Obrońcy praw zwierząt podkreślają, że zmiany także w polskim prawie są potrzebne, bo "trójka" w przypadku kur jest symbolem znęcania się nad zwierzętami. Przypominają też, że kura podobnie jak psy i koty objęta jest ustawą o ochronie zwierząt. 

Tu warto zaznaczyć, że choć do wprowadzenia w Polsce zakazu chowu klatkowego jest jeszcze daleka droga, od kilku lat widać zmiany. Coraz więcej dużych i popularnych sklepów sprzedaż "trójek" ogranicza i zapowiada rezygnację z nich w ciągu najbliższych lat. Tymczasem w marcu przedsiębiorcy z całej Europy wystosowali list do Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego apelując o zakaz klatkowej hodowli drobiu w granicach wspólnoty. Z kolei w październiku 2020 r. Czechy wezwały Komisję Europejską do przedłożenia propozycji zakazu hodowli kur niosek w klatkach w całej UE i do 2030 roku.

Czytaj: 
"Piątka dla zwierząt" przyjęta przez Sejm, z ograniczeniem uboju rytualnego>>
Sejm nie zajmie się teraz piątką Kaczyńskiego, ale PiS nie zmienia stanowiska>>

 

Zamiast klatek systemy bezklatkowe

Przedsiębiorcy w liście do KE i PE wskazali, że bogactwo badań naukowych z zakresu dobrostanu zwierząt pokazuje, iż zwierzęta w klatkach cierpią. W ich ocenie dobrze zarządzane systemy bezklatkowe zapewniają im znacznie lepszą jakość życia. 

- Wraz z naszymi firmami już ponad 1000 przedsiębiorstw w Europie - detaliści, producenci i dostawcy usług żywieniowych - wyeliminowało klatki dla kur lub zobowiązało się to zrobić do 2025 r. Rzeczywiście, od 2019 r. większość kur niosek w UE jest hodowanych w systemach alternatywnych, takich jak ściółkowy, wolno-wybiegowy czy organiczny - czytamy w piśmie.

Firmy przekonują, że podzielają troskę konsumentów, społeczeństwa obywatelskiego i rządów dotyczącą dobrostanu zwierząt hodowlanych. - 94 proc. Europejczyków uważa, że ochrona dobrostanu zwierząt hodowlanych jest ważna (Eurobarometr 2015), a 1,4 miliona obywateli i obywatelek UE poparło Europejską Inicjatywę Obywatelską „Koniec Epoki Klatkowej - End the Cage Age”. Jako liderzy w branży spożywczej pochwalamy cele inicjatywy Koniec Epoki Klatkowej. Jesteśmy zdeterminowani, aby pomóc zreformować przemysł spożywczy od wewnątrz - podkreślili.

 


Jak nie ceną to kolorem - "trójki" klientów kuszą

Szczególnie przed Wielkanocą widać, że "trójki" w Polsce nadal cieszą się jednak powodzeniem. Jednym z hitów tego roku - są jaja "pod pisanki" czyli całkowicie białe i oczywiście tanie bo z chowu klatkowego. 

Tymczasem obrońcy praw zwierząt mówią wprost - kury w chowie klatkowym traktowane są jak maszyny do robienia jajek. - Żyją w barbarzyńskich warunkach – przez całe swoje życie zamknięte są w ciasnych klatkach, bez możliwości spełniania naturalnych potrzeb. Nigdy nie widzą słońca, przez stres i złe warunki wydziobują sobie nawzajem pióra, dochodzi nawet do aktów kanibalizmu. Żadne zwierzę nie powinno być traktowane w ten sposób - zaznacza Marta Jarosiewicz ze Stowarzyszenia Wolne Klatki. 

I przypomina, że produkcja jaj kurzych ma parę etapów. W chowie klatkowym to przenoszenie zwierząt na poszczególnych etapach z jednaj klatki do kolejnej. Zapłodnione jaja trafiają najpierw do wylęgarni, gdzie umieszczane są w inkubatorach, w których przez nieco ponad dwa tygodnie poddawane są wygrzewaniu. Następnie z jaj wykluwają się małe pisklęta - zostawia się je w inkubatorze dopóki nie zaczną samodzielnie chodzić. A potem transportuje się je do "wychowalni", czyli klatek gdzie czekają na osiągnięcie dojrzałości płciowej. 

Potem trafiają do kolejnych klatek gdzie mają nieść jaja. Maksimum ich wydajności kończy się, gdy mają około półtora roku życia i wówczas - jak mówią eksperci - trafiają na ubój. - Gdyby pozwolić im żyć, byłyby dopiero w 1/10 swojego życia - podkreśla adwokat Karolina Kuszlewicz, specjalizująca się w prawach zwierząt. 

Czytaj: Zwierzęta odzyskują głos, gorzej z ochroną ich praw>>

Z łańcuchów nie spuszczą, to i z klatek nie wypuszczą

Adwokat Katarzyna Topczewska nie ma wątpliwości, że kwestia chowu klatkowego kur i kurcząt jest obszarem, którym trzeba się jak najpilniej zająć, bo jest to po prostu okrutny sposób traktowania zwierząt. 

- Niestety skoro politycy boją się spuścić psy z łańcuchów, bo boją się o swój elektorat, boją się zadrzeć z wąską grupą osób jakimi są futrzarze, to co dopiero z fermami - dodaje. I przypomina ubiegłoroczny bój o piątkę dla zwierząt, czyli nowelizację, która przewidywała m.in., że ubój rytualny byłby dozwolony jedynie na potrzeby członków polskich gmin i związków wyznaniowych i wprowadzała zakazu hodowli i chowu zwierząt futerkowych, z wyjątkiem królika, w celu pozyskiwania futer. Ustawa została przyjęta przez Sejm, potem Senat wprowadził do niej poprawki, a Sejm wstrzymał się przed ponownym głosowaniem nad nią. W lutym minister rolnictwa Grzegorz Puda poinformował, że kwestia "piątki dla zwierząt" została odsunięta na dalszy plan i nie wie, jakie będą jej dalsze losy. 

- Po raz kolejny zostaliśmy oszukani. Mamy powtórkę z tego co było w 2017 r. kiedy Jarosław Kaczyński publicznie zapowiedział wprowadzenia zakazu hodowli zwierząt na futra, stwierdził, że to powinno być normalne dla każdego porządnego człowieka. Powstał szeroki projekt pana posła Krzysztofa Czabańskiego, dużo szerszy niż piątka, który nie doczekał się nawet numeru druku sejmowego. Teraz mieliśmy gotową ustawę, przyjętą przez Sejm, Senat zaproponował poprawki, była ostatnia prosta i teraz wiemy, że "piątki" nie będzie. Biznes okazał się ważniejszy od dobra zwierząt - wskazuje adwokat Topczewska.

Dlatego w jej ocenie, w przypadku chowu klatkowego kur warto stawiać na świadomość społeczną i apelować do sklepów by takie jaja wycofywali ze sprzedaży. 

 


"Nioski" niby mają prawa, ale trudne do egzekwowania

Z adwokat Karolina Kuszlewicz przypomina, że w Polsce chów klatkowy i ściółkowy, czyli tzw. podłogowy kur niosek jest legalny. Nie ma też wątpliwości, że biorąc pod uwagę liczbę takich kur liczoną w milionach, przypadki łamania prawa muszą się zdarzać.

- Zwierzęta te całe swoje życie spędzają w zamkniętej hali produkcyjnej, gdzie co do zasady nie mają dostępu organizacje zajmujące się ochroną zwierząt, a to właśnie one są głównymi inicjatorami spraw związanych ze znęcaniem się nad zwierzętami. Dlatego los tych zwierząt rzadko staje się przedmiotem postępowań karnych, mimo, że kury nioski, tak jak inne zwierzęta kręgowe, objęte są ustawą o ochronie zwierząt. Nie mam też danych na temat przestępstw popełnianych wobec tych konkretnych zwierząt - dodaje.  

W ocenie adwokat, sytuacja kur wykorzystywanych w chowie przemysłowym w sposób wyraźny pokazuje, jak bardzo ograniczana jest zasada humanitarnego traktowania zwierząt określona w prawie, ponieważ zwierzę w tym przypadku traktowane jest przede wszystkim jako przedmiot produkcji, a nie podmiot ochrony. 

- Tymczasem zgodnie z art. 5 uoz, każde zwierzę wymaga humanitarnego traktowania, przez które ustawa definiuje traktowanie uwzględniające potrzeby zwierzęcia, zapewniające mu opiekę i ochronę. A w chowie klatkowym minimalna powierzchnia klatki na jedną nioskę to zaledwie 750 cm kw. Od 1 stycznia 2012 r. co prawda obowiązują tzw. klatki wzbogacone, wyposażone m.in. w grzędę, ściółkę i urządzenie do drapania pazurów, niemniej i tak cały proces życiowy tego zwierzęcia podporządkowany jest optymalizacji produkcji - mówi.