Fermy przemysłowe pod szczególną ochroną? Kontrowersje wokół Lex Rolnik
Rząd chce wzmocnić ochronę działalności rolniczej przed sporami sąsiedzkimi. Przyjęty projekt ustawy, określany przez zwolenników jako Lex Rolnik, a przez przeciwników jako Lex Smród, może jednak objąć także fermy przemysłowe. Zdaniem prawników i organizacji społecznych nowe przepisy utrudnią mieszkańcom dochodzenie swoich praw w sprawach dotyczących odorów, hałasu i innych uciążliwości związanych z produkcją zwierzęcą.

Działalność rolnicza ze swojej natury może być uciążliwa dla osób mieszkających na wsi ze względu na hałas i zapachy. Zdarzają się jednak przypadki, gdy osobom sprowadzającym się na wieś przeszkadzają zapachy i dźwięki dochodzące z gospodarstw rolniczych oraz praca rolników w godzinach nocnych. To według deklaracji Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi stało u podstaw prac nad projektem ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ochrony rolniczych funkcji produkcyjnych wsi (UPRO8).
Jak uzasadnia ministerstwo, głównym celem projektowanej ustawy jest systemowe wzmocnienie ochrony rolniczych funkcji produkcyjnych wsi oraz ograniczenie tzw. konfliktów sąsiedzkich wynikających, m.in. z postępującej urbanizacji obszarów wiejskich.
„Ochrona rolniczych funkcji produkcyjnych wsi ma znaczenie nie tylko dla gospodarstw rolnych, ale także dla bezpieczeństwa żywnościowego państwa, utrzymania miejsc pracy na obszarach wiejskich, sukcesji pokoleniowej, stabilności inwestycji rolniczych oraz zachowania ciągłości produkcji zwierzęcej. Należy podkreślić, że działalność rolnicza nie jest zwykłą działalnością gospodarczą, lecz działalnością o szczególnym znaczeniu publicznym, powiązaną z produkcją żywności i odpornością państwa na kryzysy. Potrzeba wprowadzenia zmian wynika z konieczności zapewnienia rolnikom bezpieczeństwa prawnego i stabilności prowadzenia gospodarstw, a mieszkańcom Polski bezpieczeństwa żywnościowego” – głosi uzasadnienie projektu.
Czy rolnika, którego działalność hodowlana powoduje spływ odchodów na sąsiednią działkę i do stawu, należy traktować jako osobę fizyczną czy podmiot prowadzący działalność gospodarczą? - sprawdź w LEX >
Co zmieni ustawa?
Istotą proponowanych zmian jest wprowadzenie wymogu składania oświadczenia notarialnego przy zakupie jakiejkolwiek nieruchomości zlokalizowanej zgodnie z planem ogólnym gminy w strefie wielofunkcyjnej z zabudową zagrodową lub strefie produkcji rolniczej lub na terenie przeznaczonym na cele rolne w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Nabywca będzie musiał formalnie potwierdzić, że ma pełną świadomość potencjalnych uciążliwości wynikających z prowadzenia działalności rolniczej w sąsiedztwie.
W Kodeksie cywilnym po art. 144 zostanie dodany art. 144 (1) w brzmieniu:
„Art. 144 (1) par. 1. Domniemywa się, że zakłócenia korzystania z nieruchomości sąsiednich wywołane prowadzeniem działalności wytwórczej w rolnictwie w zakresie produkcji roślinnej i zwierzęcej, nie wyłączając produkcji ogrodniczej, sadowniczej i rybnej, zgodnie z właściwymi przepisami i zasadami prawidłowej gospodarki rolnej mieszczą się w granicach przeciętnej miary, o której mowa w art. 144.
Par. 2. Domniemania określonego w par. 1 nie stosuje się do zakłóceń korzystania z nieruchomości sąsiednich wywołanych prowadzeniem działalności wytwórczej w rolnictwie w zakresie produkcji roślinnej i zwierzęcej, nie wyłączając produkcji ogrodniczej, sadowniczej i rybnej, na nieruchomości położonej poza obrębem ewidencyjnym, o którym mowa w art. 9aa ust. 1 ustawy z dnia 11 kwietnia 2003 r. o kształtowaniu ustroju rolnego (Dz.U. z 2026 r. poz. 941).”.
Pomimo, że zaplanowane zmiany są nieznaczne pod względem objętościowym, to ich wejście w życie może mieć istotne znaczenie dla sytuacji prawnej mieszkańców wsi – komentuje Piotr Schreiber, radca prawny w Kancelarii Konieczny, Polak Radcowie Prawni Spółka Partnerska, autor publikacji związanych z tematyką prawa w kontekście środowiska naturalnego.
Przeczytaj także: Wiejski hałas i zapachy pod ochroną
Brak precyzyjnych definicji prawnych
Obecnie właściciel nieruchomości położonej na obszarze wiejskim może w sporze z hodowcą zwierząt czy producentem grzybów powoływać się na zakaz immisji.
Właściciel każdej nieruchomości, w tym gruntu rolnego wykorzystywanego pod działalność rolniczą, musi bowiem powstrzymywać się od działań, które przekraczają określone w Kodeksie cywilnym granice dopuszczalnych zakłóceń – tłumaczy Piotr Schreiber.
Do tej pory prowadzenie działalności rolniczej w granicach zezwoleń udzielonych przez odpowiednie organy administracji nie wyłączało uprawnienia właścicieli sąsiednich nieruchomości do domagania się na drodze sądowej zaniechania naruszeń i przywrócenia stanu zgodnego z prawem.
Ten stan rzeczy może jednak ulec zmianie, ponieważ rządowy projekt ustawy zakłada wprowadzenie zasady, zgodnie z którą prowadzenie działalności rolniczej nie zakłóca korzystania z nieruchomości sąsiedniej ponad przeciętną miarę, o ile jest prowadzone zgodnie z zasadami prawidłowej gospodarki rolnej lub przepisami prawa – mówi mec. Schreiber.
Pracownia na rzecz Wszystkich Istot zwraca uwagę na brak precyzyjnych definicji prawnych. Projektowane przepisy mówią, że domniemywa się, że zakłócenia mieszczą się „w granicach przeciętnej miary”, jeśli działalność prowadzona jest zgodnie z „zasadami prawidłowej gospodarki rolnej”. Żadna z tych definicji nie została jednak jednoznacznie sprecyzowana w polskim systemie prawnym. Stwarza to pole do dowolnej interpretacji przez sądy, co w zestawieniu z pozycją dużych podmiotów gospodarczych stawia zwykłych obywateli w z góry przegranej pozycji.
Projekt w obecnym kształcie nie broni interesów zwykłych rolników, lecz stawia ponad prawem wielki biznes rolny. Wymóg notarialnego zrzeczenia się prawa do obrony własnego komfortu i zdrowia przy zakupie ziemi to cios dla mieszkańców wsi, którzy nie prowadzą produkcji rolniczej. Rząd w praktyce zezwala na bezkarne zatruwanie środowiska i obniżanie jakości życia na prowincji – komentuje Radosław Ślusarczyk z Pracowni.
Wielki biznes pod ochroną
W całej Polsce ostatnio jak grzyby po deszczu wyrastają fermy przemysłowe, które często budzą ogromny sprzeciw mieszkańców, obawiających się problemów z dostępem dowody, smrodu czy zepsucia walorów krajobrazowych okolicy. Jeśli projekt ustawy (nazywanej „Lex Rolnik” albo „Lex Smród” w zależności od tego, kto mówi o tym projekcie) wejdzie w życie, to sprzeciw przeciwko fermom przemysłowym będzie trudniejszy.
Największy problem polega na tym, że rządowy projekt, wprowadzając takie uprzywilejowanie, nie wyłącza z niego ferm przemysłowych. Jeżeli ustawa wejdzie w życie w obecnym kształcie, z nowych przepisów skorzysta więc nie tylko rolnik prowadzący małe gospodarstwo, ale także inwestor prowadzący tzw. produkcję zwierzęcą na ogromną skalę – wskazuje Anna Spurek, prezeska Green REV Institute, który od początku aktywnie walczy z pomysłem Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Anna Spurek podkreśla, że projektowana ustawa tworzy domniemanie, że uciążliwości związane z działalnością rolniczą mieszczą się w granicach „przeciętnej miary”, a w praktyce może to oznaczać dużo trudniejszą drogę sądową dla mieszkańców i mieszkanek walczących z odorem, hałasem czy innymi immisjami.
Szczególnie bulwersujące jest to, że państwo chce wzmacniać ochronę przed roszczeniami właśnie teraz, kiedy nadal nie stworzyło skutecznego systemu ochrony ludzi przed odorami i innymi skutkami działalności wielkich ferm. Zamiast dawać mieszkańcom wsi nowe narzędzia ochrony, Lex Smród może osłabić nawet te, bardzo ograniczone, które dziś mają – mówi Anna Spurek.
Na to ryzyko zwraca także uwagę Piotr Schreiber.
Planowana nowelizacja przyznaje szczególną ochronę prawną także fermom przemysłowym, co wynika wprost z definicji działalności rolniczej, sformułowanej w art. 2 ust. 2 ustawy o podatku rolnym. Autorzy komentowanego projektu dążą do zastąpienia kryterium miary dopuszczalnych zakłóceń wymogiem prowadzenia działalności „zgodnie z zasadami prawidłowej gospodarki rolnej”. To ostatnie pojęcie stanowi klauzulę generalną, która odwołuje się do ekonomiki i racjonalności prowadzenia przedsiębiorstwa rolnego – tłumaczy mec. Piotr Schreiber.
Powoływanie się na immisje będzie dla sąsiadów fermy trudniejsze. Na gruncie rządowego projektu ustawy będzie można argumentować, że jeżeli właściciel fermy przemysłowej dysponuje właściwymi zezwoleniami i prowadzi swoją działalność w racjonalnie uzasadniony sposób, wówczas nie obejmuje go generalny zakaz immisji. Przepis, który zgodnie z zamierzeniem rządu ma zostać wprowadzony do Kodeksu cywilnego, ma jednak nieostry charakter i w razie jego wejścia w życie wiele będzie zależało od praktyki orzeczniczej sądów powszechnych.
Niedostateczna ochrona przed smrodem
Tymczasem ciągle nie widać na horyzoncie zapowiadanej od lat ustawy odorowej, która miała określić dopuszczalne normy stężeń substancji zapachowych oraz sztywne minimalne odległości nowych inwestycji inwentarskich od domów mieszkalnych. Takie rozwiązania zostały przyjęte m.in. w Holandii, Niemczech czy Włoszech.
Zamiast uchwalić wreszcie cywilizowane normy odległościowe i odorowe, które chroniłyby ludzi przed nieznośnym odorem ferm przemysłowych, rząd wybiera drogę na skróty. Wprowadza się przepisy blokujące obywatelom drogę sądową, stawiając zysk agrokoncernów ponad zdrowiem mieszkańców i prawem własności – podsumowuje Radosław Ślusarczyk.
Czytaj też w LEX: Kontrola WIOŚ bez tajemnic – prawa i obowiązki przedsiębiorcy >







