniczona do różnicy pomiędzy obiema kwotami.

W praktyce nie mamy więc do czynienia z pełną kumulacją obu instrumentów. Jeden mechanizm zaczyna „konsumować” drugi.

To może prowadzić do paradoksu. Przedsiębiorstwa najbardziej energochłonne, które już dziś uzyskują wysokie rekompensaty kosztów pośrednich ETS, mogą być jednocześnie podmiotami, dla których ekonomiczny efekt nowego programu będzie relatywnie najmniejszy.

Ten element projektu niewątpliwie zasługuje na dyskusję w toku konsultacji. Zwłaszcza że CISAF sam w sobie ma wspierać konkurencyjność przemysłu narażonego na wysokie koszty energii, a nie zastępować istniejące instrumenty ochrony przed kosztami polityki klimatycznej.

Od budowy do repoweringu – prawne aspekty realizacji lądowych farm wiatrowych w Polsce. Środowisko, planowanie przestrzenne, procedury administracyjne - czytaj w LEX >

Na CISAF nie warto czekać do 2027 r.

Publikacja projektu zmienia więc przede wszystkim moment, w którym przedsiębiorstwa powinny zacząć działać.

W pierwszej kolejności warto sprawdzić strukturę przychodów według działalności objętej załącznikiem, możliwość uzyskania albo utrzymania statusu odbiorcy przemysłowego oraz potencjalne wsparcie obliczone na danych dotyczących zużycia energii z 2026 r. Następnie trzeba zestawić ten wynik z rekompensatami otrzymywanymi na podstawie ustawy z 2019 r. Dopiero wtedy można ocenić realną wartość CISAF dla konkretnego przedsiębiorstwa.

Osobnym krokiem powinna być analiza inwestycji, które mogą zostać wykorzystane do realizacji obowiązku przeznaczenia co najmniej połowy pomocy. Tutaj również nie warto zaczynać od przypadkowej listy projektów. Projekt ustawy pokazuje wyraźnie, że jakość inwestycji może mieć znaczenie nie tylko dla rozliczenia wsparcia, ale również dla samej pozycji przedsiębiorcy w naborze.

Polski CISAF zaczyna więc nabierać konkretnych kształtów. 50 euro za MWh nadal jest tylko jednym z parametrów mechanizmu. Dla wielu przedsiębiorstw ważniejsze okaże się to, czy w odpowiednim momencie znajdą się w wykazie odbiorców przemysłowych, jak dużo pomocy otrzymują już dzisiaj i czy mają inwestycję, która pozwoli nie tylko uzyskać wsparcie, ale również je utrzymać.

Czytaj też w LEX: Ewoluująca rola prawa pomocy państwa Unii Europejskiej – od strażnika rynku wewnętrznego do promotora polityk unijnych... i z powrotem? >

Autor: Krzysztof Wiński, wspólnik w Thedy & Partners

 

Polecamy książki biznesowe