Zmień język strony
Zmień język strony
Prawo.pl

Pielęgniarka skazana za fałszywe szczepionki

Pracująca w przychodni w Szczecinku pielęgniarka przez kilka lat wstrzykiwała dzieciom prawdopodobnie placebo, zamiast szczepionek, a od rodziców pobierała pieniądze, których nie wydatkowała – wbrew obietnicom – na zakup tańszych preparatów w miejscowych aptekach. Sąd skazał ją na 3 lata pozbawienia wolności. Przez pięć lat nie będzie też mogła wykonywać zawodu, musi też oddać rodzicom dzieci nieuczciwie zarobione pieniądze.

pielegniarka
Źródło: iStock

Sąd Rejonowy w Szczecinku (woj. zachodniopomorskie) ogłosił wyrok w sprawie pielęgniarki Ewy B., mieszkanki pobliskiego Bornego Sulinowa, i uznał ją winną zaszczepienia w latach 2016-2019 czterdziestki dzieci nieustaloną substancją. Sąd skazał pielęgniarkę na 3 lata więzienia. Oprócz tego orzekł zakaz wykonywania zawodu pielęgniarki na pięć lat. Nakazał też naprawienie szkody - kobieta ma zapłacić 1000 zł grzywny i oddać rodzicom pokrzywdzonych dzieci pobrane od nich pieniądze, w kwotach ujętych w akcie oskarżenia - od 100 zł do 1000 zł.

Pokrzywdzonymi są dzieci, których rodzice zdecydowali się na dodatkowe, nierefundowane szczepienia m.in. przeciw pneumokokom, rotawirusom, krztuścowi, polio czy wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. Przy okazji wizyt lekarskich, pielęgniarka sprzedawała rodzicom tańsze „szczepionki” i je od razu aplikowała dzieciom zapewniając, że jedna szczepionka chroni nawet przed 13 chorobami.

Narażenie na niebezpieczeństwo

Podczas procesu nie ustalono, jakie substancje wstrzykiwała dzieciom pielęgniarka, być może było to jedynie placebo. 64-letnia siostra jest już na emeryturze, przepracowała przy szczepieniu dzieci ok. 30 lat, a jej praktyka była możliwa, gdyż w tamtym okresie szczepienia były dokumentowane jedynie papierowo. Ani w przychodni, w której pracowała pielęgniarka, ani – od 2019 r. - w systemie opieki medycznej, nie ma śladu po receptach wystawianych na szczepionki. Nie znaleziono też żadnych dowodów na zakup szczepionek u producenta bądź w którejkolwiek z lokalnych aptek.

Sędzia Katarzyna Brambor-Kwiatkowska uznała oskarżoną za winną zarzucanych jej czynów, przy czym zmieniła kwalifikację jednego z nich na surowszą. Uznała, że na oskarżonej, która naraziła na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu 40 dzieci, szczepiąc je nieustaloną substancją, ciążył obowiązek opieki nad nimi.

Jeżeli dziecko nie otrzymało właściwej szczepionki, to nie zostało uodpornione na bardzo ciężkie choroby zagrażające jego życiu – przekonywała jeszcze podczas rozprawy prokurator Ewa Dziadczyk z Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.

Dlatego prawdopodobieństwo narażenia dzieci na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu było bardzo duże.

Kobieta pobierała od rodziców dzieci pieniądze za nierefundowane szczepionki skojarzone (zalecane w kalendarzu szczepień, ale nieobowiązkowe, dlatego pełnopłatne). Obiecywała znaleźć tańsze szczepionki w okolicznych aptekach, aby rodzice nie przepłacali w przychodni. Szczepionek jednak nie kupowała (jak ustalili śledczy, nie było śladu po takich transakcjach w żadnej z lokalnych aptek). Podczas wizyt w przychodni pielęgniarka nie podawała jednak szczepionek (w postepowaniu karnym nie ustalono, co konkretnie miały wstrzykiwane dzieci), ale inne substancje, a w dokumentacji medycznej wpisywała fikcyjne numery szczepionek. Tym samym wprowadziła rodziców w błąd i doprowadziła do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w celu uzyskania korzyści majątkowej. Wyłudziła od rodziców dzieci łącznie nie mniej niż 16 tysięcy złotych, a od niektórych pobrała nawet po ok. 900 zł.

Rodzice zweryfikowali numery szczepionek

Pielęgniarka wpadła, gdyż podejrzenie jednego z rodziców wzbudziła zbytnia chęć pomocy przez nią - deklaracja, że sama kupi szczepionkę, wyszuka w aptekach preparat w najniższej cenie, przechowa do wizyty w przychodni, a potem poczeka, aż rodzice zwrócą jej wydane pieniądze. Wyszły też na jaw nierzetelnie prowadzone dokumenty (m.in. karty szczepień). W podejrzanych przypadkach pielęgniarka ręcznie przepisywała numer i serię szczepionki do dokumentacji, zamiast przekleić naklejkę z gotową informacją. Wzbudziło to czujność dwojga rodziców, którzy skontaktowali się z producentem szczepionek, aby potwierdzić, czy jest odpowiedni numer serii szczepionki i otrzymali odpowiedź negatywną, dlatego zgłosili zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

Wyrok nie jest jeszcze prawomocny, a skazana może złożyć apelację do Sądu Okręgowego w Koszalinie. Już zresztą taki krok zapowiedział jej obrońca, adwokat Filip Sztukiel.

Wyrok Sądu Rejonowego w Szczecinku z 14 kwietnia 2026 r., II K 461/24

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.

Polecamy książki prawnicze o tematyce zdrowotnej