Szkolenia online Przekształcenie OPS w CUS – problemy, ryzyka i wyzwania wdrożeniowe 24.08.2026 r., godz. 8:00
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

RSO zamiast nowej aplikacji? Wystarczy usprawnić istniejący system ostrzegania

Syreny alarmowe połączone z alertami RCB, nowe komunikaty w mObywatelu, a być może także kolejna aplikacja ostrzegawcza. Rząd analizuje różne warianty rozbudowy systemu ochrony ludności. Eksperci od zarządzania kryzysowego i ochrony ludności przekonują jednak, że Polska dysponuje już narzędziem, które po kilku zmianach mogłoby skutecznie ostrzegać mieszkańców przed zagrożeniami. Ich zdaniem problemem nie jest brak systemów, lecz sposób wykorzystywania istniejącego Regionalnego Systemu Ostrzegania.

telefon komorka Kobieta
Źródło: iStock

Rząd rozważa rozszerzenie systemu ostrzegania ludności w związku z zagrożeniami w polskiej przestrzeni powietrznej. Jedną z analizowanych zmian jest wysyłanie alertów Rządowego Centrum Bezpieczeństwa już w momencie poderwania polskich i sojuszniczych myśliwców. O możliwym rozszerzeniu funkcjonowania Alertu RCB poinformowała w poniedziałek Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, wiceminister obrony narodowej.

W sytuacji poderwania myśliwców do działań związanych z ochroną polskiej przestrzeni powietrznej obywatele mogliby otrzymywać więcej informacji za pośrednictwem systemów Rządowego Centrum Bezpieczeństwa – powiedziała Magdalena Sobkowiak-Czarnecka

Dyskusja o zmianach toczy się po serii incydentów związanych z naruszeniami bezpieczeństwa przestrzeni powietrznej, w tym po upadku rakiety manewrującej w Tarnawie-Kolonii.Przeczytaj więcej Syreny zawyły, informacji brak - alarm na Lubelszczyźnie obnażył luki w systemie ostrzegania

Równolegle – jak wynika z wypowiedzi przedstawicieli rządu - trwają prace nad nowymi rozwiązaniami technologicznymi, które mają uzupełnić obecny system alarmowania oparty na syrenach i alertach SMS. Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski opowiada się za wdrożeniem technologii Cell Broadcast, wykorzystywanej m.in. na Ukrainie. To technologia masowego wysyłania krótkich komunikatów tekstowych do wszystkich telefonów zalogowanych do stacji bazowych w wybranym, konkretnym obszarze geograficznym. Marcin Kierwiński, szef MSWiA zapowiedział natomiast uruchomienie specjalnej aplikacji, która ma wspierać przekazywanie informacji o zagrożeniach. Według resortu nowe narzędzie mogłoby zostać zintegrowane m.in. z bazą użytkowników aplikacji mObywatel.

Eksperci od zarządzania kryzysowego i ochrony ludności przekonują jednak, że Polska dysponuje już narzędziem, które po kilku zmianach mogłoby skutecznie ostrzegać mieszkańców przed zagrożeniami. Jest nim Regionalny System Ostrzegania (RSO).

Czytaj w LEX: Zadania JST w razie ogłoszenia mobilizacji i w czasie wojny >

Czym jest RSO 

Regionalny System Ostrzegania (RSO) to ogólnopolski system przekazywania ostrzeżeń i komunikatów o zagrożeniach. Obejmuje aplikację mobilną (dostępną dla systemów Android, iOS, Windows), strony internetowe urzędów wojewódzkich oraz kanały telewizyjne TVP, w tym telewizję hybrydową i napisy wyświetlane w naziemnej telewizji cyfrowej. W systemie dostępne są także poradniki postępowania w sytuacjach kryzysowych, np. jak udzielić pierwszej pomocy, jak zachować się podczas burzy, powodzi czy ataku terrorystycznego.

System alarmowania i ostrzegania o zagrożeniu z powietrza w Polsce - zobacz szkolenie online w LEX >

Swoim zasięgiem RSO obejmuje całą Polskę.  Zamieszczane są w nim cztery typy informacji: meteorologiczne, hydrologiczne, drogowe i ogólne (np. przez policję, straż graniczną). Za treść komunikatów na terenach poszczególnych województw odpowiadają wojewodowie (wojewódzkie centra zarządzania kryzysowego), a w przypadku komunikatów ogólnopolskich Rządowe Centrum Bezpieczeństwa i MSWiA. System,  jak wynika z oficjalnych stron rządowych, funkcjonuje w Polsce od 2015 roku.

Zobacz szkolenie online w LEX: Aplikacja mObywatel i jej wpływ na funkcjonowanie urzędu >

Przeczytaj także: Po alarmie w Lubelskiem wojewoda zapowiada zmiany. W 10 powiatach nie uruchomiono syren

RSO przeładowane informacją

Rozmówcy Prawo.pl podkreślają, że głównym problemem RSO jest sposób wykorzystywania tego narzędzia, czyli nadmiar zamieszczanych tam informacji. Tylko wczoraj, 10 sierpnia, w ramach RSO opublikowano kilkadziesiąt komunikatów m.in. o gwałtowanych wzrostach stanu wody w niektórych rzekach, przewidywanych burzach i silnych wiatrach, utrudnieniach na konkretnych drogach, zakazie kąpieli na kąpielisku, przekroczeniu poziomu ozonu w powietrzu w jednym z powiatów, ale także hałasie jakie w czwartek, 13 sierpnia, wygenerują Bydgoskie Zakłady Elektromechaniczne Belma, które tego dnia przeprowadzą badania odbiorcze wyrobów i próby technologiczne. W ramach systemu przekazywane są też komunikaty o upałach, suszy hydrologicznej,  jakości wody lub niezdatności wody do spożycia, mgle, gołoledzi, jakości powietrza czy ostrzeżenia policji np. przed próbami wyłudzenia pieniędzy metodą "na wnuczka".

Ppłk dypl. rez. Dariusz Krzysztofik, zastępca dyrektora Wydziału Bezpieczeństwa Mieszkańców i Zarządzania Kryzysowego UM Lublina zwraca uwagę, że wiele osób odinstalowało aplikację właśnie dlatego, że trafia do niej zbyt wiele komunikatów o niskiej istotności.

RSO, jak sama nazwa wskazuje, to system ostrzegania, a nie informowania o objazdach – podkreśla Dariusz Krzysztofik.

Takie informacje, w czasie rzeczywistym, można znaleźć już choćby w mapach Google czy innych aplikacjach drogowych np. serwisie GDDKiA.

Czytaj też w LEX: Zarządzanie ciągłością działania w urzędzie – Plan odtworzeniowy I plan ciągłości działania urzędu >

Na przeładowanie treścią zwraca uwagę także Michał Miśko, ekspert ds. zarządzania kryzysowego i ochrony ludności, twórca profilu "zarządzanie kryzysowe" na Facebooku.

Zwykły obywatel nie potrzebuje wszystkich informacji. Dane o poziomie wód w rzekach czy inne specjalistyczne komunikaty, są potrzebne przede wszystkim służbom. Mieszkańcy powinni otrzymywać ostrzeżenia dotyczące bezpośrednich zagrożeń dla życia i zdrowia, takich jak zagrożenia militarne, poważne zjawiska pogodowe czy sytuacje kryzysowe. Niekoniecznie wszystkie informacje, które dziś trafią do RSO, powinny być dystrybuowane w tym samym kanale co ostrzeżenia o zagrożeniach – mówi Michał Miśko

- W Polsce wciąż mamy problem z dyscypliną komunikacyjną. Podobnie jest z alertami RCB. To bardzo dobre narzędzie, ale nadużywane traci swoją skuteczność i wartość. Widać to choćby wtedy, gdy najpierw pojawia się informacja, że nie można wysłać masowego SMS-a do wszystkich Polaków, a tego samego dnia kwadrans po północy część osób otrzymuje alert RCB, dotyczący zagrożenia czadem w czasie upałów – mówi Łukasz Stępień, ekspert Obserwatorium Bezpieczeństwa.

Jego zdaniem największą wadą RSO jest jednak to, że mało kto o niej wie. Podobnie jak z wieloma innymi wartościowymi aplikacjami publicznymi, jak np. Alarm 112, która umożliwia wezwanie pomocy bez konieczności wykonywania połączenia telefonicznego.

Zamiast więc promować już istniejące rozwiązania, nieustannie wymyślamy nowe. Nic więc dziwnego, że użytkownicy zaczynają się w tym wszystkim gubić – mówi Łukasz Stępień

Czytaj też w LEX: Organizacje społeczne w systemie bezpieczeństwa publicznego >

 

RSO czy może zostać głównym źródłem komunikacji?

Zdaniem ekspertów, pomimo swoich wad, RSO powinno być jednak przez rząd rozbudowywane.

Po ograniczeniu liczby komunikatów, wprowadzeniu geolokalizacji, bo dziś system nie dostosowuje się automatycznie do lokalizacji użytkownika, oraz zastosowaniu wymuszonych powiadomień push RSO, mogłoby stać się bardzo skutecznym narzędziem ostrzegania ludności. Tym bardziej, że system jest już umocowany w obowiązujących przepisach, działa od lat, ma ugruntowaną pozycję i bazę użytkowników. Uważam, że rozsądniej byłoby rozwijać właśnie ten system, niż budować kolejną dedykowaną aplikację o niejasnym przeznaczeniu - mówi Michał Miśko.  

Nie potrzebujemy kolejnych aplikacji. Potrzebujemy planów, które będziemy realizować i z nimi działać, a nie kolejnych nowych pomysłów. Bo działamy trochę jak złota rybka, która co 5 minut zapomina o tym, że coś było wcześniej i wymyśla nowe rozwiązanie tych samych problemów – mówi obrazowo Łukasz Stępień.

Zamówienia publiczne w ochronie ludności i obronie cywilnej – praktyczne wskazówki - czytaj w LEX >

Ekspert odnosząc się do zapowiedzi niektórych przedstawicieli rządu, że do ostrzegania i zawiadamiania ludności można by wykorzystać aplikację mObywatel, zwraca uwagę, że jest ona skierowana wyłącznie do osób, które mają ją zainstalowaną (ok. 12 mln obywateli, według danych ministra cyfryzacji) i są obywatelami Polski. Pomija natomiast cudzoziemców, którzy przebywają na terytorium Polski.

Aplikacja RSO jest absolutnie demokratyczna. Każdy może ją ściągnąć, każdy może ją sprawdzić. I co najważniejsze, RSO obecnie już jest spięte wojewódzkimi centrami zarządzania kryzysowego. Więc jest to system, który mamy sprawdzony, że działa i może funkcjonować. Nowa aplikacja oznacza z kolei nowe pomysły, błędy, problemy z koordynacją i mnóstwo pytań bez odpowiedzi. Powinniśmy skupić się na tym, co już mamy, i zastanowić się, jak to ulepszyć, bo i tak wciąż potykamy się o własne nogi – mówi Łukasz Stępień.

Realizacja zadań ochrony ludności i obrony cywilnej w samorządzie wojewódzkim - czytaj w LEX >

Potrzeba ustrukturyzowanych komunikatów

Kolejnym problemem jest treść komunikatów jakie trafią do społeczeństwa. Michał Miśko uważa też, że komunikaty publikowane przez RSO i Alert RCB powinny być w większym stopniu ustandaryzowane. Przekonuje, że zarządzanie kryzysowe należałoby w pewnym sensie „zmakdonaldyzować”. Podobnie jak restauracje tej sieci - działają według tych samych standardów na całym świecie, a smak hamburgerów jest podobny -  tak samo centra zarządzania kryzysowego powinny funkcjonować według jednolitych zasad.

Niezależnie od tego, czy mówimy o centrum wojewódzkim, powiatowym czy gminnym, organizacja pracy powinna być podobna, a komunikaty formułowane według tych samych wzorców, oczywiście z uwzględnieniem lokalnej specyfiki. Dotyczy to zarówno komunikatów wyświetlanych w RSO, jak i Alertów RCB – mówi Michał Miśko.

Czytaj też w LEX: Współpraca przedsiębiorców z organami państwowymi w zakresie realizacji zadań obronnych >

Takie ustandaryzowane komunikaty funkcjonują już w niektórych centrach zarządzania kryzysowego. Jeśli dochodzi do skażenia wody bakterią coli, wykorzystywany jest wcześniej przygotowany komunikat. Podobnie jest z ostrzeżeniami meteorologicznymi, gdzie komunikat edytowany jest jedynie o stopień zagrożenia, obszar obowiązywania czy czas trwania zjawiska. Dzięki temu komunikaty są spójne i profesjonalne.

Takie podejście powinno zostać wdrożone szerzej w całym systemie zarządzania kryzysowego – wskazuje Michał Miśko.

Systemy wykrywania, powiadamiania, ostrzegania i alarmowania o zagrożeniach w JST - czytaj w LEX >

Łukasz Stępień zwraca uwagę na fakt, że komunikaty kryzysowe nie mogą powstawać dopiero w trakcie zdarzenia. Dla najczęstszych sytuacji powinny istnieć gotowe formatki komunikatów, które po niewielkim dostosowaniu można natychmiast wykorzystać. Równie ważne jest ich wcześniejsze testowanie. Zanim komunikat trafi do obywateli, powinien zostać sprawdzony na grupach osób w różnym wieku i o różnych poziomach kompetencji.

Trzeba wiedzieć, jak zostanie odebrany i czy jest rzeczywiście zrozumiały. W biznesie takie podejście określa się mianem customer experience, czyli doświadczenia klienta. Jednym z problemów polskiego systemu bezpieczeństwa jest to, że nadal traktujemy obywateli jak petentów, a nie jak klientów usług publicznych. To podejście wymaga zmiany. Skuteczna komunikacja kryzysowa musi być tworzona z perspektywy odbiorcy, a nie instytucji, która ją nadaje – kwituje Łukasz Stępień.

Planowanie zadań obronnych przez organy JST - czytaj w LEX >

 

Polecamy prawnicze książki samorządowe