W ustnych motywach uchwały III CZP 87/19 pani sędzia Marta Romańska wskazała – jeśli dobrze cytuję z pamięci -  że pewne zaskoczenie Sądu Najwyższego budzą pytania odnoszące się do przepisów, które – jak art. 321 kodeksu postępowania cywilnego mają ogromną tradycję i dotąd nie rodziły wątpliwości. Takie wątpliwości powstają jednak w chwili zastosowania go w odniesieniu do dyrektywy 93/13 i orzecznictwa Sądu Najwyższego w tym przedmiocie. Krótko później pisemne uzasadnienie z godną podziwu profesorską precyzją wyjaśniło, że stosunkowo mowy problem prawny związany z kredytami frankowymi nie powinien podważać zasadniczych instytucji proceduralnych, ale korzystać z nich w poszukiwaniu właściwego rozwiązania. Co rzadko spotykane: jasno wskazało sposób, w jaki to czynić.

Czytaj w LEX: Wady prawne umów kredytów denominowanych/indeksowanych >

16 lutego 2021 r. ma odbyć się rozprawa, na której Sąd Najwyższy jeszcze przed spodziewaną uchwałą Izby Cywilnej w pełnym składzie rozważy zagadnienie przedstawione przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Pytanie prawne dotyczy sposobu rozliczenia stron umowy kredytu, która na skutek usunięcia z niej klauzul indeksacyjnych okazała się nieważna, a istotą sprawy jest wykładnia klasycznych przepisów art. 405 i 409 kodeksu cywilnego w kontekście tej samej Dyrektywy 93/13. Jako autor jednego z orzeczeń powołanych w uzasadnieniu pytania warszawskiego Sądu Okręgowego chciałbym wskazać na kilka wątpliwości sprowadzających się do zasadniczej kwestii: czy nowe problemy prawne – jak właśnie kredyty frankowe - nie powinny skłaniać do innego niż klasyczne rozumienia klasycznej instytucji bezpodstawnego wzbogacenia?

Czytaj: Sąd Najwyższy 25 marca br. odpowie na pytania w sprawie kredytów frankowych>>

 

Czy statyczna teoria jest praktyczna w dynamicznych relacjach?

Stwierdzając nieważność umów kredytowych po orzeczeniu w sprawie Dziubak vs Raiffeisen, sądy musiały poradzić sobie z roszczeniami dotyczącymi rozliczenia upadającej umowy. Nauka prawa nie stworzyła  jak dotąd specjalnego rozwiązania dla takiej sytuacji, toteż naturalnym odruchem było sięgnięcie do zastanych rozwiązań wypracowanych na gruncie przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu.

Czytaj w LEX: Konstruowanie roszczenia w pozwie frankowym – zagadnienia praktyczne >

Jeśli świadczenie spełnia tylko jedna osoba - klasyczne kondykcje przewidziane w art. 410 kc sprawdzają się znakomicie. Trudniejsza sytuacja powstaje, gdy dwa podmioty są względem siebie bezpodstawnie wzbogacone, np. właśnie na skutek obustronnego wykonania nieważnej umowy. Najprostsze rozwiązanie to zwielokrotnienie sytuacji podstawowej, a więc przyjęcie, że każdemu z podmiotów służy odrębne roszczenie kondykcyjne. Pomysł określany w nauce prawa jako teoria dwóch kondykcji nakazuje oceniać oba roszczenia w sposób statyczny, niezależnie od siebie badać wartość, wymagalność czy wreszcie ich przedawnienie. Szybko się jednak okazało, że przyjęcie tej koncepcji może prowadzić do wątpliwych skutków w przypadku wadliwej umowy kredytu zawartej pomiędzy bankiem a konsumentem.

Czytaj w LEX: Typy roszczeń na gruncie kredytów frankowych >

Stosunek prawny wynikający z umowy kredytu miał w zamiarze stron trwać przez wiele lat i obejmować dziesiątki jeśli nie setki zachowań składających się na pełne świadczenie stron.  To właśnie następujące z upływem czasu zmiany w stanie faktycznym pierwsze wskazały na niedostatki tego rozwiązania: spełniane w rożnym czasie świadczenia będą inaczej podlegać przedawnieniu, powstają trudności w rozliczeniu takiego stanu rzeczy, zaś w kontekście umów kredytowych – zarzut nieproporcjonalności sankcji wywodzonej z przepisów konsumenckich. Pojawiły się również nowe elementy, które każą na nowo postawić pytanie o sens rozwiązań statycznych.

Czytaj również: Kto rozwiąże problemy frankowiczów - Unia, Sąd Najwyższy czy państwo >> 
 

Poprzeczna kondykcja czy świadczenie w trójkącie?

Z reguły pomijaną okolicznością stanu faktycznego związanego z kredytem frankowym jest wypłacenie kredytu na rachunek osoby trzeciej. Zazwyczaj jest to wierzyciel kredytobiorcy, np. zbywca nieruchomości albo inny bank, w którym wcześniej posiadał zobowiązanie kredytowe. Wypłata do rąk kredytobiorcy następowała stosunkowo rzadko: chyba jeden tylko bank z zasady przelewał udostępniane środki bezpośrednio kredytobiorcy, pozostałe jedynie w przypadku kredytu budowlanego albo przeznaczonego na dowolny cel konsumpcyjny.

Czytaj w LEX: Wartość przedmiotu sporu przy roszczeniach wynikających z kredytów frankowych >

I tu pojawia się pierwsza wątpliwość w stosunku do teorii dwóch kondykcji: mianowicie wówczas jedna z nich w ogóle nie powstaje. Przez kondykcję tradycyjnie rozumie się roszczenie o zwrot nienależnego świadczenia, a takiego roszczenia próżno szukać w rozważanej sytuacji. Komentatorzy art. 410 kc właśnie w takiej sytuacji – nazywanej czasem świadczeniem w trójkącie -  dostrzegają paradoks: spełnienie przesłanek nienależnego świadczenia a zarazem ich niespełnienie – w zależności od przyjętej perspektywy świadczeniodawcy albo świadczeniobiorcy. 

Czytaj w LEX: Klauzule abuzywne jako podstawa prowadzenia sprawy frankowej >

Komentatorzy właściwie są zgodni, że od faktycznego świadczeniobiorcy nie można domagać się zwrotu świadczenia, jeśli na skutek świadczenia  wygasła wierzytelność  tegoż świadczeniobiorcy. Postulowane rozwiązania są różnorodne. Proponuje się np. „zwykłe” roszczenie z bezpodstawnego wzbogacenia przeciwko dłużnikowi świadczeniobiorcy (czyli właśnie kredytobiorcy), którego pasywa uległy zmniejszeniu, co spowodowało powstanie wzbogacenia po jego stronie. Pada również czasami propozycja utworzenia „kondykcji poprzecznej” która byłaby kierowana właśnie przeciwko podmiotowi, który uzyskał faktyczną korzyść ze spełnienia świadczenia. Czy jednak o takich roszczeniach jest mowa w teorii dwóch kondykcji?

Świadczenie kredytobiorcy również nie zawsze odpowiada kanonowi klasycznego rozwiązania. Przecież wbrew pozorom nie zawsze kredyt jest spłacany przez samego kredytobiorcę. W okresach trudności finansowych raty uiszczane przez osoby trzecie, np. członków rodziny, wcale nie są rzadkością. Przy założeniu ważnej umowy nie rodzi to większych problemów (chyba że między osobą trzecią a kredytobiorcą), gdyż bank ma prawo zaliczyć wpłaconą kwotę na poczet swojej wierzytelności. Kiedy jednak umowa zostanie skutecznie zakwestionowana, to nie kredytobiorca, ale osoba trzecia będzie musiała dochodzić świadczenia. A to może oznaczać dodatkowy proces.

I wreszcie przykład, który zawdzięczam sprawie z ubiegłego miesiąca. Kredytobiorca nabył działkę budowlaną, zaś bank wypłacił znaczną część kredytu bezpośrednio zbywcy nieruchomości. Umowa przewidywała kilkuletnią karencję w spłacie kapitału i w tym czasie raty odsetkowe były pobierane z pozostałej części kredytu wypłaconego na rachunek kredytobiorcy. Po kilku latach większa część działki została wywłaszczona przez GDDKiA pod budowę obwodnicy. Zgodnie z przepisami ustawy organ wypłacił odszkodowanie na rzecz wierzyciela hipotecznego, co pozwoliło na spłatę kredytu w całości zgodnie z umową (pomimo wzrostu kursu franka). Skoro umowa jest nieważna, to kto jest wzbogacony? Kto do kogo ma kierować roszczenia? I właściwie drobiazg: gdzie są dwie kondykcje? 

 


Krzyż nie tylko dla komentatorów ?

Teoria dwóch kondykcji niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw dla kredytobiorcy. Przecież jej zastosowanie nie może ograniczać się do spraw przeciwko bankowi: te same przepisy będą podstawą orzeczenia także wówczas, jeśli pozwanym jest konsument. Kiedy sąd zwróci uwagę stron na abuzywność klauzul przeliczeniowych i możliwy upadek umowy, profesjonalny pełnomocnik banku wskaże jako podstawę swoich roszczeń przepisy o bezpodstawnym wzbogaceniu. Skoro roszczenia stron należy rozpatrywać niezależnie od siebie, to skutecznym środkiem obrony konsumenta może okazać się jedynie zarzut potrącenia. Tymczasem regulacje procesowe nie ułatwiają konsumentom tego zadania.

Zarzut potrącenia spełnionych świadczeń może zostać zgłoszony jedynie w odpowiedzi na pozew lub sprzeciwie od nakazu zapłaty, względnie w ciągu dwóch tygodni od chwili wymagalności roszczenia. Musi ponadto wynikać z tego samego roszczenia co wierzytelność dochodzona przez powoda. Czy roszczenie o zwrot świadczenia kredytobiorcy w razie nieważności umowy wywodzi się jeszcze z tego samego stosunku prawnego co roszczenie banku?  Przecież oba roszczenia oceniamy niezależnie od siebie, a więc właściwie należałoby mówić o dwóch odrębnych stosunkach prawnych.

Potrącenie musi nastąpić w piśmie procesowym, a nie może być wątpliwości że jego prawidłowe sformułowanie może przekraczać kompetencje znacznej części konsumentów. Bez profesjonalnego pełnomocnika często okazuje się niemożliwe. Oczywiście przytoczony to argument nie ma charakteru dogmatycznego, ale praktyczny. Wypada jednak zauważyć, że podobna argumentacją posłużył się TSUE. W wyroku C-407/17 (nb 60) dotyczącym zawieszenia postępowania egzekucyjnego prowadzonego na podstawie umowy zawierającej zakwestionowane postanowienia, zauważa: istnieje niebagatelne ryzyko, że w ramach postępowania egzekucyjnego zainteresowani konsumenci są zniechęcani do zapewnienia swojej obrony i do korzystania w pełni z ich praw ze względu na koszty związane z zastępstwem, które pociąga za sobą postępowanie, w porównaniu z kwotą danego długu oraz na niemożność ubiegania się o pomoc prawną. W sytuacji powództwa banku, co z reguły wiąże się z brakiem środków na pełną obsługę kredytu, to ryzyko wydaje się równie wysokie.

Rzecznik upomina się o prawa konsumentów

Nie można pominąć dzisiaj wydarzeń, do jakich doszło w ostatnich tygodniach na rynku bankowym. Kierowane do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego pismo Rzecznika Praw Obywatelskich zwraca uwagę na faktyczne pominięcie praw konsumentów przy wydawaniu decyzji zmierzających do zapobieżeniu upadkowi Idea Banku. Cywilistyczny problem rozliczenia nieważnej umowy kredytu wydaje się odległy od publicznoprawnych regulacji dotyczących nadzoru bankowego, ale ta odległość może się radykalnie zmniejszyć, gdy BFG podejmie decyzję o przymusowej restrukturyzacji banku posiadającego portfel kredytów frankowych. Do kompetencji BFG należy m.in. umorzenie zobowiązań banku lub zamiana ich na instrumenty finansowe.

Jeśli oparte na bezpodstawnym wzbogaceniu roszczenia banku i kredytobiorcy należy traktować od siebie niezależnie, to co stanie na przeszkodzie w umorzeniu tego rodzaju wierzytelności kredytobiorców? Żaden przepis ustawy nie przewiduje takiego wyłączenia a płynący z ustawy nakaz ochrony systemu bankowego dla BFG wydaje się nadrzędny. Oczywiście umorzenie nie musi dotyczyć zobowiązań wobec banku, a wtedy nietrudno o niebezpieczeństwo ponownego spłacenia już zapłaconych należności. Kwestia wymagalności roszczeń banku w takiej sytuacji nie została przesądzona, czego dowodzą m.in. pytania skierowane do TSUE w sprawie C-19/20.

Upadłość banku – o którą przecież nie trudno w razie przymusowej restrukturyzacji – poprawia sytuację kredytobiorcy tylko pozornie. Syndyk będzie obligowany do ściągania wszelkich należności, także nie wynikających z umowy. Prawo upadłościowe przewiduje możliwość potrącenia, ale tylko wówczas, jeśli wierzytelność zostanie zgłoszona do masy upadłości banku w reżimie postępowania upadłościowego, jakże odległym od klasycznych postępowań cywilnych. Zanim konsumenci osiągną odpowiedni stopień świadomości prawnej lista wierzytelności będzie już zamknięta. W ten sposób ryzyko podwójnej spłaty kredytu pojawia się ponownie. Natomiast możliwość odzyskania wpłaconej kwoty z resztek masy upadłości może okazać się niewykonalne.

Skąd się wzięła „teoria salda”?

Skoro teoria dwóch kondykcji rodzi tyle wątpliwości, to czy istnieją inne odpowiedzi na pytanie  o dwustronnego bezpodstawnego wzbogacenia? Z całą pewnością za dobre rozwiązanie nie można uznać teorii salda wypracowanej przez dawne niemieckie orzecznictwo. Przypomnijmy: zakłada ona dokonanie potrącenia przez sąd dwóch przeciwnie skierowanych wierzytelności. Efektem jest wówczas umorzenie obu roszczeń do wartości wierzytelności niższej, co oznacza istnienie i możliwość zasądzenia jedynie różnicy – czyli właśnie salda – obu wierzytelności. Zasadniczą trudnością dla stosowania takiego rozwiązania na gruncie prawa polskiego jest brak podstawy prawnej dla dokonania potrącenia przez sąd. Dlatego nie mogą dziwić ani jego powszechne odrzucenie przez polską naukę prawa, ani gromy ciskane na sądy przez pełnomocników kredytobiorców, kiedy ich żądania na tej podstawie zostaną oddalone. 

Tymczasem rozwiązanie przyjmowane obecnie coraz częściej w orzecznictwie - powszechnie a nieprawidłowo także nazywane teorią salda - to próba znalezienia szczególnego rozwiązania dla szczególnej sytuacji związanej z umową kredytu.  Sytuacji szczególnej ze względu na długość przewidywanego okresu trwania umowy i mnogość spełnianych świadczeń a także ich jednorodzajowość. Z braku lepszego określenia można je nazwać teorią czy koncepcją dynamiczną – w odróżnieniu od statycznego rozwiązania nakazującego rozważanie kondykcji obu stron. Ujęcie dynamiczne zwraca uwagę na art. 409 kc, zgodnie z którym roszczenie o zwrot bezpodstawnego wzbogacenia odpada, jeśli przestał być wzbogacony. Na etapie wykładni systemowej i funkcjonalnej dochodzimy do wniosku, że jedną z przyczyn takiej sytuacji może być dokonanie zwrotnego przesunięcia majątkowego w postaci innego nienależnego świadczenia.      

Skutkiem nieważności wobec stwierdzenia abuzywności klauzuli indeksacyjnej (to samo dotyczy nieważności umowy sprzecznej z ustawą) było uznanie, że spełnione przez kredytobiorcę świadczenia nie miały oparcia w łączącej strony umowie. Nie oznacza to jednak, że uzyskane w ten sposób wzbogacenie banku nastąpiło bez podstawy prawnej.  Na konieczność odróżnienia podstawy prawnej świadczenia i wzbogacenia zwracano od dawna uwagę w doktrynie (np.  W. Serda, Nienależne świadczenie, Warszawa 1988, s. 40). Choć zwolennicy teorii dwóch kondycji zdają się to pomijać, do nienależnego świadczenia stosuje się przepisy o bezpodstawnym wzbogaceniu, a więc i art. 409 kc. A zatem może się okazać, że w nienależne (z  racji nieważności umowy) świadczenie strony, która uzyskała wzbogacenie jako pierwsza, staje się wzbogaceniem należnie uzyskanym przez drugą stronę, która sama jako pierwsza dokonała świadczenia na podstawie tej samej nieważnej umowy.  Można wręcz twierdzić, że świadczenie kredytobiorcy w postaci raty płaconej na podstawie nieważnej kredytu spowoduje wygaśnięcie w odpowiedniej części jego długu z tytułu otrzymania bezpodstawnego wzbogacenia w postaci wypłaconego kredytu.  Jeśli strony wzajemnie dokonywały świadczeń w tej samej walucie, to bank będzie wzbogacony dopiero po spłacie nominalnej wartości kredytu i dopiero wówczas można zasądzić od niego kwotę nadpłaty jako bezpodstawnego wzbogacenia. Efekt finalny sprowadza się do obliczenia różnicy wierzytelności – czyli znowu salda – i stąd zapewne myląca nazwa koncepcji.

 


 

Czy koncepcja dynamiczna ma podstawę prawną?

Wbrew pozorom i twierdzeniom zwolenników rozwiązania statycznego – tak. Za uzasadnienie roszczeń z bezpodstawnego wzbogacenia nie można uznać jedynie słuszności. Służą one wyrównaniu przesunięć majątkowych, które nie znajdują oparcia w procedurach uznanych przez państwo za legitymizujące, ich funkcją jest oddanie każdemu, co mu się należy według ocen pozytywnego porządku prawnego (tak uważają P. Księżak Bezpodstawne wzbogacenie. Art. 405-411 KC. Komentarz, Warszawa 2007 s. 6, W Serda Nienależne świadczenie, Warszawa 1988, s. 14, R. Trzaskowski Komentarz do art. 405 KC, teza 1 do art. 405, Lex). Nie chodzi zatem o realizację poszczególnych roszczeń, jakie powstają w określonym stanie faktycznym, ale o zapewnienie równowagi majątkowej sprzed zdarzenia dającego się określić jako bezpodstawne wzbogacenie. Taki wniosek płynie już z art. 405 kc, który w pierwszej kolejności przewiduje zwrot korzyści w naturze, zaś dopiero w razie niemożliwości takiego przesunięcia nakazuje zapłatę sumy pieniężnej.

Kolejny argument to analogia z art. 408 § 3 kc. Jeżeli żądający wydania korzyści jest zobowiązany do zwrotu nakładów, sąd może zamiast wydania korzyści w naturze nakazać zwrot jej wartości w pieniądzu z odliczeniem wartości nakładów, które żądający byłby obowiązany zwrócić. Ten przepis reguluje sytuację, w której obie strony są zobowiązane wobec siebie i pozwala na rozstrzygnięcie sprowadzające się do najmniejszego mniejszego przesunięcia majątkowego zapewniającego równowagę sprzed bezpodstawnego wzbogacenia. Zamiast nakazywać zwrot nieruchomości wartej 100 000 zł zabudowanej przez wzbogaconego budynkiem za 200 000 zł i zasądzać w przeciwną stronę zwrot 200 000 zł wartości budynku jako nakładu, ustawodawca zezwolił na zapłatę 100 000 zł od wzbogaconego na rzecz zubożonego, co przywraca naruszoną równowagę majątkową. Nie tylko moim zdaniem ten przepis wystarczająco wskazuje intencje ustawodawcy.

Dynamicznej wykładni art. 409 kc nie przekreśla poszanowanie woli stron, które przecież świadcząc wskazywały tytuł swojego świadczenia. Upadek umowy – niezależnie od tego kiedy nastąpił – czyni te oświadczenia bezprzedmiotowymi. Do rozliczenia pozostaje szereg jednorodzajowych świadczeń spełnionych w toku realizacji nieważnej umowy, przy czym nie ma  wskazań, jaki sposób ich zaliczenia przewidzieli wzajemni wierzyciele. Taki stan faktyczny jest zbliżony do sytuacji posiadania kilku długów przez dłużnika i spełnianie świadczeń bez wyrażenia przez kogokolwiek woli, na który dług ma zostać zaliczone. Należy zatem przez analogię zastosować art. 451 § 3 kc i po zniweczeniu  oświadczenia dłużnika lub wierzyciela spełnione świadczenie zaliczyć przede wszystkim na poczet długu wymagalnego, a jeżeli jest kilka długów wymagalnych - na poczet najdawniej wymagalnego. Ten przepis przyznaje sądowi kompetencję do następczego zaliczenia spełnionych świadczeń w razie braku stosownych decyzji stron w sposób zakładający racjonalność ich działania. Dlaczego nie postąpić analogicznie przy świadczeniach z nieważnej umowy? Przecież jeśli powód dochodzi roszczenia z tytułu nienależnego świadczenia w pieniądzu i zarazem wykazuje częściowe zaspokojenie tego roszczenia poprzez zapłatę otrzymaną w tym celu od pozwanego, to żaden sąd nie uwzględni powództwa w całości – nawet jeśli pozwany nie powoła się na tę okoliczność.

Uwzględnianie spłat dokonywanych przez kredytobiorcę jako wykonanie nieważnej umowy kredytowej jest niezbędne dla określenia minimalnego przesunięcia zapewniającego powrót do równowagi majątkowej stron. Innymi słowy spłaty dokonane po otrzymaniu kwoty kredytu na podstawie nieważnej umowy należy traktować jako zużycie uzyskanej korzyści prowadzące do utraty (przynajmniej w części) uzyskanego wzbogacenia. To zaś w świetle art. 409 kc prowadzi do wniosku, że w takiej sytuacji zwrotowi jako nienależne mogą podlegać dopiero wpłaty kredytobiorcy, których suma przekroczyła kwotę udzielonego kredytu. Z arytmetycznego punktu widzenia oznacza to odjęcie jednego świadczenia od drugiego – tak samo jak w teorii salda. Ale tym razem znajdujemy podstawę prawną do takich obliczeń

           

Kiedy frank będzie równy złotówce?

Sytuacja staje się bardziej złożona, jeśli strony spełniały świadczenia w różnych walutach. Zgodnie z art. 358 § 1 kc (w brzmieniu obowiązującym od 24 stycznia 2009 r.) zobowiązanie wyrażone walucie obcej może spełnić świadczenie w walucie polskiej, chyba że ustawa, orzeczenie sądowe lub czynność prawna zastrzegają spełnienie świadczenia w walucie obcej. Dokonanie zapłaty w walucie polskiej przeliczonej po kursie średnim NBP z danego dnia na walutę obcą zwalnia zatem dłużnika z zobowiązania. Mimo kilku zmian w treści tego przepisu nadal nie wprowadzono kodeksowej regulacji, która pozwalałaby na zaliczenie spłaty w walucie obcej na poczet świadczenia wyrażonego w walucie polskiej bez zgody wierzyciela. Należy zatem uznać, że zapłata w walucie obcej nie ma waloru zwolnienia z zobowiązania wyrażonego w walucie polskiej (tak wskazał SN w wyroku z 16 września 2016 r. w sprawie IV CSK 75/11).

Ścisłe wykazanie wartości bezpodstawnego wzbogacenia w postaci świadczenia w walucie jest niemożliwe – nie tyle z racji niemożności dokonania skomplikowanych wyliczeń (gdzie można skorzystać z pomocy biegłego) – co ze względu na zmienność kursów w czasie oraz występowanie w obrocie dwóch kursów, tj. kursu kupna i sprzedaży. Abstrahując od wysokości różnicy kursowej kredytobiorcy nabywając walutę szwajcarską musieli zapłacić cenę sprzedaży np. w kantorze internetowym. Uzyskując kwotę w CHF bank może zwolnić się ze swoich zobowiązań wyrażonych w CHF bez potrzeby ponownego przeliczania ich na złotówki. Jeżeli jednak zobowiązanie wobec banku wyrażone jest w walucie polskiej, powstaje pytanie o wartość świadczenia kredytobiorcy, sprowadzające się do pytania po jakim kursie należałoby zaliczać wpłacone franki na poczet zobowiązania wobec banku. Skoro bank posiada określoną kwotę w CHF, musi je sprzedać w zamian za złotówki – a więc po kursie kupna. W przeciwnej sytuacji (zapłata złotówkami zobowiązania wyrażonego w CHF) pozwala na przyjęcie kursu średniego NBP.

 


Dla sądu rozwiązanie jest proste. Zgodnie z art. 322 kpc jeżeli w sprawie o zwrot bezpodstawnego wzbogacenia sąd uzna, że ścisłe udowodnienie wysokości żądania jest niemożliwe lub nader utrudnione, może w wyroku zasądzić odpowiednią sumę według swej oceny, opartej na rozważeniu wszystkich okoliczności sprawy. W rozważanej tu sytuacji spłaty bezpodstawnego wzbogacenia określonego w złotówkach poprzez świadczenia w innej walucie zachodzi metodologiczna niemożliwość wykazania wysokości żądania opartego o przepisy o bezpodstawnym wzbogaceniu. Zastosowanie tego przepisu jest więc dopuszczalne. Natomiast skoro bezpodstawne wzbogacenie zachodziło po obu stronach, dla ustalenia kwoty do zasądzenia na rzecz kredytobiorców niezbędne będzie określenie, kiedy ustał stan bezpodstawnego wzbogacenia ich po stronie: wszelkie kwoty świadczone po tej chwili będą stanowić bezpodstawne wzbogacenie po stronie banku. Należy zatem postawić pytanie: po uiszczeniu jakiej kwoty wpłat w CHF świadczenie powodów spełniane bez podstawy prawnej doprowadziłoby do stanu, w którym bank uzyskiwał wzbogacenie bezpodstawne, bo przekraczające wartością kwotę wypłaconego kredytu.

W realiach umowy kredytu nie można pominąć okoliczności, że bank prowadzi działalność gospodarczą w znacznych rozmiarach, opierającą się o tysiące klientów i miliony transakcji, w których uczestniczy nie tylko jako wierzyciel, ale i jako dłużnik. Z całą pewnością bank posiadał i nadal posiada zobowiązania w walucie CHF. Na skutek wpłat kredytobiorcy dokonanych w CHF bank uzyskał już od chwili dokonania wpłaty możliwość zwolnienia się z własnych długów. Dlatego dla określenia wartości wpłat pozwalających na stwierdzenie stanu bezpodstawnego wzbogacenia po stronie pozwanego należy używać kursów odzwierciedlających wartość waluty w dacie dokonywania poszczególnych płatności.

Z drugiej strony należy mieć na uwadze, że w obrocie (np. na rynku międzybankowym) nikt nie ustala kursu dziennego, ale w zależności od sytuacji rynkowej kursy tej samej pary walutowej zmieniają się kilkanaście razy na minutę, co daje dzienne wahania przekraczające nawet kilku procent. W takiej sytuacji niezbędne staje się przyjęcie kursu nawet ustalanego arbitralnie, ale dającego w dłuższej perspektywie czasowej przybliżoną informację o rynkowych tendencjach kursu i możliwość oszacowania danego dnia wartości waluty w złotych. Takie wymogi spełnia kurs średni NBP danej waluty.

A zatem na podstawie art. 322 kpc sąd powinien uznać, że o bezpodstawnym wzbogaceniu banku można mówić dopiero wówczas, gdy wartość rat kredytu spłaconych w CHF i przeliczonych na złotówki po kursie średnim NBP z daty spłaty każdej raty, powiększona o kwotę wpłaconą w złotówkach, przekroczy kwotę wypłaconego kredytu. Jeśli ostatecznie łączna wysokość wpłat w PLN i CHF  nie przewyższa wartością uzyskanej wypłaty, to powództwo o zapłatę zostanie oddalone.

Czy teoria dynamiczna ma wady?

Główna polega na tym, że nie można jej znaleźć w pracach prof. Ohanowicza ani nawet piszącej pół wieku później prof. Łętowskiej. Jeden arkusz drukarski, do jakiego rozrósł się ten esej, to zdecydowanie zbyt mało, aby przeprowadzić wszechstronną analizę problemu. Ale na swoją obronę przypomnę, że o teorii dwóch kondykcji w polskiej nauce prawa łącznie nie napisano nawet tyle (sic!). Natomiast w nauce niemieckiej pojawiło się zbliżone rozwiązanie pod nazwą faktycznego stosunku synallagmatycznego. Nie tylko polscy prawnicy odznaczają się upodobaniem do klasycznych form i tradycyjnych rozwiązań, toteż pewna obawa przed nowym nie powinna dziwić.

Druga wada – ograniczone zastosowanie -  może okazać się zaletą. Przedstawione tu rozwiązanie w pierwszym rzędzie nadaje się do rozstrzygania sporów o świadczenia jednorodzajowe, np. pieniężne.  Można je zastosować niezależnie od przyczyny, dla jakiej upadła umowa – czy jest nią nieważność bezwzględna, czy unieważnienie na mocy orzeczenia sądowego. Odpada problem przedawnienia, zaś w przypadku umowy kredytu zawartej z udziałem konsumenta utrudnienia związane z potrącaniem. Wreszcie zastosowanie teorii dynamicznej daje z ekonomicznego punktu widzenia sankcję kredytu darmowego (przynajmniej z punktu widzenia kredytobiorcy), która bardziej zasługuje na miano proporcjonalnej niż obowiązek zwrotu całości spełnionych świadczeń . W bonusie można zaoszczędzić jedno lub dwa postępowania sądowe – prowadzone z powództwa banku, a więc w razie przegranej wiążące się ze znacznymi kosztami.

Zastosowanie tej teorii jest tak samo proste jak rozwiązania konkurencyjne. Wzbogacenie uzyskane na skutek wypłaty kredytu zmniejsza się z każdą wpłatą raty lub innym zbliżonym zdarzeniem (jak spłata przez Skarb Państwa, który wywłaszczył przedmiot zabezpieczenia). Oceniane na chwilę zamknięcia rozprawy daje jedną kwotę do zasądzenia.

 

Co na to Sąd Najwyższy?

Rozpocząłem od wyrazów uznania dla dostosowania w uchwale z 15 września 2020 r. wykładni klasycznego przepisu art. 321 kpc do nowego problemu, ale nie zawsze sąd powszechny ma szczęście uzyskać taką odpowiedź. W uzasadnieniu  drugiej uchwały podjętej tego samego dnia (III CZP 80/19) a dotyczącej dla odmiany stosunkowo nowej regulacji art. 12 ust.1 pkt 4 ustawy z 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym Sąd Najwyższy przyjął drogę odmienną. Opierając się na uzasadnieniu projektu ustawy, akapicie z dzieła prof. Ohanowicza poświęconego zbiegowi norm (Warszawa 1963) oraz enigmatycznej doktrynie współczesnej uznał, że ta nowa instytucja to przecież nihil novi sub sole i odmówił powzięcia uchwały w zakresie szczegółowych pytań. Jak można wnosić z tego uzasadnienia nie wpłynęło na nie ani kilkanaście prac naukowych, ani kilkadziesiąt orzeczeń zapadłych na podstawie tego przepisu. Natomiast pytający sąd odwoławczy (przypadkiem również SO w Warszawie) pozostał bez skutecznej pomocy.

Życzyłbym sobie i innym sędziom zajmującym się kredytami frankowymi, żeby tym razem (w spodziewanej uchwale z 16 lutego lub w uchwale pełnego składu Izby Cywilnej) Sąd Najwyższy nie korzystał wyłącznie z zastanych rozwiązań, ale zaproponował własne, przystające do aktualnych problemów poruszanych w bieżącym orzecznictwie. Jeśli jednak jak w przypadku art. 321 kpc zwycięży wykładnia klasyczna - niech to nastąpi po rozważeniu wszystkich możliwych argumentów i ze wskazaniem właściwej drogi, omijającej niebezpieczeństwa zbyt kreatywnej wykładni sędziów okręgowych.

Jesteśmy w środku covidowej zimy i tęsknimy za podróżami,  zatem zamiast puenty pozwolę sobie na luźno z podróżami powiązaną metaforę. Sąd Okręgowy w Warszawie w pytaniu dotyczącym sposobu rozliczenia poprosił o instrukcję obsługi odrzutowca. Miejmy nadzieję, że tym razem Sąd Najwyższy oprze się pokusie sięgnięcia do dzieł Leonarda da Vinci, aby udzielić tyleż prawdziwej co nieprzydatnej odpowiedzi: „Latanie prawdopodobnie jest możliwe”.

Piotr Bednarczyk jest sędzią Sądu Okręgowego w Warszawie