W maju br. Senat Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego podjął uchwałę w sprawie połączenia trzech szpitali w Uniwersyteckie Centrum Kliniczne WUM. Połączone zostaną: Samodzielny Publiczny Centralny Szpital Kliniczny przy ul. Banacha, Samodzielny Publiczny Dziecięcy Szpital Kliniczny przy ul. Żwirki i Wigury oraz Szpital Kliniczny Dzieciątka Jezus przy ul. Lindleya. Nowy podmiot zacznie działać 1 stycznia 2019 r. 

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska: Do końca września ma powstać szczegółowy plan operacyjny konsolidacji i restrukturyzacji połączenia trzech dużych szpitali klinicznych w Warszawie. Od czego zacznie pan to wielkie łączenie?

Piotr Nowicki: Plan będzie gotowy do końca września. 1 października chcemy go przedstawić na Komitecie Sterującym ds. konsolidacji.  W nim pokażemy jak będzie wyglądał  i działał szpital skonsolidowany.

To jak będzie działał połączony szpital-gigant?

Skonsolidowany i z autonomią poszczególnych filii. Z zachowaniem komórek medycznych i dużymi zmianami w administracji, usługach pomocniczych medycznych i niemedycznych.

Najważniejszym celem jest doprowadzenie w perspektywie do bilansowania się szpitali. Teraz wszystkie trzy placówki mają ujemne wyniki finansowe z bieżącej działalności. Z naszych prognoz wynika, że ten rok mogą zakończyć z wynikiem minus 80 milionów złotych.

Te trzy szpitale maja obecnie łącznie ponad 800 mln złotych długu. I co roku generują kolejne 80 mln zł. Co zrobić w sytuacji, gdy ich zadłużenie powiększa się w tak rekordowym tempie?

Dlatego zmiany, o których mówimy, nie możemy, ale musimy wprowadzać i to jak najszybciej. Czym innym jest zadłużenie, a czym innym - bieżący wynik finansowy. Zadłużenie jest i przez lata jeszcze będzie, bo nikt nie spłaci 800 mln zł w ciągu roku czy dwóch. Rozmawiamy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego na temat kredytu pozwalającego na restrukturyzację zadłużenia szpitali.

 


Liczą państwo na pomoc z budżetu państwa?

Mamy nadzieję, że powstanie Fundusz pomagający placówkom wyjść z takich długów. Nasze szpitale kliniczne nie są wyjątkami. Więcej placówek i instytutów w Polsce dźwiga taki garb.

Na długi szpitali klinicznych i instytutów ma pomóc Agencja Restrukturyzacji Szpitali czytaj tutaj>>

Co da konsolidacja? Dlaczego każdy szpital nie może się restrukturyzować osobno?

Pierwszym zadaniem konsolidacji jest zatrzymanie ujemnego wyniku finansowego połączonych szpitali.

Konsolidacja daje nowe możliwości. Założenie konsolidacji jest takie, że nie chcemy ruszać bazy medycznej, która wykonuje na co dzień świadczenia medyczne i przynosi przychody, ale zdecydowanie chcemy obniżyć koszty działalności z części administracyjnej, techniczno-logistycznej i usług pomocniczych medycznych i niemedycznych i skonsolidować te części, które można. 

Jak chce pan obniżyć te koszty? Gdy we Wrocławiu łączono pięć szpitali klinicznych, oddziały, które się dublowały czasami łączono w jeden. Brał pan udział w konsolidacji tamtych szpitali. Czy taki scenariusz też pan tu zakłada?

U nas też dublują się kliniki, ale nie zakładam konieczności ich łączenia. Nie jest powiedziane, że nie można mieć dwóch takich samych oddziałów, jeśli pracują dobrze i nie przynoszą straty.

Na początku chcemy się skupić na działalności pomocniczej pozamedycznej i medycznej, którą trzeba skonsolidować.

O skutkach połączenia szpitali klinicznych we Wrocławiu czytaj tutaj>> 

W połączonym szpitalu będą trzy apteki, trzy laboratoria, trzy kuchnie i trzy lądowiska dla helikopterów.

To prawda i dlatego będziemy musieli łączyć niektóre jednostki takie jak: apteka, laboratorium diagnostyczne, patomorfologia i inne.

Na przykład w szpitalu przy ul. Banacha powstanie centralna apteka. Tutaj są pomieszczenia w najlepszym stanie. Najmniej będziemy musieli w nie w przyszłości inwestować. Będzie jeszcze podmagazyn apteczny przy szpitalu przy Lindleya.

Ale generalnie leki i inne materiały medyczne będą zamawiane w aptece przy Banacha i stąd będą dystrybuowane. To zmniejszy stany magazynowe, stany zatrudnienia oraz poprawi gospodarowanie lekami, sprzętem jednorazowym i sterylnym.

 


Lekarze będą przez system informatyczny wysyłać zlecenia na leki?

Niestety stopień zinformatyzowania tych szpitali nie jest wysoki. Poza tym systemy informatyczne nie są kompatybilne, dlatego na początku raczej chyba będzie to system ręczny. Leki będą rozwożone, ale leki np.: okulistyczne, które są potrzebne tylko w szpitalu przy Lindleya, firmy będą mogły przywozić bezpośrednio do tego szpitala.

Laboratoria są trzy, każdy szpital ma swoje. Co się z nimi stanie?

Też powstanie jedno, centralne laboratorium. Będzie się mieścić w szpitalu dziecięcym, który został oddany do użytku trzy lata temu. Tam są najlepiej wyposażone pomieszczenia.

Ale szpital przy Lindleya ma Szpitalny Oddział Ratunkowy. Zleca wiele badań i szybko potrzebuje wyników do diagnozowania. Będzie ktoś je przewozić na Banacha?

Nie, przy szpitalu przy Lindley’a - ze względu na SOR - będzie działać małe laboratorium. Tam na miejscu będą analizowane podstawowe parametry krytyczne, ale pozostałe badania będą wykonywane w centralnym laboratorium. Badania mikrobiologiczne czy genetyczne też będą wykonywane w jednym miejscu.

Kiedy zacznie się centralizacja usług?

W przyszłym roku. Do końca września ma powstać plan. Później będzie on dyskutowany, także ze stroną społeczną i związkami zawodowymi. Po jego zatwierdzeniu, do końca roku będziemy przygotowywać zmiany, które się rozpoczną po 1 stycznia 2019 r. Oczywiście nic się nie zdarzy z dnia na dzień. Chcemy, by łączenie usług odbywało się etapami, by nie zaburzyło to pracy szpitali. Zakładamy, że łączenie tych usług zakończy się do połowy przyszłego roku.

W dokumencie pod nazwą „Plan Strategiczny Restrukturyzacji Bazy Klinicznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego”, którego jest pan autorem, jest mowa o „alokacji komórek medycznych w zakresie ich scalania tematycznego”. Brzmi jak łączenie klinik?

Ten dokument został napisany w kwietniu 2018 r. Przygotowując plan konsolidacji i restrukturyzacji zakładamy, że w okresie konsolidacji nie będzie łączenia oddziałów.

W pierwszym etapie, ale później mogą być łączone?

Nikt nie powiedział, że takie ruchy nie będą podejmowane za trzy, cztery lata. To jest możliwe, ale to zależy od tego, jakie efekty przyniesie restrukturyzacja i jakie wyniki będą miały poszczególne oddziały.

Jesteśmy w sytuacji krytycznej. Musimy działać szybko. Szpital pediatryczny jest na skraju utraty płynności finansowej.

O tym, że 80 proc. zobowiązań wymagalnych jest generowanych przez ok. 50 placówek czytaj tutaj>> 

Szpital dziecięcy ma ponad 400 mln zł długu. Zaczął działać w nowym budynku zaledwie trzy lata temu. Do niego przeniesiono dwa inne szpitale z ul. Działdowskiej i Litewskiej z długami. Jak to się stało, że teraz może stracić płynność?

Tu zadziałało kilka czynników. Po pierwsze - szpitale przeniesione do nowego szpitala już miały duże zaległości finansowe. Po drugie - przeniesiono je do nowego budynku, którego wielkość była nieadekwatna do możliwości jego utrzymania wynikających z kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia.

Szpital jest nowoczesny, ale dużą część jego powierzchni stanowią hole, klatki schodowe i korytarze. To podwyższa koszty utrzymania.

Na dodatek szpital przez lata miał za mały kontrakt w porównaniu do tego, ilu leczył pacjentów. Działają w nim trzy nowe oddziały, na które nie dostawał w ogóle pieniędzy z NFZ, a przyjmował pacjentów i to go dobiło.

Ten szpital musi mieć ok. 250 mln zł kontraktu, by się bilansować. Gdy zaczynał działalność w nowej lokalizacji, miał 105 mln, teraz w 2018 r. jest szansa, że zwiększy przychody do 200 mln zł.

Co jeszcze da konsolidacja?

Po 1 stycznia 2019 r. będziemy robić hurtowe zakupy leków, materiałów jednorazowych dla wszystkich szpitali. Zadziała efekt skali. Dzięki temu uda nam się osiągnąć lepsze ceny.

Dzięki konsolidacji będziemy mogli także płynniej zarządzać wspólnym ryczałtem trzech szpitali. Teraz szpital dziecięcy wykonał o 6 proc. więcej  procedur, niż miał w ryczałcie i nie odzyska tych pieniędzy, a szpital przy Lindleya wyrobił ryczałt w 96 proc. W przyszłym roku, dzięki konsolidacji, będziemy mogli przesuwać pieniądze z ryczałtu między placówkami, by uzyskać pełne wykorzystanie kontraktu.  

Pracownicy szpitala przy Lindleya objawiają się tego, że kliniki z ich lecznicy zostaną przeniesione do szpitala przy Banacha lub przy Żwirki i Wigury, a działkę w centrum miasta WUM sprzeda. Czy taki scenariusz jest brany pod uwagę?

Nie ma takiej możliwości, by wszystkie kliniki z Lindleya przenieść do tych dwóch szpitali. WUM stara się o pieniądze w Ministerstwie Zdrowia na rewitalizację budynków szpitala przy Lindleya, bo tylko część z tych pawilonów spełnia wymogi ministerstwa zdrowia. Są takie kliniki – które, jeśli się ich nie zmodernizuje w przeciągu kilku lat - trzeba będzie zamknąć.

Jakie pieniądze są potrzebne na rewitalizację?

Ponad 900 mln zł na kompleksową rewitalizację - do 2024 r. Jeśli uczelnia dostanie te pieniądze z Ministerstwa Zdrowia, to nie ma żadnej racjonalnej przesłanki, by zamknąć ten szpital. Pierwsza transza ma wynosić ok. 500 mln zł.

Kiedy zostaną przyznane?

Czekamy na decyzję MZ. Szpital  przy Lindleya jest nam potrzebny tak samo jak szpital przy Banacha czy przy Żwirki i Wigury. Obawy związkowców są bezpodstawne.

Ile osób straci pracę z powodu konsolidacji?

W personelu medycznym, którego nie ma za dużo, raczej nie będzie zwolnień. Optymalizacje zatrudnienia będą, począwszy od administracji, na działalności pomocniczej skończywszy. I wszędzie tam, gdzie są nadwyżki zatrudnienia.

Dzisiaj jest trzech dyrektorów, a po 1 stycznia 2019 r. zostanie jeden. Każdy szpital będzie miał małą dyrekcję, która będzie nim zarządzać od strony medycznej, a szpitale staną się autonomicznymi filiami Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM.

Jeśli dziś są trzy księgowości, trzy apteki i trzy laboratoria, to gdy je połączymy na pewno zatrudnienie się zmieni. Nie chcę na razie podawać liczb, bo ciągle to szacujemy.

Rozmawiała Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska