Od 2016 roku samorządy zawiadujące zadłużonymi szpitalami nie muszą już np. przekształcać je w spółki prawa handlowego. Jeśli jednak szpital kończy rok obrotowy ze stratą netto, czyli z długiem, jego dyrektor ma obowiązek sporządzić program naprawczy. To plan poprawy finansów szpitala na najbliższe trzy lata. Plan ten zatwierdzają później władze powiatu lub województwa.

Tylko na podwyżki dla lekarzy potrzebuję 8 mln zł czytaj tutaj>>

Albo naprawianie, albo podwyżki

Taki plan sporządziła m.in. Krystyna Barcik, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy, który 2017 rok zakończył na minusie. Jego zobowiązania wynosiły 7 mln złotych. - Cóż z tego, że sporządziliśmy program naprawczy, realizowaliśmy go przez jakiś czas tego roku z powodzeniem, skoro decyzje rządu o podwyżkach dla lekarzy uderzyły w nasz plan poprawy finansów - mówi Krystyna Barcik.

Będą podwyżki w ochronie zdrowia. Prezydent podpisał ustawę czytaj tutaj>>

Mowa o podwyżkach dla lekarzy, związanych z realizacją art. 4 ust. 3 ustawy, o świadczeniach opieki zdrowotnej, finansowanych ze środków publicznych. Zgodnie z nim specjalista, który zobowiąże się do pracy w jednym szpitalu wykonującym dany zakres usług, nie może pracować już w innym i jego wynagrodzenie zasadnicze  wynosi wówczas 6750 zł miesięcznie.

Fala roszczeń płacowych pracowników może zmieść szpitale czytaj tutaj>>

Wielu lekarzom pensje zasadnicze dzięki tej podwyżce wrosły o ponad 2 tys. złotych. Konsekwencją tego były podwyżki stawek godzinowych za dyżury, na które rząd już nie dał szpitalom pieniędzy.

 


Tylko przewidywalne przychody

-  Sami musimy na to znaleźć środki finansowe, a są one niemałe. Program naprawczy jesteśmy w stanie zrealizować na tę chwilę tylko w odniesieniu do przychodów, jakie przewidzieliśmy na 2017 rok - zaznacza dyrektor Barcik. Przewidywalne było to, że legnicki szpital dostanie o 400 tys. zł więcej na 2017 r. – wynikało to ze zwiększonego kontraktu. Wpłynął na to fakt, że szpital otrzymał akredytacje jakościowe m.in. za laboratoria.

Zaś minister zdrowia wskazuje, iż pieniądze m.in. na podwyżki za dyżury, dyrektorzy szpitali powinni  na razie wygospodarować z ryczałtów jakie otrzymują z NFZ.

- Skutki finansowe wynikające z podwyższenia pensji zasadniczej a dotyczące pozostałych składników wynagrodzenia i pochodnych od tych składników leżących po stronie pracodawców,  szpitale poniosą w ramach środków uzyskiwanych z realizacji umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej. Koszty te będą pokryte ze zwiększonej wyceny świadczeń medycznych - zaznacza Krzysztof Jakubiak, rzecznik prasowy ministra zdrowia. Zastrzega też, że pieniądze na podwyżki dotyczące zarówno wynagrodzenia zasadniczego, jak i wszystkich pochodnych, NFZ wkrótce przekaże placówkom medycznym.

Na razie szpitale nie dopinają jednak budżetów. - Ryzyka zewnętrzne, związane z prowadzeniem działalności szpitalnej, nigdy jeszcze nie były tak duże. Przez nie niezwykle ciężko jest szpitalom realizować programy naprawcze. Jeśli któryś dyrektor szpitala planował w tym roku oszczędności na poziomie kadrowym, to właśnie wyszło w jakim był błędzie - mówi Marek Wójcik, ekspert ds. ochrony zdrowia Związku Miast Polskich.

 

Wyższe koszty kadrowe

Już teraz 80 proc. budżetów szpitali konsumują wynagrodzenia. Dodatkowo nowe normy co do obsad pielęgniarek i położnych sprawią, iż szpitale będą musiały zatrudnić więcej kadry pielęgniarskiej.

Dyrektorzy szpitali: Będziemy likwidować łóżka, bo jest za mało pielęgniarek, by spełnić normy zatrudnienia czytaj tutaj>>

- W wielu placówkach programy naprawcze mają szansę być realizowane, zwłaszcza w powiatowych - jeśli postawią one faktycznie na świadczenia potrzebne lokalnej społeczności. Wówczas przyjdą do nich pacjenci, za których zapłaci NFZ - zaznacza Marek Wójcik. Jego zdaniem   ludzie  na pewno będą na coraz większą skalę korzystać z pomocy na oddziałach wewnętrznych, rehabilitacyjnych czy psychiatrycznych. Tymczasem teraz wielu dyrektorów utrzymuje nierentowne porodówki, na których odbywa się jeden poród na dobę. - I to wcale nie menadżerowie chcą trwać przy tym stanie rzeczy, ale upierają się przy tym  samorządowcy - zaznacza Marek Wójcik.

To nie koniec czynników zewnętrznych jakie uderzą w szpitale, bo w 2019 roku wzrasta minimalne wynagrodzenie za płacę czy składka emerytalna. Szpitale będą musiały na to wyłożyć pieniądze.