Tzw. ustawa antycowidowa, która wprowadza sporo zmian dla służby zdrowia, zawiera bardzo groźny przepis dla przedsiębiorców. Za jego sprawą mogą zostać pozbawieni pomocy publicznej za złamanie obostrzeń ustanowionych na czas epidemii. Jest to tym bardziej ważne, że w Sejmie trwają prace nad kolejną tarczą branżową, a premier w piątek nie wykluczył wprowadzenia kolejnych obostrzeń. Jej uzyskanie może zaprzepaścić udział w trwających protestach. I choć Senat wyrzucił go z ustawy, to Sejm go przywrócił. Żaden z posłów nie posłuchał głosu Adama Abramowicz, rzecznika małych i średnich przedsiębiorców. W obronie przedsiębiorców nie stanął ani Sławomir Gadomski, wiceminister zdrowia, uczestniczących w pracach w Sejmie, ani  Biuro Legislacyjne Sejmu. Nie pochylili się nad przepisem, nikt nie miał do niego uwag, mimo apeli rzecznika MŚP. A nowy przepis zacznie obowiązywać już następnego dnia po opublikowaniu ustawy w Dzienniku Ustaw.

 


Paragraf 22 na niepokornych właścicieli firm

Zgodnie z art. 23 ustawy antycovidowej, która czeka już tylko na podpis prezydenta, za naruszenie przez przedsiębiorcę ograniczeń, nakazów i zakazów w zakresie prowadzonej działalności gospodarczej ustanowionych w związku z wystąpieniem stanu epidemii, określonych w przepisach wydanych na podstawie art. 46a i 46b ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, stanowi podstawę odmowy udzielenia pomocy publicznej, w szczególności wsparcia finansowego udzielanego na podstawie art. 2a ustawy z 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19.  Chodzi zatem nie tylko o pomoc z tarcz, czyli mikropożyczki, zwolnienie ze składek ZUS czy świadczenie postojowe, ale także dotacje unijne. Na podstawie art. 46a i 46b wydawane jest między innymi rozporządzenie w sprawie określenia czerwonych i żółtych stref, wprowadzające nakaz zakrywania nosa i ust, zakaz zgromadzeń powyżej pięciu osób, zakaz prowadzenia określonej działalności, obostrzenia dla sklepów itp.
Artykuł 23 ustawy umożliwiałby więc pozbawienie finansowej pomocy za zorganizowanie konferencji on-line w czerwonej strefie w okresie od 17 do 23 października, za otwarcie siłowni - choć przepisy dopuszczają wyjątki czy za brak maseczki - mówi Jakub Kowalski, wspólnik w Kancelarii Radców Prawnych Mirosławski, Galos, Mozes. O problemie otrzymania pomocy do państwa za naruszenie obostrzeń pisaliśmy w zeszłym tygodniu.

"Kara" na podstawie nieprawomocnej decyzji czy wyroku

zgodnie z pkt. 3 art. 23 przedsiębiorca ubiegający się o udzielenie pomocy publicznej będzie zobowiązany złożyć oświadczenie pod rygorem odpowiedzialności karnej, że nie naruszył ograniczeń, nakazów i zakazów.  A w przypadku złożenia fałszywego oświadczenia, jest obowiązany do zwrotu kwoty stanowiącej równowartość udzielonej pomocy, łącznie z odsetkami ustawowymi za opóźnienie. I to bez miarkowania. To oznacza, że odmowa przyjęcia mandatu nałożonego przez policję za brak maseczki, czy udział w manifestacji, choć obowiązuje zakaz zgromadzeń, nie pomoże. Wystarczy bowiem, że właściciel restauracji, salonu masażu czy siłowni naruszy jakiś zakaz, by np. ZUS odmówił wypłaty postojowego czy nie przyznał zwolnienia z płacenia składek na ubezpieczenia społeczne. Po przyznaniu pomocy i ustalenie, że oświadczenie było fałszywe, będzie mógł nakazać jej zwrot. To, że sprawa trafi do sądu, a ten może uzna, że policja nie miała podstawy do ukarania, nie pomoże. Już samo naruszenie bowiem pozbawi pomocy.
Jakiekolwiek naruszenie będzie skutkować obligatoryjną odmowa przyznania jakiejkolwiek pomocy publicznej - podkreśla Adam Werner, radca prawny, wspólnik w kancelarii Attorney At Law. Do pozbawienia pomocy nie będzie potrzebna ani prawomocny wyrok, ani prawomocna decyzja. Mec. Werner pyta: czy może być gorzej?

 


Absurdalny przepis, sprzeczny z podstawowymi zasadami prawa

- To absurdalny przepis, bo przedsiębiorca o fakcie naruszenia ograniczeń, może się dowiedzieć na długo po złożeniu przedmiotowego oświadczenia (np. w wyniku podjęcia przez służby działań wyjaśniających na wiele miesięcy po dokonaniu zarzuconego mu naruszenia) - ocenia Krzysztof Brysiewicz, wspólnik w kancelarii Brysiewicz, Bokina, Sakławski i Wspólnicy. 
Marcin Radwan-Röhrenschef, partner zarządzający w kancelarii Rö, zauważa, że zgodnie z Konstytucją czy prawem administracyjnym, wykonywanie władzy ma być proporcjonalne do zamierzonego celu,  a trudno uznać, że uchwalony przepis mieści się w tej zasadzie.  - Bardziej kojarzy mi się ze zwalnianiem kogoś za to, że ma rude włosy - mówi mec. Radwan-Röhrenschef.  Mówi się, że przepis miał być batem na protestujących rolników czy przedsiębiorców. Mec. Radwan-Röhrenschef zauważa jednak, że może być też wykorzystany przeciwko uczestnikom protestów wywołanych wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego.  Adam Abramowicz też nie ma wątpliwości, że przepis, który pozbawia pomocy bez ukarania za naruszenie prawomocną decyzją czy wyrokiem sądowym urąga zasadom państwa prawa. -  Jeżeli ktoś koniecznie chce łączyć pomoc z przestrzeganiem covidowego prawa niech złoży nowy projekt uwzględniający prawomocne decyzje - podkreśla rzecznik małych i średnich przedsiębiorców.