Zmień język strony
Prawo.pl

Certyfikacja wykonawców ma uprościć zamówienia, ale czy rzeczywiście?

12 lipca 2026 r. polski system zamówień publicznych rozpoczął nowy rozdział. W życie weszły przepisy o certyfikacji wykonawców – rozwiązanie, które ma ograniczyć biurokrację, przyspieszyć postępowania i zwiększyć profesjonalizację rynku. Trudno polemizować z tym kierunkiem. Warto jednak zadać pytanie, czy nowy system rzeczywiście uprości udział w zamówieniach wszystkim wykonawcom, czy przede wszystkim tym największym – pisze Grzegorz Bebłowski, ekspert zamówień publicznych.

grzegorz beblowski

Nie mam wątpliwości, że intencje ustawodawcy były słuszne. Nie zamierzam również przekonywać, że certyfikacja jest rozwiązaniem błędnym. Wręcz przeciwnie – od lat wskazuję, że rynek zamówień publicznych wymaga ograniczenia zbędnej biurokracji, powielania dokumentów i wielokrotnego badania tych samych okoliczności. Pytanie brzmi jednak nie, czy certyfikacja była potrzebna, lecz czy została zaprojektowana w sposób, który rzeczywiście uprości funkcjonowanie rynku wszystkim jego uczestnikom, a nie tylko największym.

Każda reforma prawa ma bowiem dwa oblicza. Jedno widzimy w uzasadnieniu projektu ustawy. Drugie ujawnia się dopiero wtedy, gdy przepisy zaczynają funkcjonować w praktyce. I właśnie ta praktyka zdecyduje o sukcesie lub porażce certyfikacji wykonawców.

Czytaj też w LEX: Certyfikacja wykonawców – co się zmieni i jak się przygotować w praktyce >

Dobra idea nie zawsze gwarantuje dobre skutki

Założenia nowego systemu są racjonalne. Wykonawca, który przejdzie procedurę certyfikacji, uzyska potwierdzenie braku podstaw wykluczenia oraz – w określonym zakresie – swojej zdolności do należytego wykonania zamówienia. Zamawiający nie będzie musiał każdorazowo od początku analizować tych samych dokumentów. W teorii oznacza to mniej formalności, krótszy czas badania ofert i większą przewidywalność postępowań. To rozwiązanie jest potrzebne. Trudno bowiem uznać za racjonalny model, w którym ten sam przedsiębiorca przez lata przedstawia identyczne dokumenty w kolejnych postępowaniach, a zamawiający za każdym razem wykonuje tę samą pracę.

Nie oznacza to jednak, że certyfikat zastąpi rolę zamawiającego. Nadal to on będzie odpowiadał za prawidłowe przygotowanie postępowania, opis warunków udziału, ocenę ofert i wybór wykonawcy. Zmieni się natomiast punkt ciężkości – z badania dokumentów na ocenę certyfikatu.

To pozornie niewielka zmiana. W praktyce może okazać się jedną z największych zmian filozofii prowadzenia postępowań od wejścia w życie obecnego Prawa zamówień publicznych.

Certyfikat stanie się nową walutą rynku

Formalnie certyfikacja pozostaje dobrowolna. Praktycznie może bardzo szybko stać się rynkowym standardem. Historia różnych systemów jakości pokazuje podobny mechanizm. Na początku certyfikat jest jedynie możliwością. Następnie staje się oczekiwanym potwierdzeniem wiarygodności. W końcu jego brak zaczyna budzić pytania. Nie dlatego, że wymaga tego ustawa. Dlatego, że wymaga tego praktyka.

Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której zamawiający, mając dwóch porównywalnych wykonawców – jednego posiadającego aktualny certyfikat, a drugiego nie – pozostanie całkowicie obojętny na tę informację. Certyfikat nie daje formalnej przewagi. Może jednak bardzo szybko stać się przewagą faktyczną.

To właśnie dlatego można zaryzykować tezę, że certyfikat stanie się nową walutą rynku zamówień publicznych.

Czytaj też w LEX: Zmiany w dostępie do zamówień publicznych dla wykonawców z państw trzecich – analiza i praktyka >

Ustawodawca zmienił ciężar dowodu

Najbardziej niedocenianą zmianą nie jest jednak sam certyfikat, lecz domniemanie wynikające z jego posiadania. Dotychczas wykonawca musiał w każdym postępowaniu wykazywać spełnienie określonych warunków i brak podstaw wykluczenia. Certyfikacja odwraca ten sposób myślenia. W zakresie objętym certyfikatem przyjmuje się, że wykonawca spełnia wymagania, a ciężar podważenia tego domniemania spoczywa na tym, kto je kwestionuje.

To zmiana znacznie głębsza niż kolejny formularz czy nowy dokument. To zmiana filozofii prowadzenia postępowań.

Czytaj też w LEX: Termin wykonania zamówienia - analiza i praktyka >

Powstaje nowa przewaga konkurencyjna

Największym beneficjentem nowego systemu mogą okazać się przedsiębiorcy posiadający rozwinięte zaplecze organizacyjne.  Uzyskanie certyfikatu nie ogranicza się do złożenia wniosku. Oznacza przygotowanie dokumentacji, utrzymanie jej aktualności, współpracę z podmiotem certyfikującym, reagowanie na wezwania oraz ponoszenie kosztów całego procesu.

Duże przedsiębiorstwa posiadają działy prawne, compliance, administrację i wyspecjalizowane zespoły. Dla nich będzie to kolejny element codziennego funkcjonowania. Mniejsze firmy często takich zasobów nie mają.

Nie oznacza to automatycznie, że zostaną wyeliminowane z rynku. Oznacza to jednak, że koszt uczestnictwa w zamówieniach publicznych może wzrosnąć. To właśnie tutaj pojawia się pytanie, którego nie wolno dziś ignorować. Czy certyfikacja będzie narzędziem profesjonalizacji rynku, czy kolejnym filtrem formalnym?

 

Profesjonalizacja nie może oznaczać formalizacji

Od wielu lat mówimy o profesjonalizacji zamówień publicznych. To kierunek słuszny, ale profesjonalizacja nie może jednak być utożsamiana wyłącznie z tworzeniem kolejnych procedur, certyfikatów czy obowiązków.

Profesjonalny rynek to taki, na którym konkurują doświadczenie, jakość, innowacyjność i rzetelność wykonania zamówienia. Jeżeli przewagę zacznie budować przede wszystkim zdolność do obsługi kolejnych formalności, istnieje ryzyko, że część przedsiębiorców zwyczajnie zrezygnuje z ubiegania się o zamówienia publiczne. A przecież już dziś wielu wykonawców uważa rynek zamówień publicznych za zbyt skomplikowany. Każda reforma powinna odpowiadać nie tylko na pytanie, jak usprawnić pracę zamawiających, lecz także na pytanie, jak zachęcić nowych przedsiębiorców do udziału w postępowaniach.

Certyfikacja oznacza również powstanie nowego rynku. Rynku podmiotów certyfikujących. To one będą oceniały wykonawców. To od ich sprawności będzie zależał czas uzyskania certyfikatu. To ich ocena stanie się dla wielu przedsiębiorców przepustką do sprawniejszego udziału w postępowaniach.

W jaki sposób wykonawca w postępowaniu unijnym wskazuje zakres posługiwania się certyfikatem wykonawcy? - sprawdź w LEX >

Im większa będzie praktyczna rola certyfikatu, tym większego znaczenia nabiorą decyzje tych podmiotów. Już dziś warto więc postawić pytanie, czy przewidziane mechanizmy nadzoru oraz kontroli nad działalnością podmiotów certyfikujących okażą się wystarczające. Nie dlatego, że należy zakładać ich nierzetelność. Dlatego, że każde rozwiązanie mające realny wpływ na dostęp do rynku powinno być objęte równie realnymi gwarancjami przejrzystości.

W LEX znajdziesz przydatne wzory dokumentów:

Zmieni się również rola zamawiającego

Paradoksalnie certyfikacja nie zmniejsza odpowiedzialności zamawiającego. Ona ją zmienia. Do tej pory odpowiadał przede wszystkim za analizę dokumentów składanych przez wykonawcę. Od dziś coraz częściej będzie odpowiadał za prawidłową ocenę certyfikatu. Czy obejmuje on wymagany zakres? Czy pozostaje ważny? Czy nie został zawieszony? Czy rzeczywiście potwierdza zdolność, której wymaga zamawiający?

Błędna odpowiedź na którekolwiek z tych pytań może prowadzić do takich samych konsekwencji jak błędna ocena dokumentów składanych w obecnym modelu. Dlatego certyfikacja nie zmniejsza znaczenia zamawiającego. Ona zmienia kompetencje, których będzie od niego wymagała.

Zobacz szkolenie online w LEX: Certyfikacja wykonawców w zamówieniach publicznych - co zmienia w pracy zamawiającego i wykonawcy? >

Sukces reformy zależy od jednego

Za kilka lat nikt nie będzie oceniał certyfikacji przez pryzmat liczby wydanych certyfikatów. Będzie oceniał ją znacznie prościej: Czy dzięki niej więcej przedsiębiorców bierze udział w postępowaniach? Czy zamawiający prowadzą je szybciej? Czy wzrosła konkurencja?

Jeżeli odpowiedź na choć jedno z tych pytań okaże się negatywna, będzie to oznaczać, że zamiast uprościć system, stworzyliśmy kolejną warstwę formalności.

Największym zagrożeniem certyfikacji nie jest bowiem sama certyfikacja. Największym zagrożeniem jest sytuacja, w której certyfikat stanie się ważniejszy od rzeczywistej jakości wykonawcy. Bo zamówienia publiczne powinny premiować doświadczenie, rzetelność i jakość realizacji zamówień, a nie wyłącznie umiejętność sprawnego poruszania się w kolejnych procedurach administracyjnych. Jeżeli certyfikacja rzeczywiście uprości dostęp do rynku, będzie jedną z najlepszych reform ostatnich lat.

Jeżeli jednak stanie się kolejną barierą wejścia dla mniejszych przedsiębiorców, nie zbudujemy bardziej konkurencyjnego rynku. Zbudujemy rynek jeszcze bardziej sformalizowany. A to nie z formalizacji powinno wynikać zaufanie do wykonawcy. Powinno wynikać z jakości jego pracy.

Grzegorz Bebłowski, prawnik specjalizujący się w zamówieniach publicznych, właściciel w Kancelarii Doradztwa Zamówień Publicznych

Zobacz w LEX: Projekty ustaw i rozporządzeń z zakresu zamówień publicznych >

 

Polecamy prawnicze książki samorządowe