Sędzia SN wiedział, że jest „neo”, więc zapłaci? Minister Żurek podpisał sześć wezwań do zapłaty
Prokurator generalny Waldemar Żurek poinformował, że podpisał pierwszych sześć wezwań do zapłaty kierowanych do kilku sędziów Sądu Najwyższego, powołanych od 2018 r., czyli przy udziale kwestionowanej przez rząd i dużą część prawników poprzedniej Krajowej Rady Sądownictwa. Zrobił to w ramach regresowych spraw cywilnych. Zapewnił też, że cały czas rośnie łączna kwota zasądzana przez Trybunał w Strasburgu w związku z orzeczeniami tzw. neo-sędziów.

Minister Żurek zapowiadał taki krok od momentu objęcia teki ministra, czyli od połowy 2025 r. Pomysł pojawił się jednak już wiosną 2025 r. Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia przedstawiło wówczas listę 20 pilnych działań w zakresie przywracania praworządności do realizacji do 2026 roku. Zaproponowało wśród nich, by Skarb Państwa występował z roszczeniem regresowym wobec sędziego SN powołanego przy udziale KRS ukształtowanej po grudniu 2017 r., jeśli jego wyrok był podstawą skargi do ETPCz, a ta skarga skutkowała konkretną kwotą zasądzoną lub przyznaną na podstawie ugody. Odpowiedzialności regresowej "nie-sędziego za działanie pod pozorem prawa" poświęcona jest też publikacja prof. Michała Romanowskiego w Przeglądzie Sądowym.
Czytaj:Sędzia powołany od 2018 r.? MS wypłaciło 5,5 mln zł w ramach ugód>>
Mamy ogromną liczbę spraw, w tym momencie kilkaset, przed ETPCz, związanych z problemem naruszenia przez Polskę prawa do sądu ze względu na udział w składzie orzekającym osób powołanych na stanowiska sędziowskie z udziałem neo-KRS. W takich sprawach skarżącym wypłacane są, na mocy ugody zawartej ze stroną polską, odszkodowania sięgające ok. 10 tys. euro za sprawę - mówiła wówczas sędzia Urszula Żółtak z Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, wiceprezes warszawskiego oddziału Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. Dodawała, że sprawy te dotyczą jednej zasadniczej kwestii: sąd był niewłaściwie obsadzony, w składzie była osoba wadliwie powołana z udziałem KRS ukształtowanej na podstawie ustawy z grudnia 2017 r.
- Liczba tzw. neo-sędziów wzrasta, więc i problem narasta. Odszkodowania, na podstawie wyroku czy ugody, wypłacane są ze Skarbu Państwa, czyli płacimy za to my wszyscy - uzasadniała. Przypomnijmy, że Iustitia wskazywała, iż jak najbardziej są do tego podstawy.
Wypłacono już 6,5 mln zł?
Żurek podczas konferencji 6 listopada br. przypomniał, że od dawna wskazywał, iż „powinny być wniesione regresowe pozwy cywilne wobec tzw. neo-sędziów w Sądzie Najwyższym za ich udział w rozprawach”, co prowadziło do orzeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i odszkodowań, które „musiało ponieść państwo polskie, czyli polscy obywatele”.
Czego dotyczy spór? Chodzi o to, że poprzednia KRS, która opiniowała kandydatów na sędziów SN, miała w swoim składzie 15 sędziów-członków wybranych przez Sejm, a nie przez sędziów. Taką zmianę wprowadziła nowelizacja ustawy o KRS z grudnia 2017 r. Skład Krajowej Rady Sądownictwa również został wybrany na podstawie tej samej ustawy, ale wskazywane jest, że 13 z 15 sędziów do Rady pozytywnie zaopiniowały zgromadzenia i zebrania sędziowskie.
Czytaj: Wadliwie powołany sędzia zapłaci państwu odszkodowanie?>>
- Dotychczasowa kwota realnie wypłaconych sum za działania „neo-sędziów” w SN wynosi już 6,5 mln zł. Oczywiście jest ona zależna od kursu euro, ponieważ ETPCz wypłaca te kwoty w euro - powiedział Żurek.
Jak dodał, obecnie w ETPCz „jest zamrożonych, mówi się, że ponad 1,2 tys. spraw polskich obywateli, które zakończyły się w SN, ale za stołem sędziowskim siedział tzw. neo-sędzia”.
- Jest realna obawa, że kiedy ETPCz te sprawy odmrozi, będziemy przegrywać jedną za drugą, bo została już wyznaczona linia orzecznicza - mówił prokurator generalny.
Dlatego, jak przekazał, skierował pierwsze wezwania o wypłatę tych kwot, które ci sędziowie wygenerowali swoim wychodzeniem na sale w SN.
Czytaj: Sędzia wiedział, że jest „neo", więc zapłaci państwu? Pomysł trudny w realizacji>>
Prawnicy od początku podzieleni
- Pomysł jest interesujący. Wystąpienie z regresem jest jak najbardziej możliwe. Jest to postępowanie cywilne, stąd tzw. neo-sędziowie nie będą mogli chować się za immunitetem. Rozstrzyganie w tych kwestiach powinno należeć do sądu, oczywiście prawidłowo obsadzonego zgodnie z artykułem 45 Konstytucji. Stąd uważam, że za bycie przez kogoś tzw. neo-sędzią nie powinni płacić obywatele z budżetu państwa, bo to jest bez sensu - mówił dr hab. Marek Chmaj, konstytucjonalista (Kancelaria Chmaj i Partnerzy spółka partnerska).
Dodawał, że może to dotyczyć też sędziów sądów powszechnych powołanych od 2018 r.
- Przy czym będzie musiał pochylić się nad tym sąd rozstrzygający w danej sprawie. Ewentualnie, w przypadku rozbieżności w orzecznictwie, decyzję podejmie Sąd Najwyższy, już w legalnym składzie -podsumował.
Inaczej oceniał to prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego. Jak podkreślał, w sprawie ewentualnych roszczeń wobec sędziów SN powołanych po 2018 r. można mówić jedynie o podstawach politycznych, ale podstaw prawnych nie ma żadnych.
Przede wszystkim dlatego, że pojęcie „neo-sędzia” nie jest pojęciem ustawowym i z punktu widzenia obowiązującego prawa ci sędziowie, aczkolwiek moim zdaniem powołani wadliwie, są sędziami. Dopóki nie będzie w tej sprawie odpowiedniego przepisu ustawy, indywidualne poglądy dotyczące ich statusu nie mają żadnego znaczenia prawnego. W związku z tym sugestia dotycząca roszczeń regresowych, nieoparta na prawie, jest istotnym naruszeniem konstytucyjnej niezawisłości sędziowskiej, a z tego punktu widzenia nie powinna mieć miejsca - mówił profesor.
- Sądownictwo działa na podstawie prawa, tak jak wszystkie organy władzy publicznej. W związku z tym indywidualne poglądy, poglądy o charakterze politycznym, nie mają znaczenia prawnego. Potrzebne są zmiany ustawowe - zaznaczał.
Na problem z podstawą prawną zwracał też uwagę w rozmowie z Prawo.pl prof. dr hab. Piotr Kardas z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wskazywał, że korzystanie z modelu roszczeń regresowych w stosunku do sędziów SN napotykać będzie na różnego rodzaju trudności argumentacyjne.
Co istotne, nie mamy w Polsce żadnego formalnie stwierdzonego stanowiska rozstrzygającego problem sprzeczności ustawy o KRS z 2017 r. z Konstytucją, bo nie ma TK i nikt takiego stanowiska nie przedstawił. Jest też problem ze skonkretyzowaniem podstawy niezgodności tej ustawy z Konstytucją, czyli wskazaniem reguły lub zasady konstytucyjnej, z którą niezgodne są regulacje zawarte w znowelizowanej w 2017 r. ustawie o KRS. Najprościej byłoby oczywiście wykazać, że Konstytucja zawiera nakaz takiego kształtowania ustawy o KRS, które gwarantuje sędziom samodzielne wybieranie swoich przedstawicieli do KRS. Tak treściowo brzmiąca norma oznacza daleko idący korporacjonizm, stąd być może pojawia się pewien sceptycyzm w tym zakresie - mówił.
Tuż po upublicznieniu pomysłu Iustitii przypominał, że problemem jest także to, iż cały czas istnieje domniemanie konstytucyjności ustawy, które ma charakter domniemania ustrojowego.
Możemy je obalić poprzez orzeczenie sądu konstytucyjnego, co jest obecnie niewykonalne, albo podważyć jednostkowo w ramach mieszanego modelu kontroli konstytucyjności prawa, czyli w orzeczeniach sądów powszechnych, SN lub NSA. I takich orzeczeń nie ma - podsumowywał prof. Kardas.
Wskazywał również, że budowanie roszczenia regresowego wymaga bardzo dobrej podstawy, m.in. stwierdzenia, że od jakiegoś momentu sędziowie SN mają świadomość, iż podejmując czynności orzecznicze, czynią to w sposób sprzeczny z Konstytucją, z Europejską Konwencją Praw Człowieka i Podstawowych Wolności oraz z prawem UE. Do tego trzeba by ocenić aktywność państwa, by odpowiedzieć na pytanie, czy organy władzy publicznej uczyniły wszystko, żeby zapobiec sytuacji wydania orzeczenia, które w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej nie powinno zostać wydane.








