Green lights dla strażaka OSP - chaos zamiast poprawy skuteczności
Negatywna opinia MSWiA praktycznie przekreśla dalsze prace nad tzw. „zielonymi światłami dla OSP”. Związek Gmin Wiejskich domaga się odrzucenia projektu w całości, organizacje społeczne nie widzą w nim żadnych korzyści, a narastający sprzeciw potwierdza, że – jak od początku podejrzewano – to jedynie temat zastępczy i produkt politycznego marketingu.

Senacki projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo o ruchu drogowym oraz ustawy o ochotniczych strażach pożarnych ma umożliwić strażakowi OSP poruszającemu się pojazdem prywatnym w celu wzięcia udziału w akcji ratowniczej lub działaniach ratowniczych, wyposażenie tego pojazdu w źródło światła emitujące zielone sygnały błyskowe (nr druku 651). W intencji autorów projektu zielone światło błyskowe ma spowodować, że inni kierowcy będą zwracali szczególną uwagę na pojazd wysyłający takie sygnały i co najmniej nie utrudniali mu sprawnego przejazdu, a najlepiej taki przejazd ułatwili.
Uczestnicy ruchu drogowego będą mieli fakultatywność, a nie obligatoryjność ustąpienia takim pojazdom pierwszeństwa w drodze dojazdu do remizy - uzasadniają autorzy projektu.
Opinia przygotowana przez MSWiA, jako głównego resortu odpowiedzialnego za bezpieczeństwo i nadzorującego służby mundurowe w Polsce, jest miażdżąca dla projektu. Urzędnicy ministerialni nawet nie wskazują, jak należałoby poprawić projekt ustawy. Podważają sam sens pomysłu, nie dostrzegają żadnych pozytywnych aspektów proponowanych zmian. Wskazują wprost: „Z analizy proponowanych zmian wynika, że wprowadzenie do obowiązującego porządku prawnego zielonych sygnałów błyskowych może nieść za sobą niepożądany rezultat”. Wcześniej swoją krytyczną opinię do projektu zagłosiła Komenda Główna Państwowej Straży Pożarnej.
Niekontrolowany chaos na drogach
Pierwszy zarzut jest zasadniczy: projekt chce dopuścić na drogi nowy sygnał, ale nie buduje wokół niego jasnych reguł. Śląski Związek Gmin i Powiatów wylicza braki bardzo konkretnie:
- nie wiadomo precyzyjnie, kto ma być uprawniony do używania zielonego światła,
- nie ma procedury przyznawania uprawnień,
- minimalnych wymagań technicznych dla urządzeń,
- zasad kontroli ich montażu i homologacji ani sankcji za nieuprawnione użycie.
W praktyce wygląda to tak, jakby projektodawca najpierw dopuścił nowe narzędzie, a dopiero później zastanawiał się, jak je kontrolować.
MSWiA ostrzega, że sam kolor może być źródłem poważnych problemów. Kierowcy od lat rozumieją prosty układ: niebieski i czerwony oznaczają pojazd uprzywilejowany, żółty ostrzega. Zielony nie ma w polskim ruchu drogowym utrwalonego znaczenia. Resort wskazuje więc na realne ryzyko dezorientacji oraz niebezpiecznych reakcji kierowców. Ktoś może nagle hamować, ktoś inny gwałtownie zjechać, jeszcze inny zignorować sygnał, bo nie będzie wiedział, co on właściwie oznacza. Nawet kampania informacyjna w mediach, zdaniem ministerstwa, może nie wystarczyć, bo na drodze liczy się odruch, a nie analiza przepisów.
Do tego dochodzi podstawowa sprzeczność projektu. Pojazd z zielonym światłem nie ma stać się pojazdem uprzywilejowanym, ale wielu kierowców może właśnie tak go odebrać. Inni uczestnicy ruchu nie będą mieli obowiązku ustępować mu pierwszeństwa, a jedynie mogą ułatwić przejazd. To wyjątkowo niebezpieczny półśrodek. Kierowca jadący na alarm może oczekiwać więcej niż dają mu przepisy, a pozostali uczestnicy ruchu mogą reagować tak, jakby mieli do czynienia z pojazdem uprzywilejowanym. Zamiast jasności powstaje strefa domysłów. Związek Gmin Wiejskich RP ostrzega, że taki system może rodzić „agresję drogową w dobrej wierze”. Strażak-ochotnik, jadąc pod presją czasu i mając na aucie sygnał kojarzący się z wyjątkowym statusem, może podejmować większe ryzyko, licząc na reakcję innych. Nie musi działać ze złej woli. Wystarczy przekonanie, że sprawa jest pilna. Tyle że dobra intencja nie zatrzymuje skutków wypadku. Na drodze najważniejsza jest przewidywalność, a projekt właśnie ją osłabia.
Czytaj też w LEX: Finansowanie ochotniczych straży pożarnych przez jednostki samorządu terytorialnego >
Brak odpowiedzialności za wypadki i nadużycia
Druga grupa wątpliwości dotyczy odpowiedzialności. MSWiA zwraca uwagę, że przy braku jednoznacznego określenia, jak mają zachować się inni uczestnicy ruchu wobec pojazdu z zielonym światłem, trudno będzie ocenić przebieg zdarzeń drogowych. Po kolizji każdy może przedstawiać inną wersję: jeden kierowca powie, że próbował ułatwić przejazd drugi, że nie miał takiego obowiązku, trzeci, że źle odczytał sygnał. A skoro przewidywalność zachowań jest fundamentem bezpieczeństwa ruchu, to projekt wprowadza dodatkowy chaos dokładnie tam, gdzie przepisy powinny być najostrzejsze i najczytelniejsze.
Związek Gmin Wiejskich RP podnosi jeszcze twardszy argument: projekt pomija problem odpowiedzialności cywilnej i ubezpieczenia OC/AC. Jeżeli dojdzie do wypadku, ubezpieczyciel może uznać, że kierowca działał pod wpływem fałszywego poczucia uprzywilejowania albo że prywatny samochód został wyposażony w urządzenie sugerujące szczególny status bez dostatecznych podstaw. W praktyce oznacza to ryzyko odmowy wypłaty odszkodowania albo długiego sporu. Zamiast pomocy dla ochotnika państwo może więc stworzyć rozwiązanie, które po wypadku zostawi go z prywatnym problemem finansowym.
Kłopotliwa jest także sama konstrukcja przepisu. MSWiA zauważa, że projekt mówi o pojeździe przewożącym członka OSP, ale nie rozstrzyga dostatecznie jasno, kto jest rzeczywistym beneficjentem rozwiązania: kierujący, właściciel auta czy przewożony strażak. To otwiera drogę do nadużyć. Przy takiej redakcji z nowego oznaczenia mógłby korzystać bardzo szeroki krąg pojazdów, a im więcej takich aut pojawiłoby się na drogach, tym szybciej zielone światło straciłoby znaczenie.
Czytaj też w LEX: Ekwiwalent pieniężny dla strażaków ochotniczych straży pożarnych w uchwale rady gminy >
Śląski Związek Gmin i Powiatów zwraca uwagę na brak procedury kontroli legalności montażu i homologacji urządzeń, a MSWiA dodaje, że projekt nie wskazuje podmiotu, który miałby sprawować bieżący nadzór nad używaniem zielonych świateł. Nie ma więc jasnej odpowiedzi, kto ma pilnować legalności montażu, nadużyć i wykorzystywania takich sygnałów niezgodnie z przeznaczeniem. To szczególnie niebezpieczne w sytuacji, gdy chodzi o oznaczenie widoczne dla wszystkich uczestników ruchu i łatwe do instrumentalnego użycia.
Wzrost kosztów, biurokracji, liczby uprawnionych
Trzecie zagrożenie dotyczy skutków ubocznych całej regulacji. MSWiA wprost ostrzega, że jeśli takie rozwiązanie dostanie jedna grupa, podobnych uprawnień mogą zacząć domagać się następne: PSP, Policja, ratownictwo medyczne, GOPR, TOPR, WOPR czy lekarze działający pod presją czasu. To nie jest teoretyczne ryzyko. WOPR zgłosił swoje stanowisko do konsultacji w Senacie, w którym wnosi o objęcie podobnym rozwiązaniem ratowników wodnych, a dodatkowo sygnalizuje możliwość rozszerzenia go także na ratownictwo górskie. Widać więc, jak szybko wyjątkowy wyjątek może zacząć się rozszerzać.
Za rozszerzaniem idą koszty. Związek Gmin Wiejskich RP podkreśla, że wyposażanie prywatnych aut w atestowane sygnały świetlne i dźwiękowe, a potem ich demontaż, może finalnie obciążać budżety gmin. Zamiast wydawać pieniądze na profesjonalny sprzęt ratowniczy, samorządy mogłyby finansować rozwiązanie montowane w prywatnych samochodach. Do tego dochodzą koszty po stronie Policji i organów kontroli ruchu: weryfikacja uprawnień, sprawdzanie legalności montażu, zwalczanie niehomologowanych zamienników i dodatkowa biurokracja.
Jest jeszcze problem wizerunkowy. Związek Gmin Wiejskich RP ostrzega, że prywatne auta z sygnałami świetlnymi, często starsze i niejednolicie oznaczone, mogą podważać zaufanie do profesjonalnych służb ratowniczych. Dla zwykłego kierowcy widok cywilnego auta z migającym światłem może być nieczytelny: czy to realna potrzeba, czy nadużycie, czy tylko imitacja pojazdu uprzywilejowanego? Śląski Związek Gmin i Powiatów dodaje, że wzrost liczby takich pojazdów może oznaczać więcej kolizji i wypadków, zwłaszcza że inni uczestnicy ruchu nie dostają jednoznacznego obowiązku ustąpienia drogi.
Bilans tych opinii jest wyraźnie negatywny. Związek Gmin Wiejskich RP rekomenduje odrzucenie projektu w całości, a MSWiA podważa sens proponowanych zmian. Z dostarczonych do Senatu opinii wynika więc prosty wniosek: zielone światła dla OSP nie wyglądają dziś na przemyślaną reformę, lecz na rozwiązanie, które może zwiększyć chaos, koszty i napięcia społeczne, nie dając w zamian jasnych reguł ani pewnego wzrostu bezpieczeństwa.
Dr Dariusz P. Kała, specjalizuje się w prawie ochrony przeciwpożarowej i ochrony ludności






