Zbigniew S. wjechał samochodem w rozlewisko wody powstałe na skrzyżowaniu ulic w Łodzi, wskutek czego doszło do zalania elementów auta i jego unieruchomienia (auto odholowano lawetą). Do zdarzenia doszło wieczorem, podczas intensywnych opadów deszczu. Kałuża była duża, obejmowała dwa pasy. Samochody przejeżdżały nią w obie strony.

W tym miejscu, tak jak w kilku innych w mieście, przy dużych opadach często powstaje rozlewisko, na co ma wpływ ukształtowanie terenu i zanieczyszczenia nanoszone przez deszcz. Jak ustalono, odpływ wody z kartki wpustowej do kanalizacji utrudniały zalegające liście, gałęzie i folie.

Mężczyzna za naprawę uszkodzonego auta zapłacił ponad 13 tys. zł i takiej kwoty zażądał od miasta, jako zarządcy drogi i od przedsiębiorstwa, któremu miasto zleciło eksploatację i konserwację sieci kanalizacji deszczowej i urządzeń kanalizacyjnych służących do odprowadzania wód opadowych i roztopowych, w tym czyszczenia wpustów deszczowych. Zarzucił im zaniedbanie w wykonaniu swoich obowiązków.

 


Miasto nie widzi swojego zaniedbania

Miasto nie uznało swojej odpowiedzialności. Podnosiło, że uwolniło się od odpowiedzialności, bo zadania związane z utrzymanie kanalizacji przekazało profesjonalnemu podmiotowi.

Nadto nie odnotowano nieprawidłowości w wykonaniu zadań przez firmę sprzątającą, nie stwierdzono w tym dniu innych podobnych zdarzeń. Ponadto nie można przewidzieć, kiedy spływające wody opadowe podczas intensywnego deszczu naniosą zanieczyszczenia.

Podobnie broniło się przedsiębiorstwo uwypuklając siłę wyższą, jako przyczynę szkody w samochodzie.

 

Winny sam kierowca

Sąd Rejonowy oddalił powództwo właściciela samochodu uzasadniając, że nie udowodnił zasady odpowiedzialności pozwanych zarówno, co do zasady jak i wysokości. Nie wykazał zawinienia i bezprawności po stronie miasta.

Zdaniem sądu nie można też winić spółki sprzątającej, której pracownicy niezwłocznie po otrzymaniu zgłoszenia pojawili się na miejscu zdarzenia. Nadto opady tego dnia miały charakter siły wyższej. Były niespotykanie intensywne jak na tę porę roku (luty) - spadło 47 litrów na m/kw. Tak duża ilość wody spowodowała, że zmywane były gałęzie i inne nieczystości, które hamowały odpływ wody do kanalizacji.

Sąd uznał, że to zachowanie powoda nie było prawidłowe. Nie usprawiedliwia go okoliczność, że inne pojazdy przejeżdżały przez wodę. Tym bardziej, że zasady doświadczenia życiowego wskazują, iż inne pojazdy mogą powodować „falę”, co zagraża uszkodzeniem pojazdu, zwłaszcza osobowego. Ponadto było ciemno, trudno zatem było ocenić głębokość wody zwłaszcza przy intensywnych opadach.

 

Miasto odpowiada za przejezdność drogi

Sąd Okręgowy w Łodzi zmienił wyrok i uznał, że zarówno miasto jak i przedsiębiorstwo odpowiada za szkodę w samochodzie.

Miasto, jako zarządca tej drogi powinno tak zorganizować prace, aby zapewnić przejezdność drogi nawet w czasie intensywnych opadów deszczu. Samo powierzenie czynności osobie trzeciej, nie zwalniało również miasta z wdrożenia takiego systemu kontroli, aby zapewnić skuteczne wykonywanie prac przez przedsiębiorstwo i ewentualnie usuwanie na bieżąco dostrzeżonych uchybień. Skoro zarządca dysponował informacją o regularnym tworzeniu się rozlewiska w miejscu zdarzenia przy większych opadach, winien był tak zorganizować prace porządkowe i interwencyjne, aby zapewnić drożność studzienek kanalizacyjnych, tj. aby nie zalegały tam żadne zanieczyszczenia uniemożliwiające prace studzienek.

Na gminie spoczywał także obowiązek zorganizowania systemu melioracyjnego w taki sposób, aby zapewniał efektywny odbiór wody deszczowej nawet podczas bardzo intensywnych opadów, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności wpływające na odbiór wód opadowych, w tym ukształtowanie terenu w miejscu zdarzenia.

Miasto odpowiada zatem za szkodę na podstawie art. 415 kc. jako zarządca drogi, nie dochowało, bowiem należytej staranności w wykonaniu swoich obowiązków polegających na zapewnieniu możliwości korzystania z drogi i bezpieczeństwa uczestników ruchu.

 

Spółka powinna reagować na bieżąco

Sąd stwierdził, że obok miasta na podobnej zasadzie za szkodę odpowiada też spółka, do której obowiązków należało m.in. czyszczenie wpustów deszczowych jak również usuwanie rozlewisk. W tej sprawie spółka zadziała opieszale, bo zgłoszenie rozlewiska nastąpiło godzinę przed wypadkiem powoda. Gdyby pracownicy spółki przystąpili niezwłocznie do udrożnienia odpływu rozlewiska nie doszłoby do szkody. Niezależnie od tego spółka nie wywiązała się z obowiązków czyszczenia wpustów deszczowych.

Sąd dopatrzył się jednocześnie siły wyższej, która wyłączałaby odpowiedzialność pozwanych. Nie udowodnili bowiem, że opady deszczu były na tyle silne i miały np. charakter deszczu nawalnego, który mimo sprawnie funkcjonującej instalacji deszczowej i tak doprowadził by do powstania rozlewiska.

 

Kierowca przyczynił się do szkody

Sąd uznał, że powód przyczynił się w połowie do szkody i proporcjonalnie pomniejszył mu należne odszkodowanie.  Podjął bowiem nieprawidłową decyzję polegającą na wjechaniu w rozlewisko wody. Pomimo, że auta poruszające się przed nim przejeżdżały przez wodę, on nie był w stanie ocenić, czy uda mu się pokonać rozlewisko. Nie znał ani głębokości ani stanu podłoża, czy ewentualnych elementów zalegających pod powierzchnią wody. Podejmując decyzję o kontynuowaniu jazdy, godził się zatem na ryzyko uszkodzenia samochodu.

 

Wyrok Sąd Okręgowego w Łodzi z 25 czerwca 2019 r. sygn. akt III Ca 2091/18