Eksperci biją na alarm: w ubiegłym roku drastycznie pogorszył się dostęp pacjentów do leczenia, kolejki do specjalistów i specjalistycznych zabiegów wydłużyły się, a w efekcie dramatycznie wzrosła liczba zgonów niezwiązanych bezpośrednio z pandemią COVID-19. Do biura Rzecznika Praw Pacjenta wpłynęło w ubiegłym roku ponad 80 tys. skarg, trzy razy więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Czytaj w LEX: Zbiorowe prawa pacjentów w decyzjach Rzecznika Praw Pacjenta oraz orzecznictwie sądów administracyjnych >

Najczęściej chorzy skarżyli się na odwołane wizyty i zabiegi oraz brak informacji, gdzie mogą uzyskać pomoc. Z kolei 70 proc. badanych przez Fundację „My pacjenci” nie mogło skorzystać z zaplanowanych wizyt lekarskich, badań i zabiegów wysokospecjalistycznych. Co druga zaś z ankietowanych osób wypadła z kolejki lub narzekała na jej wydłużenie. Specjaliści ostrzegają, że to już prawie zapaść i bez wdrożenia szybkich i skutecznych działań, sytuacja będzie się stale pogarszać.

Co na to resort zdrowia i NFZ? Chcą znieść limity. To krok w dobrym kierunku, ale... jednocześnie znika ze stron NFZ informacja o tym, gdzie są najkrótsze, a gdzie najdłuższe kolejki. Ponadto pacjenci w obawie przed zarażeniem, unikają badań, a NFZ nie zamierza nic z tym robić.

Czytaj w LEX: Ochrona wizerunku lekarza i pielęgniarki w kontaktach z pacjentem >

 


Pożegnanie z limitami do specjalistów

Minister zdrowia Adam Niedzielski przyznał ostatnio, że można mówić o "pewnym deficycie zdrowotnym, wywołanym przez pandemię". Odpowiedzią jego resortu na ten kryzys ma być odmrażanie oddziałów szpitalnych, które na czas pandemii zamieniły się w covidowe,  a także zniesienie limitów do wszystkich specjalistów. Mają one przestać obowiązywać od 1 kwietnia, co najmniej do końca tego roku. Eksperci chwalą to rozwiązanie, ale wskazują, że nie poprawi ono realnie sytuacji polskich pacjentów, jeśli nie zostaną spełnione pewne warunki.

- Zwiększenie dostępu do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS) jest absolutnie konieczne. Wśród niezaspokojonych potrzeb pacjentów  jest to obszar, który niezaprzeczalnie pojawia się na pierwszym miejscu. Największym ograniczeniem w jego realizacji  będzie jednak ograniczony  dostęp do specjalistów. Lekarzy w Polsce jest za mało i trzeba ich zmotywować do zwiększenia czasu pracy na rzecz pacjentów obsługiwanych w systemie publicznym. Ta motywacja będzie zależna od warunków pracy i oferowanego im wynagrodzenia – podkreśla Małgorzata Gałązka-Sobotka, ekspertka z Uczelni Łazarskiego w Warszawie. Tłumaczy, że specjalistów nie uda się zachęcić do pracy w publicznych placówkach AOS, jeśli nie zostaną podniesione wyceny świadczeń .

Zobacz w LEX: Szczepienia przeciwko COVID-19 - zadania placówek medycznych oraz obowiązki personelu >

-Jeżeli publiczny płatnik chce zwiększyć dostęp do porad specjalistycznych, to na pewno musi poprawić wyceny i skierować dużo większy strumień pieniędzy na specjalistykę. Będzie to możliwe dzięki ustawie 6 proc. Pula pieniędzy, która wprost wpłynie do systemu zwiększy się w tym roku o 9 mld zł (z 93 mld zł w 2019 do 102 mld zł w obecnym. To jest czas na inwestycję w ambulatoryjną opiekę specjalistyczną, która przez ostatnie lata była marginalizowana – podkreśla ekspertka. I przypomina, że od 2009 do 2019 r. nakłady NFZ wzrosły z 57 do 93 mld zł czyli prawie podwoiły się, ale ambulatoryjna opieka specjalistyczna tego nie odczuła, a wręcz była traktowana po macoszemu. W tym samym czasie  liczba świadczeń w AOS powiększyła się bowiem tylko o 3 proc.

Strach przed koronawirusem

Eksperci widzą jeszcze jedno zagrożenie dla pomysłu zniesienia limitów w AOS. Od marca ubiegłego roku cała ochrona zdrowia jest skupiona na walce z COVID-19. Nie ma natomiast żadnego systemu informacji dla pacjentów niecovidowych. Oni są po prostu zagubieni w nowych realiach i  samo zniesienie limitów nic nie da, bo wielu z nich unika kontaktu z ochroną zdrowia, bojąc się potencjalnego zakażenia koronawirusem. - W ludziach tkwi bardzo silnie hasło pandemii: zostań w domu. W tym komunikacie zabrakło jednak pewnego „ale”. Zostań w domu, ale… nie przerywaj leczenia, nie rezygnuj z badań diagnostycznych, nie odkładaj wizyty u lekarza, bo choroby nie zaczekają na koniec pandemii – podkreśla Ewelina Nazarko- Ludwiczak z Fundacji „My pacjenci”.

Sytuację chorych pogarsza dodatkowo brak informacji  o terminach i dostępności do leczenia. Aby zredukować w czasie epidemii biurokratyczne obciążenia, nałożone wcześniej na szpitale i przychodnie, resort zdrowia zwolnił bowiem te placówki z obowiązku raportowania o kolejkach. A to na podstawie tych raportów do ubiegłego roku był aktualizowany tzw. Informator o Terminach Leczenia NFZ. Ta strona ułatwiała pacjentom wyszukanie pierwszego wolnego terminu do lekarza lub przychodni oraz informowała o średnim czasie oczekiwania na dane świadczenie medyczne. Niestety teraz pacjenci nie mają tam czego szukać. Każdy, kto próbuje ustalić najszybszy termin wykonania danej usługi medycznej, dowie się, że zgodnie z art. art.20 pkt. 4 ustawy z dnia 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID-19 (Dz. U. poz. 2112), przychodnie i szpitale nie mają obowiązku raportować takich danych.

E-skierowanie donikąd

Tymczasem od 8 stycznia skierowania do specjalistów i na badania są wystawiane w postaci elektronicznej. Pacjenci mogą się zapisywać telefonicznie na konsultację lub badanie, podając kod e-skierowania oraz nr PESEL. Co z tego, skoro często nie mają wiedzy, gdzie dane świadczenie mogą uzyskać i ile na nie będą musieli czekać. Skutki tej decyzji są dla pacjentów opłakane.  - Mamy dane świadczące o tym, że w pandemii drastycznie spadła liczba wykonywanych badań, np. liczba kolonoskopii – diagnostyki kluczowej w rozpoznaniu raka jelita grubego, zmniejszyła się w 2020 r. aż o 36 proc. Jednocześnie jednak od lekarzy płyną do nas sygnały, że to badanie można wykonywać, tylko chorzy o tym nie wiedzą – podkreśla Ewelina Nazarko-Ludwiczak.

Czytaj w LEX: Wystawienie e-skierowań na szczepienie przeciwko COVID-19 oraz wypełnienie e-Karty szczepienia >

Fundacja zaniepokojona sytuacją wystąpiła do NFZ z pismem, wskazując na potrzebę działań informacyjnych oraz koordynacyjnych – tak, by zwiększyć liczbę wykonywanych  badań. W odpowiedzi NFZ napisał, że wszelkie propozycje działań zmierzających do zwiększania wolumenu wykonywanych badań muszą być wyważone, tak aby nie powodowały nadmiernego diagnozowania pacjentów. – Przy takim podejściu NFZ, zniesienie limitów w AOS nic nie zmieni – podsumowuje Ewelina Nazarko-Ludwiczak.