Szkolenia online Wyzwania spółek komunalnych w zakresie gospodarki odpadami 14.04.2026 r., godz. 10:00
Zmień język strony
Zmień język strony
Prawo.pl

Joanna Cwojdzińska: Nie mówimy o zamykaniu DPS-ów tylko o alternatywie wobec nich

Nowelizacja ustawy o pomocy społecznej nie oznacza likwidacji domów pomocy społecznej. Jej celem jest rozwój innych, alternatywnych form wsparcia zamiast opieki instytucjonalnej – wyjaśnia Joanna Cwojdzińska, wiceprezeska Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną (PSONI). Podkreśla, że ustawa ma już 30 lat i przez ten czas zmieniło się podejście do niepełnosprawności. Proponowane zmiany ocenia jako znaczące, ale nie rewolucyjne.

Joanna Cwojdzinska

Beata Dązbłaż: W projekcie nowelizacji ustawy o pomocy społecznej po raz pierwszy zdefiniowano w polskim prawodawstwie pojęcie deinstytucjonalizacji. Jest to proces rozwoju usług społecznych na poziomie rodziny i społeczności lokalnej, który ma zastąpić opiekę instytucjonalną wsparciem w społeczności lokalnej. Czy to dobra i potrzebna definicja?

Joanna Cwojdzińska: To jest absolutnie dobra i potrzebna definicja, na co wskazuje mnóstwo dokumentów, które Polska już dawno zobowiązała się stosować. Poczynając od art. 19 Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami, który mówi o tym, że nikt nie będzie zmuszony do życia w specjalnych warunkach. W 2022 r. powstała w Polsce Strategia Rozwoju Usług Społecznych, która również mówi o tym procesie. Od 2021 roku do końca 2023 był prowadzony ogólnopolski pilotaż tworzenia lokalnych planów deinstytucjonalizacji. Zakończył się wytycznymi, jak to robić.

Z wielu badań i analiz naukowych wynika, że usługi społeczne organizowane w społeczności lokalnej i środowisku zamieszkania, przynoszą pozytywne rezultaty i zadowolenie odbiorców. Definicje deinstytucjonalizacji z 2023 r. UNICEF-u i Komisji Europejskiej są jeszcze dalej idące. UNICEF mówi, że to jest całość planowania transformacji i zmniejszania rozmiarów zakładów stacjonarnych lub ich likwidacji przy jednoczesnym zapewnieniu innego rodzaju różnorodnych usług wpierających. Komisja Europejska mówi natomiast o procesie rozwoju usług na poziomie rodziny i lokalnej społeczności, które pozwolą osobie zostać jak najdłużej w swoim środowisku zamieszkania. Dlatego zdziwienie definicją z nowelizacji byłoby dla mnie niezrozumiałe, bo o prewencyjnym rozwoju usług społecznych, mówimy w naszym kraju już od kilku lat.

Brała Pani udział w pracach Zespołu ds. reformy społecznej w ministerstwie rodziny. Czy zmiany zaproponowane w nowelizacji ustawy o pomocy społecznej faktycznie, w Pani opinii, zwiększą dostęp do usług społecznych w lokalnym środowisku - na przykład do mieszkań wspomaganych? Trzeba dodać, że bez dodatkowych pieniędzy, których nowela nie przewiduje.

Prace Zespołu ds. reformy społecznej były bardzo intensywne. Od sierpnia 2024 r. uczestniczyłam w nich jako współprzewodnicząca, a później przewodnicząca grupy zajmującej się mieszkaniami wspomaganymi. Zespół liczył ponad 40 osób i pracował w ośmiu grupach tematycznych, a spotkania plenarne odbywały się raz na kwartał. Przewodniczący grup tematycznych prezentowali swoje wyniki prac, a ministerstwo rodziny informowało, co w tym czasie wypracowało po swojej stronie. W zdecydowanej większości spotkań uczestniczył przedstawiciel ministerstwa. Sama ministra Nowakowska spotykała się z nami – na naszą prośbę – także wieczorami, online. Wspólnie szukaliśmy rozwiązań możliwych do zaakceptowania przez różne środowiska.

To co znalazło się w projekcie nowelizacji w kwestii mieszkań wspomaganych jest zgodne z rekomendacjami naszej grupy roboczej i doświadczeniami istniejących już rozwiązań mieszkaniowych w Polsce i zagranicą. Nie było też w tej sprawie krytyki całego Zespołu w trakcie prac.

Obecnie tworzenie mieszkań wspomaganych i treningowych jest zadaniem własnym i obowiązkowym gmin. Nasze pytanie cały czas brzmiało, jak je do tego zachęcić? Chcieliśmy, aby w ustawie znalazły się jakieś restrykcje dla gmin, które tego nie robią. Ministra Nowakowska nie zgodziła się na to i dyskusja poszła w kierunku premiowania gmin, które takie mieszkania tworzą. Być może uwzględni to rozporządzenie do ustawy.

Na razie nie wiadomo, dlaczego te mieszkania nie są tworzone albo stoją puste. Być może odpowiedzi przyniosą wyniki ogólnopolskiej ankiety ministerstwa rodziny. Z moich doświadczeń we współpracy z samorządami wynika, że powodem może być brak świadomości, że te mieszkania rozwiązują jakiś problem społeczny.

 

Jak więc odwrócić ten trend?

Najlepsza jest praktyka. Mam doświadczenia lokalne z Gdańska, gdzie od ok. 10 lat działa Gdański Program Mieszkalnictwa Społecznego, który nigdy nie spotkał się z krytyką. Obecnie jest jego druga edycja. W Gdańsku funkcjonuje już prawie 500 mieszkań wspomaganych dla różnych grup zagrożonych wykluczeniem społecznym i co roku oddawane są nowe. Gmina znajduje swoje środki na utrzymanie ich mieszkańców. Policzyłam dokładnie, że na 43 mieszkańców, których wspiera PSONI, 34 osoby byłyby dziś w domach pomocy społecznej (DPS). A żyją w swoim środowisku, w mieszkaniach wspomaganych, z różnorakim wsparciem. Często to osoby zupełnie samotne, jest kilka osób, które dosłownie wyciągnęliśmy z sali sądowej i przekonaliśmy sędziego, żeby nie dawał skierowania na przymusowe umieszczenie w DPS-ie. Te osoby nie chciały tam trafić. Oczywiście są też osoby, które dobrowolnie wybierają DPS i dobrze się w nim czują.

Nigdy w trakcie prac Zespołu nie wybrzmiało, że DPS-y mają być zamykane. A ta retoryka często się powtarza w przestrzeni publicznej. Trzeba odróżnić prewencję – czyli umożliwienie życia w środowisku lokalnym – od przymusowego kierowania do DPS‑ów.

Reprezentuję środowisko osób z niepełnosprawnością intelektualną i uważam, że na DPS zawsze przyjdzie czas. Ale trzeba zrobić wszystko, aby od urodzenia tak kształtować rozwój dziecka, by opierało się o jego środowisko. To długotrwały proces.

Mamy bardzo mocno spolaryzowane poglądy w środowisku zajmującym się tematyką pomocy społecznej co do istnienia i funkcjonowania DPS-ów. Są opinie, że nie można od nich odejść, bo system nie jest na to gotowy. Również na to, by nie trafiały do nich dzieci, co zapewnia obecna nowelizacja ustawy o pomocy społecznej. Inne głosy mówią, że właśnie należy odchodzić od DPS-ów, jak najbardziej to możliwe. Ale czy odchodzić to znaczy zamykać? Czy nowelizacja jakoś rozwiązuje ten problem?

Mam nadzieję, że rozporządzenie do ustawy odpowie na ten problem i położy mocny nacisk na rozwój mieszkalnictwa wspomaganego. Dotąd w ustawie był zapis, że osoba, która wymaga wsparcia instytucjonalnego, cokolwiek to znaczy, nie może być skierowana do mieszkania wspomaganego. Mam przykład jednego z naszych kół PSONI, któremu organ kontrolujący zakwestionował pobyt w takim mieszkaniu kilku osobom z niepełnosprawnością intelektualną, ponieważ uznał, że wymagają wsparcia w jednostce zapewniającej całodobową opiekę. Mimo że mieszkali tam z powodzeniem kilka lat. Gmina ugięła się i skierowała cztery osoby do DPS-u.

Dla mnie to była porażka systemu. Przyrzekłam sobie, że zrobię wszystko, jako członek Zespołu, żeby doprowadzić do zmiany w ustawie, która osobom z większą potrzebą wsparcia, umożliwi mieszkanie w mieszkaniu wspomaganym. I będzie taka możliwość. Jeżeli gmina ma środki i chce wspierać daną osobę w mieszkaniu wspomaganym – łącząc to np. z asystencją osobistą – nie widzę żadnego powodu, by jej tego zabraniać.

 

Nie ma więc mowy o zamykaniu DPS-ów?

Absolutnie nie ma mowy o zamykaniu DPS. Mówimy tylko o tym, żeby usługi świadczone w środowisku, rozwijały się adekwatnie do potrzeb mieszkańców, żeby jak najdłużej mogli pozostać w swoim środowisku zamieszkania. Oczywiście są sytuacje, w których DPS, hospicjum czy Centrum Opiekuńczo‑Mieszkalne – z indywidualnym wsparciem – są najlepszym rozwiązaniem. My jednak mówimy o osobach aktywnych, które przy odpowiednim wsparciu mogą żyć w swoim środowisku, czasem nawet do końca życia.

Całe życie tych ludzi włączamy w życie społeczne, aktywizujemy zawodowo, a potem na tym ostatnim odcinku nie ma w ich środowisku dla nich żadnej propozycji. Konkretnych przykładów z naszego Stowarzyszenia, kiedy ktoś może mieszkać w swoim mieszkaniu ze wsparciem, mamy wiele.

Cały czas mówimy o alternatywie, nie o przymusie. Kto chce i czuje się bezpiecznie w DPS‑ie, nadal będzie mógł tam zamieszkać. Ale kto nie chce – powinien mieć możliwość wsparcia w mieszkaniu własnym lub wspomaganym.

Nowelizacja zakłada, że gmina może skierować do DPS-u dopiero jak wyczerpie wszystkie możliwości wsparcia środowiskowego. Często jest tak, że pracownik socjalny nie ma czego zaproponować osobie, bo np. nie wszystkie gminy realizują usługi opiekuńcze. Nowelizacja daje też możliwość tworzenia zespołu mieszkań wspomaganych, bo wtedy wsparcie indywidualne staje się tańsze, a mieszkańcy nie czują się samotni. Wtedy też łatwiejsze są usługi sąsiedzkie, które można rozwijać.

Nowelizacja zakłada, że samorządy będą przygotowywać trzyletnie plany polityki społecznej i deinstytucjonalizacji. Niektóre już to robią – Pani jest z Gdańska, który ma już taki plan. Czyli to jest możliwe bez dodatkowych finansów? To się uda?

Oczywiście, że się uda, ponieważ stworzenie lokalnego planu deinstytucjonalizacji jest w zakresie obowiązków wszystkich pracowników. Przecież muszą mieć diagnozę, chociażby występując o środki z budżetu gminy, na usługi opiekuńcze, również na wszystkie inne usługi. Strategia rozwiązywania problemów społecznych jest dla gminy obowiązkowa. Deinstytucjonalizacja, usługi środowiskowe, są jej elementem. To jest naturalny element planowania pracy.

W województwie pomorskim regionalny plan rozwoju usług społecznych i deinstytucjonalizacji powstał cztery lata temu na potrzeby Funduszy Europejskich dla Pomorza. Warunki były radykalne – środki mogły iść tylko na mieszkalnictwo wspomagane. Dziś samorządowcy mówią, że tylko w to chcą inwestować. Dlaczego? Bo to się opłaca i zaczyna działać. Stowarzyszenie „Obszar Metropolitalny Gdańsk-Gdynia-Sopot”, który zrzesza ponad 60 gmin i powiatów, też wykonał dużą pracę, organizując sympozja, konferencje, szkolenia, wizyty studyjne w terenie, nie tylko w Gdańsku, gdzie prezentuje dobre praktyki, zarówno te lokalne, jak i z innych miejsc, i zachęca w ten sposób samorządy, żeby podejmowały działania w zakresie różnych usług, w tym usług związanych z rozwojem mieszkalnictwa wspomaganego.

 

W Pani ocenie zaproponowane zmiany w nowelizacji ustawy o pomocy społecznej są wystarczające?

To jest konsensus pomiędzy tym, co jest możliwe bez wielkich nakładów finansowych, a tym co byśmy chcieli. Chcieliśmy dużo więcej. Propozycje realizują zobowiązania Polski już sprzed lat. Już w 2015 r. Komitet Ochrony Praw Dziecka ONZ zalecił usunięcie z polskiego prawa możliwości instytucjonalizacji dzieci poniżej 3. roku życia. W zeszłym roku sejmowa Komisja ds. Dzieci i Młodzieży skierowała w tej sprawie dezyderat do Rady Ministrów. Ministerstwo właśnie zaczyna te zalecenia wdrażać.

Ponad 90 proc. kosztów pobytu w DPS-ach obciąża gminy. Dobry plan może te środki zagospodarować inaczej - zanim pójdą na DPS, mogą zostać przeznaczone na usługi środowiskowe. W Gdańsku za mieszkańcem mieszkania wspomaganego idzie 3 tys. zł. Wspieramy m.in. dwie 19-letnie osoby z niepełnosprawnością, które w porozumieniu z rodzicami, zabraliśmy z progu DPS-u. Ich wsparcie kosztuje ok. 6 tys. zł miesięcznie plus usługi specjalistyczne, asystencję osobistą i wsparcie rodziny. Te osoby chodzą do szkoły, funkcjonują w społeczności, uprawiają sport, korzystają z lokalnych usług – żyją normalnie w swoim środowisku.

Ustawa o pomocy społecznej ma 30 lat. Żyjemy w zupełnie innej rzeczywistości, mamy zupełnie inny paradygmat niepełnosprawności. Nie naprawiamy ludzi – patrzymy osobocentrycznie, to model prawnoczłowieczy. Zmiany są konieczne, a te są delikatne, duże, ale nie radykalne. Teraz najważniejsze pytanie brzmi: jak je wdrażać i jak wspierać w tym samorządy. Nie powinniśmy tych zmian blokować, bo są odpowiedzią na współczesne potrzeby osób wymagających wsparcia. Sprawdźmy lokalne budżety, zobaczmy, czy wydajemy je zgodnie z prawnoczłowieczym podejściem i skalujmy dobre, sprawdzone praktyki.

 

Polecamy prawnicze książki samorządowe