„Grombkowie” - tak potocznie w Wąchocku nazywa się potomków rdzennych mieszkańców osławionego przez dowcipy miasteczka. W 1454 roku król Kazimierz Jagiellończyk pierwszym osadnikom, a także Opactwu Cysterskiemu w Wąchocku, nadał przywileje, potwierdzane przez kolejnych królów. Marian Susfał, dyrektor Miejskiego Gminnego Ośrodka Kultury w Wąchocku, miejscowy regionalista przypomina, że odebrać przywileju nie udało się administracji carskiej (mieszkańcy wygrali sprawę sądową). Przywilej istniał także w czasie PRL, mimo że władza ludowa usiłowała go zlikwidować jako przeżytek.

Przeczytaj także: Po Chrust Plus tylko za zgodą leśniczego>>
Czytaj też: Prawo połowu przyznane na podstawie regulacji uwłaszczeniowych z XIX wieku na obszarze dawnego Królestwa Kongresowego. Glosa do postanowienia TK z dnia 7 maja 2008 r., SK 14/06 >>>

Uprawnieni na podstawie królewskiego przywileju mają więc prawo pobierać z lasów państwowych rocznie łącznie: 281,10 metrów sześciennych drewna użytkowego, 84,08 m/3 przestrzennych szczap opałowych osikowych i 320 m/3 gałęzi opałowych.

- W tabeli likwidacyjnej figuruje 195 numerów, ale faktycznie z przywileju korzysta ponad 200 osób, bo serwituty są dziedziczone i niektórzy mają ułamkowe części serwitutu. W przypadku sprzedaży nieruchomości prawo do serwitutu zapisywane jest w akcie notarialnym, podobnie jak podczas sprawy spadkowej. Zdarza się, że ktoś sprzedaje nieruchomość i zostawia sobie serwitut, ale mam wątpliwość, czy to jest legalne, bo przecież serwitut przypisany jest do konkretnego adresu – mówi Marian Susfał.

Podziałem drewna zajmuje się co roku zarząd komitetu serwitutowego. Członkowie tego komitetu mają drewno za darmo, ponoszą koszty tylko jego pozyskania: ścięcia, okrzesania i ułożenia w mygły (rodzaj stosu).

Nadleśnictwo Skarżysko nawet nie próbuje kwestionować tego prawa, choć przyznaje, że sposób realizacji przywileju zmienił się, bo inaczej funkcjonuje gospodarka leśna. Nikt nie może samodzielnie pozyskiwać drewna. Stosowne rodzaje drewna zabezpiecza nadleśnictwo.

- Co roku z komitetem serwitutowym podpisujemy stosowną umowę – mówi Michał Farys, zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Skarżysko.

 

 

Karta serwitutowa przepustką na opał

Wąchock to nie jedyne miejsce, gdzie respektowane są serwituty drzewne. Takie prawo mają też niektórzy mieszkańcy gminy Ostrowy nad Okszą i część miejscowości gminy Kamienica w powiecie limanowskim. Tam mieszkańcy wsi Szczawa, Kamienica i Zasadne, tak jak dawniej, mogą pobrać, dysponując kartą serwitutową podbitą przez leśniczego, określoną ilość drewna na opał. Z przywileju korzysta kilkadziesiąt gospodarstw.

- To gałęzie i drewno niesklasyfikowane, pozostałości po obróbce tartacznej, które na podstawie karty serwitutowej co roku mogą pobrać, określone, uprawnione osoby. Ten przywilej wpisany jest w akcie notarialnym, a uprawnienie jest każdorazowo weryfikowane – wyjaśnia pracownik Nadleśnictwa Limanowa. - Jakiś czas temu były zakusy ze strony Lasów Państwowych, aby te prawo odebrać, ale wyłuszczyliśmy, że serwituty były u nas od zawsze, mimo że w okresie międzywojennym ustawowo chciano je zlikwidować – mówi Jarosław Austyniak sekretarz gminy Kamienica.

Czytaj też: Wycinka drzew z lasu prywatnego - poradnik dla mieszkańca >>>

Czytaj też: Nielegalny wyrąb drzew w lesie - komentarz praktyczny >>>

Czytaj też: Jastrzębski Robert - Wykładnia historyczna we współczesnej judykaturze >>>

 


Królewskie prawo w Niepołomicach zostało umową nienazwaną

Czasami jednak Lasy Państwowe starają się zakwestionować dawne przywileje. Tak było w sporze między Nadleśnictwem Niepołomice, a miejscową parafią rzymsko-katolicką. Król Kazimierz Wielki, fundując kościół w mieście w 1357 r., nadał też parafii prawo do pobierania określonej ilości drewna rocznie z lasów królewskich. W XIX wieku, w okresie zaborów, przywilej został zmieniony z pobierania (parafia nie mogła samowolnie wycinać drzew) na wydawanie drewna,, ale respektowano go nadal. Tak samo działo się w okresie międzywojennym i podczas okupacji hitlerowskiej. W 1950 r. nowa władza powiedziała: "Dość!". Lasy Państwowe królewski przywilej uznały ponownie w 1990 roku. Na tej podstawie, co roku,  parafia pobierała bezpłatnie od nadleśnictwa w Niepołomicach po 81 m. sześć. drewna twardego i drewna miękkiego. W 2001 roku, Generalna Dyrekcja Lasów Państwowych stwierdziła, że prawo parafii przedawniło się. Księża jednak nie poddali się.

Batalia sądowa trwała blisko 10 lat. Sąd Rejonowy w Wieliczce wydał trzy wyroki, uznając roszczenia parafii. Aż tyle, bo z przyczyn proceduralnych Sąd Okręgowy w Krakowie uchylił je, nakazując powtórzyć proces. Samo procedowanie napotkało wiele problemów. Choćby z literalnym odczytaniem przywileju, bo pisany był po łacinie, ale czcionką z którą ani jedna, ani druga strona, nie bardzo mogła dać sobie radę. Sąd powołał eksperta do odczytania oryginału dokumentu, a potem biegłego z zakresu historii prawa, aby wyjaśnił jaki był charakter prawny tego przywileju, czy prywatno-prawny czy publiczno-prawny. Czy przywilej nie wygasł z różnych względów i czy w momencie wydania był zgodny z ówczesnym prawem.

W końcu w 2011 r. Sąd Okręgowy w Krakowie uznał wprawdzie, że przywilej wygasł na skutek niewykonywania go w czasach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, ale jednak w skutek tego, że Lasy Państwowe w latach 90. przystąpiły do wykonywania tego prawa, powstała między lasami, a parafią tzw. umowa nienazwana, tożsama z tamtym przywilejem. Wyrok uprawomocnił się. Nadleśnictwo musiało oddać parafii zaległe drzewo. Ale potem wypowiedziało umowę.

- Nie realizujemy obecnie żadnego serwitutu na rzecz parafii - mówi Bogusław Młynarczyk, zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Niepołomice.

 

Prawo do szyszek, runa leśnego, wypasu

Dr Jakub Maziarz z Katedry Historii Prawa Polskiego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego wyjaśnia, że w księgach wieczystych znajdujące się w zarządzie Lasów Państwowych wciąż jest wiele wpisów pochodzących z XIX wieku. Oprócz tak typowych jak służebność przechodu i przejazdu są tam także i takie określające, że właściciel nieruchomości w porze zimowej, w każdą, co drugą środę, od zmierzchu do świtu może zbierać szyszki na drodze i gałęzie. Są przywileje dające prawo do pobierania w określone dni runa leśnego i ściółki z lasu.

Na terenie Nadleśnictwa Andrychów niektórzy posiadacze nieruchomości uprawnieni są do poboru gałęzi jodłowych i wierzchołków ze ściętych drzew, posuszu oraz ścioły o tyle, o ile nie powoduje to szkód w lesie. Pobór gałęzi dozwolony jest w każdą sobotę od świtu do zmroku w ilości jeden wóz na uprawnionego, natomiast pobór ścioły - w każdą środę w tej samej ilości. 

W gronie jednostek Lasów Państwowych obciążonych serwitutami znajduje się Nadleśnictwo Biłgoraj. Mimo tego, że zostało ono założone w 1918 r., po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, otrzymało „w spadku” powinności nadane jeszcze za czasów zaboru austriackiego. Stało się  tak, gdyż w okresie rozbiorów Biłgoraj znalazł się w pierwszej kolejności pod kuratelą cesarza Austrii. Po kilkunastu latach włączono go do ziem Księstwa Warszawskiego, a dopiero od 1815 r. stał się częścią Królestwa Kongresowego, które wchodziło w skład zaboru rosyjskiego.  Obecnie, ponad 200 osób zamieszkujących Gromadę, Edwardów, Wolę Dużą, Wolę Małą oraz osiedle Różnówka Stawy ma prawo do korzysta z drzewnych służebności. Na mocy zachowanych regulacji nadleśnictwo zobowiązane jest rokrocznie do przygotowania i przekazania na rzecz uprawnionych mieszkańców 129,3 metrów sześciennych surowca tartacznego w klasie „C”. Po wyborze konkretnych sztuk surowca otrzymują pisemne potwierdzenie od leśniczego, które jest podstawą do wydania przez nadleśnictwo asygnaty na stosowną ilość drewna.

Pracownicy nadleśnictwa przyznają, że udało się też wypracować pewien kompromis: serwitutanci zrezygnowali z prawa do ponad 150 metrów sześciennych karpiny opałowej oraz umożliwienia im pozyskania ściółki z pasów przeciwpożarowych.

Sprawdź też: Jantowski Leszek "Stwierdzenie nabycia przez zasiedzenie służebności przesyłu i służebności gruntowej o treści odpowiadającej służebności przesyłu" >>>

- Najczęstsze dotyczą prawa poboru drewna z lasu, a do niedawana były bardzo popularne dotyczące wypasu bydła – mówi dr Jakub Maziarz. Zwraca uwagę, że najwięcej serwitutów przetrwało na terenach byłego Królestwa Polskiego i Galicji. - Serwitutów nie ma na tzw. ziemiach odzyskanych, bo tam po zakończeniu drugiej wojny światowej nastąpiło wyzerowanie stanu prawnego. Zdecydowana większość serwitutów była nadawana w Królestwie Polskim i statystycznie tam największa część ich jakoś tam przetrwała. Na pozostałych terenach zdarzają się sporadyczne przypadki – mówi dr Maziarz.

 


Prawo z 1927 roku wciąż obowiązuje

Sprawę serwitutów chciano uregulować w okresie międzywojennym. Narzędziem tym miała być ustawa z 7 maja 1920 roku o likwidacji serwitutów na terenie byłego Królestwa Kongresowego. Likwidacją serwitutów miały zająć się Urzędy Ziemskie na podstawie dobrowolnego układu stron lub w drodze przymusu. Ustawa z 10 stycznia 1922 r. rozciągnęła postawienia ustawy z 1920 roku na kolejne województwa m.in. białostockie i wołyńskie. A 1 lutego 1927 r. Prezydent Rzeczypospolitej wydał rozporządzenie o zniesieniu służebności w województwie kieleckim, lubelskim, łódzkim, warszawskim i w zachodniej części województwa białostockiego.

Czytaj też: Zasady udostępniania lasów - sankcje za wykroczenia i przestępstwa dokonywane w lesie >>>

Tuż przed wybuchem wojny, 21 czerwca 1939 r. uchwalono ustawę o zniesieniu służebności w województwach: krakowskim, lwowskim, stanisławowskim, tarnopolskim i cieszyńskiej części województwa śląskiego. Ustawa miała zlikwidować:

  • prawa wrębu, poboru drzewa i innych produktów leśnych, obciążające cudze grunty leśne lub rolne;
  • prawa paszy na cudzych gruntach;
  • prawa poboru traw, szuwarów lub innych roślin, rosnących na cudzych wodach stojących;
  • wszelkie inne służebności, obciążające grunty rolne lub leśne, które powstały przed dniem 1 stycznia 1909 r.

- Ustawa miała likwidować serwituty na obszarze byłej Galicji, ale to wymagało przeprowadzenia osobnego postępowania administracyjnego. Jeśli tego postępowania nie przeprowadzono, to w zasadzie tego serwitutu nie zlikwidowano – mówi dr Jakub Maziarz.

Sprawdź też: Korzycka Małgorzata (red.) "Instytucje prawa rolnego" >>>

Ale dochodzi też do odwrotnej sytuacji. Ostatnio jeden z komitetów serwitutowych z województwa świętokrzyskiego wystąpił o zlikwidowanie serwitutu, powołując się na rozporządzenie z 1927 roku i przepisy normujące likwidację serwitutu za wynagrodzeniem. Spór administracyjny wciąż trwa.