Upadły konsument-emeryt dostanie nie więcej niż 825 zł
Emeryt, który ogłosi upadłość konsumencką dostanie tylko 825 zł ze swojego świadczenia. Resztę ZUS musi oddać syndykowi masy upadłości, jeśli ten sobie tego życzy. ZUS tak interpretuje przepisy, przyznając jednocześnie, że nie są one jasne, ale nie ma też jasnej linii orzeczniczej sądów w tej sprawie.

Z wątpliwościami w tej sprawie wystąpił Rzecznik Praw Obywatelskich, który powziął je po sygnałach, że przy upadłości konsumenckiej ludzie tracą więcej niż ¼ świadczenia, na co pozwalają przepisy o egzekucji. Poza tym potrącenia obliczane są w różny sposób, więc człowiek rozważający upadłość konsumencką nie jest w stanie przewidzieć, z czym przyjdzie mu się zmierzyć.
Swoje wystąpienie RPO przygotował po spotkaniu ekspertów w czerwcu 2018 r., na którym przedstawiciele środowiska sędziowskiego, uczelni, profesjonalni pełnomocnicy, doradcy restrukturyzacyjni, przedstawiciele organizacji wspierających osoby w procesie upadłości zastanawiali się, jak poprawić system upadłości konsumenckiej w Polsce.
Niejasne prawo i orzecznictwo
Odpowiadając rzecznikowi prezes ZUS Gertruda Uścińska wyjaśniła, że niejasności dotyczące kwestii, ile można oddać syndykowi masy upadłościowej w przypadku ogłoszenia upadłości konsumenckiej przez emeryta lub rencistę, wynikają z tego, że problem nie jest uregulowany w przepisach wprost. Jak poinformowała, ZUS stosuje więc w tym przypadku Prawo upadłościowe, Kodeks postępowania cywilnego i ustawę o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.
Inne zasady, bo syndyk nie prowadzi egzekucji
Zdaniem ZUS przepisy te działają w ten sposób, że ZUS musi oddać syndykowi masy upadłościowej wszystko ponad 825 zł z ze świadczenia emeryta/rencisty, który ogłosił upadłość konsumencką. - Owszem, są przepisy, które mówią, że nie można zabrać więcej niż ¼ świadczenia, ale one dotyczą egzekucji - tymczasem zdaniem ZUS syndyk masy upadłościowej nie prowadzi egzekucji. Zarządza on tylko masą upadłościową w celu zaspokojenia roszczeń wierzycieli. ZUS zdaje sobie sprawę, że sądy na problem zapatrują się różnie - „jednak, jak się wydaje, nie można jeszcze mówić o utrwalonej linii orzeczniczej w tym zakresie - w szczególności, gdy chodzi o orzecznictwo Sądu Najwyższego oraz orzecznictwo sądów apelacyjnych” - czytamy w wyjaśnieniu prezes ZUS.
Różne roszczenia syndyków
Gertruda Uścińska dodaje, że do tego sami syndycy różnie formułują swoje żądania i jedni proszą o kwotę mniejszą niż musi oddać ZUS, inni ściągają wszystko, co się da. - Ale na to ZUS nie ma już wpływu. Jest zobligowany do „indywidualnego traktowania tych wniosków, gdyż zakres roszczeń syndyków jest zróżnicowany, co prawdopodobnie wynika z braku precyzyjnych regulacji prawnych w tym zakresie” - czytamy w odpowiedzi dla RPO.




