Ekonomiści stanowią 41 proc. kadry zarządzających szpitalami, 19 proc. to lekarze, 11,7 proc. – to prawnicy, a 27 proc. ma inne wykształcenie, np. psychologiczne, informatyczne. Są też fizycy, socjologowie oraz filolodzy. Tak wynika z badania ankietowego przeprowadzonego wśród 196 menedżerów. To duża zmiana. Niecałe 10 lat temu, w 2012 roku te proporcje wyglądały całkiem inaczej. 63 proc. dyrektorów miała wykształcenie medyczne, 10 proc. ekonomiczne, a 6 proc. prawnicze. Tak wynikało z badań Marcina Kautscha i Sylwii Sobieralskiej z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jak jednak wskazują eksperci, to nie wykształcenie jest ważne, ale doświadczenie, a przede wszystkim cechy lidera i podejście właściciela. To, kto stoi na czele szpitala jest ważne w kontekście zmian planowanych przez Ministerstwo Zdrowia. 

Czytaj w LEX: Reforma szpitalnictwa krok po kroku >

 

Co planuje resort zdrowia

- Skoro przy istnieniu identycznych warunków funkcjonowania na danym rynku część podmiotów potrafi prowadzić swoją działalność w sposób efektywny finansowo, a inne nie – istotną zmienną jest sposób zarządzania. Restrukturyzacja podmiotów leczniczych nie odniesie spodziewanego, długofalowego pozytywnego efektu, bez zapewnienia menedżerów ochrony zdrowia odpowiednio przygotowanych i zweryfikowanych przed powierzeniem funkcji kierowniczych oraz ustawicznie doskonalących swoje umiejętności – czytamy w założeniach reformy podmiotów leczniczych przygotowanych przez resort. A zgodnie z nimi kierownikiem podmiotu leczniczego będzie mogła zostać osoba, która posiada: 

  • wykształcenie wyższe;
  • wiedzę i doświadczenie dające rękojmie prawidłowego wykonywania obowiązków kierownika;
  • co najmniej pięcioletni staż pracy na stanowisku kierowniczym albo co najmniej 3 letni staż pracy na stanowisku kierowniczym w podmiocie leczniczym;
  • pełną zdolność do czynności prawnych i nie została prawomocnie skazana za przestępstwo popełnione umyślenie.

Przede wszystkim jednak kandydat na szefa szpitala będzie musiał zdać państwowy egzamin uprawniający do zajmowania stanowiska kierownika podmiotu leczniczego organizowany przez Agencję Rozwoju Szpitali lub ukończyła studia podyplomowe na kierunku MBA w ochronie zdrowia. Organizuje je m.in. Wyższa Szkoła Bankowa, Uczelnia Łazarskiego czy Szkoła Główna Handlowa, wspólnie z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym.

Czytaj w LEX: Zarządzaj jakością w szpitalu krok po kroku z LEX >

Z osób, które spełniają powyższe kryteria utworzony zostanie korpus kadry menedżerskiej, z zasobów której pochodzić będą musieli kandydaci na kierowników konkretnych podmiotów leczniczych. Ponadto kierownik podmiotu restrukturyzowanego będzie musiał uczestniczyć w tzw. Akademii Menadżera z obowiązkiem zdobycia 70 proc. punktów za udział w szkoleniach.

Czytaj w LEX: Zasady współpracy w placówce opieki medycznej w celu zapewnienia jakości >

Kto obecnie zarządza szpitalami

Znając plany resortu, Polska Federacja Szpitali przeprowadziła badanie ankietowe, by dowiedzieć się, kto zarządza placówkami.
- Chcieliśmy zobaczyć, w jakim stopniu polscy dyrektorzy są menedżerami z bogatym doświadczeniem, znajomością sytuacji rynkowej, odbytymi licznymi kursami oraz z certyfikatami i dyplomami w zakresie zarządzania placówkami medycznymi – mówi prof. Jarosław F. Fedorowski, prezes PFS. Co pokazały ankiety? Szpitalami rządzą ekonomiści, a  większość z nich się dokształca. Studia podyplomowe dotyczące zarządzania ochroną zdrowia, ukończyło 78,5 proc. ankietowanych. Ponadto 53,7 proc. wcześniej zarządzało innymi podmiotami, np. spółką, pogotowiem ratunkowym, stowarzyszeniem. Na pytanie, czy korpus certyfikowanych menadżerów szpitali to dobry pomysł, 28 ankietowanych odpowiedziało, że beznadziejny, 59, że słaby, 41 nie ma zdania, 45 oceniło go jako dobry, a 23 za świetny! A jak pomysł resortu i podejście do zarządzaniami szpitalami oceniają eksperci?

Co decyduje o tym, że szpital ma dobrego szefa?

Eksperci nie mają wątpliwości, że podstawowy wpływ na szefostwo szpitala ma…  właściciel, choć nie tylko. - W mojej opinii podstawowy wpływ na szefostwo szpitala mają warunki pracy i otoczenie, w tym oczywiście nadzór właścicielski ale także dostępność podstawowych narzędzi zarządczych w obszarze kadrowym i płacowym oraz koordynacja lub jej brak z okolicznymi podmiotami leczniczymi, także POZ, AOS, ZOL. - uważa Jarosław F. Fedorowski. Dlatego jego zdaniem certyfikacja czy licencjonowanie nie poprawi jakości zarządzania.  - Jest to potrzebne wtedy, gdy np. przeważająca liczba osób nie posiada odpowiednich kwalifikacji, co nie ma miejsca obecnie w Polsce – podkreśla. Jego zdaniem menedżerowie polskich szpitali radzą sobie znakomicie. - Nie ustępują kolegom w krajach Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych, którym - mimo dysponowania 8-10-krotnie większymi budżetami - nierzadko z trudem przychodzi wiązanie końca z końcem. Problemem jest to, że szpitalami kierują odpowiednio wykwalifikowani menedżerowie, ale ich pracę nadzorują, m.in. w samorządach i radach społecznych osoby nie zawsze merytorycznie do tego przygotowane - podkreśla prof. Fedorowski.

Czytaj w LEX: Zarządzanie ryzykiem w placówce medycznej >

Podobnie, choć inaczej na problem patrzy dr Robert Mołdach, prezes Instytutu Zdrowia i Demokracji. – Jeśli certyfikacja byłaby mądrze zrealizowana, nie mam nic przeciwko. Tak samo certyfikujemy lekarzy czy pilotów. Jednak to nie musi wiele zmienić – tłumaczy. Dlaczego?  - Najwięcej zależy od właściciela. Zarząd czy dyrekcja realizują strategię właścicielską, a przede wszystkim to właściciele decydują, kto stanie na czele szpitala – podkreśla dr Mołdach. Jego zdaniem dobry właściciel chce mieć na swoim pokładzie zespół kompetentnych ekspertów w danej dziedzinie:  medycyny, zarządzania, finansów, prawa, potrafiących myśleć strategicznie i tworzących zespół zdolny tę strategię wdrażać. – Który z nich zostanie liderem powinno zależeć od osobowości, oczekiwanego stylu zarządzania, bo o sukcesie nie decyduje ukończony kierunek studiów. W obecnym czasie bardziej potrzebujemy liderów mających wizję, niż zarządzających operacyjnie. I to nie oznacza, że ekonomista nie ma wizji, a lekarz nie zna się na ekonomii. Podstawą jest znajomość systemu i posiadanie wizji rozwoju. Taka osoba powinna stać na czele zespołu osób z różnymi kompetencjami – podkreśla Mołdach

Czytaj w LEX: Akredytacja w ochronie zdrowia >


Ogłoszenia bez wizji

Przeanalizowaliśmy więc kilka ostatnich konkursów na dyrektora m.in. Szpitala Klinicznego im. dr. Józefa Babińskiego  w Krakowie, Szpitala Powiatowego w Opocznie i Szpitala Specjalistycznego MSWIA w Otwocku. W każdym są ustawowe wymogi, czyli: wykształcenie wyższe, posiadanie wiedzy i doświadczenia dającego rękojmię prawidłowego wykonywania obowiązków kierownika,  posiadanie co najmniej pięcioletniego stażu pracy na stanowisku kierowniczym albo ukończone studia podyplomowe na kierunku zarządzanie i co najmniej trzyletni staż pracy. Zarząd Powiatu Opoczyńskiego dodatkowo wymaga przedstawienia pisemnej koncepcji funkcjonowania placówki, a Zarząd Województwa Małopolskiego koncepcję pracy na stanowisku. MSWiA nie ma aż takich wymagań. - Inaczej napisałbym takie ogłoszenie – ocenia dr Robert Mołdach. -  Jako warunek przystąpienia do konkursu chciałbym przedstawienia wizji rozwoju, bo w sektorze komercyjnym, gdy się zatrudnia prezesa spółki, to jest to pierwsze podstawowe pytanie. W CV natomiast powinno być pokazane, co w tym zakresie kandydat osiągnął na innych stanowiskach. Zatrudniamy bowiem ludzi wedle ich DNA, a nie wykształcenia. Oczywiście należy mieć bazowe kompetencje, ale wiedzę szczegółową można nabyć, a DNA zmienić się nie da. Wyliczanka kierunków studiów, kursów, ma drugorzędne znaczenie. Ważne jest podejście do firmy, zaangażowanie, kultura. Tego nie jesteśmy w stanie zmienić. I szef firmy musi mieć DNA rozwoju, ma być gotowy na przełamywanie problemów – kwituje dr Mołdach.

Czytaj w LEX: Wspólne przetargi na zakup leków przez szpitale >