Na stronie Sądu Najwyższego pojawiło się uzasadnienie wyroku z 27 listopada 2019 roku (sygn. II CSK 483/18) w sprawie o kredyt denominowany. - To już piąty wyrok Sądu Najwyższego wydany na przestrzeni zaledwie jednego roku, dotyczący kredytów „waloryzowanych” kursem franka szwajcarskiego,  w którym SN podkreśla niezwiązanie kredytobiorcy całym mechanizmem denominacji lub indeksacji przy dalszym utrzymaniu umowy, ale w walucie polskiej przy niezmienionej formule oprocentowania - wylicza radca prawny Tomasz Konieczny, wspólnik kancelarii Konieczny, Polak i Partnerzy, współautor "Przewodnika frankowicza".

Zdaniem Damiana Nartowskiego, radcy prawnego, partnera w kancelarii WNLegal Wątrobiński Nartowski, to jedno z najlepszych orzeczeń po wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej sprawie Dziubak. Dlaczego? – SN w „starym” składzie mocno zasygnalizował, że sąd, który rozstrzyga sprawę „frankową” musi w pierwszej kolejności rozważyć czy umowa, po wyeliminowaniu klauzul przeliczeniowych, może w dalszym ciągu obowiązywać, czy też powinna zostać uznana za nieważną. W przeciwieństwie do dotychczasowych orzeczeń, SN nie odrzucił tej ostatniej możliwości. SN wskazał przy tym, że jeżeli sąd nie dostrzeże nieważności, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby „odfrankowić” kredyt denominowany. Lektura uzasadnienia może nasuwać tezę, że to do kredytobiorcy należy wybór: nieważność czy odfrankowienie, tzn. nawet jeżeli w konkretnym przypadku sąd uważa, że umowa jest nieważna wskutek wyeliminowania klauzul niedozwolonych, to jeżeli konsument domaga się tylko odfrankowienia, to sąd powinien się do tego ograniczyć. Przede wszystkim jednak, powołując się na liczne orzeczenia TSUE, SN wyjaśnia w uzasadnieniu dlaczego klauzule abuzywne muszą zostać usunięte z umowy, dlaczego nie można ich zastąpić, a także dlaczego sądy powinny rozstrzygać wątpliwości na korzyść konsumenta – tłumaczy Damian Nartowski. Co więcej, wyjaśnił dokładnie na czym polega spełnienie obowiązku informacyjnego o ryzyku kursowym.

Czytaj również: SN "odfrankowił" umowę o kredyt denominowany >>

 

Jacek Czabański, Mariusz Korpalski, Tomasz Konieczny

Sprawdź  
POLECAMY

Czego domagał się kredytobiorca, co orzekły sądy powszechne

SN zajmował się sprawą umowy o kredyt denominowany z 2008 roku na kwotę 107 tys. franków szwajcarskich, ale wypłaconą w złotówkach (ok. 208 tys. zł). Kwota miała być zwrócona w ciągu 24 lat według harmonogramu wyrażonego we frankach. Raty miały być jednak spłacane w złotówkach – po przeliczeniu franków na złotówki po kursie z tabeli banku. Kredytobiorca wniósł o unieważnienie umowy i zwrot 42 tys. zł z tytułu nienależnych świadczeń. Wskazywał, że nie był poinformowany o ryzyku kursowym, a umowa zawiera niedozwolone klauzule.

Sądy: okręgowy i apelacyjny oddaliły jego powództwo. Uznały, po pierwsze, że bank dostatecznie poinformował kredytobiorcę o ryzyku związanym z kredytem walutowym. Przyznały, że klauzule indeksacyjne są niedozwolone, ale nie uznały, że skutkują one nieważnością umowy. Nie wyeliminował ich też z umowy. I tak sprawa trafiła do Sądu Najwyższego. W skardze kasacyjnej kredytobiorca podkreślał, że SA związał go klauzulą abuzywną wbrew dyrektywie 93/13 o nieuczciwych warunkach w umowach konsumenckich, a SN w składzie: Monika Kobe, Wojciech Katner, Marian Kocoń przyznał jej rację. Uchylił wyrok i przekazał sprawę sądowi apelacyjnemu do ponownego rozpoznania. Co więcej, w uzasadnieniu odniósł się do wyroków TSUE i wytknął liczne błędy sądom I i II instancji, ale także podważył niektóre wyroki SN.

Dlaczego sąd nie może uzupełniać ułomnej umowy

SN wskazał też, że nieuczciwe postanowienia umowne nie powinny być zastępowane innym mechanizmem przeliczeniowym, opartym na przepisach kodeksu cywilnego. TSUE bowiem, co do zasady wyklucza taką możliwość. Działania sądu mają bowiem zniechęcać profesjonalnych kontrahentów, zawierających umowy z konsumentami do przewidywania w nich nieuczciwych postanowień. Skutek ten nie mógłby zostać osiągnięty, gdyby sąd krajowy  wprowadził warunki uczciwe. Bank czy inny przedsiębiorca niczym by bowiem nie ryzykował, narzucając nieuczciwe postanowienia umowne. Mógłby liczyć, że sąd uzupełni umowę przez wprowadzenie uczciwych warunków, które powinny zostać zaproponowane od początku.

Należy zatem dążyć do osiągnięcia stanu „niezwiązania” konsumenta zakwestionowanymi postanowieniami umownymi, przy jednoczesnym (na ile to możliwe) utrzymaniu w mocy umowy.  Dlatego zastąpienie przez sąd klauzul abuzywnych np. kursem średnim waluty obcej z dnia wymagalności roszczenia ogłaszanym przez NBP, co dopuszczał wyroki Sądu Najwyższego z 13 grudnia 2018 r., V CSK 559/17, nie publ. i z  27 lutego 2019 r., II CSK 19/18, nie publ.) - należy wykluczyć, jako sprzeczne z celem Dyrektywy 93/13, co wskazał też TSUE w wyroku w sprawie Dziubak. SN, tak jak TSUE, orzekł, że tylko w wyjątkowych okolicznościach sąd może ingerować w umowę z niedozwoloną klauzulą.  Może to zrobić, gdy usunięcie nieuczciwego postanowienia umownego zobowiązywałoby sąd do unieważnienia umowy, wbrew woli konsumenta, narażając go tym samym na szczególnie szkodliwe skutki. W omawianej sprawie tak jednak nie było. Podobnie zresztą jak w sprawie Dziubak, w której Sąd Okręgowy w Warszawy na początku stycznia orzekł nieważność umowy.

Czego nie zrobił sąd apelacyjny, a co powinien

SN wskazuje, że sąd apelacyjny nie rozważał, czy umowa łącząca strony może być utrzymana bez klauzuli uznanej za niedozwoloną, czy też nie jest to możliwe i należy stwierdzić jej nieważność (jak się tego wprost domagała powódka w pozwie głównym). Oceniając możliwość utrzymania umowy, sąd powinien rozważyć czy po eliminacji klauzul abuzywnych, zawiera ona wszystkie konieczne elementy, w tym kwotę kredytu, okres kredytowania, terminy spłaty oraz wysokość oprocentowania. Kluczowe będzie zwłaszcza rozstrzygnięcie na jaką kwotę kredyt będzie opiewał i jakie jest jego oprocentowanie. Według SN, jeżeli sąd zajmie stanowisko, że umowa powinna być utrzymana, to udzielony kredyt należy uznać za złotówkowy spłacany przy zastosowaniu przewidzianego w umowie oprocentowania, czyli stawki LIBOR.

Warto pamiętać, że 29 października w podobnym składzie SN podważył unieważnienie umowy o kredyt denominowany we frankach i opowiedział się właśnie za "odfrankowieniem". Dlaczego? SN zauważa, że sporna umowa w ogóle nie przewidywała możliwości oddania do dyspozycji kredytobiorców kwoty kredytu we frankach – kwota została wypłacona w złotych, ani też możliwości zwrotu kredytu w tej walucie.
Ponadto w wyroku z 29 listopada SN wskazuje, że jeżeli wysokość dokonanych przez powódkę spłat okaże się wyższa, świadczenie z tego tytułu może okazać się nienależne. W przypadku stwierdzenia, że możliwe jest określenie praw i obowiązków stron w oparciu o pozostałe postanowienia umowne, a stwierdzenie nieważności umowy godzi w interesy kredytobiorcy rzeczą sądu powinno być rozliczenie stron w ramach powództwa ewentualnego, po dokonaniu oceny czy doszło do nadpłaty.
Zdaniem SN, nie ma podstaw do uchylenia się od tej czynności, sąd nie jest bowiem związany sposobem wyliczenia nadpłaty przez kredytobiorcę.
Niedozwolone postanowienie umowne nie wiąże konsumenta, w związku z czym nie może z niego wynikać żadne zobowiązanie, a świadczenie z niego wynikające będzie świadczeniem nienależnym.  Co więcej, w razie powstania wątpliwości interpretacyjnych sąd zgodnie z dyrektywą 93/13 jest zobowiązany do dokonywania wykładni na korzyść konsumenta.

 

Jacek Czabański, Mariusz Korpalski, Tomasz Konieczny

Sprawdź  
POLECAMY

Jak należy spełniać obowiązek informacyjny o ryzyku kursowym

Sądu Najwyższego nie przekonało stanowisko sądów obu instancji, dotyczące realizacji obowiązku  informacyjnego o ryzyku kursowym. Według SN nie wystarczy wskazanie w umowie, że ryzyko to ponosi kredytobiorca oraz odebranie od niego oświadczenia. - Wprowadzenie do umowy kredytowej zawieranej na wiele lat, na nabycie nieruchomości stanowiącej z reguły dorobek życia przeciętnego konsumenta, mechanizmu działania ryzyka kursowego, wymagało szczególnej staranności banku w zakresie wyraźnego wskazania zagrożeń wiążących się z oferowanym kredytem - tak, by konsument miał pełne rozeznanie konsekwencji ekonomicznych zawieranej umowy. Wystawiał on bowiem na nieograniczone ryzyko kursowe kredytobiorców, którzy nie mieli zdolności kredytowej do zaciągnięcia kredytu złotówkowego, czego bank jako profesjonalista był świadom, oferując tego rodzaju produkt celem zwiększenia popytu na swoje usługi. W takim stanie rzeczy przedkontraktowy obowiązek informacyjny w zakresie ryzyka kursowego powinien zostać wykonany, w sposób jednoznacznie i zrozumiale unaoczniający konsumentowi, który z reguły posiada elementarną znajomość rynku finansowego, że zaciągnięcie tego rodzaju kredytu jest bardzo ryzykowne, a efektem może być obowiązek zwrotu kwoty wielokrotnie wyższej od pożyczonej, mimo dokonywania regularnych spłat. Z poczynionych w sprawie ustaleń nie wynika, by obowiązek informacyjny został przez bank wykonany w sposób ponadstandardowy, dający powódce pełne rozeznanie co do istoty transakcji. Ponadto, rzeczywistość pokazała, że określenie nawet w przybliżeniu skali ryzyka walutowego związanego z tego rodzaju kredytami okazało się całkowicie nietrafione. W zaleceniach Europejskiej Rady ds. Ryzyka Systemowego z 21 września 2011 r. dotyczących kredytów walutowych wskazano, że nawet najbardziej staranny konsument nie był w stanie przewidzieć konsekwencji ekonomicznych kredytu hipotecznego we frankach , który był proponowany przez banki, jako bezpieczny, bo oferowany „w najbardziej stabilnej walucie świata  – czytamy w uzasadnieniu wyroku SN.

Dwie podstawy kwestionowania klauzul

Mec. Tomasz Konieczny wskazuje na jeszcze jeden ciekawy aspekt listopadowego orzeczenia SN. - W przeciwieństwie do poprzednich, może być odczytywane jako wskazanie dwóch odrębnych i niezależnych od siebie podstaw negowania wiążącego charakteru omawianych klauzul „przeliczeniowych”. Pierwsza - czysto obiektywna, która sprowadza się do oceny prawnej samego tekstu umowy, bez względu na zakres przekazywanych informacji czy odbieranych oświadczeń od konsumenta. Tego rodzaju unormowania nie mogą być skuteczne, bo bank na ich podstawie przyznał sobie prawo do dowolnego kształtowania rozmiaru własnego świadczenia i wysokości zobowiązania kredytobiorcy. Druga podstawa - można ją nazwać subiektywną -nawiązuje do momentu jeszcze sprzed zawarcia umowy, w którym konsument podjął decyzję o wyborze danego produktu, co w praktyce miało miejsce mniej więcej w chwili składania wniosku kredytowego. To na etapie oferowania swojego produktu bank zaniechał uczciwego, pełnego i rzetelnego przedstawienia nieograniczonego, nierównomiernego i groźnego dla budżetu domowego ryzyka walutowego/kursowego, prowadząc tym samym do zniekształcenia woli konsumenta – podkreśla radca prawny Tomasz Konieczny.

Wyrok Sądu Najwyższego z 27 listopada 2019 roku, sygn. II CSK 483/18