Możliwa korekta liczby posłów w okręgach – nie dla wszystkich korzystna
Jeśli prezydent podpisze uchwalone właśnie zmiany w prawie wyborczym, przed każdymi wyborami korygowana będzie liczba posłów na Sejm wybieranych w okręgach, aby dostosować ją do aktualnej liczby mieszkańców. Ponieważ korekty nie było od ćwierćwiecza, w części okręgów ubyłoby, a w innych przybyło po jednym mandacie, zaś w podstołecznym obwarzanku przybyłyby aż dwa. Oczekiwania na podpis prezydenta bez wątpienia będzie czasem intensywnych obliczeń, kto na tej zmianie zyska, a kto straci.

Senat w czwartek, 24 września 2026 r., przyjął bez poprawek uchwaloną 4 września przez Sejm nowelizację ustawy Kodeks wyborczy. Jednym z głównych jej elementów jest zmiana liczby posłów wybieranych w poszczególnych okręgach. Jeśli ustawa wejdzie w życie, Państwowa Komisja Wyborcza będzie co roku do 30 listopada ogłaszała w drodze obwieszczenia liczbę posłów wybieranych w każdym okręgu wyborczym. Jeśli PKW nie dopełniłaby tego obowiązku, uchwałę w tej sprawie podejmowałby Naczelny Sąd Administracyjny. Ustalanie obowiązującej normy przedstawicielskiej dla wybieranych posłów w okręgach wyborczych ma odbywać się na podstawie danych z Centralnego Rejestru Wyborców według stanu na koniec trzeciego kwartału roku, w którym ogłasza się obwieszczenie dotyczące liczby posłów wybieranych w każdym okręgu.
Zgodnie z art. 203.1. ustawy Państwowa Komisja Wyborcza przedkłada Sejmowi wnioski w sprawie zmiany granic okręgów wyborczych i liczby posłów w nich wybieranych, jeżeli konieczność taka wynika ze zmian w zasadniczym podziale terytorialnym państwa lub ze zmiany liczby mieszkańców w okręgu wyborczym lub w kraju. Z kolei paragraf 4 tego artykułu mówi, że ustalenie liczby mieszkańców następuje na podstawie danych według stanu na koniec trzeciego kwartału roku poprzedzającego rok, w którym upływa kadencja Sejmu.
Zasada równości wyborów naruszona
Sprawa nie jest nowa, bo choć konstytucyjna zasada mówi, że głosy wyborców powinny być równe, to takie nie są. W wyborach do Sejmu i Senatu Polska podzielona jest na 41 okręgów wyborczych. W każdym okręgu wybiera się od 7 do 20 posłów, w zależności od liczby mieszkańców. Jak nietrudno wyliczyć, porównując liczbę mieszkańców okręgu wyborczego z liczbą wybieranych posłów, głos w Warszawie ma trzy razy mniejszą wartość niż na przykład w Elblągu.
W dużych miastach liczba mandatów nie odzwierciedla rzeczywistej liczby mieszkańców, podczas gdy w niektórych mniejszych okręgach reprezentacja pozostaje nieproporcjonalnie wysoka. Prowadzi to do sytuacji, w której głos jednego obywatela nie wszędzie ma tę samą wagę, a zasada ta powinna być fundamentem całego systemu wyborczego – mówi Prawo.pl Filip Pazderski, prawnik i socjolog z Fundacji Batorego.
- W takiej sytuacji przede wszystkim może ucierpieć równość, ponieważ ta zasada oznacza w sensie materialnym, że głos każdego wyborcy powinien mieć tę samą siłę. A więc powinien wpływać na wynik wyborów w mniej więcej w tym samym stopniu. Chodzi o, żeby każdy mandat poselski przypadał na określoną liczbę wyborców – ocenia w rozmowie z Prawo.pl prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.
Czytaj: Prof. Piotrowski: Trzeba dostosować liczbę mandatów do zaludnienia okręgów, bez politycznych spekulacji
Ten stan trwa od lat, bowiem ostatnia korekta granic okręgów i liczby mandatów miała miejsce w 2001 roku, za rządów koalicji PO-PSL. Potem, nawet jeśli postulat rozwiązania tego problemu był podnoszony, to bez efektu, ponieważ każda zmiana wymaga pełnej procedury ustawodawczej, co w praktyce bardzo utrudnia bieżące aktualizacje.
Jeśli w kraju są migracje, to z czasem taka potrzeba pojawia się i narasta. Jeśli więc w poprzednich kadencjach nie było takich korekt, to kiedyś w końcu trzeba to zrobić. Czyli w jakimś stopniu liczbę mandatów w okręgach dostosować do reguły równości – wskazuje prof. Ryszard Piotrowski.
Uchwalona teraz ustawa ma umożliwić regularne i sprawne dostosowanie liczby posłów do liczby mieszkańców w okręgach, bez konieczności i każdorazowego uchwalania nowelizacji ustawy. By jednak to było możliwe, ustawę musi podpisać prezydent. Nie ma pewności, czy to zrobi, bo chodzi tu nie tylko o interes obywateli, których głos w wyborach powinien mieć taką samą siłę, ale też o interesy różnych partii, które na tej nierówności korzystają, bo mają większe wpływy w regionach z „silniejszymi głosami”, albo tracą, gdy dominują w okręgach z głosami słabszymi.
Jedni mogą zyskać, inni stracić
Znowelizowana ustawa nie określa liczby posłów w poszczególnych okręgach po zmianie, bo na to wyliczenie przyjdzie czas mniej więcej za rok, gdy Państwowa Komisja Wyborcza po raz pierwszy będzie musiała dokonać przeliczenia liczby mieszkańców w odniesieniu do liczby posłów wybieranych do Sejmu. Jednak z przeprowadzonych podczas poprzedniego podejścia do tego problemu (w 2020 r.) symulacji wynikało, że gdyby wtedy dokonano korekty, to w dziewięciu okręgach (Legnica, Wałbrzych, Toruń, Lublin, Chełm, Łódź, Katowice, Kielce, Elbląg, Koszalin ) należałoby zmniejszyć liczbę mandatów o jeden. A w dziewięciu innych (Wrocław, Kraków, Rzeszów, Warszawa, Gdańsk, Słupsk, Konin, Piła, Poznań) należałoby dodać po jednym mandacie. A w okręgu obejmującym tzw. warszawski obwarzanek konieczne byłoby dodanie dwóch mandatów.
Czytaj: Głos głosowi nierówny, ale turystyka wyborcza może być ryzykowna
Od tamtej pory upłynęło sześć lat i nastąpiło trochę zmian w demografii, ale trend jest raczej ten sam, czyli ubywa ludności w regionach peryferyjnych, a przybywa w dużych miastach i na ich obrzeżach. Niezależnie jednak od tego, czy za rok korekta liczby mandatów byłaby taka jak ta prognozowana sześć lat temu, czy nieco inna, to bez wątpienia może ona mieć znaczenie w partyjnych kalkulacjach szans wyborczych.
Trzy tygodnie dla prezydenta
Prezydent ma trzy tygodnie na decyzję, czy podpisać ustawę i na pewno będzie to czas intensywnych analiz jej skutków w otoczeniu głowy państwa, ale zapewne też zabiegów ze strony niektórych partii politycznych. Raczej tych, które ewentualne przesunięcia w liczbie posłów wybieranych w poszczególnych okręgach mogą uznać za niekorzystne dla siebie.
Ponieważ od czasu wprowadzenia obecnego podziału kraju na okręgi wyborcze do parlamentu nastąpiły istotne migracje ludności, ustawodawca jest zobowiązany skorygować liczby mandatów w niektórych z nich, by głosy wyborców w każdym miały podobną siłę. Powinien to zrobić bez analizowania ewentualnych politycznych strat i korzyści – komentuje prof. Ryszard Piotrowski.







