Luberadzka-Gruca: Od zmian w pieczy zastępczej nie ma odwrotu
Całościowe spojrzenie na kwestię dzieci z niepełnosprawnościami w pieczy zastępczej – to dla mnie jedna z najważniejszych zmian projektowanej nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy pomocy zastępczej. Kluczowe kierunki także rodziny opiekuńcze oraz mieszkalnictwo wspomagane, które daje największe szanse na niezależne życie - mówi Joanna Luberadzka-Gruca, prezeska Fundacji Polki Mogą Wszystko. Fundacja jest w Koalicji na rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej.

Beata Dązbłaż: Która z proponowanych zmian w nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej cieszy Panią najbardziej?
Joanna Luberadzka-Gruca: To nie jest łatwe pytanie. Cieszą mnie różne zmiany, ale jeszcze bardziej tendencja i spójność, które w tych zmianach widać. Chodzi mi szczególnie o zwrócenie uwagi na to, że mamy poza rodziną dzieci z niepełnosprawnościami i wzmocnienie finansowe rodzin zastępczych specjalistycznych, żeby powstawało ich coraz więcej. Dziś, jeśli ktoś decyduje się zostać rodziną zastępczą dla dziecka z niepełnosprawnością, to z jego usamodzielnieniem zostaje potem sam. Teraz będą rodziny opiekuńcze. Całościowe spojrzenie na kwestię dzieci z niepełnosprawnościami w pieczy zastępczej, to dla mnie jedna z najważniejszych zmian w tej nowelizacji.
Powstaną rodziny opiekuńcze, czyli dotychczasowa rodzina zastępcza będzie mogła dalej być rodziną opiekuńczą dla osoby dorosłej niesamodzielnej ze znacznym stopniem niepełnosprawności. Nie będzie więc musiała szukać opieki instytucjonalnej np. w domu pomocy społecznej?
Tak, choć najbardziej jestem zwolenniczką rozwiązań mieszkaniowych, które pozwolą dorosłym osobom z niepełnosprawnością na niezależne życie. Z 25-letniego doświadczenia wiem, że w wielu przypadkach nie jest to możliwe. Odpowiednie rozwiązania mieszkaniowe np. mieszkania treningowe i wspomagane nie są powszechnie dostępne w Polsce. Dlatego najczęściej było tak, że rodziny zastępcze dalej nieformalnie wspierały osobę, która się w tej rodzinie wychowała. Nie było więc już zależności prawnych między wychowankiem, a rodzicami zastępczymi, finansowania, ale też mechanizmów kontrolnych.
Rodziny opiekuńcze to zmiana, którą bardzo doceniam. Chcę jednak podkreślić, że kluczowe jest mieszkalnictwo, które moim zdaniem, daje największe szanse na niezależne życie, również w perspektywie starzenia się rodziców zastępczych i kwestii wsparcia ich wychowanków w późniejszym okresie. Ale chcę podkreślić, że osoba z niepełnosprawnością, która się usamodzielnia powinna mieć prawo wyboru, gdzie chce zamieszkać. To bardzo ważne.
Nowelizacja ustawy o pomocy społecznej wzmacnia mieszkalnictwo treningowe i wspomagane. Być może poprawi się do niego dostęp, a przede wszystkim, będą mogły korzystać z tych form osoby potrzebujące całodobowego wsparcia.
To duży plus, że obie te ustawy są procedowane równolegle, bo można uzupełniać rozwiązania. To jest oczywiście długi proces, ale musi się kiedyś zacząć. Mam nadzieję, że tak jest właśnie teraz.
Nowelizacja ustawy będzie remedium na obecny kryzys pieczy zastępczej?
Prawo zawsze w jakimś stopniu zmienia rzeczywistość. Obecna nowelizacja wzmacnia i na nowo wyznacza kierunek deinstytucjonalizacji, choć wiem, że nie każdy lubi to słowo – dziecko ma prawo do rodzinnej pieczy zastępczej. Są w niej rozwiązania, które chciałabym zmienić lub uzupełnić. Na przykład większe wsparcie, nie tylko finansowe, dla każdej rodziny zastępczej, która wychowuje co najmniej jedno dziecko z orzeczeniem o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności lub ze zdiagnozowanym Spektrum Płodowych Zaburzeń Alkoholowych (FASD). Chciałabym też aby zmiany następowały szybciej, ale kolejny akt prawny, który wzmacnia dobre rozwiązania, jest bardzo ważny. Nowelizacja odświeża też dyskusję podmiotów zaangażowanych w podejmowanie decyzji, które dotyczą konkretnych dzieci i sytuacji. To jest dobre, bo pozwala na nowo weryfikować podejście i rozwiązania. To jest kierunek, od którego nie ma odwrotu.
Wzmocnienie asystentury rodzinnej w nowelizacji to ważny krok w profilaktyce pieczy zastępczej? Wystarczający? W pieczy zastępczej jest już prawie 80 tys. dzieci.
Cały obszar wspierania rodziny wymaga szczególnej opieki i wsparcia. Założenia do ustawy o wspieraniu rodziny w systemie pieczy zastępczej z 2011 r. były takie, że będziemy wspierać rodziny biologiczne, rozwijać rodzinne formy pieczy zastępczej, napływ dzieci do instytucji będzie mniejszy i piecza instytucjonalna naturalnie wygaśnie. To się nie wydarzyło i raczej nie wydarzy, o czym mówią statystyki. Uważam, że nie ma takich pieniędzy, których nie warto byłoby poświęcić na wspieranie rodziny, oczywiście pod warunkiem, że dzieci w tych rodzinach biologicznych, które mają problemy, są bezpieczne. To jest kluczowe, bo czasami stawiało się na szali bezpieczeństwo dziecka, uznając za najwyższe dobro, by dziecko zostało w rodzinie. Nie, najwyższym dobrem zawsze powinno być dobro dziecka.
Kierunek rozwoju asystentury rodziny oceniam jako słuszny. Bardzo przemawia do mnie zapis, choć podskórnie wzbudza też wątpliwości, że w każdej gminie musi być asystent rodziny. Być może są gminy, które działają tak dobrze w obszarze wsparcia rodzin, że asystent nie jest potrzebny. Z drugiej strony widzimy jednak rosnący napływ dzieci do pieczy oraz gminy bez asystenta, w których mimo to są rodziny z poważnymi problemami opiekuńczo‑wychowawczymi, z których dzieci trafiają do pieczy. W takim kontekście ten zapis jest konieczny.
Bardzo ciekawe są także zapisy dotyczą specjalizacji asystentów rodziny, którym będę się przyglądać po wejściu w życie przepisów. Pojawiają się asystencji powrotowi, będzie ścieżka rozwoju zawodowego i różne stopnie awansu. Praktyka pokaże, czy ta koncepcja przyniesie dobre efekty.
Gmina lub podmiot, któremu zleci to zadanie, będą mogły organizować także rodziny wspierające z najbliższego otoczenia dziecka.
Jestem zwolenniczką rodzin wspierających. Uważam, że potencjalnie mogą kiedyś przekształcić się w rodziny zastępcze dla dzieci, a ich wielką wartością jest znajomość dziecka. Obawiam się jednak, że zmiany w ustawie są za małe w tym obszarze, aby nastąpił dynamiczny rozwój rodzin wspierających. Najpierw trzeba dokładnie zidentyfikować bariery, które powodują, że ten model nie rozwija się tak, jak pierwotnie zakładano, a dopiero wtedy zastosować odpowiednie narzędzia, aby ten rozwój wzmocnić.
Z sygnałów, które odbieram, wynika, że ludzie boją się formalizacji. Nie uważam, że należy z niej zrezygnować, lecz trzeba zastanowić się, jak zdjęć te obawy zdjąć z tych rodzin. Takich osób, które wspierają rodziny jest wiele, ale formalnie nie są rodziną wspierającą.
To jest dobre dla dziecka, jednak brak formalnego statusu sprawia, że nie są one objęte zainteresowaniem służb, gdy dziecko musi trafić poza rodzinę biologiczną.
Realne jest tak szybkie wygaszenie interwencyjnych ośrodków preadopcyjnych? Nowelizacja zakłada, że stanie się to do 30 czerwca 2027 r.
To zależy od momentu wejścia ustawy w życie. Obecne przepisy pozwalają, by dziecko przebywało w interwencyjnym ośrodku preadopcyjnym (IOP) maksymalnie do ukończenia pierwszego roku życia. W praktyce oznacza to, że jeśli trafi tam bezpośrednio po porodzie, może pozostać przez rok, a jeśli później – okres ten ulega skróceniu.
Moim zdaniem ośrodki preadopcyjne już teraz powinny przygotowywać się do poszukiwania alternatywnych rozwiązań dla tych najmłodszych dzieci. Moim zdaniem ośrodki preadopcyjne już teraz powinny przygotowywać się do poszukiwania alternatywnych rozwiązań dla najmłodszych dzieci. Po wejściu w życie ustawy kluczowe będzie to, ile czasu pozostanie do terminu wskazanego przez ustawodawcę. Może się bowiem okazać, że dziecko trafiło do ośrodka z myślą o rocznym pobycie, a faktycznie czas ten znacząco się skróci
Gdybym kierowała IOP - choć to nigdy by się nie zdarzyło, bo nie popieram instytucjonalizacji małych dzieci – budowałabym wokół IOP społeczność potencjalnych rodzin adopcyjnych. Wiem, że w niektórych miejscach tak właśnie się dzieje. Tworzyłabym także rodziny zaprzyjaźnione, które mogą zostać rodzinami zastępczymi. We wszystkich IOP-ach w Polsce jest ok. 50 dzieci, istnieje szansa, że uda się znaleźć dla nich miejsce w rodzinnych formach pieczy.
Ustawodawca założył, że już w pierwszym roku działania nowych przepisów zwiększy się o 300 liczba miejsc w rodzinach zastępczych. To realne?
Dziś w rodzinie zastępczej zawodowej może przebywać maksymalnie trójka dzieci. Nowelizacja zwiększa liczbę do czwórki dzieci. Po części to założenie, być może, opiera się na tej zmianie. Do tego dochodzi rozwój rodzin zastępczych specjalistycznych oraz przekształcenie niektórych rodzin niezawodowych w rodziny zawodowe, bo w ustawie pojawiają się mechanizmy, które tak zadziałają. To znaczy, dotąd te rodziny nie podpisywały umowy, a teraz obligatoryjnie będą przekształcane. Czasami powiaty stawiają warunek rodzinie, która zajmuje się dzieckiem ze szczególnym potrzebami, że podpiszą z nią umowę na rodzinę zawodową, jeśli przyjmie jeszcze jedno dziecko. To może być zdrowe dziecko. Sądzę więc, że to są składowe tych szacunków.
Czy nowelizacja daje możliwość zatrudnienia rodziny zastępczej na umowę o pracę?
Od lat zabiegam o taką możliwość. Jednak nowelizacja wprowadza szczególną umowę rodzicielstwa zastępczego, to ma być umowa cywilno-prawna, ale o szczególnym charakterze. Niestety nie znaleziono jak dotąd w Polsce metody, żeby zatrudniać rodziców zastępczych na umowę o pracę, pomimo tego, że osoby, które prowadzą placówki opiekuńczo-wychowawcze typu rodzinnego, bardzo podobne do rodzinnych domów dziecka, są zatrudnione na umowę o pracę.
To smutne, że wzmacnia się dziś prawa bardzo wielu pracowników np. poprzez krótszy czas pracy, a ten sam ustawodawca nie jest w stanie zaproponować rodzicom zastępczym umów o pracę. Wielokrotnie ze środowiska rodziców zastępczych zawodowych wychodziły głosy, że poczucie bezpieczeństwa i prawa pracownicze związane z umową o pracę mają dla nich znaczenie. Uważam, że skoro tak jest, to powinniśmy znaleźć na to sposób. Argumentem ustawodawcy jest to, że rodziny te pracują 24 godziny na dobę. Ale jeśli podpisujemy z nimi umowę cywilno-prawną, a wiemy, że tak pracują, to i tak odstajemy od przepisów prawa pracy. Wydaje mi się, że musi być na to jakaś metoda.








