Zmień język strony
Zmień język strony
Prawo.pl

Rowerzysta nie zawsze otrzyma odszkodowanie po zderzeniu z autem

Po kolizji z samochodem rowerzysta ma łatwiejszą sytuacją dowodową niż kierowca pojazdu mechanicznego. Jeśli jednak naruszył przepisy drogowe i przyczynił się do zdarzenia, to odszkodowanie od ubezpieczyciela sprawcy zostanie odpowiednio obniżone, a w rezultacie nie zrekompensuje poniesionych przez niego strat.

rower
Źródło: iStock

W 2025 r. doszło do 3425 wypadków i 10092 kolizji z udziałem rowerzystów – podaje Polskie Obserwatorium Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Nie jest niczym zaskakującym, że większość zdarzeń z udziałem rowerzystów ma miejsce od maja do września, kiedy więcej osób korzysta z roweru jako środka transportu. Znaczna część wypadków i kolizji to zderzenia z samochodem.

Po zderzeniu roweru z samochodem kluczowe znaczenie ma ustalenie przebiegu zdarzenia, ponieważ odpowiedzialność cywilna zależy od konkretnych okoliczności. W praktyce analizuje się m.in. pierwszeństwo przejazdu, prędkość, sposób zachowania uczestników ruchu oraz widoczność – mówi dr Kamil Szpyt, radca prawny prowadzący własną kancelarię.

Rowerzysta odpowiada, gdy zawini

Kierowcy samochodów w przypadku potrącenia rowerzysty odpowiadają na zasadzie ryzyka (art. 436 par. 1 k.c.), a to oznacza, że mogą uwolnić się od odpowiedzialności za szkody tylko wtedy, gdy szkoda powstała wskutek siły wyższej, wyłącznie z winy poszkodowanego albo osoby trzeciej, za którą nie ponosi odpowiedzialności.

- Na poszkodowanym rowerzyście spoczywa ciężar dowodu jedynie co do szkody oraz co do istnienia związku przyczynowego między ruchem mechanicznego środka komunikacji a tą szkodą – wyjaśnia Mariusz Sadowski, radca prawny z Eventum Kancelaria Prawna.

Kierowca może uwolnić się od odpowiedzialności przede wszystkim wtedy, gdy wykaże wyłączną winę rowerzysty.

- Chodzi o sytuacje, w których zachowanie rowerzysty było jedyną przyczyną zdarzenia. Do najczęstszych przypadków należą: przejazd na czerwonym świetle oraz jazda pod prąd. Spójrzmny na skrajny przykład odpowiedzialności rowerzysty - kierowca stoi spokojnie na drodze podporządkowanej pomiędzy dwoma budynkami, czekając na możliwość skręcenia na drogę z pierwszeństwem (brak sygnalizacji i pasów). Rozpędzony rowerzysta, jadący chodnikiem "na przestrzał" tej drogi podporządkowanej, wbija się bokiem w samochód lub uderza o jego maskę - tłumaczy Kamil Szpyt.  

 

Zasadnicze znaczenie ma to, że oprócz działania rowerzysty nie może być innych przyczyn zdarzenia.

- Ubezpieczyciel twierdzi przykładowo, że sytuację wypadkową spowodował rowerzysta, ponieważ nagle i niespodziewanie wjechał na ulicę pod samochód. Kluczowe jest jednak uwzględnienie tego, żeby to zachowanie rowerzysty było jedyną przyczyną. Jeżeli do jego zaistnienia doprowadziły także inne, niezawinione przez nikogo okoliczności, to nie ma możliwości skutecznego powołania się na to wyłączenie odpowiedzialności. Możemy mieć do czynienia np. z przekroczeniem prędkości przez samochód czy oślepienie kierującego przez słońce, przez co nie miał możliwości zauważenia roweru - tłumaczy Albert Demidowski z Votum Odszkodowania SA.

Gdy cyklista zawinił, to odszkodowanie z komunikacyjnego ubezpieczenia OC sprawcy może zostać pomniejszone.

Zdarza się też, że do zdarzenia doszło z wyłącznej winy rowerzysty, wówczas nie otrzyma on odszkodowania. A jeśli rowerzysta ze swojej winy wyrządzi szkodę kierowcy, to musi ją naprawić.

Rowerzysta odpowiada w oparciu o ogólną zasadę prawa cywilnego - zasadę winy.

- Jeśli to rowerzysta uderzy w prawidłowo zaparkowany pojazd, urwie lusterko albo wymusi pierwszeństwo i spowoduje, że kierowca auta uderzy w drzewo, unikając zderzenia – winę trzeba mu udowodnić. Problem polega na tym, że rowerzyści nie mają obowiązkowego ubezpieczenia OC. Jeśli rowerzysta jest wyłącznie winny, kierowca auta musi dochodzić roszczeń z majątku prywatnego rowerzysty, chyba że ten posiada ubezpieczenie OC w życiu prywatnym – mówi Albert Demidowski.

 

Szkodę trzeba udokumentować

Postępowanie po zdarzeniu z udziałem rowerzysty i samochodu wygląda tak samo jak wtedy, gdy zderzą się dwa auta. Uczestnicy powinni spisać „wspólne oświadczenie o zdarzeniu drogowym”. Jeśli w zdarzeniu ucierpiał człowiek, trzeba wezwać policję. Dokumentacja zdjęciowa i filmowa oraz dane ewentualnych świadków przydadzą się dla celów dowodowych.  

Poszkodowany powinien zebrać dokumenty, które wykażą wysokość poniesionych przez niego szkód. Przyda się zatem dokumentacja medyczna, rachunki i faktury, zdjęcia uszkodzonych przedmiotów itp.

Jak radzi rzecznik finansowy, zgłoszenia szkody z załączoną niezbędną dokumentacją dokonujemy np. pisemnie, poprzez infolinię lub uzupełnienie formularza na stronie internetowej zakładu ubezpieczeń. Należy to zrobić bez zbędnej zwłoki, gdyż zgłoszenie szkody z opóźnieniem może skutkować utrudnieniem ustalenia np. przebiegu zdarzenia. Może to może skutkować ostatecznie ograniczeniem odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń (art. 818 par. 3 k.c.).

W przypadku roweru elektrycznego mogą być problemy

Problem może pojawić się w przypadku rowerów elektrycznych, które mają system wspomagania ustawiony inaczej, niż pozwalają na to przepisy.

Zgodnie z art. 2 Prawa o ruchu drogowym rowerem pozostaje również pojazd wyposażony w pomocniczy napęd elektryczny, pod warunkiem że jest to pojazd o szerokości nieprzekraczającej 0,9 m poruszany siłą mięśni osoby jadącej tym pojazdem, może być wyposażony w uruchamiany naciskiem na pedały pomocniczy napęd elektryczny zasilany prądem o napięciu nie wyższym niż 48 V o znamionowej mocy ciągłej nie większej niż 250 W, którego moc wyjściowa zmniejsza się stopniowo i spada do zera po przekroczeniu prędkości 25 km/h. Silnik ma tu charakter wyłącznie wspomagający, albowiem podstawowym źródłem napędu nadal pozostaje siła mięśni rowerzysty.

Jak wskazuje Mariusz Sadowski, jeżeli rower elektryczny spełnia powyższe warunki, wciąż traktowany jest jak zwykły rower i nie jest mechanicznym środkiem komunikacji z art. 436 kc. Także Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku z 12 października 2023 r. (sprawa C-286/22). TSUE uznał, że rower elektryczny, którego silnik jedynie wspomaga pedałowanie i nie pozwala na samodzielną jazdę bez udziału człowieka, nie jest „pojazdem” w rozumieniu unijnych przepisów o obowiązkowym OC komunikacyjnym. Trybunał zwrócił uwagę, że taki rower nie stwarza zagrożeń porównywalnych z samochodem czy motocyklem, jego prędkość i sposób poruszania nadal pozostają w dużej mierze zależne od człowieka.

- Granica pojawia się dopiero wtedy, gdy rower elektryczny przestaje być jedynie wspomagany. Jeśli konstrukcja pozwala na jazdę z większą prędkością albo silnik działa samodzielnie, pojazd może zostać zakwalifikowany już jako motorower. Prawo o ruchu drogowym definiuje motorower jako pojazd wyposażony m.in. w silnik elektryczny o mocy do 4 kW, którego konstrukcja ogranicza prędkość do 45 km/h. Taki pojazd podlega już obowiązkowej rejestracji oraz obowiązkowemu ubezpieczeniu OC posiadaczy pojazdów mechanicznych, a jego użytkownik wchodzi w reżim odpowiedzialności cywilnej za szkody właściwy dla posiadaczy pojazdów mechanicznych tj. w reżim odpowiedzialności na zasadzie ryzyka – tłumaczy Mariusz Sadowski.

Dla osoby, która jechała takim pojazdem, dopiero mogą zacząć się problemy.

- Tutaj istotne są parametry zakupionego sprzętu zgodne z ustawą Prawo o ruchu drogowym, a nie jego nazwa. Zdarzają się sytuacje, że dopiero po wypadku poszkodowany dowiaduje się, że nie powinien poruszać się po ścieżkach rowerowych a drogą jako pojazd. Dodatkowo w takiej sytuacji rowerzysta może zostać ukarany mandatem, a nawet zostać oskarżonym o popełnienie wykroczenia za poruszanie się pojazdem niedopuszczonym do ruchu drogowego - zauważa Agnieszka Antończak-Bernadowska, radca prawny z Kancelarii Łebek, Madej i Wspólnicy.

 

Polecamy książki prawnicze dla każdego