Józef Kielar: Szpitale są zadłużone na ponad 17 mld zł, brakuje im lekarzy i pielęgniarek, narzekają na niedostateczne finansowanie świadczeń zdrowotnych itd. Tymczasem minister zdrowia ocenił projektowaną ustawę o poprawie efektywności szpitalnictwa jako konstytucję dla szpitali, która na lata określi zasady ich funkcjonowania. Czy nie jest to zbyt optymistyczna opinia?

Bernadeta Skóbel: W projekcie ustawy o modernizacji i poprawie efektywności szpitalnictwa nie określono ani zasad funkcjonowania szpitali ani zasad ich finansowania. Jest to kolejna z wielu podejmowanych w poprzednich latach prób restrukturyzacji zadłużenia podmiotów szpitalnych. Co prawda w tytule projektu jest mowa o poprawie efektywności szpitalnictwa, a w art. 5 wyznaczone są bardzo ambitne cele, ale dalej odnosząc się już do kolejnych przepisów, nie ma rozwiązań, które w sposób trwały pozwoliłyby na poprawę sytuacji finansowej podmiotów leczniczych. Propozycje odnoszące się do tworzenia planów rozwojowych czy planów naprawczo-rozwojowych cechuje wręcz pewna naiwność - na zarządzających szpitalami próbuje się przerzucić zadania związane z organizacją systemu, nie dając przy tym żadnych instrumentów, które pozwalałby takie funkcje przejąć. Przykładowo, w planie rozwojowym mają się znaleźć propozycje oraz zakres współpracy z innymi podmiotami szpitalnymi, w tym w kwestii koncentracji zasobów ludzkich oraz świadczeń opieki zdrowotnej i konsolidacji funkcji medycznych. Ale nie ma żadnego systemu zachęt do podjęcia takiej współpracy. I tutaj można postawić pytanie – jaki interes może mieć podmiot zakwalifikowany do kategorii A w podjęciu współpracy z sąsiadującym z nim szpitalem zakwalifikowanym do kategorii C czy D? W mojej ocenie nie będzie miał żadnego interesu. To samo będzie dotyczyło podejmowania decyzji o ewentualnych inwestycjach mających poprawić jakość udzielanych świadczeń. Przyjęte wskaźniki służące kategoryzacji szpitali nie sprzyjają podejmowaniu tego typu decyzji wydatkowych.

Czytaj w LEX: Ustawa o modernizacji i poprawie efektywności szpitalnictwa - co zakłada projekt? >

Warto pamiętać, że jeżeli ta ustawa wejdzie w życie, to będzie jednym z setek aktów prawnych odnoszących się do sektora szpitalnego i systemu ochrony zdrowia w ogóle. Otoczenie i prawne i finansowe w jakich funkcjonują podmioty szpitalne jest zmienne i niepewne a ten projekt nie wprowadza żadnych rozwiązań, które mogą temu przeciwdziałać.

Proszę przypomnieć na jakie kategorie – zgodnie z planowaną ustawą – będą dzielić się szpitale i jaką pomoc mogą liczyć ze strony Agencji Rozwoju Szpitali?

W projekcie wyróżniono:

  • kategorię A – podmiot w dobrej sytuacji ekonomiczno-finansowej,
  • kategorię B – podmiotu wymagający wdrożenia działań optymalizacyjnych,
  • kategoria C – podmiot wymagający wdrożenia działań naprawczorozwojowych,
  • kategorię D – podmiot szpitalny wymagający pilnego wdrożenia działań naprawczorozwojowych,

Kwalifikacja następować ma w oparciu o cztery wskaźniki odnoszące się do sytuacji ekonomicznej podmiotu leczniczego. Agencja będzie mogła zapewnić podmiotom szpitalnym – jeżeli chodzi o wsparcie finansowe - pożyczki z możliwością częściowego umorzenia, finansowanie bezzwrotne oraz instrumenty poręczeniowe. W projekcie ustawy jest też mowa o zapewnieniu wsparcia eksperckiego, doradztwa merytorycznego oraz organizacji i koordynowanie wspólnych zakupów.

Czytaj też: Projekt ustawy o modernizacji szpitalnictwa pod lupą >

 

Agnieszka Bukowska-Piestrzyńska, Tomasz Adam Karkowski, Michał Banaś

Sprawdź  
POLECAMY

Zdaniem wielu ekspertów powołanie ARS jest próbą centralistycznego zarządzania. Jakie to może spowodować negatywne konsekwencje? Przecież większość instytutów nadzorowanych przez Ministerstwo Zdrowia instytutów przynosi straty...

Już dzisiaj mamy bardzo mocno scentralizowany system zarządzania ochroną zdrowia, który przejawia się m.in. w coraz większym ograniczaniu roli oddziałów Narodowego Funduszu Zdrowia, wzmacnianiu pozycji ministra zdrowia, ale również w pewnym zakresie wojewodów jako organów administracji rządowej w województwie. Te zmiany są wprowadzane sukcesywnie od wielu lat i jak dotąd w żaden sposób nie przełożyły się na poprawę stanu rzeczy, a po wprowadzeniu sieci szpitali wręcz można było zaobserwować nagłe załamanie sytuacji finansowej szpitali. Jeżeli zatem centralne zarządzanie nie sprawdza się, to dalsze brnięcie w taki model zarządzania systemem wydaje się chybiony. Instytuty badawcze nadzorowane przez ministra zdrowia borykają się z podobnymi problemami jak wszystkie inne podmioty szpitalne – z niedostatecznym finansowaniem i brakami kadrowymi. Trudno tutaj obwiniać osoby zarządzające tymi podmiotami, bo działają w warunkach, na które nie mają większego wpływu. Pomysł stworzenia ARS jest dla przykładem myślenia życzeniowego jaki czasem spotykamy w administracji publicznej – mamy zdefiniowany problem, więc powołajmy zależny podmiot do obsługi tego problemu. Oczywiście problem nie zostaje rozwiązany, ale odpowiedzialność za ewentualne fiasko nie będzie obciążała polityków.

Czytaj też: Zastosowanie narzędzi jakościowych w zarządzaniu szpitalem >

Jest pani współautorką analizy dotyczącej finansowania szpitali. Wynika z niej, że tylko 24 placówki kwalifikują się do najwyższej klasy A. Dlaczego tak mało?

To i tak nie najgorszy wynik. Braliśmy pod uwagę dane za 2020 r., który z uwagi na Covid-19 nie był typowym rokiem, również jeżeli chodzi o finansowanie świadczeń opieki zdrowotnej. Warto pamiętać, że niemal wszystkie szpitale powiatowe są szpitalami sieciowymi, co oznacza, że mają ograniczone możliwości generowania tzw. nadwykonań. Innymi słowy większa liczba zrealizowanych świadczeń finansowanych w ramach ryczałtu nie przekłada się na wzrost ich finansowania. Jeżeli mamy typowy szpital powiatowy prowadzący podstawowe oddziały i zabezpieczający w podstawowym zakresie potrzeby lokalnej społeczności, to taki szpital praktycznie nie ma szans znaleźć się w kategorii A. Nie pozwalają na to z jednej strony warunki finansowania, a z drugiej wymogi kadrowe i organizacyjne jakie ten szpital musi spełnić. W kontekście szpitali powiatowych dużo mówi się o tym, że mamy za dużo oddziałów ginekologiczno-położniczych i że nie powinny np. funkcjonować oddziały, na których mamy mniej niż 500 porodów rocznie. Problem w tym, że jeżeli dokonalibyśmy konsolidacji zasobów i np. oddział w jednym szpitalu zamiast 500 przyjmował 1500 porodów, to nadal taki oddział będzie przynosił straty. Jednym z pomysłów na poprawę sytuacji szpitali powiatowych jest też proponowane przez resort tworzenie zakładów opiekuńczo-leczniczych. Problem w tym, że bez podniesienia poziomu finansowania świadczeń taki szpital generowałby większe straty.

Czytaj też: Rola zarządzania personelem w kształtowaniu wizerunku podmiotu leczniczego >

Czy szpitale działające w formie spółek prawa handlowego radzą sobie lepiej niż pozostałe placówki?

Spółki prawa handlowego radzą sobie podobnie, a nawet nieco gorzej niż samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej. Oczywiście nie wiemy co by było gdyby podmioty, które działają w tej formie nie przeszły przekształcenia, być może byłby w jeszcze gorszej sytuacji. Niemniej jednak bazując na danych, które posiadamy wyraźnie widać, że sama zmiana modelu zarządzania nie jest wystarczająca do tego by szpital przestał generować straty.

 

 

Czytaj także: Bukiel: Pomysł centralnego zarządzania szpitalami jest dużym błędem>>

Kandydaci na kierowników szpitali mają zdawać egzaminy organizowane przez ARS lub ukończyć studia podyplomowe na kierunku ochrony zdrowia. Znam wielu dyrektorów szpitali, którzy swoją wiedzą mogą przewyższać egzaminatorów. Czy nie jest to absurd?

W projekcie ustawy przewidziano, że studia podyplomowe MBA mają spełniać warunki określone w art. 122 projektu. Wielu dyrektorów szpitali ma ukończone studia MBA w ochronie zdrowia nie spełniające tych wymagań, co już jest problematyczne. Druga bardziej istotna kwestia dotyczy tego, że brak jest danych potwierdzających, iż ukończenie studiów odpowiadających standardom przyjętym w projektowanej ustawie ma przełożenie na dobrą kondycję finansową podmiotów szpitalnych. W mojej ocenie ta kwestia w ogóle nie została zbadana przez autorów projektu. Mnie - bardziej niż wysokie wymogi w stosunku do dyrektorów szpitali – uderza propozycja dotycząca wymogów w zakresie doświadczenia wobec nadzorców zatrudnianych przez ARS. Przypomnę, w projekcie wskazano, że osoby takie mają posiadać co najmniej roczne doświadczenie zawodowe w obszarze ochrony zdrowia - nie wiadomo na jakim stanowisku. Osobom, które mają doradzać dyrektorom szpitali stawia się tak niskie wymagania. To jest absurd.

Czytaj: Egzamin na szefa szpitala to wotum nieufności dla dobrych dyrektorów>>

Jak pani ocenia poziom finansowania ochrony zdrowia w Polsce na tle innych krajów unijnych?

Tutaj liczby mówią niestety same za siebie – jesteśmy w ogonie Europy, niezależnie od tego czy badamy nakłady w stosunku do PKB, nakłady nominalne czy nakłady per capita z uwzględnieniem siły nabywczej pieniądza. Obecnie retoryka Ministerstwa Zdrowia idzie w tym kierunku, że to nieudolność zarządzających szpitalami ma decydujący wpływ na sytuację finansową podmiotów leczniczych. Tymczasem, jeżeli zarządzający szpitalami pracują w warunkach wiecznego zarządzania sytuacją kryzysową, dysponując przy tym wielokrotnie niższymi środkami i zasobami niż mają do dyspozycji ich koledzy na zachodzie Europy, to taka ocena ich poczynań jest skrajnie niesprawiedliwa.