- Kochani, chodźmy na spacer. Przejdźmy się ulicami Warszawy – zaczął manifestację jeden z lekarzy. - Głośno skandujmy hasła i pokazujmy jak bardzo zależy nam na porządnym systemie opieki zdrowotnej w Polsce - zachęcał.

Manifestacja lekarzy rozpoczęła się 1 czerwca po godz. 13. Spod siedziby Ministerstwa Zdrowia przemaszerowali pod Sejm. Przypomnijmy, że jak zapowiadał lekarz Bartosz Fiałek z Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, tym razem nie walczą oni o podwyżki, ale o poprawę systemu opieki zdrowotnej.

 


Chodzi o to, by zdrowie było priorytetem

Protest otwierał transparent: "6,8 proc. PKB na zdrowie". Demonstranci nieśli również inne transparenty: "W sieci szpitale umierają po cichu", "Stop śmierci w kolejkach", "Zmęczony lekarz = żaden lekarz", "Krótsza kolejka = dłuższe życie", "Wszyscy jesteśmy pacjentami", "Dość oszczędności na zdrowiu i godności", lekarze nieśli czerwone baloniki w kształcie serca i krzyczeli m.in.: "Pozwólcie nam leczyć w Polsce" i "Powiedz lekarzu, gdzie wyjedziesz po stażu".

Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej prof. Andrzej Matyja przemawiając pod Sejmem powiedział, że jest na demonstracji z poczucia obowiązku wobec lekarzy i pacjentów. - Od dawna wiadomo, że zdrowie to nie koszt - to wspaniała inwestycja - mówił.

Matyja dodał też, że nakłady to nie wszystko. Apelował, aby nie skłócać lekarzy z pacjentami. - Idziemy w jednym szeregu - podkreślał.

Łukasz Jankowski z Porozumienia Rezydentów zaznaczył, że protest jest apolityczny i dlatego odbywa się po wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Przemawiający podkreślali, że zdrowie powinno być priorytetem nie tylko tego, ale i każdego rządu. Krzysztof Bukiel zabierając głos pod Sejmem zwracał się do polityków. - Pacjenci w Polsce w kolejkach do leczenia umierają, lekarze na dyżurach w Polsce umierają - mówił. Dodał, że nie jest to slogan, ale prawda. Zarzucił też prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu i rządowi Mateusza Morawieckiego, że przeznacza 40 mld zł obiecane w kampanii wyborczej do PE na inne cele niż podwyżka nakładów na służbę zdrowia.

Bukiel ocenił też, że z badań wynika, że Polacy chcą, by rząd przeznaczał więcej środków na ratowanie życia i zdrowia. Protestujący złożyli w biurze podawczym Sejmu projekt petycji ws. podniesienia nakładów na opiekę zdrowotną do 6,8 proc. PKB.


NFZ daje 700 mln zł, a szpitale powiatowe potrzebują 2 miliardy - czytaj tutaj>>

MZ: Nakłady rosną

Do protestujących wyszedł wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński. W rozmowie z dziennikarzami powiedział, że w ostatnich latach wzrosło finansowanie ochrony zdrowia, które - jak mówił - zostało przeznaczone m.in. na zmniejszenie kolejek. - Obiecaliśmy 6 proc. PKB w 2024 roku i tak jak we wszystkich innych przypadkach, rząd Prawa i Sprawiedliwości dotrzyma słowa - podkreślił. - Walczymy też o to, aby w Polsce było też więcej lekarzy, o 50 proc. więcej miejsc na studiach lekarskich. Wszyscy wiemy, że wykształcenie lekarza to jest kwestia 10 lat, więc wiemy, że nie wydarzy się to z dnia na dzień - mówił Cieszyński.

Niespełnione obietnice

Przypomnijmy, że w lutym ubiegłego roku Porozumienie Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (PR OZZL) podpisało porozumienie z Ministrem Zdrowia. Zakładano w nim m.in.: podwyżki dla rezydentów i specjalistów, którzy zobowiążą się, że będą dyżurować tylko w jednym szpitalu. Te podwyżki zostały zrealizowane, jednak związki zawodowe lekarzy 1 czerwca organizują manifestację lekarzy. Podkreślają, że czują się oszukani, bo tzw. ustawa 6 proc. (zakładająca wzrost nakładów na ochronę zdrowia do 6 proc. w 2024 r. ) nie zostanie zrealizowana zgodnie z duchem porozumienia kończącego protest rezydentów. Według PR OZZL według prognozowanej wartości, zamiast ustalonych 6 proc. w 2024 roku, na zdrowie przekażemy 5,33 proc. dzięki zabiegowi metodologicznemu, który odnosi wydatki na publiczny sektor ochrony zdrowia do PKB sprzed 2 lat.