Społeczności energetyczne istnieją głównie na papierze? Jest skarga do KE
Choć polskie prawo przewiduje działanie społeczności energetycznych, w praktyce ich rozwój blokują niejasne przepisy, skomplikowane procedury i problemy z przyłączeniami. W praktyce wizja tańszego prądu dla gmin i mieszkańców pozostaje ideą na papierze. Zdaniem Fundacji ClientEarth to naruszenie unijnych regulacji, dlatego organizacja złożyła skargę do Komisji Europejskiej.

Społeczność energetyczna to grupa mieszkańców, samorządów, małych firm lub lokalnych instytucji, która wspólnie produkuje i zużywa energię odnawialną. Może to na przykład oznaczać panele słoneczne zamontowane na dachu szkoły, urzędu czy bloku w celu zasilania energią wygenerowaną w ten sposób nieruchomości należących do członków tej grupy. Taka społeczność sama decyduje zarówno o swoim składzie, jak i o tym, co zrobić z nadwyżką wyprodukowanej energii lub w co zainwestować środki z jej sprzedaży.
Zgodnie z dyrektywą RED II (dyrektywy 2018/2001) kraje członkowskie UE były zobowiązane do stworzenia warunków umożliwiających uczestnictwo w społecznościach energetycznych do 30 czerwca 2021 roku.
Niższe koszty dla mieszkańców i gmin
Dane Komisji Europejskiej wskazują, że gospodarstwa domowe produkujące i zużywające własną energię słoneczną mogą oszczędzać nawet 2,4 tys. zł rocznie. W przypadku społeczności korzystających z połączenia energii słonecznej i wiatrowej, oszczędności mogą wynieść nawet 4 tys. zł rocznie.
Tania energia nie może być luksusem dla tych, którzy mają własny dach i pieniądze na instalację. Do społeczności energetycznych powinny móc dołączać również osoby mieszkające w blokach, wynajmujące mieszkania oraz takie, których nie stać na samodzielną inwestycję – komentuje Anna Frączyk, prawniczka ClientEarth.
Zdaniem Fundacji ClientEarth Polska i Węgry nie usunęły barier utrudniających obywatelom korzystanie z taniej, lokalnie wytwarzanej energii odnawialnej. Sprawia to, że w obu tych krajach nie udaje się skutecznie obniżać kosztów wytwarzania energii ze względu na złe przepisy. Tymczasem działania te nie tylko zmniejszają zależność od paliw kopalnych, ale też pozwalają gminom obniżyć rachunki urzędu za energię oraz nie podnosić cen wody i odprowadzania nieczystości.
Nieliczne gminy, które wprowadziły społeczności energetyczne, chwalą to rozwiązanie z powodu obniżenia wydatków na energię.
Mamy spółdzielnię energetyczną, dzięki czemu nie płacimy za prąd na hydroforni. Co za tym idzie, nie podnoszę cen wody, nie podnoszę cen ścieków. Świecimy w nocy – nie płacimy za to, a mamy widno – mówi Tomasz Adamiec, wójt gminy Policzna.
Przeczytaj także: Spółdzielnie energetyczne z szansą na korzystną regulację
Przepisy są, ale system nie działa
Takie działanie w gminie Policzna możliwe jest dzięki temu, że w Polsce obowiązują przepisy o społecznościach energetycznych i zdeterminowane gminy mają – przynajmniej formalnie – możliwość działania. Problemem jednak jest to, że Polska nie stworzyła warunków, które pozwalałyby w pełni wykorzystać potencjał społeczności energetycznych.
Aleksander Gałuszka, prawnik DSK Kancelaria, wskazuje, że Polska formalnie stworzyła podstawy dla rozwoju energetyki obywatelskiej. W praktyce jednak poszczególne elementy systemu nie tworzą jeszcze spójnego i przewidywalnego mechanizmu. Przepisy dotyczące odnawialnych źródeł energii spotykają się z prawem zamówień publicznych, regulacją przyłączeń, zasadami finansów publicznych, wymogami budowlanymi, regułami pomocy publicznej oraz niedopracowaną praktyką rozliczeń. To właśnie na tych stykach powstają bariery, których nie widać w samej definicji społeczności energetycznej.
W tym kontekście, pytanie brzmi dziś nie tylko, czy polskie prawo przewiduje klastry energii, spółdzielnie energetyczne i obywatelskie społeczności energetyczne. Ważniejsze jest to, czy te konstrukcje pozwalają samorządom, przedsiębiorcom i gospodarstwom domowym rzeczywiście produkować, współdzielić i rozliczać energię bez ponoszenia nieproporcjonalnego ryzyka prawnego i finansowego – mówi Aleksander Gałuszka.
Chaos regulacyjny i bariery administracyjne
Według ClientEarth obywatele mierzą się z chaosem regulacyjnym. Przepisy często się zmieniają, są niejasne oraz wymieniają odrębne, a jednocześnie pokrywające się modele działania. Do tego dochodzą zawiłe procedury administracyjne, brak dostępu do praktycznych informacji, opóźnienia w przyłączaniu do sieci oraz ograniczony dostęp do finansowania. Bariery powstają na styku różnych reżimów prawnych i relacji wynikających ze stosowania poszczególnych przepisów.
Ustawa o OZE może przyznawać społeczności określone uprawnienia, ale Prawo energetyczne ogranicza je przez warunki sieciowe. Prawo energetyczne może przewidywać model rozliczeń, ale w praktyce operator nie udostępnia danych w formie pozwalającej na ich weryfikację. Przepisy o klastrze mogą zachęcać do lokalnej współpracy, ale PZP nie daje gminie prostego i bezpiecznego mechanizmu zakupu energii od wybranego lokalnego uczestnika – wyjaśnia Aleksander Gałuszka.
Przy zakładaniu spółdzielni odbijaliśmy się od różnych instytucji. Zresztą nadal współpracujemy z zewnętrznymi firmami na zasadzie outsourcingu. To był rozwleczony w czasie galimatias – przyznaje Tomasz Adamiec.
Kolejne problemy to brak rozwiązań dla osób o niższych dochodach, zbyt wąski zakres działań, które mogą podejmować społeczności oraz ryzyko osłabienia ich obywatelskiego charakteru przez udział dużych przedsiębiorstw.
Na Węgrzech społeczności energetyczne zmagają się z podobnymi problemami, jak społeczności w Polsce. Dochodzi tam jeszcze dodatkowy problem: udział w społeczności energetycznej może oznaczać utratę dostępu do niższych, regulowanych cen energii.
Skarga do Komisji Europejskiej
Fundacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi w skardze do Komisji Europejskiej zarzuca obu państwom, że nie usunęły barier utrudniających obywatelom korzystanie z taniej, lokalnie wytwarzanej energii odnawialnej.
Skargi Fundacji należy w takim kontekście rozumieć jako zawiadomienie Komisji Europejskiej o możliwym niewykonaniu przez Polskę i Węgry zobowiązań wynikających z prawa Unii. Ich podstawę proceduralną stanowią art. 17 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej oraz art. 258–260 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, które upoważniają Komisję do zbadania czy państwo członkowskie prawidłowo realizuje obowiązki unijne, a w razie stwierdzenia uchybienia – do wszczęcia postępowania naruszeniowego, zakończonego ostatecznie skierowaniem sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE – tłumaczy Aleksander Gałuszka.
Art. 21 i 22 dyrektywy RED II (dyrektywy 2018/2001) nakazują stworzenie odbiorcom możliwości aktywnego uczestnictwa w wytwarzaniu i wykorzystywaniu energii odnawialnej oraz ustanowienie skutecznych, proporcjonalnych i niedyskryminacyjnych ram dla odnawialnych społeczności energetycznych.
Ewentualny zarzut nie musiałby więc dotyczyć całkowitego braku polskich przepisów, lecz ich niewystarczającej skuteczności – w szczególności istnienia nieuzasadnionych barier administracyjnych, sieciowych, finansowych lub rozliczeniowych, które powodują, że prawa przyznane przez RED II pozostają dla obywateli, samorządów i małych przedsiębiorców w znacznej mierze formalne – wyjaśnia Aleksander Gałuszka.
RED II punktem odniesienia, ale znaczenie ma też RED III
Przedstawiciele fundacji odwołują się przede wszystkim do RED II, ponieważ to art. 21 i 22 tej dyrektywy ustanowiły podstawowe obowiązki państw członkowskich w zakresie prosumpcji i odnawialnych społeczności energetycznych.
Zdaniem Aleksandra Gałuszki nie można jednak pomijać RED III – dyrektywy (UE) 2023/2413, która nowelizuje RED II i rozszerza unijne ramy rozwoju OZE, zwłaszcza o przyspieszenie postępowań dotyczących zezwoleń, planowanie przestrzenne, obszary przyspieszonego rozwoju OZE, repowering oraz rozwój infrastruktury sieciowej. RED III nie zastępuje znaczenia art. 22 RED II. Dla oceny pierwotnych zarzutów dotyczących braku skutecznych ram dla społeczności energetycznych punktem odniesienia pozostaje przede wszystkim RED II, natomiast RED III ma znaczenie dla oceny tego, czy państwo usuwa bariery inwestycyjne i administracyjne w późniejszym okresie. Późniejsze wdrożenie RED III nie może być traktowane jako automatyczne, retroaktywne usunięcie ewentualnych wcześniejszych uchybień w implementacji RED II.






